na rowerze

Najbliższe wycieczki



Najbliższe zawody




Ostatnie komentarze

Relacje » Nieznanym szlakiem, 4 kwietnia 2007



Ostatnimi czasy, gdy jeździłem na rowerze po najbliższej okolicy mej ukochanej Oliwy, bardzo często napotykałem tajemnicze oznaczenia niebieskiego szlaku rowerowego. Tajemnicze w dosłownym tego sensie znaczeniu. Nikt nie wiedział co to jest za szlak. Nie ma go na żadnej mapie, ani nawet dobry dziadek Goole nie pomógł ni wyłuskać, żadnej informacji o jego istnieniu. Nie mówiąc już o przebiegu.
Jednak wiadomo było, że szlak istnieje. Jak już wcześniej wspomniałem podczas wycieczek ja i moi znajomi napotykali jego znaki. Widziano je w Trzech Rzekach, Tokarach, nad jeziorem Tuchomskim oraz w dzielnicy Gdańska, Osowej. Mogłem również określić kiedy go wyznaczono. Najprawdopodobniej było to późną jesienią roku 2006. Gdy wracaliśmy z GRT z Bożego Pola widziałem już znaki. Jednak nie było ich latem, gdy w tym rejonie odbywały się moje treningi.

Początkowo myślałem, że jest to przedłużenie szlaku niebieskiego łączącego Lębork z Wejherowem, a następnie biegnącego do Gdyni. Jednak nie. W tym roku jako jego swoiste przedłużenie w stronę Gdańska przyjął szlak rowerowy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. A intrygujący nas szlak pozostawał wciąż tajemniczy.

Przełom nastąpił podczas powrotu z GERtowskiego rozpoczęcia sezonu. Wtedy to dojeżdżając do Osowej, Batik spytał się mnie czy nie wiem dokąd biegnie szlak rowerowy zaczynający się na tamtejszym dworcu PKP. Od razu skojarzyłem go z intrygującym mnie szlakiem. Wiedząc gdzie się zaczyna postanowiłem przejechać go w całości.

Na ten cel postanowiłem przeznaczyć środę 4 kwietnia 2007 roku n.e. Porę nie wybrałem wczesną jak uważają niektórzy. W każdym razie na miejsce zbiórki w Gdańsku Oliwie zadeklarował się, że przybędzie nie znany mi vshyc (ciekawe jak to się czyta?) Nie znając kilometrażu trasy oraz jej przebiegu, zakładałem, że wrócimy późno.

Pod bramą Oliwskiego Parku na rajd stawiło się nas dwóch. Jeszcze liczyliśmy, że w Osowej ktoś do nas dołączy, stąd od razu ruszyliśmy w kierunku tej dzielnicy leżącej na górnych tarasach Gdańska. Wybraliśmy dojazd do niej „drogą świeżej wody” czyli popularnymi studzienkami. W Owczarni Coca Coli nie było . W ciągu niewiele ponad pół godziny byliśmy na dworcu PKP.

Tutaj na jednym ze słupów, na przydworcowym placu, znaleźliśmy to czego szukaliśmy. Biały kwadrat z niebieskim kółkiem w środku. Zgodnie z moim zwyczajem, gdy szlak ma być pokonany perfekt zrobiliśmy pamiątkową fotkę pod znakiem i ruszyliśmy w drogę. Przejechaliśmy torowisko w Nowym Świecie i dojechaliśmy do żwirowni w Borowcu. Tutaj ukazała nam się chora jazda wytyczającego szlak. Byłem pewien, że pobiegnie on do Chwaszczyna, jeszcze się nabijałem że to Cyklosport go wyznaczył. Jednak szlak trzymając się ogrodzenia żwirowni ominął ją, przechodząc na jej zachodnią stronę. Przebiega w pobliżu jakiegoś gospodarstwa i dociera do drogi asfaltowej biegnącej na Tuchom.

W tej miejscowości przekroczyliśmy ruchliwą szosę Chwaszczyno – Żukowo i jechaliśmy dalej na zachód. Jak na razie szlak bardzo miło oznaczony i poza rejonem żwirowni nie robił niespodzianek. Wkrótce dotarliśmy nad Jezioro Tuchskie. Mijając tamtejszy lasek dojechaliśmy do Tuchomka. Objeżdżając prawie całe jezioro, wjechaliśmy do Warzenka, gdzie ponownie wykręciliśmy na zachód. Należy tutaj wspomnieć, że widzieliśmy oznaczenia kolejnego tajemniczego szlaku. Tym razem sądząc po znakach pieszego. Był on koloru zielonego. Widziałem już te znaki w rejonie Małkowa, Kobysewa i za Przodkowem. Kolejny tajemniczy szlak. Jednak wracając do niebieskiego i naszej trasy. Z Warzenka ruszyliśmy w Rejon Tokar. Jedną z moich ulubionych tutejszych dróg. Ten rejon kaszub słynie wśród rowerzystów, bardzo dobrymi drogami biegnącymi grzbietami grzęd uformowanych kiedyś przez lodowiec. Ogólnie całe Kaszuby takie są, Ale w rejonie pomiędzy Karuzami, a Wejherowem takich dróg jest pełno. Fakt, że nie są one zalesione decyduje o ich atrakcyjności. Po bokach, w dole ciągną się malownicze pola oraz gdzie niegdzie widać lasy czy kępy drzew. W każdym razie my dojeżdżamy do Tokar.

Tutaj mamy pierwszą wpadkę. Trudno stwierdzić z czyjej winy. Widzieliśmy znak szlaku, ale nie widziałem go na drodze gruntowej biegnącej dalej. Na pewno zmyliło mnie to, że dotychczas jechaliśmy wraz ze wspomnianym szlakiem zielonym. W efekcie tego pomknęliśmy asfaltem. Muszę przyznać, że bardzo miły zjazd. Zorientowałem się, że coś jest nie tak gdy szlak zielony skręcił z drogi, a naszego ciągle nie było widać. Wróciliśmy do Tokar.

W Tokarach na skrzyżowaniu wypatrzyłem na jednym ze słupów ogrodzeniowych koło obory nasz znak. Jednak nie był on standardowo oznaczony. Bardziej przypominał znak pieszy. Widać znakarz chciał, podkreślić gdzie należy się kierować, ale mu się to, w naszym przypadku nie udało. Trzeba objechać oborę prawie dookoła i już znajdujemy się ponownie na trasie. Dalsza droga wiedzie wijąc się pomiędzy gospodarstwami i polami. Wjeżdżamy na szosę wiodącą z Czeczewa do Przodkowa, aby zaraz ją opuścić, kierując się w stronę Trzech rzek. Szlak czasem przybiera nie typowe dwu kierunkowe oznaczenie, ale nam to na razie nie przeszkadza. W Trzech Rzekach chwila zastanawiania się nad dalszą drogą. Dość długo nie widzimy znaków. Czy na pewno dobrze skręciliśmy?? Jednak są. Jedziemy nimi znów wśród pól i lasów, aby dojechać na kolejną drogę w kierunku Pomieczyna. Tym razem, źle skręcamy. Znak przed skrzyżowaniem nie informował w którym kierunku trzeba jechać, a my nie dostrzegamy odległego znaku na słupie. Przejechaliśmy się kawałek w stronę Pomieczyna, Aż podjąłem decyzję o cofnięciu się.

Dalej szlak jest jakby gorzej wyznaczony. Każe dłużej utrzymywać się w nie pewności. Wśród tej ilości tutejszych dróg łatwo skręcić gdzie nie trzeba. I znowu skrzyżowanie. Znów nie wiemy w którą stronę skręcić. Wysyłam Darka na rekonesans, a ja sam zajmuję się pstrykaniem zdjęć. Szlaku nie znalazł, czyli trzeba jechać w drugą stronę. Po jakiejś dłuższej chwili znów widzimy znaki. Wjeżdżamy wraz z nimi do Pomieczyna, a właściwie jego zachodniego skraju.

Przecinamy szosę Przodkowo- Łebno i jedziemy znaną mi drogą z rajdu na orientację Harpagan. Teraz wszystko rozumiem. Szlak objawił mi swoją ideę. Zaraz przejedziemy koło jakiejś bazy rowerowej w której był punkt kontrolny na Harpaganie. Znajduje się ona w Hejtusie. Na zawodach dostałem reklamówkę o niej i informowano w niej, że prowadzi do niej szlak rowerowy. Tylko wtedy tego szlaku jeszcze nie było. W każdym razie nie spotkałem się z nim. Teraz wyjaśniło się również dlaczego ten szlak jest tak dziwnie oznaczony. Jakby ktoś wiedział co do czego, ale nie wiedział jak zrobić. Śmiejąc się z tego mijamy wspomnianą bazę i jedziemy dalej. Szlak całe szczęście nie kończy się na niej. Jedziemy dobrze mnie znaną drogą w stronę Pomieczyńskiej Huty.

Nagle na jednym z większych śródleśnych skrzyżowań dołącza do nas szlak zielony. Domyślam się, że jest to jeden z Kartuzkich Szlaków Rowerowych. Dalszą drogę będzie on wiódł wraz z naszym szlakiem niebieskim.

Jadąc bardzo fajną i malowniczą drogą, skręcając na kolejnym skrzyżowaniu, dojeżdżamy do wsi Kolonia. Przejeżdżamy szosę wiodącą przez nią, mijamy stary cmentarz i kierujemy się w stronę Głusina. Od dłuższego czasu zastanawiamy się gdzie nas szlak zawiedzie . Wylądujemy w Kartuzach, czy w Sierakowicach. Jeszcze przed chwilą byłbym pewien, że przejedziemy przez Sianowo. Ale Głusino?? To kierunek na Sierakowice lub Kamienicę Królewską. Jednak nie, szlak skręca.

Teraz już jestem pewien, że wjedziemy do Sianowa. Dołącza do nas czerwony pieszy Szlak Kaszubski. Te trzy szlaki wprowadzają nas do Sianowa. Znajduje się tutaj Sanktuarium Maryi Królowej Kaszub. Byłem tutaj nie raz i pewnie jeszcze kilkanaście razy odwiedzę tę wioskę. Uzupełniamy prowiant w sklepie. W końcu kupiłem Coca Colę i na przystanku PKSu urządzamy postój połączony z posiłkiem. Koło przystanku kończy również bieg nasz szlak. Lekki szok, że nie jedziemy nim dalej. Wypadało by go przedłużyć do Sierakowic. A tak nagle się kończy. Zastanawiamy się jak wrócić do Gdańska. W końcu mamy jeszcze mnóstwo czasu. Postanawiamy kontynuować wycieczkę szlakiem zielonym. Kawałek nim już przejechaliśmy.

Wracamy wraz oby dwoma szlakami na skrzyżowanie w lesie. Tam gdzie oba się połączyły. I ruszamy. Tylko gdzie? Szlak niebieski wyraźnie oznaczony, zielonego dalej nie ma. Jeszcze znak na drzewie wprowadza dodatkowe zamieszanie. Postanawiam sprawdzić następny znak szlaku niebieskiego, ale tam on biegnie samotnie. Trudno, postanawiam pojechać drogą w stronę Pomieczyńskiej Huty. Ten szlak musi tędy biec. Po dłuższym czasie dojeżdżamy do jakiegoś gospodarstwa i tam na słupku widzę oznaczenia szlaku. Tylko czemu na słupku?? Przecież to łatwe do zniszczenia i kosztowne. Nie lepiej było standardowo namalować znaki na drzewach? I zrobić je gęściej a nie człowiek kilometr jedzie domyślając się, że tędy biegnie szlak. Skręcamy zgodnie ze wskazaniami na słupku i zjeżdżamy do jakiejś dolinki. Teraz czeka nas ostry podjazd. Na jego szczycie kolejny słupek który informuje mnie, że za mną mam ostry zjazd. Robię zdjęcia, jak Darek podjeżdża tym zjazdem oraz utrwalam najbliższą okolicę. Muszę przyznać, że pięknie tu. Po chwili wjeżdżamy do Pomieczyńskiej Huty.

W wiosce napotykamy znowu szlak czerwony. Wraz z nim jedziemy w stronę Kartuz. Po drodze robię fotki okolicznym dolinkom wydrążonym przez strumyki. Mijamy Ucisko i jezioro Białe. Na jego południowym skraju, znajduje się tablica z której dowiedzieliśmy się o dalszym przebiegu szlaku zielonego. Najweselsze co odkryłem to to, że będziemy przejeżdżać przez Łapalice. Mam w nich być jutro, gdy z Łukaszem będziemy testować trasę przed rajdem nocnym. Czyli pojutrze gdy się odbędzie, znów będę w Łapalicach. Po prostu beka.

A my z Darkiem jedziemy dalej. Szlak ponoć wiedzie nas na zachód. Jednak ciągle nie widzę żadnych znaków. Jeden kilometr, drugi i nic. Postanawiam sprawdzić przebieg szlaku na zdjęciu tablicy którą sfotografowałem wcześniej. W końcu po co mam aparat. Ok. Jedziemy dobrze. Zaraz będzie kapliczka, a chwilę za nią szosa na którą mamy skręcić. I tak było. Kapliczka poświęcona św. Hubertowi patronowi leśników, a szosa zaprowadziła nas najpierw przez Mokre Łąki do Łapalic

Tutaj. Oznaczenia szlaku kazały nam, zaprowadzić rowery na najbliższe przejście dla pieszych. Przekroczyliśmy nim szosę Kartuzy Sierakowice. Po drugiej stronie chwila niepewności i rozglądanie się za słupkiem. Wypatrzyliśmy go na niedalekim skrzyżowaniu . Drogą odbiegającą od niego w głąb wioski pojechaliśmy w stronę zamku. Miał być blisko tylko 2 kilometry. Ale nie tak szybko. Najpierw dołączył do nasz czerwony szlak rowerowy, a potem zgubiliśmy oba szalki.. Chyba należało jednak skręcić na tę drogę wiodącą w gospodarstwo. My pokonaliśmy wzniesienie po którym biegł asfalt. Nim dojechaliśmy do skrzyżowania z którego biegła ulica Zamkowa. Już wszystko jasne. Zamek jest blisko. Już widzę jego kopułki na wieżach wystające ponad linie lasu. Jeszcze jeden podjazd i jesteśmy na miejscu. Postanawiamy wejść do środka.

Aby się do niego dostać, trzeba objechać betonowy parkan otaczający posiadłość. W pewnym miejscu się kończy i tamtędy dostajemy się do środka, Jeszcze zamku nie widać, ale wnet wynurza się za kolejnym zakrętem. Jest olbrzymi, bajkowy. Przypomina ten z Disney Landu. Wrażenie potęguje właśnie to, że jest nie wykończony. Chyba jedynym zamkiem który robi na mnie podobne odczucia jest Krzyżtopór. Tamten równie wielki i monumentalny. Darek postanawia odpocząć na dole, a ja wchodzę do środka, Śmigam po nim pokonując kolejne piętra, biegając wijącymi się schodami. Uczucie zupełnie jak w górach, za każdym zakrętem może być przepaść. Oczywiście cały czas pstrykam fotki. Nie będę tutaj rozwodzić się nad historią tego zamku, bo pewnie większości jest znana ,a nie domówienia tylko potęgują legendy o nim. W końcu nasyciłem swoje zmysły. Zaspokoiłem ciekawość i nadchodzi ten moment gdy czas wracać.

Postanawiamy z Darkiem pojechać dalej zielonym szlakiem do Kartuz. Wiedzie on wśród malowniczych wzgórz pomiędzy którymi znajdują się oczka wodne. W ciągu kilkunastu minut byliśmy w Kartuzach. Znaleźliśmy koniec szlaku przy miejscowej Kolegiacie. Pamiątkowe zdjęcie na zakończenie i czas na odwrót.
Droga powrotna to standardowa, wszystkim już znana trasa. Szosą dojechaliśmy do Borowa, skąd przecinając Jar Raduni dojechaliśmy do Babiego Dołu. Dalej przez Skrzeszewo, Przyjaźn i Niestępowo dojechaliśmy nad jezioro Otomińskie. Odprowadziłem kompana wycieczki przez Szadółki na Siedlce, a sam przez Morenę wróciłem do Oliwy.

Uczestnicy wycieczki:

Marek „Phantom” Zięba
Darek „Vshyc”


Trasa:

127 km

Oliwa; Owczarnia; Osowa PKP; Tuchom; Tuchomka; Warzenko; Tokary; Tolarskie Pnie; Trzy Rzeki; Otalżyno Pomieczyńskie; Pomieczyno; Hejtus; Kolonia; Lesińce; Sianowo.

powrót:

Sianowo; Lesińce; Kolonia; Pomieczyńska Huta; Ucisko; Sarnowo; Mokre Łąki; Łapalice; Kartuzy; Dierzążno; Borowo; Babi Dół; Przyjaźń; Niestępowo; Sulmin; Otomin; Szadółki; Siedlce; Oliwa

[hr]

Ciekawe strony:

Opis szlaku na necie:

http://www.bazawypadowa.pl/szlak.php

Wywiad z właścicielem i twórcą zamku w Łapalicach:

http://www.kurierkartuski.pl/modules.php?op=modload&...


Dodane 6 kwietnia 2007, 09:28 przez Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Phantom


Mxer, 5 kwietnia 2007, 12:19
no to spray w dlonie i dorysowac gdzie znakow brak :)

Niemniej jednak, troszke Wam zadroszcze tej przygody.. no ale arbacht macht frei.... wiec co ja sie tu bede rozczulal.
wshk, 6 kwietnia 2007, 1:19
Ale kolory na tych zdjeciach ze tak powiem z lekka przegięte...swiat nie moze byc az taki kolorowy:P
Magbet, 6 kwietnia 2007, 9:52
świat nie :( - bo pełno na nim świadectw pobytu człowieka, ale zdjęcia mogą i powinny być kolorowe, choćby dla potomnych . . .
wshk-u, możesz zawsze skręcić kolorki w monitorku i będzie tak jak sobie życzysz :)
Mxer, 6 kwietnia 2007, 15:11
Ale rozpisana relacja............ hehe, ktos sie napracowal
ubot, 6 kwietnia 2007, 16:16
phantom, bardzo mi sie podoba ta relacja,fotki, mimo ze troche przekolorowane,to ciekawe. Szkoda ze mnie tam nie bylo... A tak przy okazji,Tobie i wszystkim tu zagladajacym,Wesolego Alleluja.Milego zajaczka i smacznych jajeczek. Wesolych Swiat...
Magbet, 6 kwietnia 2007, 21:16
Obejrzałem foty i mam pytanie: Phantom, a kto Ci przydzielił osobistego ochroniarza ?
WOJT, 11 marca 2008, 22:25
Czy ten szlak jest na treking da sie go trekingem pokonac
WOJT, 11 marca 2008, 22:43
Czy ten szlak jest na treking da sie go trekingem pokonac
Phantom, 12 marca 2008, 0:19
Jak widać, na załączonych zdjęciach. asfaltów na nim dużo nie uświadczysz. Jednak myślę, że sporo osób przejechało by go na trekingach :) Jest kilka głupich terenowych miejsc, ale dla upartego dało by radę.
Wojtek, 13 marca 2008, 12:08
WOJT, ale z Ciebie archeolog, takie pokryte patyną relacje odkopywać ;-)
Szlak fajny, da się go od biedy nawet z sakwami przejechać, tylko jedna uwaga - często prowadzi przez gospodarstwa albo tuż obok, jest duże ryzyko spotkania się z krową/bykiem/burkiem - czego piszący te słowa parę razy doświadczył i był zmuszony do dokonywania dość znaczących objazdów :-)
Mxer, 13 marca 2008, 16:23
ale ktos sie rozpisal :D
Krzysiek[GRT], 14 marca 2008, 15:17
Szlak ten, który bierze swój poczatek z dworca PKP w Gdańsku Osowa kończy sie w Sianowie. Jest już zaznaczony na mapie Eko-Kapio pt:"Szwajcaria Kaszubska". Na tej samej mapie oznaczono też inne szlaki wokół Kartuz, które Phantom sfotografował na jednym z przydrożnych słupów informacyjnych.
Jeszcze szlakiem tym nie jechałem, ale słuchy mnie doszły że zwie się "Błękitna ścieżka rowerowa z Gdańska do Sianowa"
Phantom, 15 marca 2008, 8:57
A ja, że po prostu "Szlak błękitny"

Poczekamy zobaczymy co z niego wyjdzie, czy będzie odnawiany i czy nie zaśniedzieje na drzewach tak jak szlak pieszy żółty wiodący skądś chyba Chwaszczyna, przez Tokary, Kczewo Małkowo nie wiadomo gdzie, w kierunku zachodnim. I ta naprawdę nie wiem kto go wyznakował.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe zawody




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (12)