na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Bleee... Warszawa, 19 lutego 2007



DZIEŃ 1 - 188 km

W piątek, 16 lutego, wyjechałem z Gdańska spokojnie (bo po tłustym czwartku) około 7 rano.

Nie wyjechałem z Gdańska i.. trach, obręcz pękła (od v-ek) w przednikkole i o mało nie poszybowałem nad kierownicą. Nie wiedzieć czemu, byłem przekonany, że to opona nie wytrzymała.

Odczepiłem przedni hamulec i tak jechałem narażając życie, bo jechałem w małej odlegości, raz za samochodem, raz za autobusem... a co chwila trzeba było sie zatrzymywac na światłach. Poczatkowo planowałem jechać przez Suchy Dąb, jednak była straszna mgła, a na dodatek w razie kompletnej katastrofy (rozcięcia się dętki) wolałem miec mozliwośc ewakuacji.

W Tczewie chciałem udać się (poczekac na otwarcie) do sklepu rowerowego, ewentualnie kontynuowac podróż z takim kołem (patrz zdjęcie), ale wcześniej zajechałem do Kasi, która nie dość że pozyczyłami całe koło, to jeszcze poczęstowała mnie (w zasadzie to jej mama) zupą z soczewicy, mniam.

No więc udałem się przez Piekło, Jarzębinę... prędkością nadźwękową ;) ...niby wiało w twarz, ale prawie sie tego nie czuło.

Brachlewo, zielony szalak wzdłuż rzeki Liwa, Licze, Bronno - zadupie... zawrócić? Nie, przez pole... kilka km w błocie, ze średnią około 10 km/h.

W Morawach wzbudziłem zainteresowanie klientów sklepiku:
- Pan kolarz czemu nie jedzie szosą?
- To byłoby za łatwe...
- W jakim klubie pan trenuje? Dlaczego jedzie sam? Jakiego ma sponsora?...
Pytań bez końca... Nie wytrymałem...
- Jeżdżę dla reprezentacji, więcej powiedzieć nie mogę. [nastała cisza]

Dalej była Nowa Wioska, szkoda, że baterie wysiadły i nie miałem czym fotek porobić - jeszcze kiedyś tamtędy bede musiał pojechać. Nastepnie Trumieje, Kisielice, Biskupiec, Lipinki, malowniczy zachód słońca, Ciche, Zbiczno, Brodnica, rundka honorowa... i zajazd na nocleg.


DZIEŃ 2 - 217 km

O 7:40 na termometrze -5. Wyjeżdżam w kierunku Świedziebna. Nie dość, że cały czas lekko pod górę to na dodatek w-morde-wind... i tak z tym wiatrem aż do samej Warszawy. Był to na tyle precyzyjny wsaźnik kierunku, że jak tylko zaczęło wiac z boku lub co gorsza w plecy, to wiedziałem, że jadę w złą stronę i czas skręcić.

Szybcej jechało sie oblodzonymi leśnymi duktami niz asfaltem.
Byłotak ślisko, że jak siezatrymało,to były problemy, aby ruszyć.

Początkowo było dość ciekawie, góreczki, lasy, jeziorka... ale nadeszło Mazowsze... było śmiertelnie nudne. Ktos pomysli że przesadzam, ale miewałem odruchy wymitne... płasko, monotonnie i szaro... wyjatkiem był Raciąż - bardzo nietypowe miasteczko z mnóstwem drewnianych domeczków w centrum (na zdjeciu jednak żadnego z nich nie ma).

W Płońsku wbiłem się na siódemeczkę. Tylko kawałek jechałem poboczem (mało ciekawe), bo kilka km dalej był juz zakaz jazdy rowerem... zsiadłem i szedłem pieszo az do Warszawy, jakies 65 km... żartowałem! Wzdłuż tej ekspresowej drogi jest wąska, zazwyczaj asfaltowa droga, którą jechało się całkiem komfortowo... gdyby nie ta nuda i wiatr w mordę.

W Warszawie byłem o 19, tak jak sie umówiłem ze znajomym... sęk w tym, że byłemna drugim końcu miasta. Zaraz wyciągnąłem mape z 1979 roku i już w pełni turystycznym :D tempem prześlizgiwałem sie między samochodami, pieszymi, psami i policjantami.

Tutaj zlot-imprezka ogólnokrajowa ludzi grających w hattricka... kilka piwek i na rower... ale spokojnie, rowerem wyjechałem tylko z szatni i zaraz go rozkręciłem, by wsadzic do samochodu.


DZIEŃ 3 - 100 km

Licznik mi nie działał i o ile przebieg trasy do Wawy mogłem bardzo dokładnie odtworzyć, to kręcąc się po Warszawie ponad 10 godzin (aby nie było chłodno) jeździłem ale jkami, schodami (w góre i w dół - lepiej Kasia niech tego nie czyta), asfaltami, kocimi łbami, chodnikami, murkami... tak, że te 100 km to tak czysto orientacyjnie.

No cóż, miałem wracac rowerem do Gdańska, ale postanowiem sie pokręcić po miescie, pozwiedzać w sposób nieskrępowany... więc do Gdańska wróciłem pociągiem o 23:30 (w Gdańsku o 4:39), bo czasu nie miałem - w poniedziełek musiałem wrócić na wieczorne szczepienie.

Krążąc po starówce pogubiłem z liczeniem się przy 7 razie i w końcuy nie wiem ile razy przejeżdżałem przez Plac Zamkowy oraz obok Syrenki.. w każdym razie ludzie już mnie ludzie rozpoznawali :)

Objechałem dokładnie każdą nawejt najmnejszą uliczkę.

Im więcej jeździłem, tym wiecej znajdywałem miejsc i pomysłów na zdjęcie... a to boli, gdy aparat już nie chce działać, a osatnie grosze wydało sie na bilet powrotny... dlatego zdjęcia są takie, jakie są, a nie lepsze...

Policja i ogólnie stróże prawa (ochrona) jeśli zwrócić sie do nich z prośbą to może i wysłuchają, ale nie pomogą - komlpetna olewka... a rowerzystów tam nie lubią... nie mniej świetnie się czułem tam jeżdżąc.

W pociągu nie zasnąłem tylko dlatego, bo trzeba było pilnować roweru (a i tak ktośukradłmi akumulatorki z pedniej lampki, prawdopodobnie, gdy byłem w toalecie)... no i miłem z im gadać. Z Łodzi jechała dziewczyna z rowerem do Kołobrzegu, by nim dostac się do miejsca pracy (jakieś 30 km).


Podsumowanie kosztów:
- dzień 1 = 7 zł
- dzień 2 = 12 zł + impreza (piwo + pierogi z mięsem i kapustą = 24 zł)
- dzień 3 = 50 zł na pociąg + 3,5 zł zapiekanka + 2 zł pół litra wody... mineralnej

Widać wyraźnie że gdyby nie czas (przymusowy powrót pociągiem), to za te pieniądze mógłbym pojeździć jeszcze z tydzień...


Dodane 21 lutego 2007, 03:00 przez Flash

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Flash


Mxer, 21 lutego 2007, 11:27
jak dla mnie bomba.... ale czy oby... najezdziles sie ? choc troszke ? :)
Flash, 21 lutego 2007, 11:38
Cóż... jeśli chodzi o zmęczenie jazdą to nie - planowałem wrócić rowerem jednego dnia, dlatego jechałem tak, aby dojechać bez zmęczenia.
Mxer, 21 lutego 2007, 11:48
Ale nie jechales 7ka prawda ? :)
Wojtek, 21 lutego 2007, 11:51
Fajna wycieczka :-) W ten weekend również rowerowałem po Stolycy, mogliśmy się zgadać ;-)

Coby nie tłuc się wzdłuż 7ki od Raciąża można odbić na Wyszogród (szkoda, że drewnianego mostu już nie ma) i jechać wzdłuż albo przez Kampinos - w tych okolicach nad Wisłą są również ślady osadnictwa 'olęderskiego', więc można się poczuć jak na Żuławach ;-)

Powrotu nocną rzeźnią nie zazdroszczę - z rowerem bym się chyba nie skusił (btw - akumulatorki zwinęli, a lampkę zostawili? :-). Połączenie o 17ej przez Bydgoszcz albo poranny TLK po 5ej (jak ktoś do pracy na rano nie musi się stawić) są jednak dużo sympatyczniejsze, a minimalnie droższe
Flash, 21 lutego 2007, 12:03
Planowałem jechać przez Kampinos (tylko jakieś 5 km dalej by bylo), dokładne tak sobie trase zaplanowałem, ale gdy zrobiło się ciemno to mi sie odechciało i jechałem byle szybciej do Warszawy.
Flash, 21 lutego 2007, 12:04
Tak, zwineli akku, bo lampka jest przyklejona na stałe i jedyne co da się zrobić, to ją wł/wył oraz wyjąć klapke przez którą wkłada się akku :)
Flash, 21 lutego 2007, 16:48
Warszawe już wcześniej widziałem (dlatego tak swobodnie się tam poruszałem, prawie jak miejscowy), jednak to był mój pierwszy raz rowerem. Kto wie, może następnym będzie Kraków, albo Wrocław...
Wojtek, 21 lutego 2007, 17:03
może zacznij od Poznania - można w jeden dzień dojechać ;)
Flash, 21 lutego 2007, 17:21
Hmm... o Poznań moznaby zachaczyć, jednak nie wiedzę w nim nic pociągającego poza ładnymi wielkopolankami.
Agniecha, 21 lutego 2007, 23:00
Pięknie! Coś mało tych km:P hehe, a tak na poważnie, super wyjazd! Kasiu! Jak dla mnie wygrałaś konkurs na zdjęcie! Na początku, przeglądając zdjęcia po miniaturach, myślałam, że Flash spotkał jakąś 'Matkę Teresę':) Urocze!
Sławek, 22 lutego 2007, 0:24
uwielbiam park łazienkowski, tam (przynajmniej w lato) można spędzić cały dzień na spacerkach i ... fotografowaniu ;)
Kiedyś jak miałem tylko aparat na kliszę to z samymi pawiami (na tle figurek, na figurkach, pomnikach, przed pałacem) zrobiłem chyba 3/4 kliszy ;)
Świetne fotki ! To teraz sobie powspominam ... :)
Mxer, 23 marca 2007, 19:55
;)
Krzysiek[GRT], 25 marca 2007, 18:58
Z pawiami Sławek powiadasz? To ładnie musiałes zaimprezować ;-)
WOJT, 14 października 2007, 21:18
Jak się jeździ po Warszawie rowerem są tam jakieś ścieżki
WOJT, 14 października 2007, 21:23
W większości tych miast byłem na rowerze od 1997 r podróżuje po Polsce a w Warszawie byłem z tatą w 2000r obecnie starym poczciwym wysłużonym zielonym góralem jechałem nim samymi alejami jerozolimskimi
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (3)