na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Manewry 2008 , 15 marca 2008



Trasa: Bardzo Trudna - Hiszpańska Inkwizycja


12:00 – ogłoszenie miejsca Manewrów 2008. Łęcze. Daleko. Wysoczyzna Elbląska nigdy tam nie byłem, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Punkt 1
Minuta startowa 77. Wręczenie mapy. Do tego batonik, regulamin, kilka karteczek. Punkt numer jeden położony jest na północ od bazy. Wredny punkt. Nie ma jak się na niego namierzyć z bezpośredniej bliskości. Najbliższy charakterystyczny obiekt to skrzyżowanie 750 m. na południowy zachód od punktu oraz 200 m. na azymut w kierunku południowym. Fatalnie, nie myślałem, że Manewry rozpoczną się z grubej rury, jako że startuję po raz drugi i do tego solo, może nie być fajnie. Odszukanie punktu może przerosnąć moje umiejętności.
Nie ma co rozmyślać, czas ruszać w trasę .
Szkoła..., skrzyżowanie... – 750 m. odliczone..., 200 m. odliczone i punktu nie ma. Zataczam małe kółeczko w poszukiwaniu. Wynik negatywny. Lukam na mapę teren się zgadza, decyzja: dodaję kolejne 40 m. w kierunku północnym... Idę... trafiam bezpośrednio na lampion. Odległość 200 m. okazała się niedoszacowana z powodu podejścia pod górkę : ].

Punkt 2
Tylko 1300 m. w linii prostej od PK1, ale co to za teren... Żadnej drogi w kierunku północnym..., warstwice naćpane aż miło..., głębokie jary..., kilka strumyków. Decyzja... idę na azymut do jedynej konkretnej drogi, oddalonej o 1 km. w kierunku północnym. Z wielkim trudem docieram do drogi asfaltowej. Ustalam położenie, docieram do skrzyżowania namierzam się na punkt... i znowu pudło. Kółeczko wokół, a lampionu brak. Wracam powtórnie do punktu wyjścia, mierzę odległość... no tak zamiast 150 m. odmierzyłem 190 m. Idę jeszcze raz. Teraz lampion nie ma szans. Położony jest w długim wgłębieniu terenu. Rzut oka na mapę i nie ma wątpliwości - to tu, układ terenu gra.

Punkt 3
To tylko 1000 m. od PK2. Tym razem nie idę na azymut... Wspieram się drogą asfaltową, mimo że to dalej, idzie się dużo szybciej, a marsz pochłania dużo mniej energii. Sielanka kończy się z chwilą zejścia z drogi pokrytej asfaltem. 300 m. w las błotnista drogą i stoję na krawędzi wąwozu. 70 m. w pionie, poniżej płynie strumyk, którego oczywiście nie ma na mapie. Fakt - nie jest głęboki. Podchodzę pod punkt, staram się ustalić położenie.
Droga, która widnieje na mapie, porośnięta jest bukowym młodnikiem. Daaaaawno nikt tędy nie jeździł. Kilka minut i PK3 trafiony za pierwszym razem.

Punkt 4
Idę ekonomicznie. Staram się utrzymać wysokość, żadnych jarów. Przy samym punkcie mam kłopoty z jego odszukaniem. Wiem, że jest gdzieś na krawędzi osuwiska lub skarpy. Nie mogę zlokalizować go od góry, więc idę od dołu. Spotykam dwóch ludzi z mojej trasy. Potwierdzamy położenie, mają inna koncepcję trafienia na punkt. Znikam w lesie. Idę po rzeźbie terenu kilka minut i stoję na dnie osuwiska. Wdrapuję się po zboczu. Lampion przymocowany jest perfidnie z boku drzewa tak, że szukając go „od góry” i nachodząc od przeciwnej strony nie mogłem go zobaczyć, a za plecy nie świeciłem :] Kosztuje mnie to 20 straconych minut.

Punkt 5
Większość drogi bez rewelacji. Trochę skrótów na azymut, trochę błotnistych dróg. Sam namiar na punkt bardzo charakterystyczny - to długa czterystumetrowa dolinka, którą oczywiście płynie strumień
I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że grasowali w tej okolicy drwale ... owszem drzewa ścięli, tylko jak zwykle zapomnieli po sobie posprzątać i dolina pokryta była niezliczoną ilością ściętych gałęzi. Przedzieranie się przez nie było istną mordęgą.

Punkt 6
Prościzna. Trafiony za pierwszym podejściem, bez żadnych komplikacji.

Punkt 7 – ognisko
Łatwy punkt. Trochę na azymut, trochę drogami i jestem na punkcie. Tu spotykam Elwirę, Phantoma i Mxera. Na punkcie nie zabawiam zbyt długo, wsuwam dwa batoniki, popijam półlitrowym sokiem z gumi – jagód, wymieniam akumulatory w czołówce i w drogę.

Punkt 8
Wszystko byłoby fajnie, gdyby droga, która jest na mapie istniała w rzeczywistości :] Owszem droga jest, tylko biegnie w zupełnie innym kierunku, a w miejscu gdzie powinna istnieć droga istnieje ładne mokradło, na które strach wejść, a co dopiero wjechać. Trochę improwizując, trochę na wyczucie docieram do kolejnego jaru. Wiem, że przez kluczenie w podmokłym terenie nie jestem tam, gdzie być powinienem. Rzeźba terenu kompletnie się nie zgadza. Szybko to naprawiam i po kilku minutach jestem na drugiej stronie jaru w miejscu gdzie powinna dochodzić droga. Droga owszem i była... kiedyś. Pozostał po niej jedynie wykop, w którym biegła, ale jest to wystarczający element rozpoznawczy, by mieć pewność gdzie się znajduję. Punkt znaleziony za pierwszym podejściem.

Punkt 9
To wrednie położony punkt nad strumieniem, w lesie, bez żadnego charakterystycznego punktu, od którego można by się było odbić.
Najpierw drogą, która jest zaznaczona na mapie, a w rzeczywistości nie rożni się niczym od lasu ...,co za tym idzie byłem zmuszony szorować 800 m. na azymut po mokradłach :]
Później ponownie na azymut, aby dojść do strumienia, następnie kombinuję jak by ten punkt wyczaić. Jedyną rozsądną alternatywą jest odszukanie innego strumienia, z którym się łączy, odmierzenie 250 m. na północ, a następnie 50 m. na zachód. Zajmuje to sporo cennego czasu, ale się udaje. Nie będzie pustego pola na karcie startowej : )

Punkt 10
Jestem zaskoczony, gdyż trafiam za pierwszym podejściem, bez specjalnego kontrolowania mapy. Myślę, że to za piękne, żeby było prawdziwe. Takiego farta to ja w życiu nie mam, żeby trafić na punkt, idąc ostatni odcinek tylko na kompas.
W celu potwierdzenia punktu schodzę do drogi, odnajduję skrzyżowanie i namierzam punkt. Okazuje się nim być ten sam, na którego trafiłem. Hihihi - niezły czad.

Punkt 11
Sporo dróg i trochę na azymut. Na mapie wygląda niewinnie, ale te warstwice załamują.
Przyznam szczerze, że gdy wszedłem na tę górkę... pot zalewał mi oczy, a przed oczami widziałem białe myszki. Nie wiedziałem, że w naszym regionie mogą być tak strome i wysokie górki. Na szczycie odpoczynek, nie było szans, aby iść „z marszu” od razu.


Punkt 12
Niby wszystko pięknie - punkt w charakterystycznym miejscu, żadnej filozofii, a szukałem go 30 minut... Ba - dwa razy koło niego przechodziłem.
A dlaczego? Ano dlatego, że świeciłem latarką w przód i tył drzewa, a lampion… wisiał z boku. Do tej pory nie wiem, jak to się mogło stać, że go nie znalazłem. Po kredce było widać, że wiele osób tu gościło przede mną.
Straciłem bardzo dużo czasu na tym punkcie : ( Piękna lekcja na przyszłość.

Punkt 13
Idąc na ten punkt już byłem w minutach spóźnień, więc aby nie tracić czasu, przyciąłem 800 m. na azymut : ))
Trafiam idealnie na skrzyżowanie, na które chciałem trafić. Parę minut i odnajduję punkt. Okazuje się, że na górce są dwa lampiony. Jeden jest punktem stowarzyszem. Nie mam już czasu ani siły, aby powtórnie się namierzyć, przyglądam się terenowi wpisuje tego z napisem „end” i spadam do bazy.

Refleksje “po”:
Okolica kompletnie mi nie znana, bardzo urokliwa z licznymi wzniesieniami.
To był naprawę trudny rajd, ale takie pamięta się najdłużej.
Świetna szkoła nawigacji i poruszania się w ekstremalnie trudnym terenie.
Startując solo popełnia się więcej błędów niż startująć w zespole, przekłada się to na zwiększoną liczbę kilometrów, którą trzeba przejść.
Organizacyjnie rajd przygotowany perfekcyjnie!
Wielkie brawa dla organizatorów.



Dodane 17 marca 2008, 12:17 przez paff

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika paff


2008-03-15   Manewry 2008 (paff)

Mxer, 17 marca 2008, 8:38
fotki które robiliśmy przy ognisku będą dodane dziś wieczorem.
Wojtek, 17 marca 2008, 21:05
wow - Łęcze. Genialne tereny. Ale fakt, górzyście to tam jest ;-) Gratulacje za wynik!
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (3)