na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Cztery szlakowe totemy Nordy, 30 września 2007



10 listopada 2007 Trójmiejski Portal Rowerowy organizuje swój pierwszy marsz długodystansowy I Nordszon czyli 112 km w 26 godzin. Jest on przeniesieniem górskich Marszonów, na ziemie północnej Polski. Pomorze, a szczególnie tereny leżące na północ od Wejherowa nazywane są w gwarze Kaszubów Nordą. Stąd nazwa. Nordszon jest asymilacją, dwóch wyrazów. "Norda" - ziemie leżące na północy i "on" czyli, że wywodzi się z imprezy Turystycznej Kuby Terakowskiego i ma taki sam charakter. Słynnych pieszych długodystansowych Marszonów.

Jednak nim zorganizuje się tago typu marsz, trzeba zapoznać się trasą, niebezpieczeństwami, zebrać tracka GPS, oraz przygotować ogólną chronologię marszu. W trakcie przygotowań do Nordszonu usłyszałem, że niektórzy rowerzyści, chcieli by przejechać się trasą, którą będą szli piechurzy. Nic trudnego, w końcu można zorganizować wycieczkę dla wszystkich w trakcie testu trasy. Dlatego też wymyśliłem Totemy Nordy, czyli imprezę rowerową, która będzie prologiem do Nordszonów. Mam nadzieję, że obie imprezy staną się cykliczne. Dwa razy w roku.

Zebraliśmy się o 8:15 w Wejherowie. Część uczestników Totemów Nordy postanowiła dojechać tutaj na kołach z różnych części Trójmiasta.Zebrali się oni o 6:50 w Chwaszczynie, aby jadąc przez Bieszkowice dojechać do grodu leżącego nad Cedronem. Ja montując łancuch w zdemolowanym poprzedniego dnia napędzie (znów mam singla), podążałem z pozostałymi pociągiem SKM.

W Wejherowie stawiła się nas spora grupka. Tylu nas było, że aż ciężko policzyć. Nim zorganizowałem wycieczkę myślalem, że będę tylko ja i Paff który mial się zapoznać się z trasą (ma być prowadzącym na Nordszonie) i przygotować tracka na GPSie. Miał on ułatwić nam nawigację w ciemnościach listopadowej nocy, gdy na tych terenach będzie wędrować Nordszon.

Pierwszym naszym szlakiem "Totemem" który zamierzaliśmy przejechać od początku do końca był szlak niebieski "Krawędzią Kępy Puckiej" Spod wejherowskiego dworca na ktorym widnieje chcrakterystyczne kółko zaczynające szlak, ruszylismy uliczkami miasta w stronę dzielnicy Nanice. Prowadząc grupę rowerzystów starałem się wyczuć jekie jest dla wszystkich najlepsze tempo jazdy. Szczególnie dla tak zrożnicowanej grupy rowerzystów jaka dziś jedzie. Za Nanicamy przekroczyliśmy rzekę Redę i wjechaliśmy w las jadąc jej doliną. Wiedząc, że niektórzy chcieli by wyskoczyć do przodu zarządziłem, że zbieramy się przed szosą Reda - Puck. Ja sam zostałem z tyłu pilnując tempa, oraz nowych osób na wycieczce RWMu. Przemierzamy kolejne kilometry wśród tutejszych lasów liściastych. Naszą drogę przecinają nam kolejne dolinki erozyjne wychądzące z kępy wzdłuż której jedziemy. Wraz z koleinymi kilometrami podjazdów i zjazdów zbliżamy się do Redy, na którą otwiera nam się coraz lepszy widok. W końcu szlak opuszcza las i dojeżdzamy do ruchliwej szosy wiodącej na Hel. Tutaj wszyscy już na nas czekają.

Po krotkim odpoczynku przeskakujemy szosę i znów wbijamy się w las. Przeskakujemy wzniesienie oddzielające nas od Rekowa Dolnego i po minięciu asfaltu nasz szlak ponownie wzbija się do góry. Ta część szlaku poprzez kolejne próby wprowadzenia nas krawędź Kępy Puckiej, decyduje o jego interwalowości. Po kolejnym, zjeżdzie i podjeżdzie docieramy w pobliże Połchowa. Tutaj chętnych zabieram do pobliskiej Groty Połchowskiej, pozostali udają się na odpoczynek koło sklepu. W jaskini chyba pokonuje najkrótszą podziemną trasę w Polsce. Wyniosła ona około dwóch metrów. Niestety rower się do niej nie wciśnie.

W Połchowie urządzamy dłuższy odpoczynek na przystanku autobusowym. Wszyscy rozsiadają się wygodnie na asfalcie. Niestety laba nie trwa wiecznie. Ponownie zjeżdzamy z Kępy Puckiej i kierujemy się gruntową drogą na wschód. Nagle niebieski znaki szlaku informują nas o kolejnym skręcie w stronę lasu. Zdobywamy kolejny podjazd, który wynagradza nas osiągnięciem punktu widokowego koło Mrzezina. Po raz pierwszy na neszej wycieczce ujrzelismy Zatoke Pucką. Rozciąga się wspaniały widok na Dolinę Redy. Tworzy ona rozległą jakby kotlinę pomiędzy Kępą Pucką, a widoczną naprzeciw Kępą Oksywską.

Wjeżdzamy do Mrzezina niedaleko stacji PKP. Wjeżdzamy na szosę i przejeżdzamy przez całą wioskę, za którą czekał na nas dość ostry zjazd w stronę Kosakowa. Ponad pięćset metrów, szosą w dół. Coś wspaniałego. Nieopodal cmentarza poległych czerwonoarmistów, zjeżdzamy z powrotem na drogę gruntową. Teraz prawie cały czas poruszamy się do Osłonina dnem doliny, powoli wykręcając na północ. Przejeżdzamy przez wioskę i wspaniałą aleją pomnikowych lip docieramy do Rzucewa. Robimy krótki postój pod rzucewskim pałacem i zgodnie ze znakami zjeżdzamy nad brzeg zatoki. Tutaj mamy kolejny nieprzewidziany w planach postoj na tutejszym niedawno wybudowanym molo. W ruch idą aparaty fotograficzne. Plener jest wspaniały. Na nieboskłonie intensywnie świeci słońce, a opadające w kierunku wody drzewa zaczynają osnówać pierwsze kolory nastajającej jesieni.

Z rzucewskiego mola jedziemy cały czas wzdłoż zatoki. Mijamy osadę rybacką i wgłębiamy się w las. W nim niegdyś archeolodzy odkryli osadę łowców fok. Teraz znowu zaczęli drążyć ziemię prowadząc prace archeologiczne. Po pewnym czasie wydostajemy się z lasu mijając Błądzikowski Potok. Szlak za nim skręca, na plażę. My ze względu na wspaniałe widoki z klifu decydujemy się podążyć jego koroną. Rozlega się stąd widok na Zatokę Pucką, oraz nieodległą kosę Helu. Mijamy kolejne wąwozy schodzące w stronę wody. Za jednym z nich trafiamy na pole pełne marchewek. Robimy popas. Grzesiek, nawet kilka pakuje do plecaka.

Przed nami już widać Puck z dominującą w jego zabudowie farą. Do samego miasta wprowadza część naszej grupy, ścieżka rowerowa która odbija od szlaku, aby po jakimś czasie na niego wrocić. Ja z kilkoma innymi osobami jadę szlakiem, który jakiś czas temu wspiął się z powrotem na klif.

W Pucku chcemy pojechać na słynne naleśniki z ryby w maszoperii Budzisza. Tutaj zarządzam, że każdy ma czas wolny do dwunastej. Czyli pół godzinny odpoczynek. Pojechaliśmy na rynek, gdzie w piekarni kupilismy pyszne ciastka, a potem do jakiegoś lokalu na małe co nieco. Niestety, nie było tam zapowiadanych przez resztę uczestników naleśników. Raczej tylko plynne napoje. Gdzieś po drodze była zmiana miejsca zbiórki, na pucki rynek.

Nadeszła umówiona godzina. Zjechałem po dziewczyny które posilały sie w maszoperii i powiodłem je na rynek, gdzie stali pozostali. I tutaj moja wpadka. Nie zauważyłem, że kilku osób nie ma. Widocznie nie dotarła do nich informacja o zmianie planów. No coż, trzeba zjechać jeszcze raz na dół. Tyle, że pod Maszoperią nikogo nie ma. Dostrzegam zguby na pobliskim molo. Po chwili jesteśmy wszyscy razem.

Najpierw pojechaliśmy na dworzec, gdzie napotkaliśmy znaki szlaku żółtego "Swarzewskiego". Tym dość krótkim trzynastokilometrowym szlakiem mamy kontynuować jazdę do Władysławowa. Kilka osób nie bardzo wie o co chodzi, gdy ja uparcie twierdzę, że jedziemy szlakiem. Większość rowerzystów jest przyzwyczajona do najprostrzej drogi, wiodącej cały czas nad zatoką. Nasz szlak tak nie wiedzie, oj nie.

Kręcąc uliczkami Pucka dojeżdzamy do skrzyżowania z szosą na Władysłaowo. przejeżdzamy na jej drugą stronę i jadąc poboczem kierujemy się, jakby pod prąd. Po chwili skręcamy na gruntówkę wiodącą na zachód. Droga robi się coraz bardziej podmokła, oraz zarośnięta. W końcu znajdujemy się na Puckich Błotach. Po jakimś czasie przejeżdzamy rzekę Płutnicę, która rozdziela Kępę Pucką od Swarzewskiej. Co jakiś czas, drogę przegradzają nam potężne kałuże. W jednej z nich wylądowała Niecierpliwa, stając w wodzie po kolana. Decyduje się jechać dalej. Przekraczamy już po raz trzeci szosę na Hel i zaczynamy wzbijać się na Kępę Swarzewską, a dokładniej na jej kulminację Gnieżdzewską Górę. Na wschód rozciaga się w całej swej okazałości Zatoka Pucka. Po pewnym czasie gruntowa droga przemienia się w asfalt który wprowadza nas do Swarzewa. Droga prowadzi wprost na kościół w którym znajduje się figurka Matki Boskiej Rybackiej. Pod nim kolejny postój. Informuję wszystkich, że dalej jedziemy szlakiem, a nie trasą rowerową.

Szlaki piesze mają to do siebie, że są stworzone dla piechurów, a nie z myślą o rowerzystach. Dlatego, też Ci co przygotowyją szlaki starają się je prowadzić po jak najkrótszych odcinkach utwardzonych. W końcu najwiekszym przekleństwem dla piechura jest właśnie asfalt, który zdradliwie ubija stopy. Piechurzy nie boją się trudnych technicznie odcinków, na których rowerzyści ze swoimi maszynami sobie nie poradzą. My w końcu jedziemy szlakiem pieszym, a nie wiodącą tedy trasą rowerową.

Zjeżdzamy za kościołem w dół, w kierunku zatoki. Po chwili napotykamy drogę rowerową która wiedzie na Hel. Przez jakiś czas podwalam nią jechać informując wszystkich, że trzymamy się normalnej drogi. Nagle wyprzedził mnie Ufo który nią pognal, mimo, że odbiła na prawo. Zaraz musiał zawracać zdezorientowany. W końcu dojechalismy do Władysławowa, w którym dowiedziałem się, że kilku osobom udalo sie pomylić drogę. Naprawdę nie wiem jak im się to udało na tej prostej drodze.

We Władysławowie opuszczają nas Agniecha, WP oraz Ufo. Chcą być wcześniej w domu. Natomiast Kasia która po wypadku ma poważne kłopoty z nogą, oraz Satan postanawiają ominąć najtrudniejszy szlak niebieski i do Krokowej dojechać szosą. My zmieniamy z kolei kolory szlaków. Teraz pojedziemy wspomnianym przed chwilą szlakiem Nadmorskim - Zatokowym. Kluczymy uliczkami Władysławowa, przejeżdzając obok zarządu Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. W końcu wydostajemy się na ulice wiodącą do Jastrzębiej Góry. Z początku asfaltowa droga zamienia się w bruk. Mijamy Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Tuż za nim skręcamy w prawo do pierwszego parowu Granicznik wiodącego w dół, nad Morze Bałtyckie. Zaczyna się najtrudniejszy odcinek trasy, którego wszyscy się obawiali. Jazda plażą. Okazuje się, że wyjątkowo dziśiejszego dnia, mamy wschodni wiatr, a sama plaża idealnie nadaje się do jazdy rowerem. Radzą sobie trekingi i górale. Nawet moj singiel bez kłopotu pokonuje tę wielką piaskownicę. Wszyscy się tak rozpędzają, że nie dostrzegają skrętu szlaku. Dopiero moje nawoływania naprowadzają wszystkich na szlak. Podchodzimy na szczyt klifu żelbetonowymi schodami niosąc rumaki na plecach. Dochodzimy do szosy, idziemy kawałek i znowu schodzimy kolejnym parowem Augustjeków na plażę. Kolejny odcinek plażą i znowu do góry, dnem wąwozu w który stanowi rezerwat "Dolina Chłapowska". U góry orientujemy się, że coś jest nie tak. ze szlakiem. Powoli zaczyna nam brakować czasu, dlatego nie decydujemy się na rozwiązywanie szlakowej zagadki. Ciągniemy szosą do Jastrzębiej Góry. W Rozewiu skręcamy pod latarnię morską przy której robimy odpoczynek.

Dopiero w domu z opisów szlaku zorientowałem się, gdzie popełnilismy błąd. Szlak nie schodzi nad samo morze Parowem Augustejekow tylko z niego odbija na klif, i do Wąwozu Chłapowskiego prowadzi górą Klifu Chłapowskiego. Z powrotem na plaże schodzi wąwozem, a nie, jak my, nim podeszliśmy. Właściwie taki przebieg szlaku nie wynikała znawet z map z których korzystalismy. Zazwyczaj na nich nanoszony jest orientacyjnie, a trudności terenowe, oraz brak możliwości postawienia odpowiednich znakow na plaży skutecznie dezinformują ich użytkownika.

Pod latarnią morską na przylądku Rozewie. Powszechnie uważanym, za najbardziej na północ wysunietą część Polski, napotkaliśmy zagubiony szlak. Klucząc nim wzdłuż klifu dojechaliśmy do Jastrzębiej Góry. W niej szlak znowu schodzi w stronę morza Lisim Jarem. W jego pobliżu za pomocą przyżądów nawigacyjnych stwierdzono faktyczny, najbardziej na północ wysunięty skraj Polski. W opustaszałej już po sezonie Jastrzębiej Górze uzupelniliśmy zapasy prowiantu na dalszą drogę i podjechaliśmy na klif , aby zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Szlak przeciągnął nas schodami, sprowadzając do kolejnej doliny rozdzielającej charakterystyczne dla Nordy kępy. Trafiliśmy do doliny Czarnej Wody. Początkowo wzdłoż tej rzeki, a następnie wykręcając przy mostku zachód dojechaliśmy do Ostrowa. W nogach zaczynaliśmy już czuć tę interwałową trasę, a za nami była dopiero połowa drogi. Drogą Bielawską zaczęliśmy wzbijać się na Kępę Ostrowską. Opodal leśniczowki znowu wykręciliśmy na zachód, aby opuszczając drogę wzbić się na jej najwyższą kulminację. Wróciliśmy na drogę biegnącą z Jastrzębiej Góry przez Ostrowo do Karwi.

W Karwi na moment wjechaliśmy na asfalt, aby zaraz za skrzyżowaniem go opuścić. Zaczynamy liczyć kilometry jakie pozostały nam do Krokowej. No i dzwoni Kasia która już jest w tej miejscowości. Informuje nas, że zamierzają do nas dołączyć jakieś dwie osoby. Jedziemy dokładnie na południe, aby jadąc wzdłuż płotu plantacji borówki amerykańskiej dojechać do rezerwatu "Bielawa". Osiągnąwszy rezerwat, znowu zakręcamy na zachód i jadąc przez las docieramy do owalnicowej wsi Sławoszyno. Za wioską wjeżdzamy ponownie na drogę, gruntową która prowadzi przez pola. Nagle natrafiamy na nie zebraną jeszcze kukurydzę. Niektórzy postanawiają kilka sztuk zabrać, ze sobą. Grzegorz, ma już cały plecak warzywnych produktów. Zjeżdamy z pola do pobliskiej szosy. Szlak prowadzi nas do Minkowic. Trochę kluczymy jej drogami, i już głowną szosą przedostajemy się do Krokowej. Napotykamy znaki szlaku zielonego, którym zaraz będziemy jechać. Jednak najpierw udajemy sie do centrum wsi, w której czekają na nas Kasia i Satan, oraz przybyły z wycieczki GERu Flash.

Niestety w nie oglądamy pobliskiego pałacyku. Trochę czas nas goni. Mamy jeszcze przed sobą prawie 40 km szlaku "Puszczy Darżlubkiej". Zaczyna nam grozić powrót w ciemnościach. Zmieniamy kolor szlaku na zielony. Teraz będzie trochę więcej szybkiej jazdy. Przeskakujemy Goszczyno i Łętowice, aby na skraju lasu zjechać z szosy i wbić się w las. Mkniemy elegancką drogą na zachód mijając rezerwat "Zielone". W pewnym momencie szlak wzbija się na pobliskie wzniesienie. Ja czekam na pozostałych informując o skręcie. Nadjeżdzają Magda i Agata. Jeszcze dołączył do nas Wojtek. Dowiaduję się, że Magdę zaczyna boleć operowane niedawno kolano. Postanawiają zawrócić w stronę Krokowej, aby kontynuować jazdę szosą do Wejherowa. Jak na pierwszy raz i tak super sobie poradziły. Pozostała grupa, czeka na mnie przy Pogańskim Kamieniu. Jest nim, dość spory, pomnikowy głaz narzutowy. Kilka fotek i na siodłach do Odargowa.

Zawsze gdy jestem w Oderowie, bawi mnie ta wioska. Dość niezwykle wyglądają te niebieskie dachy wszystkich dachów. Wioskę praktycznie przejechaliśmy bez zatrzymywania się. Tylko kazałem Paffowi zrobić pointa GPSem. Robiliśmy je podczas całej wycieczki, aby moc łatwiej orientować się w odległościach jakie nas będą dzielić na Nordszonie. Szczególnie jeśli chodzi o miejsca odpoczynku i zbiórki wędrującej grupy. Za Odergowem było już widać, zabudowania Żarnowca.

W Żarnowcu chwilka odpoczynku pod klasztorem pocysterskim, Teraz już będziemy jechać prawie prosto na południe, w kierunku Wejherowa do którego pozostało nam 30 km. Powoli wjeżdzamy na Kępę Żarnowiecką. Przejeżdzamy obok jej najwyższego szczytu Zamkowej Góry i mijając leśnictwo Sobieńczyce dojeżdzamy do wioski o tej nazwie. Przywitała ona nas dość stresującym i nagłym deszczem. Nisko wiszące chmury już od długiego czasu na niego zanosiły. Jednak nikt nie chciał uwierzyć, że po tak pięknym dniu będzie padać.

Bez zatrzymywania się przejechaliśmy przez Sobieńczyce. Z przodu prowadzi Paff, a ja pilnuję tyły. Za Sobieńczycami deszcz przestał padać. Wbijamy się na drogę lesną wiodącą do Lubocina. Przed samą wioską zatrzymujemy się, aby porobić zdjęcia tęczy. Podwojnej tęczy, a w samej wiosce popas. Zjadamy resztki tego co nam pozostało z trasy. Np kiełbasy w kechapie.

Z Kępy Żarnowieckiej zjeżdzamy do niecki jeziora Dobrego, dość ostrym zjadem. Niektórzy są juz bardzo zmeczenie i nasza grupa mocno się rozciąga. Boję się, że niektorzy wypadną gdzieś ze żrodka, skręcająć w nieprawidłową drogę. Przy szosie nad jeziorem Dobrym zbieramy się w całość. Teraz musimy zarządzić więcej takich zbiórek. Wyjeżdzamy w górę jeziornej kotlinki, aby przejechać przez osadę leśną Dąbrowa.

W końcu dojeżdzamy do Piaśnicy Wielkiej, stąd zgodnie ze znakami szlaku jedziemy pod pomnik poświęcony ofiarom piaśnickim. Wjeżdzamy w Lasy Piaśnickie. Co moment mijamy masowe groby Polaków pomordowanych tu czasie drugiej wojny światowej. W końcu opuszczamy to przygnębiające miejsce zbrodni hitlerowskich. Szlak kluczy, skręcając na kolejne leśne dukty. Powoli zapada zmierzch, niektórzy włączają lampki rowerowe, oraz wspomagające je czołówki. Rozciągamy się na długim odcinku szlaku. Dzwonię do prowadzącego, aby na nas zaczekali. Nie można zgubić ludzi. Przechodzimy do etapu nocnego, gdy trzeba jechać w bardziej zwartej grupie. Na piechotę grupę w takich warunkach jest łatwiej prowadzić. Bardzo zróżnicowana kondycja uczestnikow powoduje, że co moment mimo wszystko się rozdzielamy. W końcu dojeżdzamy do rzeki Redy.

Tutaj widzę, że kilka osob skręca w prawo, a nie w lewo, zgodnie ze znakami. Zawracam ich i dzwonię, do Paffa, aby dowiedzieć się gdzie są. Dowiaduję się, że też tam skręcili. Tym razem on popełnił gafę. Po chwili prawie wszyscy są przy mnie. Kasia dzwoni, że jest na prawidłowej drodze. Gdzieś są jeszcze Flash i Wojtek. Oni znają ten teren.

Po chwili już wszyscy zbieramy się pod leśniczówką, razem zjezdzamy do Wejherowa. Na koniec mała niespodzianka ze strony szlaku. Traci swoją ciagłość. Na nowo wybudowanej drodze, zlikwidowano przejście dla pieszych. Trochę nas to zdezorientowało. Szlak ujrzeliśmy po drugiej stronie na przejeżdzie kolejowym. Po chwili już jesteśmy na dworcu. Tylko kilka osób zdecydowało się wrócić na kołach do Trójmiasta.

Generalnie bardzo dobrze oceniam tę wycieczkę, ani jednej awarii, zgrany zespół no i super pogoda. Zresztą trasa też niesamowicie urozmaicona, Było chyba wszystko niczym w legendzie o powstaniu Kaszub.

Opowiada ona, o tym jak Pan Bóg tworzył ziemię zapomniał o Kaszubach. Przypomniał mu o nich, anioł który miał nad nimi czuwać. Zajrzał Bog do swych worów, co mu tam pozostało. A wszystkiego było w nich po trochu. Wysypał to wszystko na kaszubską ziemię. I wten sposob na kaszubach wszystkiego jest po trochu. Liściaste bory, sosnowe lasy, rzeki i jeziora, klifowe brzegi ktore od morza rozdzielają piaszczyste plaże, wzgorza i doliny. Popatrzył Bóg na to wszystko i uśmiechnął się. Wtedy zaświeciło slońce które ukazało piekno tej krainy. Jednak cicho tu było i pusto. Stwórca z gliny ulepił zwirząt dostatek jak i ludzi, po czym wszystko, to ożywił. Jendak ludzie których stworzył na tej ziemi, uparci jacyś byli, sczegolnie jeden. Domagal się jakiegoś ubrania i zadręczal boga pytaniem. "A ka szuba?" Zniecierpliwione strwórca podarował mu szubę, a samego człowieka nazwał Kaszubę.

Przemierzając na tej wycieczce trasę, po północnych kaszubach. mieliśmy możliwość oglądania tego wszelakiego piękna jakie tu występuje.Jeśli ktoś chce to jeszcze zobaczyć w późno jesiennej krasie zapraszam na wycieczkę pieszą która będzie wiodła tą trasą

Zapraszam na I Nordszon

Trasę I Totemów Nordy w całości pokonali: Grzegorz; Jaro; Niecierpliwa; Paff; Phantom; Topol oraz ktoś na Krossie i Weelerze prosze o podanie ksyw/ lub imion


Dodane 5 listopada 2007, 07:27 przez Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika paff

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Jaro


Jaro, 30 września 2007, 22:28
Ale wypasna wycieczka traski niezle i towarzystwo przednie :).
U mnie 160 km . Dzieki za udana wycieczke wszystkim :).
Szkoda ze sie tak szybko ciemno robi i koncowka w
ciemnosciach ;).
Cdn.
Flash, 1 października 2007, 1:02
U mnie na budziku wybiło 170 km.
SKM uczestników rajdu wyprzedziła mnie dopiero w Gdyni Redłowie.
W domu byłem o 21:15... dopiero, bo krążyłem po osiedlu, aby dobić do okrągłej liczby km... hm... gdyby nie głód chyba dokręciłbym do 200.. cóż, innym razem.
Dzięki za fajna jazdę/zabawę :)
TW, 1 października 2007, 6:08
Jaro, Flash, dzięki, ale to ciągle mało !!!!
więcej, więcej, więcej, . . .

I N F O R M A C J I
Marta, 1 października 2007, 9:39
O jasna d...! wszystkie gnaty mnie dzisiaj bolą :-) ale fajnie było dziękuję za Wasze towarzystwo i cierpliwość :-)
Wojtek, 1 października 2007, 10:30
dziękuję za miłe towarzystwo na ostatnich 40km ;-)

Jaro - jazda w ciemnościach to naprawdę świetna sprawa. Wystarczy mikrą diodówkę zastąpić starą, dobrą, tradycyjną żarówką 2.4W - i nagle odkryjesz, że jazda w ciemnościach jest przyjemnością, a nie męczarnią!
Flash, 1 października 2007, 12:14
/przymrużone oko mode on/
Ryzyko jest przyjemne... a cóż jest bardziej ryzykowniejszego od jazdy po omacku... jak nietoperz? ;)
/przymrużone oko mode off/
paff, 1 października 2007, 13:15
Nie ma się co czarować, to nie był łatwy rajd, raczej można go zaliczyć do tych z grupy kondycyjnych lub ogólnorozwojowych :] . Rower jest fajny jak się na nim jedzie, gdy rower jedzie na plecach to już fajne nie jest ;>

Charakterystyka:
Dystans - 192km
Wznios - 1680m
Prędkość max 50,6km/h
Prędkość średnia 14,8km/h
Czas jazdy 12h:46min

Fotek 370sztuk, leżą na ftp.
Jak ściągać link tu: http://rwm.org.pl/howto/ftp_how_to.html

PS.
Niestety tym razem na plaży nikt nie chciał pozować ;>
Jaro, 1 października 2007, 20:16
Wojtek ja to wiem tylko jakos nie przewidzialem ze nam tak dlugo zejdzie w tym lesie .
Na nastepna wyprawe zaopatrze sie juz w lepsze oswietlenie :)
Ale i tak bylo ok ;)
TW, 1 października 2007, 21:38
paff, tak własnie przewidywałem jak napisałeś :]
- chwilowo takie zabawy z rowerkiem, mnie osobiście, nawet gdy są one w wykonaniu innych, nie ekscytują, ale kto wie, może się to niedługo zmieni ? dzięki za informacje.
mariusz, 2 października 2007, 21:22
jaro fajne zdjecia zkoda ze tak malo
Jaro, 2 października 2007, 21:27
Mariusz jak malo Paff nadrobil i jeszcze chyba Phantom wrzuci
to sie nazbiera i tak jest co ogladac .
Szkoda ze nie byles do konca najlepsza byla jazda po ciemku ;).
Musze jakiegos halogena sobie sprawic profilaktycznie :).
Ciekawe gdzie za tydzien mykniemy ?
Phantom, 3 października 2007, 17:17
W ten wekend ja nic nie organizuję :(
Jaro, 3 października 2007, 19:03
Phantom to chociaz fotki zarzuc jak znajdziesz chwilke :)
Phantom, 3 października 2007, 19:13
Nawet jeszcze ich nie widziałem :D W aparcie sopbie leżakują :D
TW, 3 października 2007, 20:41
oby nie zapleśniały w tym aparacie :(
paff, 3 października 2007, 21:12
hehehe wszystko w swoim czasie nie ma się gdzie spieszyć, najpierw zdjęcia z Marszona XIII podobno ... już są prawie gotowe.
Marszon XIII był 24.sierpnia, więc zdjęcia z totemów będą najszybciej w grudniu :))
Phantom, 4 października 2007, 2:24
I nawet zdjęcia już dodane :D
Marta, 6 października 2007, 10:55
Jakie piękne zakończenie relacji :-)
Mxer, 6 października 2007, 12:00
Odnosze wrazenie ze organizator pieczolowicie i skrzetnie opracowal zarowno trase jak i relacje. Nasuwa mi sie tylko podsumowanie bladzenia... to uczestnik ma pilnowac sie organizatora a nie odwrotne. :)
TW, 6 października 2007, 17:30
To był rajd z założenia techniczny - przynajmniej tak ja zrozumiałem. Cytuję:
"Szlaki pokonujemy perfekt. Nie ma, że boli, że rower nie jedzie. Musimy zebrać tracka GPS"
oraz:
"Mnóstwo dobrej zabawy i atrakcji po drodze zapewnione ;)
"
błądzenie, to świetna zabawa, GER nawet organizował rajdy, które na celu miały błądzenie. Pamiętam ten do Złotej Wyspy, o której na starcie, z założenia, nikt nie wiedział, gdzie ona się znajduje. Niestety zabrakło chętnych i po pewnym czasie, czyli jutro GER ma jechać tam właśnie, a z zapowiedzi wyczytałem, gdzie to jest :) I to wszystko dlatego, że kiedyś paplając od rzeczy wystękałem, że lubię się zgubić w lesie bo tak jest ciekawiej. Nie dodałem, że chodziło o las który przemierzyłem wzdłuż, wszerz, w poprzek, na skos, tyłem, w nocy ....
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (233)