na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Dolina Słupi, 6 września 2008



Ten dzień, czyli sobota 6 września 2008r,
nie zapowiadał się nadzwyczajnie a raczej zwyczajnie, czyli tradycyjnie spotykamy się, zwiedzamy i jedziemy, jedziemy i zwiedzamy i tak w kółko.

Jako że frekwencja na sobotnich moich rajdach z reguły jest znikoma, nie spodziewałem się specjalnie tłumów, a raczej bardziej bylem nastawiony na spokojna solówkę po Słupskich lasach, no ale gdzie tam...
w Skm na przystanku w Redzie spotkałem dwie nowe twarzyczki, co mnie ucieszyło Tomka wraz z jego Ojcem, poruszających się dość sporo po asfaltach czyli trekingi.

Po małym gadu-gadu trzeba, było poderwać dupcie i wypakować się w Słupsku..
Mimo zapowiedzi miejscowego MTB Słupsk nikt się nie pojawił, a szkoda... doszły mnie słuchy iz tubylcy prawdopodobnie nie lubią piasków ;-)
Postanowiliśmy w końcu wyruszyć... Wiec powoli jedziemy..

Na pierwszy rzut elektrownia Skarszów Dolny...
aa przed elektrownia ciekawy mostek składany czy jakoś tak.. a poniżej przejazd dla nieco cięższych pojazdów czyli rowerów:) Tomek postanowił go sforsować, mimo wszelkich naszych obliczeń,
znaków na niebie jak i ziemi nie udało nam się przewidzieć oczywistego, czyli siły nurtu rzeki jak i głębokości zanurzenia, gdzie ów śmiały rowerzysta przeprawił się na drugi koniec rzeczki
zamaczając kompletnie posiadane obuwie:)

W Skarzewie dzięki uprzejmości pracownika tutejszej elektrowni zostalismy zaproszeni jak i oprowadzeni po jej zakątkach, gdzie spędziliśmy kilka ładnych chwilek, wzbogacając swoja wiedzę na temat budowy turbin jak i działania elektrowni wodnych. Macierzysta turbina została ze względów ekonomicznych
(koszt wymiany pasa napędzającego generator) zastąpiona nowa nowocześniejsza..

Jedziemy dalej... Kolejna elektrownia to Strzegomino
http://www.powiatslupsk.info/konradowo%20elektrownia...
niestety osaczona ogrodzeniem, wiec brak możliwości obfocenia jak i tez zwiedzania..

Dalej dojeżdżamy do elektrowni wodnej GAŁĄŹNIA MAŁA
która również nie była dostępna dla zwiedzających, cóż robimy kilka fotek na rurach i jedziemy dalej:)

Następnie toczymy się, raczej przedzieramy się żółtym szlakiem, który prowadzi wzdłuż sztucznie uformowanego kanału rzeki Słupia, gdzie ojciec Tomka bogaty w wiedzę botaniczna jak i przyrodnicza opowiada małe co nieco na temat zielonego które właśnie przejeżdżamy:)

Po drodze Syfon i Odmulnik w Gałęzni malej, czyli rower na bary w dół i pod górę i wreszcie coś przyzwoitego dla trekingów czyli asfalcik:) hura...

Dojeżdżamy do Gałezowa gdzie nad j. Wiejskim, tutaj panowie oznajmiają iż mają na celu dotoczenie się do Gdańska na kolach (ok 100km), więc pożegnaliśmy się, wymieniając się wzajemnymi pozdrowieniami i męskim uściskiem dłoni.

Pobliski krum (sklep) otwierają za jakieś 20minutek wiec mam trochę czasu by się pobyczyć nad jeziorkiem i pozaglądać przez okna tubylcom do mieszkań:)

Po małym popasie we wsi, w której było więcej psów niż mieszkańców pomknąłem dalej żółtym szlakiem...
Zrobiło sie ciekawie, zgubiłem szlaczek, 10minut w plecy, pojawiły się podjazdy oraz piękne widoczki na rzekę Słupia która płynęła swoi niezakłóconym nurtem z jakieś 15m poniżej przebiegu szlaku...

i tak sobie jadę łapiąc wszelkie pajęczyny, omijając dziury aż tu nagle...
zamaskowana dziura w trawie, zonk i lecę... moje drugie OTB w skali 1-10 dałbym 4 punkciki..
jest fajnie leże sobie i leże patrząc na korony drzew, zrobiło się całkiem przyjemnie
szum rzeki, śpiew ptaszków i podobne temu sprawy:)

Powstałem, otrzepałem sie ze wszelkiego robactwa i jadę dalej...
a tu coś gr gr gr...

Hmm aha wygięło się, cóż trzeba odgiąć, wiec chwytam a tu... zonk nr 2, cala przerzutka postanowiła oddać się w moje ręce :(:(:( w tym momencie tak jak stoję siadałem i dosłownie otępiałem...

Przed oczyma jedynie czarne wizje ... Wiec szybciutko telefon do przyjaciela --> Mxer

Pierwsza porada, obrać kierunek Bytów z jakieś 15km z buta.. i chyba najbardziej trafna i słuszna decyzja...
Poprosiłem o kilka telefonów serwisów rowerowych... krotka chwilka, otrzymuję sms, wiec dzwonie...

Wszystkie telefony stacjonarne oczywiście nie odpowiadają, dzwonie--> ostatni komórkowy jest kontakt...
po krótkiej rzeczowej rozmowie, przedstawieniu praktycznie beznadziejnej sytuacji (urwany hak przerzutki) mimo tego, że ów człowiek był obecnie w Słupsku pozostawił mi malutkie światełko w tunelu, mówiąc że oddzwoni za chwilkę.

I tak tez było, jak powiedział tak zrobił, oddzwonił, gdzie poinformował mnie mówiąc iż jego Ojciec mimo tego że jest obecnie na treningu, powróci by mnie ratować, szczęśliwie uradowany pozytywna wieścią, podążyłem w jego kierunku Bytowa jak najszybciej się da... czyli z góreczki na koń i turli turli, w butach SPD jak sie okazało nie za bardzo da się biegać, praktycznie nie ma co liczyć na życzliwość kierowców, niestety to Polska i trzeba się do tego przyzwyczaić. Przed Bytowem ku mojemu zdziwieniu dojeżdża do mnie kolarz, czyli ojciec Tomka ? jak dobrze pamiętam czynny kolarz Klubu Sportowego "Baszta" Bytów.
po kilku sekundowej wymianie zdań i małych oględzinach bez chwili wahania powierzyłem mu mojego rumaka, po czym szybciutko go straciłem z pola widzenia oczu, ech kolarze...:)

Doczłapawszy sie do Bytowa, gdzie jak sie okazało udało sie dopasować inny hak
który doskonale spełnia do dziś swoja funkcje........

Tutaj troszkę się zatrzymam gdyż chciałbym serdecznie podziękować ów firmie:

Kolarzyk" Firma Usługowo-Handlowa Tomasz Natkaniec
77-100 Bytów, ul. Sikorskiego 39
tel. 0509522985


jak i ludziom ją tworzącym, gdyż całkowicie bezinteresownie, nie biorąc nawet złamanego grosza, angażując swój czas i łamiąc swoje plany postanowili pomóc nieznajomemu rowerzyście i wyratować go z opresji. Taka postawę potrafimy docenić i wszem i wobec chwalimy i polecamy.
Ciesze się, że jeszcze spotyka się ludzi, którzy mogą się legitymować wysoka uprzejmością i życzliwością ludzką. W przypadku podobnym kłopotów na moich ziemiach proszę o kontakt telefoniczny pod nr 501-307-000.

Ostatni telefon do Mxera, uzupełnienie informacji PKP BYTOW CHOJNICE SLUPSK gdzie zdecydowanie obrałem jedynie słuszny i możliwy kierunek Lębork. Od ojca Tomka otrzymałem cenna informacje ok 5km skrótu, wiec szybciutko się pożegnaliśmy obierając kierunek Lębork, mając za cel, zdarzyć na skm odjeżdżający ze Słupska o ok 19.18.

I tutaj się zaczął Sajgon godz. 17.50 i ok 2godz na przejechanie ok 50km
Trasa Bytów, Jasień, Rokity, Oskowo, Lębork.

To co się działo po drodze przeszło moje możliwości jak i oczekiwania, tego się nie spodziewali nawet najstarsi górale:) Początki były ciężkie ale jak się rozkręciłem to już szło jak po maśle, na moim liczniku gościły wręcz rzadko spotykane prędkości z wyjątkiem niektórych podjazdów, tereny przyjemne, po drodze śmignąłem przez niezaliczona elektrownię Soszyca, na lewo ładne widoczki na prawo ładne pejzaże i tak mniej więcej prawie przez cała trasę, gdzieś dalej spore pastwisko i sporo ładnych mięsnych krówek, i dalej gazu, tyle ile fabryka da, po przejechaniu ok 20km odzywa się kolka i tu zonk, trzeba było dać po hamulcach łapiąc oddech, cały czas spoglądam na licznik, godzina, kilometry, w między czasie sms od Mxer-a, pociąg Lębork 20.03, nie ma mowy, niezdarze... przydałyby się zjazdy... po drodze jakiś skuter, zjazd i go doganiam:) dalej podjazd i znowu walka, czyli kolka... hmm jak tylko się dowiem co to jest dam sobie to wyciąć:) Tablica Lębork 18km, czas ok 30minut... do kolki dołączył prawie niezapowiedziany mój również pierwszy skurcz uda, zrobiło się ciemno, nie było czasu dosłownie na nic, wiec pociskałem bez przedniej lampki, większe luki ciołem po wewnętrznej, na szczęście pojawiły się przepiękne zjazdy jak i też oślepiające samochody:( modliłem się by nie trafić na żadna niezalatana dziurę...
rozpędzony wjeżdżam do Lęborka, czas 19.50
pierwsze rondo, wiem gdzie jestem, kierunek na maxa --> dworzec PKP
na dworcu zameldowałem się dosłownie ok 5 min przed odjazdem pociągu...

ciężko tutaj opisać jak wyglądałem i ile wody wytraciłem,
pewnie znajda się tacy co szybciej to objada, w każdym bądź razie
dla mnie to było to coś, co trwale zapamiętam w mojej dość ulotnej pamięci:)

aha żeby było śmieszniej istniała możliwość powrotu do domu późniejszym
pociągiem pospiesznym, ale co tam.. :)

FOTKI Z WYCIECZKI
http://rwm.org.pl/upload/_rowerzysci/2008.09.06-Doli...



Dodane 9 września 2008, 02:31 przez Kris

Kris, 9 września 2008, 0:13
FOTKI DODANE:

http://rwm.org.pl/upload/_rowerzysci/2008.09.06-Doli...

Mxer, 9 września 2008, 12:09
:) wile przygod... jak na jeden dzien. I pamietaj woz ze soba hak, jakas felge, opone, zestaw naprawczy, male imadlo, ze 2 mlotki, mala spawarke, klucz dynamometryczny, kamerton .zeby dobre E na strunie zagralo/, troche oleju... i co by tu jeszcze zabrac... a rower... :)
Kris, 10 września 2008, 10:08
Dziś wiem, ze po weekendowych bojach straciłem sporo na wadze, oby tak dalej...
Mxer, 10 września 2008, 11:19
kris, ja tez tak chce
Rogata, 10 września 2008, 17:44
ja też, ja też...
Awari, 10 września 2008, 20:47
to się nie je całej blachy ciasta przed kompem Rogata:)))))
Rogata, 11 września 2008, 17:17
no ej, połową dzielę się z psem ;)
Kris, 20 września 2008, 23:17
no cóż, już chciałem Rogata wywołać do tablicy by zdementowała bądź potwierdziła ów pogłoski, aczkolwiek sensacyjną wiadomość, ale jak widać samo się wyjaśniło, Rogata po prostu niezle pichci, czekamy na twoje 'czwartkowe' domowe wyroby:)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość