na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » zdobycie najwyższrgo szczytu gór stołowych- Roraimy, 22 grudnia 2008



Hola Amigos!



       U mnie - w Manizales wybila 4:15 nad ranem a w Polsce godzina 10:15, nie moge spac, czujac przygotowania swiateczne w rodzinnym Domu...
Ale... wiec chcialabym Was serdecznie pozdrowic już z kolumbijskich Andow :) gdyż wenezuelska goscinnosc scentralizowanej władzy w rękach Hugo Chaveza mnie przegoniła...


      Uwielbiam podrozowac oraz chetnie opowiem Wam co nieco teraz o mych wrazeniach, a jezeli bedziecie chcieli dokoncze w styczniu jak wroce do polskiej, przepieknej Krainy.
Podroze bez biur podrozy daja niesamowita wolnosc i niosa tam gdzie serca, oczy nas poniosa :) Podziwiam Ameryke Poludniowa z trzema Polakami- Ania, Grzegorzem i Piotrem, ktorych poznalam przez portal milosnikow podrozy www.globtroter.pl.
Planowalismy caly wrzesien spedzic w Wenezuelii, teraz chcielismy plywac w rafach koralowych w okolicach wyspy Margarity, lecz...
Michale odpowiadajac na Twe pytanie o kulturze wenezuelskiej, obecna atmosfera w tym kraju jest bardzo agresywna... Turysci z plecakami sa bardzo niemile widziani, wydostanie sie z Caracas miejskim autobusem bylo czynem niemozliwym, po godzinne obserwacji i zastanawianiu sie dlaczego nas nie chca wposcic do autobusu, mila Wenezuelka delikatnie podpowiedziala, iz nie ruszymy z miejsca musimy wziasc taxi... uuu... i tu jawia sie moim zdaniem wenezuelskie absurdy... bak paliwa -25 litrow kosztuje 2,5 BF bolivara, czyli po kursie oficjalnym 1USD, czyli 3PLN, a po kursie czarno rynkowym tylko 0,5 USD, natomiast 1,5 litra wody w sklepie kosztuje az 2,94 BF, a na dworcu 5 BF... w Caracas za wyjazd z lotniska do hostelu, niecale 10 km musielismy zaplacic az 200 BF, negocjowlismy przed wejsciem z 5 taxsowkarzami bez skutecznie, wiec wsiedlismy i zaplacilismy tak jak sobie zyczyli... Na ulicy, gdzie jest mnostwo straganow z ich typowymi, kukurydzianaym plackami - Arepa, smazonymi bananami, przpysznym kukurydzianym napojem Chicha moim zdaniem widac pomiedzy uzbrojonymi policjantami niestety bardzo agresywnym miszkancow... Gdy drugiego dnia, bez plecakow pierwszy raz udalo nam sie skorzystac z miejsckiego autobusu z klimatyzacja - otwarte okna i drzwi, na ktora wisza ludzie... udajac sie na plaze do Santa Fe, przezylismy miejscowe porachunki... Na przystanku za przepiekna plaza Colorado uzbrojony, z odkryta twarza mlody chlopak przylozyl bron do szyby i strzelil... to byly sekundy, gdy robiac zdjeca i za szyby, przelciala obok mnie kula i trafila w sasiada Wenezuelczyka raniac go w policzek. Nastapila ogolna panika, kierowca zachowujac zimna krew szybko odwiozl rannego do szpitala. Jeden z pasazerow podszedl do nas Gringo-obcych i powidzial, iz wszystko juz ok i zyczy nam milego dnia... Moje nogi byly tak miekkie, iz ledwo wyszlam o wlasnych nogach z zakrwawionego autobusu, gdzie szyba rozbryzgla sie przy mym nosie. Nikt nie wzywal policji, ktora stala na kazdym rogu i okradala turystow...

      Bog czuwa nade mna! :)

      Ach... po tym zdazeniu jak najpredzej udalismy sie do miejsc gdzie oprowadzaja Indianie, aby czuc sie bezpieczniej, wiec szybko zmienilismy plany i obralismy kierunek Roraima :) Naszym przewodnikiem byl Frank, ktory gotowala dla nas pysznosci - TUMA wolowina z chili z EKEJI, czyli z indianskim chlebem, co zapijalismy wieczorami winkiem KACZIRI zrobionym z juka i ziemniakow. Frank opowiadal nam duzo legend, ale to moze nastepnym razem...
W Los Lljanos idnianskie dzieci nas oprowadzaly i pokazywaly jak na haczyk z miesem w rzece od razu biora piranie, ktore wieczorem skosztowalismy. Trzeba bylo szybko jesc i uciekac na hamak pod moskitiera, gdzy w innym wypadku my bylismy niesamowitym kaskiem dla komarow i innych insektow... Mimo przeroznych repelentow oraz miejscowych specyfikow, nacieralam sie jakas smierdzaca roslina insekty nie zostawialy na mym ciele wiele miejsca bez ukaszen, ale juz wszystko zaleczylam i mam teraz tylko ile wspomnienai jak ganialam z indianskimi dziecmi za anakonda, mrowkojadem :)

      Wracajac do jedzonka, to Kolumbia jest dla mnie rajem owocowym, codziennie probuje innych tropikalnych owocow. Maja tu kilkanascie rodzajow bananow, te proste dlugie sa do smazenia a te najmniejsze sa najbardzie slodziutkie. Niesamowite uczucie gdy zajadam mango lub soczysta papaje a sok splywa po brodzie :) Przed wczoraj sprobowal guanabane, taki kaktusowaty duzy owoc z bialym miaszem i duzymi pestkami pychotka czy inne lulo, guyabane oraz wiele innych.... o np taki zolty owoc z niebieskimi pestkami w srodku smakowal jak nasz polski slodki soczysty agrest, inny natomiast przypominal mi w smaku nasza poziomke :)

      Cleo pytales o koszty, wiec moj bilet lotniczy Berlin-Caracas-Berlin kosztowal mnie 1800 PLN, 20 dni w Wenezueli wynioslo srednio na dzien 50$, czyli 20*50*3= 3000 PLN, wiecej niz zakladalam, wiec ze wzglegow ekonomicznych i bezpieczenstwa jestem teraz w Kolumbi- 10 dni i wychodzi ok 30$ za dzien= 900 PLN.
Lacznie - miesiac pobytu - Wenezuela Kolumbia musi zamknac sie w 6000 PLN.

Kolumbijczycy sa przyjazniejszym narodem, widac radosc na uliach, maja wiecej niz tylko jeden produkt na polkach sklepowych i tu ze strachu nie musze zwiazywac na ulicy wlosow i chowac sie przed przezwiskiem GRINGO...
Dzis nie moge spac, gdzy rowniez mysle o wczorajszym dniu jak wspielam sie nieopodal nieczynnego wulkanu - Nevado del Ruiz na wysokosc 5000 m n p m., na gorze rzucalismy sie sniezkami :) zdobylam wyzszy szczyt niz najwyzszy europejski :) niesamowita radosc, lecz samopoczucie na tej wysokosci z mej perspektywy jak po duzej iliosci indianskiego winka, mimo bardzo spokojnego tempa wejscia na gore, bardzo krecilo mi sie w glowie. Widoki niesamowite :) Elwirko dla Ciebie do plecaka spakowalam promyk slonka, odbitego od sniegu, jest niby 5razy mocniejszy, wiec mam nadzieje iz dowiaze go do Polski :)

     Ach... moglabym pisac i piasc, lecz czas zmykac i przygotowac sie na swieta bez Rodzinki... lecz wsrod Podroznikow na planatacji kawy.

Zycze pieknych Swiat!

Hasta pronto!
Aneta



Dodane 20 grudnia 2008, 01:16 przez Aneta

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Aneta


t.o.p.o.l., 22 grudnia 2008, 7:10
... o matko! kiedy jedziesz ponownie?! Będziesz mieć kompana!
ubot, 22 grudnia 2008, 7:46
I nie na rowerze? Ale i tak piekne...
kajas, 22 grudnia 2008, 8:05
Krajobrazy porażająco cudowne. Kapitalne zdjęcia. Aneto, co wrażliwszych osobników wystawiasz na ciężką próbę ;-)
Marta, 22 grudnia 2008, 8:15
Aneto pochwal się wyprawą może na jakimś mini pokazie w Paszczy Lwa? to byłby fajny początek Nowego Roku :-)

podziwiam ...
Awari, 22 grudnia 2008, 8:17
ale miałaś piękną wyprawę:))) czy ja Ciebie dobrze kojarzę z wycieczek z Bąblami? zazwyczaj z kijkami mykałaś?
pozdrowienia.
Mirek, 22 grudnia 2008, 9:03
Roraima - najwyższa góra tepui (ponad 2850 m n.p.m.) leżąca na granicy Wenezueli , Gujany i Brazylii, w parku narodowym Canaima, na Wyżynie Gujańskiej.........(wikipedia)
.....jestem pod wrażeniem, rozważ pomysł Marty. Chętnie posłuchałbym wrażeń
Mxer, 22 grudnia 2008, 9:52
zazdroszcze takiej wycieczki, oj zazdorszcze :) SUPER ! Mogla bys w kilku zdaniach opisac nam conieco co widzialas, mnie osobiscie najbardziej interesuja miejscowe obyczaje, cos o tym lowieniu pirani na drucik :) napewno wiele bylo takich specyfikow :) a jak kuchnia ? :)
marek_r, 22 grudnia 2008, 11:03
Zazdroszcze takiej wyprawy Aneto ci
psuja, 22 grudnia 2008, 11:37
Anetko, coś czuję, że nie wykpisz się od obszerniejszej relacji :) Szykuj na styczeń porządny pokaz slajdów :)) I mam nadzieję, że pamiętałaś o tym, żeby i nam przywieźć troszkę słonka w plecaczku z tej podróży ;)
Cleo, 22 grudnia 2008, 15:56
No,no :) przygoda jak się patrzy. Gratulacje.
I przydałoby się też słówko o kosztach i innych przyziemych kwestiach.
Tybot, 22 grudnia 2008, 22:32
.. realizować marzenia. jestem pod wrażeniem :-)
mit, 23 grudnia 2008, 10:44
Pięknie, tam i ja mógłbym wytrzymać bez roweru :-)
Aneta, 24 grudnia 2008, 11:23
Poranne pozdrowionka z Manizale, troszke mych wrazen i przezyc z Wenezueli i Kolumbi sklecilam w relacji. Do zobaczenia :)
Mxer, 24 grudnia 2008, 20:43
dostalem gesiej skorki po lektorze....
t.o.p.o.l., 25 grudnia 2008, 6:48
Środki komunikacji miejskiej uważałem zawsze za ostateczność.Lecz teraz! Życzę wyprawy bardziej spokojnej,a doznań jedynie wzrokowych i smakowych.
psuja, 25 grudnia 2008, 18:49
!Hola, Anetko!
Como estas? Pienso, que bien :)
Gracias por tus relato :))) y por el rayo de sol :)
Alegre Natividad del Senor para Ti :)
Seguro vuelta!

(strasznie dawno nie używałam już tego języka:))) Chyba czas na małą wycieczkę hiszpańskojęzyczną ;)
Kasia, 25 grudnia 2008, 20:20
Przepiękne zdjęcia, relacja momentami wstrząsająca.
Aneta, 27 grudnia 2008, 22:49
Pozdrawiam z Pereiry :)

Muchas Gracias Elwirko :)

Mimo grozy jaka wlalam w Wasze serca piszac w chwili smutku moja relacje, chcialbym Was zapewnic, iz Ameryka Poludniowa jest przepiekna a Kolumbijczycy bardzo sympatyczni i otwarci :) i znaja angielski :) uuu... moj hiszpanski kuleje... Dzis od przystojnego, kolumbijskiego Przechodnia uslyszalam: You are very beautiful :) ups.. az zal jutro wyjezdzac z tej pieknej krainy.. wiec juz marze o kolejnej wyprawie w te strony do przemilych Peruwianczykow oraz do Argentyny podziwiac wodospady Iguasu :) moze za dwa lata... Seba jestes chetny na wyjazd?, lecz omijajac publiczne, miejskie srodki komunikacji :)

Dodalam troszke zdjec z kolumbijskich And.

Zycze Wam pieknego, radosnego Nowego Roku 2009!

Do zobaczenia na rowerze w naszych rejonach- przepieknej, kaszubskiej Krainy :)
Awari, 2 stycznia 2009, 8:03
Nie ma to jak podążać za marzeniami:)))) świetna relacja.
pozdrawiam.
Stefan, 2 stycznia 2009, 13:07
Awari, z tym podążaniem za marzeniami, to życie uczy, że trzeba jednak bardzo uważać, bo jakiś "Amigos" "przylozy bron do szyby i strzeli... "
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (272)