na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Darżlub , 1 grudnia 2007



Darżlub pod patronatem „Misia” i trasy „Wesoły Romek”

Jadąc do Strzebielina zastanawiałem się jaka trasą wybrać, pogoda nie specjalna, błota i wody pod dostatkiem, nie będzie fajnie. Chyba zrezygnuję z trasy b. Trudnej na rzecz Trudnej, jest krótsza i łatwiejsza a i zapewne punkty są położone w bardziej „ludzkich” miejscach. Zajeżdżam pod szkołę, tu nadziewam się na dopiero przybyłą ekipę RWM-a. Słowa powitania i znikamy w szkole. Na ścianach wiszą już listy startowe wraz z czasami. Magda i Phantom pytają na jaka trasę idę, odpowiadam że nie wiem.
Nie mam motywacji aby się włóczyć w tą deszczową noc. Marek informuje mnie że Cassiel idzie sam i może się podłączę do niego. Po kilkunastu minutach pojawia się Cassiel mentalnie przygotowany do samodzielnego pokonania trasy „Wesoły Romek”, nie będę mu psuł zabawy niech idzie sam. Organizatorzy wygłaszają mowę, 5min później pierwsi zawodnicy ruszają w trasę. Korytarz powoli pustoszeje co minutę jedna ekipa wyrusza w którąś z 3 b. trudnych tras.
Spotykam Asię i Bartka, okazuje się że już zapisali się na „Wesołego Romka”. Dostaję przypływu optymizmu, skora Asia idzie na trasę b.trudną to dlaczego i ja nie mam iść. Pytanko do grupki czy mogę się podczepić, odpowiedź twierdząca, szoruję do biura zgłoszeń ... zostaje dopisany do zespołu „Zawsze do przodu” : )
Minuty upływają na przygotowaniach, wreszcie jest i nasza 56.
Dostajemy mapki, reklamówki, kupon na piure z dżemem, batonika na drogę.

Punkt 1
Niespecjalnie wymagający lampion, asfalt, kilka dróżek leśnych, skok przez rów, kawałek zarośniętego i przeoranego przez dziki pola i jesteśmy przy rzece. Rzut oka na kompas mapę i układ terenu. Wniosek to musi być tu. Wpisujemy i idziemy dalej.

Punkt 2
Aby dotrzeć do punkt 2 trzeba przeprawić się przez rzekę. W okolicy jest tylko jedno miejsce które się do tego nadaje. Jest to mały jaz piętrzący wodę który służył kiedyś do nawadniania pól. Właśnie po nim przeprawiamy się na drugi brzeg, 250m błotnista polną drogą na zachód, 500m na północny zachód i stoimy u podnóża góry. Teraz 100m w pionie, najpierw „przyzwoitą” ścieżką do ściągania drewna, później na przełaj przez las, następnie przez młodnik ... młodnik z jeżynami ... młodnik z jeżynami i śniegiem :] Docieramy na szczyt jest punkt, Bartek mówi abym poszedł na północny zachód i sprawdził czy jest droga. Jest droga, więc istnieje duże prawdopodobieństwo że to ten punkt. Spisujemy i idziemy.

Punkt 3
Schodzimy z górki, trafiamy na drogę, idziemy kawałek. Dzwoni Mxer, opowiada jak to Phantom wyprowadził podążający za nim pociąg w las. Po tej pogawędce nie mogę zlokalizować naszej pozycji na mapie bowiem nie kontrolowałem ani kierunku ani przebytej odległości, a żeby było weselej droga się skończyła i idziemy na azymut. Bartek doprowadza nas do górki, łapę orientację po rzeźbie terenu, widzimy stowarzysza, szukamy dalej, krótką chwilkę zajmuje znalezienie lampiona, jest chyba to ten, może nawet prawidłowy.

Punkt 4
Obieramy wariant ekonomiczny, idziemy drogami. Prawie nam się to udaje. Dochodzimy do punktu widokowego, od niego jeszcze kilka metrów na zachód i następnie skręcamy na południe w stronę punktu. Żeby nie było za łatwo trafiamy na ogrodzony płotem kawałek lasu. Musimy go obejść. Obchodzimy i stajemy na górce. ... Tylko że to nie ta górka ... jest za mała i za stroma ;> Gdyby mnie ktoś spytał mógłbym przysiąc że to właśnie ta o która nam chodziło. Oglądamy mapy. Nie ma wyjścia musimy próbować. Uderzamy na południowy zachód, i znajdujemy „naszą górkę” Spisujemy oznaczenia i ruszamy dalej.

Punkt 5
Schodząc z punktu czwartego niespodziewanie nadziewamy się na drogę ... super sprawa, tylko tej drogi nie ma na mapie :], po układzie warstwic i odczycie z kompasu można się jedynie domyślać przebiegu. Nie pozostaje nam nic innego jak podążać z jej biegiem. Po kilkunastu minutach dochodzimy do drogi głównej a po następnych kilku do skrzyżowania, robimy zwrot o 170 stopni i udajemy się do punktu. Docierając do zakrętu już wiemy że zaszliśmy za daleko. Cofamy się 50m przeskakujemy przez strumyk Bartek idzie jego korytem a ja wskakuje na górkę, chcę sprawdzić dla potwierdzenia, czy po przeciwnej stronie też jest mały wąwóz. Okazuje się że jest wracam na zachód, w tym czasie Bartek odkrył punkt który był bardzo perfidnie ukryty ... za krzaczkiem.

Punkt 6
Patrząc na mapę trasa nie wydaje się zbyt skomplikowana, idziemy błotnistymi drogami, pełnymi wody i zoranej ziemi po wywózce drewna. Ponad nami świecą gwiazdy za nami formuje się pociąg złożony też ze świecących ... latarek. Podchodząc pod górkę naliczyłem ich 12. Pozostaje dla mnie zagadką skąd się wzięło za nami tyle ludzi. Przecież szliśmy sami. Na szczycie czekamy chwilkę na Asie, obieramy azymut na wchód i idziemy jakieś 350m. Oczywiście nie mogło się obyć bez niespodzianek po drodze pokonujemy płot ;> i mijamy lampion z oznaczeniem Łoś.

Punkt 7
Chociaż w linii prostej punkt oddalony jest od szóstki zaledwie o 700m, wybieramy wariant okrężny. Wiemy doskonale czym grodzi droga na azymut po górkach i dolinkach. Wiele osób skuszonych małą odległością wybiera wariant krótszy. Dzięki temu ponownie idziemy w trójkę po zaśnieżonej drodze. Asia żałuje że nie wzięła nart :D ... Nawigacja do punktu kontrolnego nie jest specjalnie trudna, skraj lasu, błotnista leśna droga i jesteśmy na punkcie który umiejscowiony jest w dolince płynącego strumyka. Zejście do drzewka na którym wisi lampion nie jest łatwe, gliniasta skarpa + woda = poślizg i kąpiel w strumyku :-] ... Punkt zaliczony.

Punkt 8
To najłatwiejszy punkt na trasie i jednocześnie powiązany z ogniskiem. Dojście do niego nie stanowi problemu.
Na miejscu zostaje zatrzymany czas, a my mamy chwilkę na zaspokojenie małego głoda. Herbata, kiełbaska z ogniska, powerade, ciasteczka, nic tak nie poprawia humoru jak pełny brzuszek. Po 30min. dochodzimy do wniosku ze zaczynamy marznąć, nie ma co zwlekać czas ruszać dalej.

Punkt 9
Lampion umiejscowiony jest na drugim brzegu rzeki Łeby. Smutna wiadomość jest taka że to szeroka rzeczka i przeskoczyć się nie da ;> . Trzeba szukać mostu. Z Porzecza idziemy na północ, tam prawdopodobnie jest jaz piętrzy wodę która zasila hodowle pstrągów w Paraszynie. Po drodze mijamy kilka osób z trasy extremalnej. Nie wyglądają na szczęśliwych. Przekraczamy rzekę i lądujemy w starorzeczu. Niestety musimy się wrócić, dawne koryto jest również zbyt szeroki by je przeskoczyć. Wydostajemy się z wodnych kleszczy przez mostek i leśną ścieżką wspinamy na pobliską górkę. Dochodzimy do drogi. Spotykamy trójkę poważnie zakręconych Darżlubowiczów. Dla żartu pytamy, czy nie znają przypadkiem drogi na ognisko (punkt 8) : -)).
Drogę na którą właśnie weszliśmy uważamy za główną. Nic bardziej mylnego, kierunek i układ skrzyżowań w ogóle nie zgadza się z tym co mamy na mapie! Na którymś krzyżówce, zastanawiamy się co zrobić ...
... Idziemy na wschód, po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do kolejnej drogi. Bez wątpienia to jest ta masz droga którą mamy na mapie. Dla potwierdzenia pozycji pokonujemy kilkanaście metrów do najbliższego rozwidlenia dróg, kierunek i położenie względem stron świata gra. Teraz możemy rozpocząć wspinaczkę dobrze utrzymaną stokoweczką. Gdyby nie Bartek w życiu bym jej nie wyczaił. Idziemy kilkaset metrów zygzakami pod górkę, namierzamy punkt i lądujemy na płaskowyżu na którym jest lampion, niestety nie jest on nasz, szukamy dalej i po dłuższej chwili znajdujemy, dwa rzuty beretem w prawo od wcześniej wyczajonego stowarzysza naszego ukochanego czerwonego lampionka : )

Punkt 10
Kluczem do poprawnego namierzenia tego punktu jest dojście do drogi leśnej. Aby to osiągnąć musimy się trochę pogimnastykować i zaliczyć zejście z górki na azymut przez młodnik bukowy, a że to stok północny to i śnieg na nim leży. Osiągamy drogę i uderzamy centralnie na północ. Nie ma lekko, idziemy lasem, ostro pod górkę. Po kilkunastu minutach osiągamy szczyt wzniesienia a następnie schodzimy w dół rozglądając się za wykopem w którym umieszczony jest punkt kontrolny. Wszystko porośnięte młodym lasem. Bartek znajduje wykop, z ciekawości zaglądam jak wygląda ta dziura w ziemi zaznaczona w sposób charakterystyczny na mapie.

Punkt 11
Dojście nie stanowi problemu, przeszkadza tylko wszechobecne błoto. Na samym punkcie znajdujemy lampion lecz wydaje się on bardzo podejrzany, zgodnie stwierdzamy że to nie nasz. Szukamy dalej. Nie możemy znaleźć. Cofam się do drogi którą przyszliśmy, określam kierunek, odległość i idę. Jest. Spisujemy i znikamy.

Punkt 12
Wracamy do poprzedniej drogi, i dzięki Bartkowi odnajdujemy interesującą nas przecinkę, która jest tak ukryta że konia z rzędem temu kto ja znajdzie bez znajomości terenu.
Mijamy 3 przecinki i 2 drogi. Wreszcie trafiamy na właściwą, drepatmy 100m na północ a następnie 60m wspinamy się pod górkę gdzie bez większych komplikacji odkrywamy punkcik z oznaczeniem ;-)

Punkt 13
Doszliśmy, szukaliśmy, uwierzyliśmy i nie znaleźliśmy. Wynik 120punktów karnych ;>
Świetna lekcja życia, z której morał jest taki: Zanim wpiszesz BPK sprawdź SAM cały teren!
Trzynastka zasługuje na miano WTOPY RAJDU ;P

Punkt 14
To była nawigacyjna rzeźnia. Kompletnie nic się nie zgadzało z mapą. Droga która powinna biec na zachód biegła na północ ;> , w dziwnych okolicznościach pojawiały się jakieś dukty, które krzyżowały się w czarodziejski sposób. Przejście 1,25km pomiędzy lampionami 13 a 14 zajęło nam 55minut! Zawodnik który podobno wiedział gdzie jest i też szukał punktu 14 pobiegł na północ ... zamiast na południe. Spotkaliśmy go ponownie gdy szliśmy na bazę po wcześniejszym zaliczeniu 15 – stki ... on biegł szukać 14 ... ... tym razem na południe : ) Pewnie się chłop zdziwił jak zobaczył tory kolejowe w środku lasu :D.

Wreszcie odnajdujemy punkt. Zlokalizowany jest w młodniku, nie mamy czasu aby go potwierdzić. Spisujemy. Najwyżej będzie towarzysz.

Punkt 15
Idąc jesteśmy bardzo uważni, liczymy każdą przecinkę i każde skrzyżowanie, nie chcemy aby powtórzyła się sytuacja sprzed kilkudziesięciu minut. Znajdujemy lampion zawieszony na młodym drzewku. To ostatni na trasie „Wesoły Romek” ... chociaż trasa wcale wesoła nie była. Wracamy do bazy. Zdajemy kartę i idziemy lulu.

Około 7:45 ogłoszenie wyników, wręczenie dyplomów oraz wybór nagród.
Jako że po raz pierwszy uczestniczyłem w Darżlub – ie więc pozwolę sobie wymienić moje spostrzeżenia :
- rajd nocny nastawiony na bardzo precyzyjną nawigację
- trasy b. trudne, to trasy dla osób które raczej dobrze posługują się mapą i kompasem
- kondycyjnie niezbyt wymagający, ... chociaż było kilka górek ... ale ... wszystko „dla ludu”
- dobra organizacja, szczególnie mile zaskoczyło mnie ogniskiem z kiełbaskami na półmetku trasy
- wrażenia i doświadczenia – bezcenne


Podziękowania dla Asi i Bartka za świetną zabawę : )

Dane z trasy:
Dystans 36.32 km
Prędkość średnia 4,8km/h
Wznios 1382 m




Dodane 6 grudnia 2007, 05:21 przez paff

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika paff

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Phantom


2007-12-01   Darżlub (paff)

Jesion, 3 grudnia 2007, 21:54
Najbardziej zapamiętałam piękne, rozgwieżdżone niebo (super widoczność z dala od miasta) i chłopaków powtarzających: "patrz na mapę i pod nogi" :D
paff, 3 grudnia 2007, 22:01
;>

Jak będą chętni to wrzucę wszystkie foty na FTP.
Mxer, 4 grudnia 2007, 14:37
wzucaj i nie pytaj :) tam jeszcze 111Gb miejsca jest... :) zajetych 29Gb
Phantom, 4 grudnia 2007, 17:56
Zdjęcia z Darżlubia równiez dodałem. Miłego oglądania :)
Mxer, 6 grudnia 2007, 14:42
punkcie 13 hop hop, gdzie jestes :D
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (4)