na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Na Jastrzębią Górę na zachód słońca, 7 sierpnia 2007



Wbrew zapowiedziom i meteogramom pogoda wyjątkowo dopisała, słońce już trochę mniej, ale o tym dalej ;-)

O wyznaczonej godzinie pod stacją w Osowej przewijało się sporo rowerzystów, ale większość nie przypominała wyglądem turystów rowerowych ;-) Co prawda jeden osobnik na takowego wyglądający się zjawił, ale nie raczył nawet odpowiedzieć na powitanie i szybko się zmył. Koniec końców stawił się niestety tylko Flash, w związku z tym tempo do Ostrzyc było okrutne i musiałem co sił starczy przebierać pedałami, coby nie zostać na pastwę barniewickich rolników ;-) Wiaterek ładnie w plecy wiał i zupełnie nie wiedzieć kiedy pojawiło się Żukowo, jak zwykle o tej porze lekko przykorkowane. Mały postój na mini-obiad i dalej do Babiego Dołu na spotkanie Paffa. 20-ka po remoncie gładziutka, wiatr dalej w plecy, i nawet ruch nie za duży - sielanka jednym słowem. W Babim Dole zaparkowaliśmy na zjeździe na szuterek do Trątkownicy w oczekiwaniu na Pawła, ale zamiast niego zjawił się Dresiarz #1 - lokales w samochodzie przypominającym Peugota rocznikiem starszego chyba ode mnie. Najwyrazniej musieliśmy go mocno ekscytować, bo po głośnej Bardzo Ważnej Rozmowie Przez Telefon zaprezentował nam swoim antycznym pojazdem parę ewolucji - przez moment poczułem się jak jakaś wioskowa laska ;-) D#1 zakurzył, popalił gumę i oddalił się w siną dal, dojechał Paff i ruszyliśmy tempem już bardziej przystającym do tego ciepłego spokojnego wieczoru do Ostrzyc, sunąc po szutrach inkrustowanych gdzieniegdzie brukiem i łachami piasku.

Koniec końców, niewiele ponad godzinę po wyjeździe z Osowy, wdrapaliśmy się na szczyt Jastrzębiej Góry. Oprócz wspaniałego punktu widokowego na krawędzi rynny jeziornej, Jastrzębia Góra to dość wybitne wyniesienie z imponującym widokiem na wschodnią część Pętli Raduńskiej, Wieżycę i okoliczne doliny. Kulminacja to bardzo regularna niewielka górka, wyglądająca na żywcem wyjęty z książki do geografii przykład ozu. Niestety, do pełni szczęścia brakuje tylko kooperatywności słońca, które zamiast klimatycznie zachodzić na tle jeziora, chowa się za widnokrąg nad jakimiś pospolitymi wioskami ;-) Ale i tak miejsce jest piękne. Jako że niespodziewanie szybkie tempo doprowadziło nas na górę sporo przed zachodem, dobre pół godziny spędziliśmy na zwiedzaniu okolic i zapełnianiu kart pamięci w aparatach. Na koniec słońce zmieniło kolorek z żółtego na różowo-czerwony i zaszło bez zbędnych perturbacji gdzieś nad Brodnicą, bodajże Górną, a my stoczyliśmy się 70m w dół do Ostrzyc,aby pobyczyć się trochę i uzupełnić zapasy we wsiowym sklepie. Konsumpcję i rozmowy umilił nam Dresiarz #2, który próbował wydobyć jakieś większe pokłady mocy ze swojego, również dość leciwego, auta (niestety nie za bardzo mu wyszło ;-)

Jakoś tak w międzyczasie zrobiło się ciemno, więc można było ruszyć dalej w stronę Wieżycy. Coby nie było za nudno: czerwonym szlakiem, który sobie w tych rejonach nawet całkiem całkiem efektownie biegnie. Niestety z braku mapy pojechaliśmy nie za bardzo tak jak trzeba, ale dzięki temu zaliczyliśmy sympatyczny, nibygórski asfalcik do Koszowatki. W końcu Flash swoim okiem netoperka wypatrzył szlak gdzieś między drzewami i wjechaliśmy w las. Na początek ostro pod górę, potem trochę błotka głębokości poosiowej ;-) i konsystencji nader rzadkiej, które na początku próbowało wysadzić z siodła mnie ( nieskutecznie, hehe, cięzki tyłek czasami się przydaje ;-) a paręnaście metrów dalej, już z lepszym skutkiem, Flasha. Po atrakcjach błotnych przyszła kolejna - seria zajefajnych, stromych zjazdów między drzewami do jeziora (obyło się bez strat w ludziach ;-) Jakoś tak się tym czerwonym szlakiem rozochociliśmy, że miast udać się na Wieżycę asfaltem, wskoczyliśmy na czarny szlak z główną atrakcją w postaci głębokiej dolinki ze strumykiem. Niestety też obyło się bez fajerwerków, wszystko suchą stopą i, po żmudnym wtaczaniu się serpentynkami zameldowaliśmy się na Wieżycy, która, jak to zauważył GPS Pawła, ostatnimi czasy parę metrów urosła! Wyraziwszy krótkie ubolewanie nt. niskiej aktywności turystycznej gminy Stężyca, która nie promuje odwiedzania Wieżycy nocą, dokonaliśmy pamiątkowego zdjęcia i dla odmiany stoczyliśmy się w dół ścieżką do KULu (ile razy można jeździć w tę i nazad tym czarnym szlakiem ;-)

A potem już tylko dłuuuugi asfalt, gdzie Flash w końcu mógł osiągać jakieś normalne prędkości, a ja wynaleźć 10 różnych wytłumaczeń, dlaczego nie mogę jechać tak szybko ;-) W kultowym cepeenie w Borczu finalna aprowizacja i do domu - szuterkiem do Skrzeszewa, asfaltem do Przyjaźni - gdzie o północy odbija na Kolbudy Paff - i przez Lniska/Czaple do Bysewa. W Bysewie, gdy sobie stoimy przed rozjazdem każdy w swoją stronę, zjawia się Dresiarz# 3, tym razem testując gumę i minimalną odległość, w jakiej można w poślizgu minąć rowerzystę (chyba lajkra działa na fantazję wioskowych macho nie mniej silnie od skąpo odzianych, kolokwialnie mówiąc, lachonów! Jak płachta na byka...

Od Bysewa Flash już miał prawie tylko w dół, a ja poturlałem się w cieniu lądujących samolotów do Rębiechowa, a stamtąd drogą dobrze znaną, przez Barniewice, do Owczarni i dalej Osowy. Za Osową w las Długą Linią i jeszcze przed Gołębiewem małe randez-vouz ze stadkiem dzików pasących się wokół drogi, które wyzwoliło ze mnie całkiem nieoczekiwane pokłady energii :-) Tak się przyjemnie jechało lasem, że darowałem sobie zjazd asfaltowy Wielkopolską i pojechałem wzdłuż torów, dzięki czemu zaliczylem małą pogoń za lisem - niestety krótką, skubaniec na wąskiej krętej ścieżce był szybszy ;-)

I tak oto tuż przed godziną 2gą zameldowałem się w domu, ze 122km w nogach @ 21kmh. Dawno nie miałem tyle przyjemności z jazdy rowerem - świetne, kameralne towarzystwo, wymarzona pogoda i przepiękne Kaszuby w wieczorno-nocnej scenerii - to był dobrze spędzony wieczór :-)


Dodane 9 sierpnia 2007, 12:27 przez Wojtek

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika paff

Fotorelacja uczestnika Wojtek


Wojtek, 8 sierpnia 2007, 2:25
uff, to była całkiem przyjemna wycieczka :-)
Flash, 8 sierpnia 2007, 6:58
w końcu coś nieco innego, niż większość wycieczek :)
paff, 8 sierpnia 2007, 9:03
Zdecydowanie to było coś innego niż zwyczajna wycieczka, rewelacyjne widoki, emocjonujący czerwony i czarny szlak po zmroku, Wieżyca zdobyta o 22:30 i szaleńczy powrót do Borcza z prędkością nieznaną :)))
To była wyjątkowo ciepła noc, idealna do kręcenia :D
UFO, 9 sierpnia 2007, 20:50
Wojtek a już myślałem że tylko jak ja z tobą jeżdzę na rajdy to specjalnie załawtwiasz jakieś wodne przeprawy :D A teraz widze że na każdym rajdzie u ciebie przeszkoda wodna o wilgotności 100 % musi być :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (16)