na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Szlak Lisów, 16 stycznia 2007



Pewnie sporo z was poruszając się na swoich rumakach po lasach sopockich natrafiło na nietypowe wyznakowanie tamtejszych szlaków turystycznych. Ich charakterystycznym elementem jest to że znajdują się w żółtym, a nie białym prostokącie typowym dla szlaków PTTK. Do tego zapoznając się z ich przebiegiem na mapach, zwrócicie również uwagę na ich nietypowe nazewnictwo zaczerpnięte od nazw gatunkowych zwierząt. Szlaki te dość gęsto oplatają Sopockie lasy i biegną na dość krótkich odcinkach. Najdłuższy z nich ma niecałe dziesięć kilometrów. Są to Sopockie Szlaki Spacerowe. Dla większości osób wydawało by się, że powstały niedawno kilka lat temu. Bo faktycznie wyznakowano je pod koniec XX wieku jednak tradycją swą się gają do lat sześćdziesiątych, a teraz postanowiono je odtworzyć. Mają one swym przebiegiem potencjalnym spacerowiczom przybliżyć wszystkie piękniejsze i ciekawsze miejsca wokół Sopotu.
Szlaków jest sześć. My postanowiliśmy przejechać się na naszych rumakach jednym z nim. Najdłuższym i ze względu na swój krawędziowy przebieg jest on najtrudniejszy. To, oraz ciemności jakie panują w tych godzinach mają nam zrekompensować piękne widoki jakie znajdują się na przebiegu szlaku.
O godzinie 18 na pętli trolejbusowej w Sopocie Wyścigach nie było nikogo poza mną i Dorotą. Jednak po jakiejś chwili nadjechał Flash. Po chwili dołączył również Wojtek z Gdyni. Krótkie treściwe powitanie i ruszamy na trasę.
Szlak zaczyna się na skrzyżowaniu alei Niepodległości i ul. Smolnej. Tuż obok sklepu MK Bike. Z początku mamy lekki podjazd po betonowych płytach który zaraz za małym stawkiem przemienia się w drogę pełną piachu. Nią dojeżdżamy do szlaku zielonego. Znajduje się tutaj niewielka polanka. Pośrodku placyku rośnie 70-letni Dąb Esperantystów, posadzony na pamiątkę światowego kongresu esperantystów, który odbył się w 1927 r. w Gdańsku. Okolicznościowy kamień z napisem w języku esperanto informuje o tym kongresie i historii pamiątkowego dębu. Wy stąd wraz ze szlakiem zielonym przecinając Dolinę Świemirowską zaczęliśmy podjazd na Sępie Wzgórze.
Tutaj znajduje się nasz pierwszy punkt widokowy. Krótkie podziwianie widoku i opowieści o zjeździe tą skarpą przed nami. Wsiadamy na rowerki i przedzieramy się szlakiem na Łysą Górę. Tutaj krótki odpoczynek . Wspólne fotki i zastanawianie się jak tutaj zjechać. Jednak naszą trasę ma prowadzić szlak. Biegnie on wzdłuż północnego skraju lasu wbija się z powrotem na morenową grzędę za pomocą schodków. Zjechaliśmy, weszliśmy, ale szlaku nie ma. Chyba jednak trochę dalej były jeszcze jedne schody. No cóż jesteśmy na grzbiecie, a pod nami jest Opera Leśna. Biegnie tędy Czarny szlak Wzgórz Szymbarskich który ma się złączyć niedaleko z naszym szlakiem. Jednak jest ciemno, noc jest czarna jak szlak. Po chwili go gubimy, aby znowu go znaleźć i znowu zgubić. W ten prosty sposób wykolebaliśmy się na parking opery. Teraz zjazd do Morskiego Oka i niedaleko schroniska dla psów, zaczynamy podjazd, a właściwie podejście na Wzgórze Strzelnicze. Tutaj mnie się udało zmusić Flasha aby niósł swój rower. W końcu jest platforma widokowa na wzgórzu.Według mnie rozpościera się stąd najlepszy widok na Sopot i okolicę. Krótkie rozważania na temat oznaczeń na punkcie osnowy poziomej czeka nas zjazd. Tym razem mamy widok a wnętrze turkusowego basenu jakiegoś ośrodka. Mijamy drogę prowadzącą do sanatorium i wjeżdżamy na ulicę Okrężną. Tutaj na placu zabaw jest nasze przedostatnie miejsce w którym będziemy zachwycać się widokami. Jednak większą frajdę sprawiają nam tutejsze huśtawki i zjeżdżalnia. Trochę fotek znowu zagłębiamy się w las.
Teraz kierujemy się w stronę Brodwina. Musimy przebić się przez kolejne zalesione wzgórze, aby wyjechać na tę sopocką dzielnicę wąwozem leśniczego. Przebijamy się z kolei przez tę dzielnicę aby niczym rowerowe duchy zniknąć w ścianie lasu. To już ostatnie wzgórze przed nami. Dość łatwy podjazd i zjazd do kościoła p.w. Zesłania Ducha Świętego. Z jego placu, a właściwie tarasu rozpościera się piękny widok na Sopot Kamienny Potok. Znajduje się tu też replika krzyża z Giewontu podarowanego na 100 lecie Sopotu, oraz pomnik Jana Pawła II. Flash natomiast łapie gumę w przeciwieństwie do mnie. Może fatum przeszło a kogoś innego.
Wojtek z Flashem łatają koło. Ja jeżdżę rowerkiem Dorci po placu ,a ona robi fotki. W końcu sytuacja się normalizuje i zjeżdżamy wyjątkowo asfaltem na stację SKM Kamienny Potok. Zgodnie z tym co było wcześniej ustalone jedziemy na Grzańca do Bacówki. Zjazd do plaży standardowo za pomocą wąwozu Swelini i Robi się ciepło. Ogień w kominku skwierczy my sobie pijemy grzańca na winie.
Około 23 stwierdzamy że czas ruszyć. Jedziemy w kierunku Brzeźna deptakiem nadmorskim. Wojtek pozostawia nas przy sopockim molo, a Flash przy Gdańskim. Ja odwożę Dorotę do centrum i stamtąd wracam do Oliwy.



Fotki są na:


http://Phantomiusz.fotosik.pl/albumy/115811.html



Dodane 18 stycznia 2007, 04:25 przez Phantom

Mxer, 18 stycznia 2007, 20:40
Ja ze swojej strony zachecam do wzucenia kilku fotek tutaj, bedzie barwniej :)
Flash, 26 października 2007, 20:00
Ale jak? :P
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość