na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Pielgrzymka Do Sianowa- z wkładem własnym:), 6 września 2008



"Jest upalne lato 1382 roku. Józef Ceynowa podaje, że w wielkich tutejszych lasach rosły gęste kępy wysokich paproci. Ludzie przemierzali bory zbierając grzyby, jagody, borówki i nigdy nic nadzwyczajnego nie znajdowali. "Aż pewnego popołudnia dziewczęta zbierające jagody dostrzegły w paprociach jasność. Podeszły i ze zdziwieniem zobaczyły piękną małą figurę z drzewa rzeźbioną, nadziemskim jakimś światłem oblaną, gdyż biły od niej promienie jak od słońca lub cudownego kamienia - diamentu. Dziewczęta rzuciły się na kolana by Matkę Boską jak należy uczcić. Kiedy się pomodliły wzięły Figurkę i zaniosły ją do wsi, do sołtysa. Wnet dowiedziała się o tym cała wieś. Ludzie się zeszli, by radzić w jakim miejscu Matkę Boską umieścić." A że właśnie w Mirachowie budowano kościół, gdyż tam tworzyła się siedziba krzyżackiego powiatu, postanowiono więc Figurę Cudowną tamżze zanieść by w godnym miejscu spocząć i cześć odbierać mogła. Ale Figura na drugi dzień nadziemską siłą przeniesiona, znalazła się ponownie w Sianowie. Gdy i po trzeci raz to samo się wydarzyło, ludzie dali pokój i tu ją w Sianowie zostawili, bo poznali, że Matka Najświętsza w Sianowie chce mieszkać. Na prędce wykonali małą kaplicę około paprociowego krzaku, do której Cudowną Figurę wstawili. A kiedy ludzi wiele przybywało do Sianowa uczcić Najświętszą Pannę, pobudowano większy kościół, przy którym też osobnego proboszcza ustanowili. Tytuł miał kościół w Sianowie od początku Najświętszej Maryi Panny.

W Mirachowie zaś zaprzestano budowy kościoła. Powstała tylko mała kaplica zakonna dla potrzeb krzyżackiej załogi. Jej prawdopodobne fundamenty do dnia dzisiejszego znajdują się w pobliżu wsi na rozstaju dróg do Czeszeni i Kożyczkowa.

W Sianowie tymczasem minęło całe 100 lat. Upadł zakon, przyszło królestwo. Tutejszy kościół był drewniany i ktoś zaprószył ogień. Wybuchł pożar, kościółek cały spłonął. W prastarych kościelnych aktach przeczytać było można, że podczas tego pożaru wszystko doszczętnie spłonęło, gdyż czasu do ratowania nie było. Ocalała tylko ta mała Figura. Choć z drewna, pozostała nietknięta. Nie wiedzieli wtedy - pisze dalej biskup Szembek - gdzie podziać Cudowną Figurę. Wzięli więc i zanieśli ją tymczasowo w uroczystej procesyi pól mili za wieś do pewnej Bożej Męki i tamże umieścili. Nazajutrz zobaczyli Ją jednak z powrotem na wypalonym miejscu; stała na wpół spalonym słupie. Zanieśli Ją ponownie do tej Bożej Męki. Matka Najświętsza nie chciała tam pozostać, tylko cudownym sposobem zawsze wróciła na stare swoje miejsce do Sianowa, choć jeszcze dwa razy Ją tam zanieśli. Parafianie sianowscy uznali więc, że Matka Boska właśnie to miejsce sobie wybrała i zaczęli tu budować nowy kościół, który też był z drewna. Ówczesny biskup włocławski Jakob, do którego te ziemie należały, udzielił w tymże 1480 roku specjalnego odpustu wiernym, którzy odprawią pielgrzymkę do Sianowa, odmówią tam kilka "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryja" oraz złożą ofiarę na budowę nowej świątyni dla Łaskawej Figury Matki Bożej. Świadczy to bowiem o wyjątkowości tego kościoła poprzez bardzo rozpowszechniony w XV wieku kult w Sianowie Najświętszej Maryi Panny. Także podług wizytacji Rozdrażewskiego z 1583 roku w Sianowie około 1480 roku spalił się kościół i był wtedy świeżo pobudowany.
W roku 1811, 5 lipca nocą o godzinie drugiej zgorzał kościół sianowski w skutek gromu, który w niego uderzył. Wszyscy zaraz się zebrali i nowy kościół bardzo prędko i lekko stanął gotowy w roku 1816."Świątynia ta w stylu pruskiego muru, pokryta gontem stoi tu do dzisia"[...]




Jestem Pielgrzymem.

Sobota. Nieco po 12 wchodzę do szkoły. Wszyscy już są- jedzą akurat grochówkę, a potem będą słodkości. Około 60 osób. Pstrykam kilka zdjęć, Witam się z znajomymi z Łęczyc, rozmawiam z Michałem, wcinam ciasto ( nie wiem jak się nazywało ale było pyszne:). Trzynasta- pora zbierać się do wyjścia. Robię krótki przepak- duży plecak z ciuchami, śpiworem i karimatą wędruje do samochodu, na drogę natomiast zakładam mój kultowy, a w nim nieco prowiantu i aparat.
Idziemy. Przewodzi ks. Robert, dwadzieścia metrów z przodu i z tyłu porządkowi, w środku My. Asekurują nas też dwa samochody. Dołączyłem się dopiero w Łęczycach, ale Pielgrzymka idzie z Łeby- niektórzy mają już za sobą jeden nocleg i ponad czterdzieści kilometrów. Bolą ich nogi, na twarzach widać zmęczenie, a na nogach odciski.
Godętowo, sprawnie przechodzimy przez krajową 6 i odbijamy na Rozłazino. Zaczyna się podejście, grupka się rozrywa- trzeba będzie później na nich poczekać.
Już na wzniesieniu mija nas mój Tata na rowerku- wraca z grzybów. Zauważyłem Go w ostatnim momencie i nawet nie zdążyłem zareagować, ale On mnie widział- i to jest najważniejsze.
Droga do Rozłazina mija szybko, około 15 jesteśmy już na miejscu. Wchodzimy do kościoła chwilę się pomodlić, a nieopodal, na plebanii robimy krótki popas.
Następny przystanek to Nawcz. Idziemy ulicą ofiar Stutthofu. Droga prowadzi przez pola, na których można jeszcze usłyszeć echo żniw. Wokól trwają rozmowy, zawierane są nowe przyjaźnie, nie milknie śmiech- czuć w powietrzu tak dobrze mi znaną radość wędrówki. Kościół w Nawczu był dla nas zamknięty, a że mieliśmy już około 30minut spóźnienia, nie czekaliśmy na klucz, tylko od razu wyruszyliśmy w stronę Strzepcza...
Trzy godziny później- mijamy tablice z napisem "Strzepcz", jednak do samej wioski mamy jeszcze około 5km. Obok poligon wojskowy, żołnierze machają nam z okien:) Robimy krótki popas -trzeba poczekać na maruderów. Biorę Krzyż- teraz ja będę prowadził. Chyba idę trochę za szybko, bo co chwilą krzyczą z tyłu, aby zwolnić. W końcu oddaje krzyż. Dochodzimy do Strzepcza, ludzie nas witają, machają, uśmiechają się- tak jest na każdej Pielgrzymce.
W końcu Szkoła w Strzepczu, przygotowali dla nas materace -jak miło:) Prysznic, wyprawa do sklepu, kilka zdjęć, kolacyjka z chłopakami i pora na modlitwę. Siadamy po środku sali na materacach ułożonych w okręg( tak Kasiu -masz rację -to jednak był kształt koła,a nie jajka:), krótka homilia, dostajemy obrazki z wizerunkiem św Jakuba i muszle- to znak Pielgrzymów; św Jakub jest naszym patronem( także parafia w Łebie jest pw Św Jakuba). Czas na modlitwę.
Później teoretycznie powinniśmy iść spać, ale rozmowy i śmiechy nie ustawały do 23, kiedy to nawet najwytrwalsze gaduły przemógł sen.

Kto rano wstaję, temu zimna woda.
Obudziłem się o 4:50. Wszyscy jeszcze spali, więc poszedłem pod prysznic. Długo tam nie zabawiłem- woda była lodowata, polecam na przebudzenie:). Ulokowałem na materacu, zjadłem śniadanie, przejrzałem zdjęcia. Około szóstej co niektórzy zaczęli się budzić, i nieprzytomnie rozglądać po sali, a ja uwieczniałem te radosne spojrzenia na karcie aparatu:)
Droga do Sianowa minęła szybko. O ile na początku, było jeszcze cicho i trochę śpiąco, to im bliżej celu, tym więcej uśmiechu na twarzach. Śpiewamy, żartujemy, rozmawiamy- właśnie to jest czar pielgrzymki. W Pielgrzymce najważniejsi są ludzie. Ludzie, którzy wędrują w jednym celu- by swoją wędrówka chwalić Boga. Idąc w Pielgrzymce jesteśmy nie tylko Pielgrzymami, stajemy się Apostołami. Apostołami Bożej Radości.
I nigdy nie zapomina się tego uczucia, które towarzyszy dojściu do bram Sanktuarium.

"Boża radość jak rzeka, Boża radość jak rzeka, Boża radość wypełnia duszę mą, Alleluja".....:)

Do zobaczenia w przyszłym roku! A może i szybciej na jakimś szlaku?


Tomek.


W relacji wykorzystano fragmenty artykułu: "Sianowo - sanktuarium Królowej Kaszub", autorstwa Józefa Belgrau, wydanego w Peregrinus Cracoviensis, nr 11, z kwietnia 2002roku


Dodane 8 września 2008, 03:11 przez TiPi

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika TiPi


TiPi, 8 września 2008, 11:31
Małe sprostowanie: Ziemniak wstał jako drugi- o 5:10- respect:D
ziemniak_leba, 11 września 2008, 19:48
tomek miales mi przeslac fotki z pielgrzymki do sianowa
Juzef, 20 września 2008, 22:57
Tipi, za rok ogłoś wcześniej - nie udało się Januszowi jechać rowerkiem do Częstochowy, ani Stefanowi z Rumi rowerkiem do Sianowa to może pieszo mnie się uda dojść do tego pięknego Kwiatu Paproci ?

TiPi, 21 września 2008, 8:56
:D za rok idę napewno, no chyba ze nie ide:)
A tak serio to mam w planach Cżęstochowę- oczywiście pieszo.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (9)