na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Suwalszczyzna 19.08-31.08, 19 sierpnia 2008



Wyglądało to mniej więcej tak:



Wtorek

Zaczęło się nieciekawie- 6 rano, za oknem deszcz, sms od Kajasa- nie jedzie, chory, po swojej zeszłotygodniowej wycieczce… ech…w pociągu Grzesiek zajęty rozmową zapomniał, ze wsiadam po drodze, ganiam po peronie….no ale potem…było już znacznie lepiej.
Do Białegostoku dojechaliśmy we dwójkę późnym popołudniem, w kolejnym pociągu do Augustowa czekał Piotr . Po 19-tej na miejscu, przed zmierzchem ledwo starczyło czasu na znalezienie noclegu w stanicy PTTK jez. Necko, rozbicie namiotów i rozmowy integracyjne;)

Środa

Z miasta ruszyliśmy ścieżkami polnymi wzdłuż kanału Augustowskiego, następnie asfaltem R11 Bialobrzegi-Wrotki-R65 Sztabin-Jastrzębna , tu niespodzianka 7km bruku do, przerwa na obiad ,wycieczka nad Biebrzę która urokiem nie poraziła i dojazd do Mikaszówki bardzo ładną asfaltową drogą wśród Puszczy Augustowskiej przez Gruszki. Na liczniku ok. 92km, nocleg w gospodarstwie agroturystycznym

Czwartek

Drogą leśną wzdłuż Czarnej Hańczy przez Strzelcowiznę dojechaliśmy do Frącek, tam główną ale o dziwo prawie pustą szosą do Gib, następnie czarnym rowerowym szlakiem ( szuter) przez Kukle, R65 do Berżnik i czerwonym (asfalt) aż do Sejn, gdzie wyszła na jaw kolejna niedokładność mapy, z rozkładu jazdy wypadła przegapiona na skrzyżowaniu trasa do jeziora Gaładuś, za to udało się pokonać wszystkie pagóry na R65 9(asfalt) przez Daniłowice, Białogory, Maćkową Rudę, Mikolajewo do noclegu na polu namiotowym w Wigrach. Wieczorem spadł pierwszy na tej wycieczce deszcz- znaczy się dojechał do nas ozdrowiały Kajas;))

Piątek

Po obejrzeniu klasztoru w Wigrach i pierwszej próbie wyprowadzenia chłopaków na manowce pomyloną trasą (niestety byli czujni i się nie udało..) szutrami i ścieżkami leśnymi objechaliśmy jez. Wigry od strony wschodniej, asfaltem (R11 ) od północnej i zachodniej ,wdrapali się po drodze na wieże widokowe w Kruszniku i Bryzgielu , zobaczyli wigierską kolej wąskotorową, następnie czerwonym szlakiem rowerowym dotarli do Nowej Wsi i Lipniaka. W planie był przejazd przez las i cmentarzysko Jaćwingów czarną trasą E11, niestety dziko zarośnięte ścieżki nie wzbudziły naszego zaufania i ruszyliśmy na azymut lokalnymi dróżkami, szutrami, piaskami przez Leszczewo do Jeleniewa. Droga bardzo pagórkowata, duże różnice wysokości, upał chyba wszystkim dal się we znaki, pokonanie zajęło tez sporo czasu, spania szukaliśmy w pobliskich Szurpiłach,na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego w agroturystyce dzień kończąc ogniskiem. Ku zdziwieniu dystans przekroczył 80km

Sobota

Na ten dzień przewidziana była eksploracja Suwalskiego PK na która szczególnie nastawiał się Krzysiek. Do południa udało się podjechać szutrami pod i wejść na Górę Zamkową, dotrzeć do Wodziłek, wepchnąć rowery na głazowiska w Bachanowie i wtedy rozpadało się straszliwie…Przemoczeni dokręciliśmy do Błaskowizny, tam dwie godziny postoju pod sklepem w oczekiwaniu na przejaśnienia, bez rezultatów postanowiliśmy więc pociągnąć do Smolników i pomyśleć tam co dalej. Po drodze jednak przetarło się na tyle, że przejechaliśmy nie tylko pod Gore Leszczynową i Smolniki ( szutry, drogi leśne) ale i dużo dalej- asfaltem do Wiżajn, tam szybki obiad, decyzja że Góry Sudawskie zostaną do zwiedzenia przy bardziej sprzyjającej aurze, hi-way;) asfaltem wzdłóż północnej granicy kraju do miejscowości Żytkijemy, tranzyt przez urokliwą Puszczę Romnicką z żeremiami bobrowymi tuż przy drodze i tuż przed zmrokiem lądujemy w Stańczykach w agroturystyce; wieczorem jeszcze spacer na słynne mosty kolejowe i wyjątkowo wcześnie zmęczeni kończymy kolejny dzień.

Niedziela

Ze Stańczyków niebieskim rowerowym(ścieżka polna )zjechaliśmy do Przerośli, nastepnie już asfaltem do miejscowości Czarne i wzdłuż doliny Rospudy az do Bakałarzewa. Tu zmodyfikowałam jazdę, miejsca, które chciliśmy obejrzeć były już zaliczone,Krzysiek a Grześkiem przymierzali sie do powrotu do domów, my mieliśmy w planie dalsze wojaże- wszyscy więc ruszyli we wspólna stronę najpierw do Olecka a potem w kierunku Gizycka. Postanowiliśmy dotrzeć aż do Kruklanek pobocznymi drogami przez Jaśki, Cichy, Czerwony Dwór , trasy okazały się bardzo ładne ( szczególnie odcinek leśny za Czerwonym Dworem godny polecenia) i przejezdne, jednak dość długie, nie odbyło się więc bez małego kryzysu po drodze ale w końcu cala ekipa dotarła na metę z ponad 100km na liczniku; spanie na polu w ośrodku prywatnym na ul Wczasowej( jest tylko jeden) – polecamy-milo, czysto, niedrogo i bardzo sympatycznie.


Poniedziałek.

Tego dnia nasze drogi rozeszły się- Kajas pojechał do domu PKP, Grzesiek na kołach solo a pozostała dwójka ruszyła bez konkretnego planu w świat;). Najpierw postanowiliśmy obejrzeć wielkie jeziora mazurskie.Z Kruklanek lokalnymi drogami, ściezkami polnymi i marnej jakości asfaltem przez Pozezdrze dotarliśmy do przesmyku jez Mamry/ jez Dargin i Szynortu, następnie dużo lepszymi trasami przez Doba, Kamionki, Wilkasy wzdłuż jez Niegocin, Bogaczewo, Kozin , Prażmowo i skrótem przez las do Rynu nad jez Ryńskim, gdzie trafił się najgorszy ,najbrudniejszy , najkosztowniejszy i najzimniejszy z noclegów wycieczki w ośrodku wypoczynkowym , niestety dotarliśmy zbyt późno by szukać innych dalej.


Wtorek.

Z Rynu pojechaliśmy asfaltem do Wejdyków, potem trasą leśną przez Notyst Wilki , Jorę wzdłuż jez . Tałty a potem Śniardwy do Wierzby, gdzie przepłynęliśmy maleńkim promem na drugi brzeg jeziora, zajrzeliśmy do Popielna, a potem cały czas asfaltem leśnym przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów min przez ostoje konika polskiego do Rucianego-Nidy a dzień skończyli praniem i plackami ziemniaczanymi od przemiłych gospodarzy w gospodarstwie agroturystycznym w Zgonie nad jez. Mokre.;)


Środa

Powoli kończyła się kolejna zabrana mapa mazurska, przyszedł więc czas na kolejny region czyli Warmię. Ze Zgonu dobrym szutrem pojechaliśmy przez Koczek, a potem już tylko dobrej jakosci asfaltami przez Świętajno, Piasutno, Ozyny, Dźwiżuty,Elganowo, Grom, Jurgi, Waplewo, Burdąg, Jedwabno, Zgniłochę dotarliśmy do pola namiotowego w Swaderkach niedaleko Olsztynka. Cala trasa tego dnia była wyjątkowo dobra, bez dużej różnicy wzniesień, zawirowań pogody, ruchu samochodowego czy innych przeszkód, jechało się świetnie i na koniec dnia liczniki pokazały powyżej 100km.


Czwartek

Ze Swaderek postanowiliśmy przemknąć na skróty przez las do Stawigudy- co się udało i Uniszewa-co udalo się połowicznie, tzn. po kilkugodzinnym błądzeniu i pchaniu rowerów po dzikich piaskach.Po poludniu od Giatrzwałdu przez Lasy Taborskie Łuktę aż do Szeląga trzymaliśmy się już asfaltu by na koniec dnia zaryzykować jeszcze raz skrót leśny, tym razem szutrowy do Milomłyna, tam po godzinnym kołowaniu w deszczu który nagle się przypętał znaleźliśmy pole namiotowe; co prawda ładne i niedrogie ale pani jakby przeszkadzali goście i mając monopol na tego typu działalność w miejscowości w ogóle nie zawracała sobie nimi głowy.


Piątek

Niestety lało. Całą noc bez przerwy i nadal rano. Ambitne plany przejazdu wzdłuż Jezioraka i pochylni kanału Elbląskiego szlag trafił, do niczego nie przydało się tez poświęcenie Piotra i budzik postawiony na 6 rano by zdążyć z wyjazdem na czas, ruszyliśmy dopiero o 10-tej i w zupełnie inna stronę, asekurancką- dworca kolejowego w Iławie.30km i dwie godziny jazdy aury i temperatury nie zmieniło za bardzo, nie robiliśmy zatem kolejnych planów, po prostu rozjechali dzień wcześniej do domów.......

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W ten oto sposób przebiegła sakwiarska wyprawa suwalsko-mazursko-warmińska.

Staraliśmy się startować o 8 rano, jechać do pory umożliwiającej znalezienie noclegu- o ile na suwalszczyźnie czy Mazurach nie było to żadnym problemem gdyż teren pełen był od miejsc biwakowych, agroturystyk i pokojów na wynajem za niewielkie ( a przeważnie te same co za rozbicie pałatki pieniążki) problemem to na Warmii trzeba się był się natrudzić bądź napedałować by nie spać na dziko lub nie zapłacić jakichś bajońskich kwot.
Dystanse dzienne nie znając terenu a tylko swoje możliwości założyłam na poziomie 60- 80 km, ranne wstawanie i spokojna równomierna jazdabez szarży z regularnymi przystankami utrzymywała je w górnej granicy, dwa razy przekroczyły 100km, zapewne można było nie raz przekręcić więcej ale. .to nie ta wycieczka by była;). Zresztą niektórzy wiedza, ze licznika używam z ciekawości tylko, ile mój rower wytrzyma, tym razem zrobiłam mu zdjęcie przed wyjazdem i po powrocie nie zerkając w trakcie,wyszło 820km a doniesienia o poszczególnych dystansach pochodzą od kolegów.,
Trasy mieliśmy bardzo zróżnicowane- od dobrej jakości asfaltów przez szutry ,piaski leśne, nie brakowało ostrych premii górskich i błotnych, było się gdzie zmęczyć ale i jeden dzień przebiegł zupełnie lajtowo po płaskim. Widoki - różniste , właściwie co dzień to inne, mnie w szczególności urzekła Puszcza Augustowska i Czarna Hańcza-na pewno tam wrócę. Suwalszczyzna przepiękna, Mazury- zaskoczyły z wysokości siodełka po sezonie też mają swój urok, Warmia- tam zawsze wracam z przyjemnością
Z trasy udało się zrealizować większość założeń, parę kilometrów odpadło przez gapiostwo i niedokładne mapy, pogodę i zmiany planow, kilkaset niespodziewanie doszło, z planowanych 554 wyszło 820
Rowery , namioty i sakwy spisały się wzorowo, gumy w liczbie trzech zaliczył tylko Piotr, wywrotki na piachu w spd jak zwykle ja za wszystkich . .Pogoda spisywała się przez pierwszy tydzień wzorowo a potem jej to przeszło. Wyjechałam w lecie, wróciłam jesienią ..
Mapy- jak zwykle Warmia na papierze do poprawki, to co jest ulicą nie zawsze jest ulicą, również- nie zawsze w ogóle jest. O dystansach i rozpisce szlaków rowerowych nie wspomnę, dobrze ze nie pierwszy raz tam byłam, współczuje tym co zechcą się kierować tymi mapami .Kartografia suwalska i mazurska sprawowały się bez zarzutu.
PKP- zmiana rozkladu jazdy bez zapowiedzi w sezonie jak i spóźnienia składów –niezmienne..

Dziękuję chłopakom za miłe towarzystwo na trasie i autorom wszystkich krzepiących smsów które dostałam:)






Dodane 31 sierpnia 2008, 11:16 przez yas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika kajas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika yas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Ryba179

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika petercb750


kajas, 26 sierpnia 2008, 8:26
Powyżej fotki z mojego epizodu na suwalskiej wyprawie Dominiki.

Złapałem ekipę nad Wigrami. Wędrowaliśmy wspólnie trzy dni (na dłużej zabrakło mi czasu) po przepięknej Suwalszczyźnie zaglądając tu i tam.
Wszędzie cicho i pusto. Wyraźnie już widać schyłek lata. Zboża pokoszone, przydrożne jabłonie i dzikie grusze uginają się pod dojrzałymi owocami, noce już coraz chłodniejsze.
Ech ..chciałoby się tu pozostać.
Mxer, 26 sierpnia 2008, 9:11
nawet pogoda dopisala
kajas, 26 sierpnia 2008, 9:51
Z pogodą różnie. W Suwalskim PK przemokliśmy dokładnie i dogłębnie ;) Szkoda. Dlatego tak mało fotek z tego przecudnego regionu.
Ryba179, 26 sierpnia 2008, 21:19
Wyjazd super, tereny przepiękne - na pewno tam jeszcze pojadę. Udało mi się objechać z całą ekipą Suwalszczyznę, niestety Mauzry musiałem sobie odpuścić z pewnych względów. Za to wybrałem się na kołach z Kurklanek do 3miasta - i udało się po dwóch dniach pedałowania dotarłem do celu.
Pogoda można powiedzieć, że nas rozpieściła.
Chciałbym podziękować Dominice za organizację.
kajas, 27 sierpnia 2008, 9:25
Grzesiu, fotki świetne :)
Ryba179, 27 sierpnia 2008, 9:34
No muszę Tobie powiedzieć, że Twoje również. A śmiesznie wyszło bo niektóre motywy takie same wybieraliśmy:) tylko nie wrzucałem coby nie dublować.
Tak jak mówiłem wrzucę Tobie fotki na CD.
kajas, 30 sierpnia 2008, 17:40
Z przyjemnością przeczytałem Twoją relację Dominiko. Ciekawa, rzeczowa i na temat. Tak właśnie było.
Żałuję, że tak krótko mogłem Wam towarzyszyć, cóż - siła wyższa. Jedno jest pewne - będę tam wracał jeszcze niejednokrotnie z wielką przyjemnością. Krajobrazy niby trochę podobne do tych znanych nam z Kaszub a jednak jest w Suwalszczyźnie coś wyjątkowego. Jakiś ledwo uchwytny i subtelny klimat skłaniający do refleksji. Wyciszam się tam doskonale i solidnie ładuję akumulatory by przetrwać do wiosny.
Wielkie dzięki dla Dominiki, Grzesia i Piotra za wspaniałe i miłe towarzystwo na tej włóczędze :-)
yas, 30 sierpnia 2008, 18:07
Dzięki:)
Zbieraj siły na majówkę, zaliczymy jeszcze to i owo z Suwalszczyzny na wschodniej.
....a następne długoterminowe szwędanie z sakwami już we wrześniu, gdyby plany Ci się zmieniły będziesz mile widziany w ekipie
Wojtek, 30 sierpnia 2008, 23:48
spore dystanse jak na tłuczenie się niekoniecznie po płaskim i po asfaltach. No ale jak się wyjeżdża niemal z kurami, to można trochę obszaru łyknąć ;-)

A cóż to za mapa tak złośliwie przeinacza rzeczywistość?

Co do noclegów na Warmii - mam podobne odczucia, jakoś dziwnie mało tam pól biwakowych, za to masa jezior otoczonych tylko daczowiskami i mało przyjaznymi ośrodkami. Przepaść w porównaniu z jeziorami augustowskimi, gdzie urokliwych pól wszelkiej maści jest bez liku. Z łezką w oku wspominam te nie tak odległe czasy, gdy za sympatyczny nocleg nad jez. Mikaszewo czy Garbaś uiszczało się leśniczemu opłatę 0,75zł/osoby - i to na paragon :)
yas, 31 sierpnia 2008, 8:04
Dobre mapy terenów Warmii z których zwykle korzystam firmy CartoMedia były na miejscu nie do zdobycia, z domu ich nie wzięłam,nie braliśmy pod uwagę, że zdążymy dotrzeć tak daleko. Nabyłam, i to z trudem dwie pozycje Danmartu, jedną zwykłą, jedną turystyczna; z mapy turystycznej ani jeden szlak rowerowy nie odpowiadał rezczywistości, wymyśłałam je więc sobie sama; odległości też chyba ktoś na oko powpisywał; na dobrą sprawę już łatwiej byłoby się poruszać z samochodową 1:300000 ,

Niestety jestem terrorystą jeśli chodzi o poranne wyjazdy na takich wypadach, ale to słuszna metoda jeśli chce się gdziekolwiek dojechać z tak dużym obciążeniem - jechaliśmy z namiotami , nieznanymi trasami i babską formą nie z żelaza. Ale chłopakom i tak często mało było, negocjować musiałam.. Poza tym dzień coraz szybciej staje się krótszy, przy lekkim zachmurzeniu w lesie o 19-tej zaczyna się szarówka.

Janusz, 31 sierpnia 2008, 8:53
Kajas, Twoje fotki ładne, ale "Fotorelacja uczestnika Ryba179" rozkręciła moje emocje do granic stabilności systemu nerwowego ! - dla mnie takie wyprawy jak na razie wydają się nieosiągalne, ale dobrze obejrzeć sny na jawie.
Yas wymyśliłem sobie nową ksywę. Moje inicjały w USC, to "JAS" :)
yas, 31 sierpnia 2008, 16:19
tfu, Wojtek , ta felerna mapa Copernicusa była,źle spojrzałam. Setka, jedyna tam osiągalna wogóle ( i nic dziwnego że przy czyms takim pozostałe wykupili..) Demartu miałam na Mazury i była ok.
yas, 31 sierpnia 2008, 16:20
Janusz, to ile masz już tych ksyw ? ;)))
Mxer, 31 sierpnia 2008, 16:35
Yas, tego nie wiedza najstarsi górale :)
zeobi, 31 sierpnia 2008, 17:35
Super wyprawa i chyba elastyczny zespół, skoro Suwalszczyzna dotarła aż na Warmię;) Gratuluję pomysłowości i kondycji organizatorce, męska ekipa to wyzwanie na dłuższych trasach, a przebiegi mieliście rzeczywiście duże.
iwcia, 31 sierpnia 2008, 22:30
Świetne fotki i relacja! :) Mi się też marzy po raz kolejny Suwalszczyzna. Ostatni raz byłam tam z 20 lat temu...
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (196)