na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Pieszo w Pieniny, 7 września 2007



Niecierpliwa: Z różnych przyczyn postanowiliśmy z Adderem, że ja jako pierwsza dodam relację on zaś ewentualnie ją uzupełni. Dodałam również kilka zdjęć, z aparatu Addera, których on wcześniej nie wstawił. Zdjęcia są przez to ułożone niechronologicznie (od portretu barana). Miałam to szczęście, że mój towarzysz wędrówki niespecjalnie lubi robić zdjęcia, dzięki czemu w zamian za noszenie aparatu mogłam focić do woli :-)

Tak jak planowaliśmy spotkaliśmy się w górach 7 września. Ja dojechałam do Nowego Sącza z Gdańska zaś Adder z Muszyny, w której od tygodnia odbywał szkolenie. Z Nowego Sącza razem dojechaliśmy do Szczawnicy. Na miejscu byliśmy około godz. 20 i już w ciemnościach z latarką w ręku powędrowaliśmy do schroniska Pod Orlicą. Schronisko leży na niebieskim szlaku turystycznym, ale zaledwie 800 m od przystanku PKS.
Prawdopodobnie z powodu pogody góry były wyludnione. Oprócz nas w schronisku nocowało jeszcze 4 studentów z Kołobrzegu. W celach integracyjnych zaprosili nas na ognisko, kiełbaski oraz wspólny śpiew przy gitarze. Miałam dzięki temu okazję poznać wokalne możliwości Addera :-)
Następnego dnia ruszyliśmy niebieskim szlakiem spod Orlicy do wąwozu Homole. Szlak prowadzi granią Małych Pienin do najwyższego szczytu tych gór Wysoka (1050 npm). Z Wysokiej zeszliśmy do wąwozu Homole. Jest to bardzo urokliwe miejsce. Ma 0,8 m długości. Dnem wąwozu płynie potok Kamionka zaś okalające go skały wapienne mają do 120 m wysokości.
Następnie w pobliskiej miejscowości Jaworki zjedliśmy obiad, wypiliśmy kawę i już busem wróciliśmy do Szczawnicy. Krótkie zwiedzanie Szczawnicy oraz fotki nad Dunajcem, który zdążył już osiągnąć dość niepokojący poziom wody. Nadbrzeżny bulwar został zalany. Pogoda tego dnia nam sprzyjała trochę kropiło, ale było też sporo słońca.

Następnego dnia (niedziela) ze Szczawnicy przenieśliśmy się do Krościenka. Tam Adder sprawnie załatwił kwaterę i wynegocjował dość niską cenę. Po mszy stwierdziliśmy, że z powodu pogody nie ma, co ruszać w góry, więc busem dojechaliśmy do Nidzicy. Nidzica leży nad jeziorem Czorsztyńskim. Znajduje się tu ogromny zbiornik retencyjny zwany obecnie jeziorem Sromowieckim. Został on napełniony w 1994 r. ma 1, 2 km długości, 0,75 km szerokości i 88 ha powierzchni. Na jego brzegu znajduje się również mała elektrownia przepływowa. Nidzica słynie jednak przede wszystkim z urokliwego zamku położonego na skarpie (566 m) nad jeziorem Czorsztyńskim. Zamek został wybudowany w XIV w. przez węgierski ród Berzeviczych. Przez całe wieki był w rękach rodów węgierskich za wyjątkiem okresu 1528-1589 kiedy to wszedł w posiadanie polskiego rodu Łaskich. Obecnie na zamku panuje, SHS czyli Stowarzyszenie Historyków Sztuki. Zwiedziliśmy zamek oraz wozownię z ekspozycją karet i powozów dworskich. Z Nidzicy udaliśmy się do Czorsztyna gdzie znajdują się ruiny polskiego zamku, również pochodzącego z XIV w. Zamek pełnił funkcje obronne znajdowała się tu również pierwotnie komora celna. Od czasów Kazimierza Wielkiego był częścią królewszyzny. Odwiedzali go królowie Kazimierz Wielki, królowa Jadwiga, Władysław Jagiełło, więc i my tam zawitaliśmy :-)
Z Czorsztyna przeszliśmy niebieskim szlakiem do Przełęczy Szopka u podnóża Okrąglicy i żółtym szlakiem zeszliśmy do Krościenka.

W poniedziałek postanowiliśmy przejść przez najbardziej znane trasy Pienin tzn. z Krościenka wyruszyliśmy na Sokolicę (747 m), gdzie rośnie najsłynniejsza w Polsce sosenka, grzechem byłoby jej nie sfotografować, następnie przez Zamkową Górę na Trzy Korony. (Okrąglica 982 m)
Na Zamkowej Górze (779 m) miał dawniej znajdować się Zamek Pieniński. Zamek ten w XIII w. został wzniesiony w celach obronnych. w 1287 r. miała się w nim schronić przed tatarami żona Bolesława Wstydliwego, Kinga. Obecnie są tam tylko resztki fundamentów i rzeźba św. Kingi patronki Polski i Litwy. (Na zdjęciu Paweł Wstydliwy i św. Kinga).
Z Trzech Koron zeszliśmy do Sromowców Niżnych gdzie obejrzeliśmy, niestety tylko z zewnątrz, drewniany kościółek i przeszliśmy na drugą stronę Dunajca do Słowacji. Tu znajduje się Czerwony Klasztor. W XIV w. klasztor ufundował mistrz Kokosz Berzeviczy, który winny śmierci Chyderyka z rodu Goergyów miał wyrokiem sądu ufundować 6 klasztorów i zamówić 400 mszy za duszę zmarłego. Klasztor należał do Kartuzów. Jest to spory kompleks, w którym obecnie znajduje się muzeum.
Przyznam otwarcie ze wraz, z Adderem uznaliśmy, ze bardziej potrzebna jest nam szklanka piwa w klasztornej karczmie niż kolejne zwiedzanie :-)
Po wypiciu przedniego słowackiego piwa ruszyliśmy czerwonym szlakiem rowerowym do Szczawnicy. Szlak prowadzi ok. 15 km brzegiem Dunajca. Tu ujawniła się nasza zaawansowana cykloza. Osobiście bardzo cierpiałam, że nie mogę pokonać tej pięknej drogi rowerkiem.

I w ten sposób obeszliśmy wszystkie ciekawe miejsca w Pieninach, czas się było wynosić. Początkowo planowaliśmy przejść z całym dobytkiem z Krościenka przez Lubań na Turbacz ok. 10 godz. drogi. Jednak pogoda była coraz gorsza, padało i wiało. Wrodzone lenistwo wzięło górę wsiedliśmy w autobus i dojechaliśmy do Łopusznej. Osobiście nie żałuję. W Łopusznej znajduje się drewniany kościółek z końca XV w. a w nim ołtarz z ok. 1450 r. Z Łopuszną bardzo związany był Józef Tischner. Odwiedziliśmy jego grób na miejscowym cmentarzu i izbę pamięci tzw. Tischnerówkę. Jak na izbę pamięci jest bardzo dobrze urządzona, bez zbędnego patosu. Wyeksponowano w niej rękopisy i zdjęcia Tischnera a miła pani też nam poopowiadała, co nie, co. Ok. godz. 11 wyruszyliśmy z tobołkami na Turbacz (1310 m). Wejście na Turbacz jest bardzo przyjemne jedynym mankamentem było błoto, którym obryzgaliśmy się od stóp do głów. Na Turbaczu zamówiliśmy nocleg, zjedliśmy obiad zrzuciliśmy graty i poszliśmy się przejść. Niestety mgła była tak wielka, że mogliśmy zapomnieć o pięknych widokach roztaczających się z hali długiej. Turystów właściwie nie było, pierwszego spotkaliśmy dopiero schodząc następnego dnia do Rabki.
Zejście rozpoczęliśmy w klimacie klasycznego horroru. Cisza, mgła, drzewa powyrywane z korzeniami. Nic dziwnego ze zgubiliśmy szlak. Później było już lepiej. Żal było schodzić, ale cóż wszystko, co dobre kończy się za szybko. W Rabce obejrzeliśmy z zewnątrz kolejny modrzewiowy kościółek i zjedliśmy wielkie kotlety. Adder stwierdził, że skoro pociąg z Chabówki mamy o 20 to zdążymy gdzieś w pubie obejrzeć mecz Polska – Finlandia. Taaaak po dotarciu do Chabówki okazało się, że tam kompletnie nic nie ma… „gdyby nie pociągi to nawet prądu by nie było” tak skomentowała swoją miejscowość pani w sklepie. I tak spędziliśmy 4 godz. na stacji PKP… a potem już tylko kuszety i 14 godz. w pociągu do Trójmiasta.

Ten krótki pobyt w Pieninach i Gorcach nauczył mnie, że wszystkie góry są niesamowite. Niezależnie czy mają 1000 m, 2000, czy 3000 m. Każda wyprawa w góry jest wspaniałym odpoczynkiem. Zwłaszcza, gdy ma się tak fajnego towarzysza jak Adder. Dziewczyny polecam brać chłopaka na wędrówki :-) Gentelmen w każdym calu (pomijając nawet fakt, że nosił nasz wspólny dobytek), dowcipny, inteligentny, świetna orientacja w terenie no i naprawdę super kolega!
Zatem za rok kolejne pasmo do odwiedzenia. Czyśćcie buty i smarujcie kolana!


ps. niektóre prawdziwe informacje pochodzą z przewodnika Józefa Nyki, Pieniny, Latchorzew 2003


Adder:No cóż...niewiele mam do dodania...no może poza tym, że jestem nie tylko inteligentny, dowcipny i mam świetną orientację w terenie, ale na dodatek przystojny ;)

Ale tak na serio, to był naprawdę rewelacyjny wypad...obok dość wymagających spacerów w górach (błoto, strumienie płynące po szlakach) udało nam się poznać wiele uroczych miejsc, do których nie przyszłoby nam do głowy zawędrować palcem po mapie. Mi najbardziej podobała się Tischnerówka. Dlatego pragnę podziękować Niecirpliwej za zadbanie o takie atrakcje, za wielką cierpliwość (co dla Niecierpliwej musiało być sporym wysiłkiem) do mojej osoby i za wspólny śmiech na szlaku...

Uważam, że można stworzyć nową świecką tradycję w ramach pieszego wortalu RWM - kilkudniowe intensywne wypady w góry. Ja się piszę...

Dziekuje Tobie Marto za towarzystwo :)



Dodane 15 września 2007, 11:30 przez adder

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika adder


Mxer, 13 września 2007, 12:38
Jednak gory maja cos w sobie...
... no i to ostatnie zdjecie... urzekajace :)
Satan, 13 września 2007, 20:40
Piękne fotki!!
Zdjęcia z salamandrą i bacą ze stadem rewelacja!!
TW, 13 września 2007, 21:07
:)
Stefan, 13 września 2007, 21:13
Foto-relacja zapiera dech w piersiach - SUPER !!!
wwp, 13 września 2007, 21:14
Mxer :) toż to moje zdjęcie do paszportu biometrycznego :)
Patriarcha, 13 września 2007, 21:17
Śliczne dzieciątka moje :) obiecuję, że teraz już się Was nie będę wyrzekał :)
Marta, 14 września 2007, 21:55
Dzięki tato :-)
paff, 14 września 2007, 22:41
Tatry białe, bardzo ładne :D
Satan, 15 września 2007, 16:47
Ten drewniany kościółek - bomba!!
adder, 15 września 2007, 18:23
Ogólnie wszystko było bomba...nawet zwykła jajecznica na szczycie Turbacza była bomba...
Marta, 15 września 2007, 19:48
Satan a który kościółek? bo tam w każdej wiosce taki stoi. Tu na fotkach są kościoły ze Sromowców Niżnych z Łopusznej i z Rabki
Satan, 15 września 2007, 20:24
A wsystkie tsy są pikne!!

Każdy kościółek gdy jest drewniany i stary jest piękny, nie mówiąc już o cerkwiach.
Agnieszka, 17 września 2007, 15:46
Piękne zdjęcia i iście bajeczna wyprawa...:) aż miło popatrzeć..:))
Pozdrawiam piechurów:)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (4)