na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » OD MORZA DO MORZA, 22 maja 2008



Tak jak przypuszczałem, nie było konkretnych deklaracji więc na moją wyprawę wyruszyłem samotnie. Żałować, żałować! A jest czego. Wyśmienita pogoda, mnóstwo zaskakujących wrażeń, ciekawe spotkania z ludźmi, krajobrazy zniewalające swym urokiem, przyroda buchająca świeżym, nowym życiem, nastrojowe i refleksyjne wieczory biwakowe. Było po prostu cudownie!

Wyjechałem w środę po południu. Prawie rok nie jeździłem z sakwami, więc na początku było trochę problemów w głębszym piachu, ale wkrótce nabrałem nowych nawyków i jechało się dobrze. Szutrami i bocznymi asfaltami, znanymi i często uczęszczanymi przeze mnie szlakami, powędrowałem przez Szwajcarię Kaszubską do Kościerzyny. Powoli zbliżał się wieczór więc zacząłem rozglądać się za jakąś sympatyczną miejscówką. Znalazłem ładne miejsce nad jeziorem Kramsko Duże, pod dorodnymi świerkami na skraju polany. Cicho i spokojnie jeśli nie liczyć chóralnego rechotu żab, porykiwania sarniego kozła gdzieś w pobliżu i treli skrzydlatego bractwa. Kilkadziesiąt kroków od namiotu zasiadła para żurawi, budząca mnie nad ranem, przejmującym do szpiku kości, głośnym klangorem odbijającym się echem po dolinie.

Rano objazd Jezior Wdzydzkich. Czarnym szlakiem jedzie się bardzo wygodnie. Po drodze mnóstwo ładnych miejsc na biwak. Mijam kilku rowerzystów. Z niektórymi chwilę rozmawiam. Wokół odurzający zapach igliwia, żywicy i leśnych ziół. Po zachodniej stronie jeziora już nie jest tak różowo. Ciężki rower grzęźnie w piachu co chwilę. Z ulgą witam czerwony szlak rowerowy o zdecydowanie lepszej nawierzchni, który doprowadza mnie do Dziemian. Boże Ciało, sklepy pozamykane, na szczęście jest jeden co wyłamał się z zakazu świątecznego handlu, ratując mnie od śmierci głodowej. We wioskach odświętnie przystrojone ołtarze, kapliczki i przydrożne krzyże. Wszędzie czuje się jeszcze świąteczny nastrój. W Przymuszewie oglądam dom w którym spędziła dzieciństwo moja ulubiona pisarka kaszubska – Anna Łajming. W Sominach podziwiam drewniany kościół i chatę owczarza. Tu obieram azymut na północ i przez Naklę docieram do jeziora Mausz. Korzystając z wcześniejszego zaproszenia, odwiedzam ekipę TIR-owców bazujących w Kłodnie. Zafundowali mi przesympatyczny wieczór przy kominku w atmosferze starych, „bazunowych” przebojów przywołujących wspomnienia. Przegadaliśmy chyba pół nocy.

Nazajutrz, kontynuując kierunek północny, przemierzam Dolinę Słupi. Robię kilka postojów w najbardziej urokliwych zakątkach np. nad lobeliowym jeziorem Modrym czy nad Łupawą w jej przełomowym odcinku pod Czarną Dąbrówką. Tereny te nie są na szczęście jeszcze „skażone” masową turystyką. Nie ma tu daczowisk z nieodłącznymi atrybutami w postaci wyjących kosiarek i woni grillowanej kaszanki. Jest za to dzika i naturalnie piękna przyroda. W Damnicy oglądam ciekawy pałac, ponoć będący onegdaj własnością Bayerów (tych od aspiryny). Nad Łupawą sporo drzew powalonych przez bobry. Okoliczne pola, po horyzont oślepiają jaskrawą żółtością kwitnącego rzepaku. W oddali zauważam charakterystyczny stożek Rowokołu. A więc już blisko morskiego brzegu. Spieszę się, by zdążyć na zachód słońca. Okrążywszy jezioro Gardno od południa, docieram do mojej dawnej miejscówki na klifie niedaleko Dębiny. Z niemałym trudem odnajduję to miejsce ale zdążyłem. Spektakl zachodzącego słońca jest może banalny i kiczowaty, ale zawsze mnie zachwycał, tak i tym razem z rozdziawioną gębą nie mogę oderwać wzroku od płonącego nieba. Monotonny szum fal usypia mnie szybko…

W Smołdzinie spotykam się z Dominiką, Pawłem i Markiem, z którymi umawiałem się na wspólny przejazd plażą przez Słowiński Park Narodowy. Mam obawy czy podołam bo wieje mocno z północnego wschodu, fala niemała a mój rowerek przypomina jucznego osła. Ale tam! Trzy lata temu dałem radę to i teraz się uda. Przeżycia niesamowite! Pusta po horyzont plaża, rybitwy, mewy, biegusy, fale rozbijające się z hukiem o nasze koła, niekończące się wydmy z krążącym nad nimi potężnym orłem bielikiem. Te kilkanaście kilometrów dało nam w kość ale warto było. W Łebie jemy razem obiadek, po czym ruszam dalej na wschód wzdłuż jeziora Sarbsko, a Dominika i reszta do Smołdzina żółtym szlakiem. Nocuję nad jeziorem Choczewskim. Jest prawie pusto nie licząc kilku wędkarzy na łódkach. Bardzo sympatyczny biwak.

Niedziela. Ostatni dzień mojej samotnej, „morskiej” wyprawy. Przez Starbienino i Bychowo docieram do jeziora Żarnowieckiego. Mały postój i w drogę. Szybko przejeżdżam Puszczę Darżlubską, potem tylko jeszcze podjazd do Nowego Dworu Wejherowskiego i melduję się w domu na obiad.

TRASA

I dzień Gdynia – Czeczewo – Trzy Rzeki – Garcz – Chmielno – Przewóz – Stężyca – Skorzewo – Kościerzyna – Lizaki – Jez. Kramsko Duże ( 77 km)

II dzień Jez. Kramsko Duże – Juszki – Gołuń – Wdzydze Tucholskie – Przytarnia – Dziemiany – Przymuszewo – Sominy – Studzienice – Nakla – Kłodno ( 90 km)

III dzień Kłodno – Parchowo – Jamno – Żukówko – Soszyca – Łupawsko – Czarna Dąbrówka – Karwno – Łupawa – Poganice – Damnica – Żelkowo – Stojcino – Gardna Wielka – Rowy ( 115 km)

IV dzień Rowy – Smołdzino – Czołpino – Słowiński PN – Łeba – Osetnik - Sasino – Choczewo ( 87 km)

V dzień Choczewo – Starbienino – Bychowo – Gniewino – Nadole – Tyłowo – Leśniewo – Wejherowo – Nowy Dwór Wejherowski – Bieszkowice – Koleczkowo – Gdynia ( 76 km)

Łącznie – 445 km.



Dodane 25 maja 2008, 23:58 przez kajas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika kajas


Jaro, 26 maja 2008, 12:04
Wypaśna wyprawa i relacja tylko pozazdrościć :).
Pozdrower
psuja, 26 maja 2008, 12:32
Kajas, piękne te zdjęcia... eh... nic tylko się rozmarzyć ;)
Marta, 26 maja 2008, 13:20
Ech Kajas kiedy oglądam Twoje relacje nasuwa mi się jedna myśl: czas kupić bagażnik i sakwy!
Ty czasu marnowałeś, wyprawa rewelacyjna!!!

Mam pytanko: masz jakieś rowerowe plany na sobotę? trza by wycieczkę wysmażyć a ja mam mały pomysł.
Kasia, 26 maja 2008, 13:25
A gdzie, Marto, chcesz jechać? Ostatnio cierpię na brak pomysłów w kwestii układania tras rowerowych i chętnie korzystam z cudzych ;)
Kasia, 26 maja 2008, 13:28
A oczywiście jeśli chodzi o wyprawę Kajasa, powiem tylko jedno: cóz, zazdroszczę wszystkim, którzy umieją spać w namiocie i znosic wszelkie niewygody z tym związane. Ci mają po prostu szanse na najciekawsze wycieczki,
Marta, 26 maja 2008, 14:11
Spać w namiocie to jeszcze, ale się nie myć to już większy problem ;-)

Gdzie chcę jechać? nic wielkiego, ale pomysł powinien się wykrystalizować do środy :-) a na dłużej to bym na Podlasie pojechała.
kajas, 26 maja 2008, 14:34
Cóż, toaleta (a właściwie jej brak) na tego typu wyprawach to poważny mankament. Można jednak co jakiś czas korzystać z dobrodziejstw campingów albo większych stacji benzynowych. Latem jeziora są ciepłe, wszędzie można napotkać jakiś strumyk. Da się przeżyć. Gorzej z "krzaczkami" ;)
Janusz, 26 maja 2008, 22:28
Kajas, dzięki za relację. Jestem pod wrażeniem. Trudno mi zebrać wszystkie myśli. Ustanawiasz nową jakość i nowy styl na RwM. Bardzo podnosisz poprzeczkę.
Phantom, 26 maja 2008, 23:03
Zdjęcia super :)

Po jakości widać, jak sprawdza się zasada iż samotność trasy podnosi poziom robionych fotek.
WOJT, 27 maja 2008, 13:58
Nie przejmuj się Kajas. Ja mimo ogłoszenia na RWM moja wyprawe tez odbyłem samotnie , ale było warto a ci co nie jechali niech żałuja
Satan, 27 maja 2008, 23:39
Brawo! Super!
Samotne wyprawy zawsze robią największe wrażenie. I do tego ten kilmat pionierskiej wyprawy - namiot, Campingaz, mielonka, chińszczyzna z Radomia. Jestem pod wrażeniem.

A całość zwieńczona naprawdę ładnymi fotkami.
Jendrek.gd, 28 maja 2008, 10:20
Kajas opis i fotki rewelacja. Było miło nam Ciebie gościć. Mamy nadzieję na jakieś wspólne wyprawy.
jj active, 28 maja 2008, 11:07
Gratuluję pomysłu i realizacji. Też uwielbiam samotne podróżne ..niby wszyscy pukają się w czoło ..a jednak jest w tym jakiś urok:)
Agnieszka, 29 maja 2008, 3:40
Kajas - kiedy Beskid Niski?! :)
kajas, 29 maja 2008, 8:16
Kiedy Beskidy? Może we wrześniu albo dopiero w przyszłym roku, niestety. Ale w czerwcu jadę do Ustronia podreperować zdrówko i oczywiście rowerek biorę ze sobą. Wprawdzie to nie to samo co Beskid Niski ale myślę, ... ze tys bedzie piknie!

Marta, 29 maja 2008, 8:21
Jakby się szykowała jakaś wyprawa w góry na przełomie sierpnia wsześnia to ja się zgłaszam nawet z rowerem :-)
Awari, 29 maja 2008, 10:02
przez przypadek trafiłam na początku maja na wyjazd w Beskid Niski z grupą z skpt i było fantastycznie. już wiem, że będę tam wracać przy każdej możliwej okazji.
WOJT, 29 maja 2008, 21:58
Po co pociągiem do Ustronia lepiej na Kołach ja tam dotarłem mówie o Morskim Ustroniu oczywiście
Phantom, 30 maja 2008, 16:07
Beskid niski z wysokości siodełka ma swoje niezaprzeczalne uroki.

1) warunek, trzeba się zatrzymywać wszędzie gdzie popadnie :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (234)