na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku, 18 listopada 2007



Dzisiejszego dnia postanowiłem zorganizować nie typową wycieczkę, jak na nasz RwMowski portal. Jednak pokrywający się w całości z jego ideą, promocji województwa pomorskiego. Chciałem powieść was do jednego z Gdańskich muzeów. Ciekaw jestem ilu czytelników portalu było by chętnych na tego typu wycieczki? Wybór placówki dla mnie był prosty i oczywisty. Centralne Muzeum Morskie należy z wielu powodów do moich ulubionych placówek tego rodzaju. To w nim spędzałem niezliczone godziny na wagarach gdy chodziło się jeszcze do szkoły podstawowej. Zresztą jego zbiory pokrywały się z moimi pasjami historycznymi, nautycznymi jak i modelarskimi.

Zbiórkę zarządziłem o godzinie jedenastej pod pomnikiem Jana III Sobieskiego. Muszę przyznać, że się nie spoźniłem. Nawet przyszedłem przed czasem. Niestety nie miał kto tego docenić :D. Oczekując ustawowe piętnaście minut miałem okazję przyjrzeć się znajdującemu się na Targu Drzewnym.pomnikowi naszego króla.

Należy w tym miejscu wyjaśnić, że pomnik nie znajdował się tutaj od początku. Wcześniej w jego miejscu od 1904 roku stał obeliks poświęcony żołnierzom z Gdańska walczącym na wojnach XIX wieku toczonych przez Prusy z Danią, Austrią Francją. Zlikwidowano go w 1946 roku, a w 1965 roku przyjechał do nas z Warszawy lwowski pomnik króla Jana III Sobieskiego. Zaskakujące dla oglądających pomnik, zapewne jest to, że widnieje na nim tablicja z inskrypcja „ Janowi III miasto Lwów” na gdańskim pomniku. No cóż. Historia pomnika, jest tak zawiła, jak historia wielu obecnych rodzin w Gdańsku przybyłych z dalekich kresów. Nasz król dosiadający konia, pierwotnie stał we Lwowie, ufunduwany przez mieszkańców tego miasta. Po wojnie, polski król nie mogł pozostać w swym mieście. Próbowano nawet przerobić go na Bohdana Chmielnickiego. Jednak pomysł ten porzucono, a naszego bohatera wypędzono do Warszawy gdzie przeleżal na trawniku w Wilanowie. Z początku o przyjęcie pomnika starały się Kraków i Wrocław, jednak ówczesne władze zdecydowały o wysłaniu króla w dalszą podróż do Gdańska, gdzie stoi do dziś na Targu Drzewnym. Nam, gdańszczanom szczególnie ten król,winiem być bliski sercu.

Więcej o samym pomniku i jego niezwykłej historii znajdziecie na stronie:
Akadamia Rzygaczy

Oglądając pomnik niestety nie doczekałem się żadnego uczestnika wycieczki. Odczekawszy chwilę ruszyłem ulicą Szeroką, wychodzącą z Targu Drzewnego w kierunku muzeum. Jego budynek, a własciwie sam Żuraw, stał na końcu ulicy odzielając ją od Motławy. Przez małe drzwi wszedłem do jego wnętrza gdzie zakupiłem bilety. Karnet pełnopłatny pozwalający mi zwiedzić cały kompleks muzealny kosztował mnie 15 zł, a pozwolenie na fotografowanie wystaw 10 zł. Uzbrojony w stosowną plakietkę przypietą do piersi i z biletem w kieszeni ruszyłem pierw na podbój Żurawia.

W jego budynku urządzono wystawy, przedstawiające portowe życie Gdańska w czasach swej świetności. W kolejnych świetnie urządzanych salach za pomocą makiet i modeli mogłem zapoznać się problemami z jakimi borykał się port gdański od czasów swego powstania. Za pomoca map mogłem przekonać się, że ujście Wisły nad wodami której rozłożyło się miasto, ustawicznie się zmieniało powodując róznorakie problemy nawigacyjne dla przybywających doń statków. Świetne wykonane makiety ukazywały architekturę jak i zabudowę nadbrzeży. Natomiast perfekcyjnie wykonane modele (niektóre w ruchu) pozwalały poznać pracę różnorakich urządzeń pracujących w porcie. Od Żurawia i spichlerzy poczynając, poprzez różnorakie dżwigi i pogłębiarki dochodząć do budowy pomostów. Szczególnie ciekawie wyglądały próby odtworzenia kantorów gdańskich kupców czy też ich domów. Jedna z sal poświęcona była rzemiosłom potrzebnym portowi i żegludze.

Po Żurawiu moje kroki skierowały się do pobliskiego „Składu Kolonialnego” Kiedyś w tym miejscu znajdował się spichlerz, który został przeznaczony na cele mieszkalne. Po wojnie usadowiono tutaj kotłownię, której budynki w latach siedemdziesiątych przejęło Centralne Muzeum Morskie. Urządziło w nich wystawę „Łodzie ludów świata”. Składa się na nią około 4o łodzi praktycznie ze wszystkich szerokosci geograficznych świata, uzupełnionych różnorakimi modelami czy też rzeźbami. Aby dopełnić egzotyki na ścianach wiszą obrazy przedstawiające egzotyczną dla nas sztukę. Wszystko, to dość obszernie i ciekawie pokazane na dwóch rozległych piętrach muzeum.

Zwiedziwszy budynki znajdujące się na Długim Pobrzeżu powędrowałem w kierunku przystnii nieopodal Żurawia, gdzie cumuje prom „Motława” którym chciałem przepłynąć na wyspę Ołowianka. Znajdują się tam pozostałe budynku muzeum. Jakież było moje zdziwienie, gdy będac już na płynącym promie, stwierdziłem, że nie mam karnetu wstępu. Musiał mi wypaść w składzie kolonialnym, albo w drodze na prom. Całe szczęśćie na piersi miałem karnet uprawniający mnie do fotografowania, który potwierdzał to, że wcześniej kupiłem razem z nim karnet na zwiedzenie całego kompleksu. Zaopiekował się mną jeden z przewoźników na promie przedstawiająć całą sytuację w kasie muzeum. Sam stwierdziłem, że kupię chyba jeszcze jeden bilet. Jednak dzięki miłej obsłudze nie musiałem nadwrężać funduszy i po chwili posiadjąc z kolei bezpłatny bilet, wszedłem do sal spichleży na Ołowiance.


Stare spichlerze Oliwski, Panna i Miedź zostały zniszczone w 1945 roku. Zrekonstruowano je w 1985 roku by stać się główną siedzibą wystwienniczą Centralnego Muzeum Morskiego. Pierwszą wystawą jaką ujrzałem było przedstawienie prasłowiańskich dziejów Polski, ze szczególnym naciskiem na jej kontaktem z morzem. W następnych działach zapoznałem się z dalszą historią Polski i jej gospodarki morskiej która w głównej mierze oparta była na halndlu i eksporcie surcowców z głębi kraju. W dalszych salach przedstawiono próby stworzenia floty morskiej przez poszczególnych królów, przedstawiając przy okazji żaglowce z różnych okresów historycznym. Niewątpliwym atutem muzeum są prowadzone przez niego prace archeologiczne i podwodne, które zwiększają atrakcyjność wystawy porzez wystawione na nich wydobyte i zakonserwowane obiekty. Do takich eksponatów należą skarby wydobyte z „Miedźiowca”, statku który zatonął opodal gdańskiego portu i został wydobyty wraz z przewożonym towarem przez naukowców Centralnego Muzeum Morskiego. Zazwyczaj przy ołowiańskim nadbrzeżu można zobaczyć przycumowany statek badawczy „Kaszubski Brzeg”, który służy muzealnikom do prowadzenia prac podwodnych.
Przechodząc z jednej sali do drugiej, trafiłem do sali poświęconej działalności Polaków na świecie w czasie trwania zaborów. Natomiast najobszerniejszą wystawę stanowi sala poświęcona okresowi między wojennemu, gdy gospodarka morska była oczkiem w głowie państwa. W krótkim czasie od podstaw stworzyliśmy naszą Marynarkę Wojenną, jak też i flotę handlową, która swym istnieniem przypominała o istnieniu naszego państwa, w czasie zmagań drugiej wojny światowej. W końcu Polskie statki i okręty były nieokupowanymi skrawkami kraju.
Ostatnia już sala, poświęcona była okresowi po drugiej wojnie światowej, gdy żywiołowo rozwijał się nasz przemysł stoczniowy. Sala wypełniona była modelami przedstawiającymi statki jakie schodziły z pochylni naszych stoczni. W jednej z sal napotkałem Wizarda który spóźnił się na wycieczkę i mimo to postanowił pójść do muzeum. Niestety w tej sali dogonił nas czas zamknięcia muzeum. Ostatnie minuty przed zamknieciem pozwoliły nam w dość szybkim tempie oglądnąć obrazy malarstwa marynistycznego. Dosłownie przelecieliśmy przez nią, spoglądająć tylko na niektóre dzieła.

Muszę przyznać, że kompleks muzealny Centralnego Muzeum Morskiego jest bardzo ciekawy i wart zwiedzenia. Świetnie można tutaj spedzić niedzielne jesienne popołudnie gdy brzydka pogoda za oknem nie pozwala cieszyć się przebywaniem w terenie.. Tym bardziej, że cena karnetu do wszystkich obiektów niewiele przekracza bilet do kina. Półmrok panujący w pomieszczaniach i zapach zakonserwowanych strychniną eksponatów, skutecznie pozwala zapomnieć o mijającym na zewnątrz czasie, na tyle skutecznie, że nie zdążylismy zwiedzić ostatniego obiektu muzealnego jaki stanowi, rudowęglowiec ss„Sołdek”

Pozostał nam on, na następny raz. Teraz mamy pretekst aby tu wrócić..


Dodane 19 listopada 2007, 08:27 przez Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika WIZard


WIZard, 18 listopada 2007, 19:32
Ja o 10:53 wstałem a i tak przypadkiem bo telefon zadzwonił :] Wycieczka o 11:00 się zaczynała... więc czasu było mnóstwo ;].
german, 18 listopada 2007, 21:15
ale lufa !!!
Sławek, 19 listopada 2007, 19:33
fajne foty ! Ta z Sołdkiem za oknem i z globusem (prawie jak tapeta na pulpit ;))
Kiedyś miałem takią interaktywaną tapetę 3-D co można było się w niej poruszać jak w pokoju i otwierać szufladki i wyjmować .... foldery ;)
Ogólnie fajne to muzeum, szkoda że "tubylcy" nie znają swoich atrakcji ale za to turyści są na bieżąco :p
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (243)