na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było]Nowe Miasto 24h mtb Mazovia., 12 sierpnia 2007



Tak więc zaczne od początku.A zaczeło się tak (mniej więcej).

W Płońsku pojawiłem siedokładnie o 16 45 w piątek czyli 2 sierpnia. Odrazu się dowiedziałem że o 17 jest organizowany wyjazd na próbe trasy więc wszystkie rzeczy poszły w kąt rower pod pachę o pedem na próbę. Rowerek został załadowany na przyczepkę sam załadowałem siębusa i w sile 8 kolarzy popedziliśmy na próbę toru. Próba wypadła pomyśle chociaż trochę mnie nosiło więc dwa razy pojechałem zadaleko potem raz źle skręciłem więc było trochę motania ale w sumie wszystko poszło okey. Po skończonej próbie toru był powrót do Płońska znowu busem . Omówiliśmy strategie zmian na sobotnich zawodach i poszliśmy spać pełni nadzieji na zwycięstwo dnia następnego.
Dzien przywotał nas pięknym słoneczkiem w sam raz na taką impręzę ze ściganiem w tle. O gdzinie 9.40 zawitaliśmy na starcie który mieścił się nad jeziorkiem w Nowym Mieście.Tam było jak w ulu spiker coś tak opowiadał jakieś historie sprzed lat ludzie stali po to by się zapisać by odebrać chipy startowe i zapytać o wiele rzeczy związanych z zawodami. Tu organizacja przebiegała jeszcze w miarę zorganizowany sposób potem już z tym bywało róznie.
O godzinie 11.30 wszyscy zawodnicy wyruszający na pierwsze okrązenie zostali poproszeni przez organizatorów o umieszczenie swoich rowerków w sektorze startowym. Start był typu Le Mans czyli każdy z zawodników biegnie do swojego rumaka wsiada na niego i gna przed siebie byle dalej od startu (tyle jeśli chodzi o teorie).Pomysły zawodników na to by start zaliczyć do udanych były rózne . Jedni kładli swoje rowery jak najbliżej siebie by szybko do nich doskoczyć inni jak najdalej znowu od siebie by nic nie zastawioło im drogi jak wsiadą na rower. POmysłow było tyle co zawodników na pierwszym okrążeniu czyli około sześdziesięciu paru. W końcu po bardzo nerwoym kwadranscie zaczeło się odliczanie wykonane przez spikera. "10..9...8..7..6..5..4..3...2...1 Start ruszyli" z tego co pamiętam darł się spiker dalej jak w amoku pobiegł w stronę Kony jak ją dopadłem nie wsiadając na nią popchałem ją kilka metrów od tego całego galimatiasu który teraz kotłował się za moimi plecami i szybkim ruszem wskoczyłem na rowerek i popędziłem przed siebie. Pierwszy piasek potem asfaltem do góey i zakręt na szuter potem znowu asfalt. Na asfalcie odwracam się do tylu i widzę jak parudziesięciu zawodników patrzy na moje plecy z odległości około 150 metrów . Znowu skupiłem się na jeździe a w mojej głowie kołatała tylko jedna myśl którą przekazał mi ojciec i zarazaem trener mojej partnerkiz drużyny Sylwi: "Tomek zrób wszystko by na pierwszym okrązeniu dotrzeć do tego waskiego mostsku z przodu peletonu (do mostku było 1,5 km a mostek miał szerość 80 cm tak że tylko jeden rower mógł naraz przejechać a i tak trzenba było bardzo uważać) wtedy wydawało mi to mało realne bym dojechał do tego mostku w pierwszej piątce ale jak pędziłem na czele ten plan zaczoł się coraz bardziej stawać realny. Zakręt łaczka ostre wertepy kilku zawodników już siedzi mi na plecach do mostku z jakieś 800 metrów .Jeden zakręt drugi zakręt aż tu nagle po wyjściu z zakretu na mojej droge wyrasta samóchód ledwo wyrabiam bo na hamowanie było już za późno rogiem trącam lusterko i słysze trzak platiku ale pędze dalej ( z relacji kolegi z ekipy limesu który jechał trochę dalej za mną wiem że lusterko się połamało a większość grupy pościgowej dała ostro po hamulach więc im sporo odskoczyłem). Dopadam mostku jako pierwszy zadowolony że plan się udał potem łaczka górka i przejazd przed podwórko i tu wyprzedają mnie pierwsi zawodnicy z quatro ja musiał już sporo przystować by zachowac siły na resztę okrązenia. Następnie było sporo szutrów trochę piachu i na koniec 1,5 km odcinek asfaltu. Następnie rundka wokól jeziorka i koniec okrązenia. Na mecie czekała na mnie już zmiana bidonu wyrzuciłem bidon prawie pusty i wyciagnełem ręke po nowy pełny i następną rzecz jaką pamiętam to to że leżałem na ziemi. W uszam słyszałem głos Spikera który darł się "KARETKA NA START KARETKA NA START" lekko zamroczony powoli wstałem na chwiejny nogach zaczołem podnosić rower dopadł mnie lekarz i się pyta "Jak się czujesz?" odpowiedziałem "Dobrze jadę dalej " a on na to "Niema mowy robicie zmianę a ty idziesz na badanie do karetki". Zmiana poszła szybko i Sylwia w ciagu 15 sekund była już na trasie. Badanie poszło szybko (miałem lekko rozcięty łuk brwiowy nad prawym okiem pozatym nic mi się nie stało).Wróciłem szybko do ekipy która odetchnęła z ulgą widząć mnie w dobrej formie .odpoczełem dwa okrązenia i znowu ruszyłem dalej na trasę wyścigu.Takie ściganie trwało jeszcze z osiem okrazeń aż dowiedzieliśmy się od organizatorów jaka jest kolejność.Ku naszemu zaskoczeniu byliśmy pierwsi.Nie roztrzasając tego faktu przed dłuższy czas oraz wiedzą c że do końca zawodów jest sporo okrązęn ruszełem na kolejną zmianę. W końcu nadeła noc w piątek umówiliśmy się z Sylwią że bedziemy w nocy jechać po 3 okrązenia ja zaczołem pierwszy Trzecie kółko skończyłem koło północy nastęnie Sylwia ruszyła do walki z własnym zmeczeniem , ciemnościami i reszta zawodników bedących na trasie. Już wtedy dowiedzieliśmy sięże drużyna która wygrała w poprzednim roku MIX odpuściła i w nocy nie jeździ. Ale zostało jeszcze sporo innych groźnych konkurentów wiec musieliśmy siebardzo pilnować co też robiśmy. Szybko poszedłem spać a dzwonek mojej komórki rozległ się o 3.20 i był to czas na zmianę.Ruszyłem pełny werwy na kolejne trzy okrązenia które pokonałem nadzyczaj szyko myślałem że właśnie wtedy będę miał kryzys ale poszło gładko. Po moch kółkach przyszła pora na zmianę taktyki i zaczeliśmy jeździć po jednym okrązeniu co było dobrym pomysłem poniewaź robiąc szybkie zmiany odskoczyliśmy reszcie stawki na jedno okązenie . Po godzinie 10 było ogłoszenie wyników z godziny 9 rano i dowiedzielśmy się z e jesteśmy na drugim miejscu i do prowadzących tracimy 20 minut. był to trudny dla nas wybór czy próbowac walczyć z prowadzącymi czy bronić drugiego miejsca szybka narada z kierownikiem drużyny i postanowiliśmy walczyć o najwyższy stopień pudła.Para która prowadziła widząc nas wciagle na swoich plechach zmieniła nagle taktykę. Koleś z THULE wyjechał sam na trzy okrzenia zostawiając swojej partnerce sporo czasu na odpoczynek . Sam wykręcił bardzo dobrze czasy co nas już pozbawio złudzen na zwyciestwo ale mieliśmy pewne drugie miejsce które niepokojenie przez rywali dowieźliśmy do mety. Radość z drugiego mieśca była spora a najmilej wspominam chwilę jak stanowłem z Sylwią na podium .Odebraliśmy nagrody i gratulację oraz poczekaliśmy aż foto archiwiści mazovi skończą swoją pracę poczym na koniec ściskając rękę Cezarego Zamany zeszliśmy rozradowani z podium. Sylwia jeszcze rtaz staneła na podium za drugi czas najszybciej pokonanego okrązenia wśród kobiet. Następnie była szybka akcja z pakowaniem i ładowaniem wszystkiego do busa i ruszyliśmy w rewelacyjnych humorach w stronę Płońska.Tak więc zaczne od początku.A zaczeło się tak (mniej więcej).

W Płońsku pojawiłem siedokładnie o 16 45 w piątek czyli 2 sierpnia. Odrazu się dowiedziałem że o 17 jest organizowany wyjazd na próbe trasy więc wszystkie rzeczy poszły w kąt rower pod pachę o pedem na próbę. Rowerek został załadowany na przyczepkę sam załadowałem siębusa i w sile 8 kolarzy popedziliśmy na próbę toru. Próba wypadła pomyśle chociaż trochę mnie nosiło więc dwa razy pojechałem zadaleko potem raz źle skręciłem więc było trochę motania ale w sumie wszystko poszło okey. Po skończonej próbie toru był powrót do Płońska znowu busem . Omówiliśmy strategie zmian na sobotnich zawodach i poszliśmy spać pełni nadzieji na zwycięstwo dnia następnego.
Dzien przywotał nas pięknym słoneczkiem w sam raz na taką impręzę ze ściganiem w tle. O gdzinie 9.40 zawitaliśmy na starcie który mieścił się nad jeziorkiem w Nowym Mieście.Tam było jak w ulu spiker coś tak opowiadał jakieś historie sprzed lat ludzie stali po to by się zapisać by odebrać chipy startowe i zapytać o wiele rzeczy związanych z zawodami. Tu organizacja przebiegała jeszcze w miarę zorganizowany sposób potem już z tym bywało róznie.
O godzinie 11.30 wszyscy zawodnicy wyruszający na pierwsze okrązenie zostali poproszeni przez organizatorów o umieszczenie swoich rowerków w sektorze startowym. Start był typu Le Mans czyli każdy z zawodników biegnie do swojego rumaka wsiada na niego i gna przed siebie byle dalej od startu (tyle jeśli chodzi o teorie).Pomysły zawodników na to by start zaliczyć do udanych były rózne . Jedni kładli swoje rowery jak najbliżej siebie by szybko do nich doskoczyć inni jak najdalej znowu od siebie by nic nie zastawioło im drogi jak wsiadą na rower. POmysłow było tyle co zawodników na pierwszym okrążeniu czyli około sześdziesięciu paru. W końcu po bardzo nerwoym kwadranscie zaczeło się odliczanie wykonane przez spikera. "10..9...8..7..6..5..4..3...2...1 Start ruszyli" z tego co pamiętam darł się spiker dalej jak w amoku pobiegł w stronę Kony jak ją dopadłem nie wsiadając na nią popchałem ją kilka metrów od tego całego galimatiasu który teraz kotłował się za moimi plecami i szybkim ruszem wskoczyłem na rowerek i popędziłem przed siebie. Pierwszy piasek potem asfaltem do góey i zakręt na szuter potem znowu asfalt. Na asfalcie odwracam się do tylu i widzę jak parudziesięciu zawodników patrzy na moje plecy z odległości około 150 metrów . Znowu skupiłem się na jeździe a w mojej głowie kołatała tylko jedna myśl którą przekazał mi ojciec i zarazaem trener mojej partnerkiz drużyny Sylwi: "Tomek zrób wszystko by na pierwszym okrązeniu dotrzeć do tego waskiego mostsku z przodu peletonu (do mostku było 1,5 km a mostek miał szerość 80 cm tak że tylko jeden rower mógł naraz przejechać a i tak trzenba było bardzo uważać) wtedy wydawało mi to mało realne bym dojechał do tego mostku w pierwszej piątce ale jak pędziłem na czele ten plan zaczoł się coraz bardziej stawać realny. Zakręt łaczka ostre wertepy kilku zawodników już siedzi mi na plecach do mostku z jakieś 800 metrów .Jeden zakręt drugi zakręt aż tu nagle po wyjściu z zakretu na mojej droge wyrasta samóchód ledwo wyrabiam bo na hamowanie było już za późno rogiem trącam lusterko i słysze trzak platiku ale pędze dalej ( z relacji kolegi z ekipy limesu który jechał trochę dalej za mną wiem że lusterko się połamało a większość grupy pościgowej dała ostro po hamulach więc im sporo odskoczyłem). Dopadam mostku jako pierwszy zadowolony że plan się udał potem łaczka górka i przejazd przed podwórko i tu wyprzedają mnie pierwsi zawodnicy z quatro ja musiał już sporo przystować by zachowac siły na resztę okrązenia. Następnie było sporo szutrów trochę piachu i na koniec 1,5 km odcinek asfaltu. Następnie rundka wokól jeziorka i koniec okrązenia. Na mecie czekała na mnie już zmiana bidonu wyrzuciłem bidon prawie pusty i wyciagnełem ręke po nowy pełny i następną rzecz jaką pamiętam to to że leżałem na ziemi. W uszam słyszałem głos Spikera który darł się "KARETKA NA START KARETKA NA START" lekko zamroczony powoli wstałem na chwiejny nogach zaczołem podnosić rower dopadł mnie lekarz i się pyta "Jak się czujesz?" odpowiedziałem "Dobrze jadę dalej " a on na to "Niema mowy robicie zmianę a ty idziesz na badanie do karetki". Zmiana poszła szybko i Sylwia w ciagu 15 sekund była już na trasie. Badanie poszło szybko (miałem lekko rozcięty łuk brwiowy nad prawym okiem pozatym nic mi się nie stało).Wróciłem szybko do ekipy która odetchnęła z ulgą widząć mnie w dobrej formie .odpoczełem dwa okrązenia i znowu ruszyłem dalej na trasę wyścigu.Takie ściganie trwało jeszcze z osiem okrazeń aż dowiedzieliśmy się od organizatorów jaka jest kolejność.Ku naszemu zaskoczeniu byliśmy pierwsi.Nie roztrzasając tego faktu przed dłuższy czas oraz wiedzą c że do końca zawodów jest sporo okrązęn ruszełem na kolejną zmianę. W końcu nadeła noc w piątek umówiliśmy się z Sylwią że bedziemy w nocy jechać po 3 okrązenia ja zaczołem pierwszy Trzecie kółko skończyłem koło północy nastęnie Sylwia ruszyła do walki z własnym zmeczeniem , ciemnościami i reszta zawodników bedących na trasie. Już wtedy dowiedzieliśmy sięże drużyna która wygrała w poprzednim roku MIX odpuściła i w nocy nie jeździ. Ale zostało jeszcze sporo innych groźnych konkurentów wiec musieliśmy siebardzo pilnować co też robiśmy. Szybko poszedłem spać a dzwonek mojej komórki rozległ się o 3.20 i był to czas na zmianę.Ruszyłem pełny werwy na kolejne trzy okrązenia które pokonałem nadzyczaj szyko myślałem że właśnie wtedy będę miał kryzys ale poszło gładko. Po moch kółkach przyszła pora na zmianę taktyki i zaczeliśmy jeździć po jednym okrązeniu co było dobrym pomysłem poniewaź robiąc szybkie zmiany odskoczyliśmy reszcie stawki na jedno okązenie . Po godzinie 10 było ogłoszenie wyników z godziny 9 rano i dowiedzielśmy się z e jesteśmy na drugim miejscu i do prowadzących tracimy 20 minut. był to trudny dla nas wybór czy próbowac walczyć z prowadzącymi czy bronić drugiego miejsca szybka narada z kierownikiem drużyny i postanowiliśmy walczyć o najwyższy stopień pudła.Para która prowadziła widząc nas wciagle na swoich plechach zmieniła nagle taktykę. Koleś z THULE wyjechał sam na trzy okrzenia zostawiając swojej partnerce sporo czasu na odpoczynek . Sam wykręcił bardzo dobrze czasy co nas już pozbawio złudzen na zwyciestwo ale mieliśmy pewne drugie miejsce które niepokojenie przez rywali dowieźliśmy do mety. Radość z drugiego mieśca była spora a najmilej wspominam chwilę jak stanowłem z Sylwią na podium .Odebraliśmy nagrody i gratulację oraz poczekaliśmy aż foto archiwiści mazovi skończą swoją pracę poczym na koniec ściskając rękę Cezarego Zamany zeszliśmy rozradowani z podium. Sylwia jeszcze rtaz staneła na podium za drugi czas najszybciej pokonanego okrązenia wśród kobiet. Następnie była szybka akcja z pakowaniem i ładowaniem wszystkiego do busa i ruszyliśmy w rewelacyjnych humorach w stronę Płońska.


Dodane 12 sierpnia 2007, 15:01 przez UFO

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika UFO


Agniecha, 13 sierpnia 2007, 11:54
MOJE WIELKIE GRATULACJE !!! JESTES THE BESCIAKIEM:)
Mxer, 14 sierpnia 2007, 14:48
http://miniurl.pl/33200 :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (4)