na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było]Mirachowskie Lasy - szlak czerwony, 16 lipca 2007

Lasy Mirachowskie - ślad dodał Mxer





Szlakiem Lasów Mirachowskich






TRASA: Sierakowice - Kamienieca Królewska - Kamienica-Młyn - Nowa Huta - Mirachowo - Sianowo


Na czerwony szlak "Lasów Mirachowskich" zachwalany w niejednym przewodniku miałem już od dawna ochotę.
Okazja nadarzyła się dopiero wczoraj.

Plan zakładał połączenie się z grupa Phantoma ciągnącą z Gdańska w Sianowie ale o tym później.
Podróż swą zacząłem w Gowidlinie. Godzina 8:00... START

Sierakowice po kilku kilometrach ukazały się na horyzoncie. W nich to zaczynał się mój szlak.
W kościele była msza /jak to w niedziele rano/ wiec nie wchodziłem do środka, zrobiłem foto papieskiemu ołtarzowi i poczołem szukać szlaku. Na początku źle mapę trzymałem i nim go znalazłem upłynęły 3km. W końcu jestem na szlaku,

czerwone oznaczenie.. tego mam się trzymać. Wyjeżdżam z Sierakowic, szlak skręca... zupełnie jak na mapie... no i pierwsza
krzyżówka.. a szlaku nigdzie nie widać. Mapa wskazuje bardziej na wprost... tak czynię by po chwili goniony przez okoliczne burki zwijać się w inna stronę na tym samym skrzyżowaniu. Mam oznakowanie po 500m, trochę piasku, mała zmarszczka i wjeżdżam do wioski w której przed chwilą byłem.... o ironio. No nic, znaczników szlaku nie ma... mapa w dłoń i nawigacja... obieram kierunek na Kamienicę Królewska. Po 2km odnajduje czerwony szlak.. jak milo z jego strony ze się pojawił :)

W Kamienicy przez tory i dalej oznaczenia szlaku jeszcze są.... aż do przejazdu kolejowego.. i tu zonk. Po 50m za skrzyżowaniem na którym trzeba skręcić w prawo przez tory, na skarpie w gol na wysokości ziemi jest oznaczenie szlaku... i jak ja to miałem znaleźć ? Jadę dalej, zaraz na mapie szlak skręca w prawo do nadleśnictwa.... znak "do nadleśnictwa" jest.. ale gdzie szlak ? Mijają kolejne 2km... jest ! Hurrraaaaaaaaa !

Teraz kapkę w lesie pod górkę... i znowu rozjazd... w las albo droga... no to jadę drogą... po 1km nawrotna i w las :) Choć szlaku nie ma nawiguje "na węch". Dopadam jakiś strumyczek, ale brudna woda.. syf i malaria. Śmierdzi od niego na kilometr. Musiałem go jeszcze wpław pokonać bo i jakże by inaczej. Spada łańcuch.. no nie teraz, chlup. Ale to śmierdzi... czym prędzej wspinam się na górkę, chce o tym zapomnieć.

Teraz zaczyna się kawałek pod tytułem Kaszubski Park Krajobrazowy. Tutaj szlak wije się przy brzegach jezior, nie ma za bardzo ani górek ani zjazdów za to jest błoto. Tam kiedyś przejechał traktor i tak już zostało, przednia felga od ziemi cala chowa się w mazi, czasami zatrzymuje mnie to do tego stopnia, że po kostki brnę w błocie. Tak mijają kolejne kilometry,
miejscami nie można przejechać trzeba nieść rower. Tak po 5km jestem już wykończony i umorusany po kolana. Gdzieś po drodze zaliczam OTB... jak miło.
Tym sposobem wjeżdżam do rezerwatu "Szczelina Lechicka". Różnica pomiędzy drogą wcześniejszą a tą jest taka... ze tutaj nikt nie rusza drogi od 100 lat a że jest b. rzadko uczęszczana.... i było nawet raz z górki... zaliczyłem piękna dziurę z błota w ziemi. Wjeżdżając miałem około 25 km/h i prędkość zredukowałem do zera robiąc przy okazji kolejne OTB. Od tej chwili umorusany jestem już nie po kolana, ale po pas. Potem szlak biegł szczerym lasem ze gnienie gdzie nie było widać drogi. Tutaj oznakowanie co 40 metrów dało się zobaczyć.

Tym sposobem dojechałem gdzieś, gdzie ciężko było mi zlokalizować na mapie, to tutaj pogubiłem szlak... i ominąłem jedno z jezior. Wyjechałem w Nowej Hucie gdzie dalej szlak biegł szczera, podmokłą łąką. Porażka. Wbiłem się na asfalt i za 3km było już Mirachowo. Jedyny dziś otwarty na trasie sklep, wiec i piciu było i jedzonko. Postój 10 minut i w drogę. Do Sianowa szlak znów biegł nieokiełznanymi dróżkami leśnym, gdzieś w poprzek, gdzieś wzdłuż... i znowu błoto. Wyjechałem w Staniszewie skąd asfaltem 500m do Sianowa trzeba było podjechać.

W Sianowie sklep znów otwarty, no to jakiś batonik, woda, i akurat przyjechała wycieczka z osowy która poruszała się "błękitnym". Prowadził ją Paff a wraz z nim efasen i jj acitve. Sesja zdjęciowa i waypointowa, nad jeziorko coś wszamać. 20 minutowy postój. Ustaliliśmy że pojedziemy do Łapalic przez Garcz. Ten Kawałek z Garcza do Łapalic główna szosa... b. dużo aut. Zaraz w Łapalicach na zieloną ścierzkę rowerową i nią do wciąż rozlatującego się zamku. Sesja zdjęciowa.... i uczta dla komarów. Desant.

Potem pojechaliśmy lasem.. jakoś :) Tak że ja się ze 3 razy pogubiłem... efekt... wyjechaliśmy w Kartuzach.

W Kartuzach natknęliśmy się na festyn, potem sklep i uzupełnienie prowiantu. Dalej wyjechaliśmy ścieżką na Wejherowo... pierwszy zjazd z asfaltu w prawo.. no może drugi i śliczne błotko. Pragi wywożą drzewo z lasu... a my.. a ja... przez sam środek. Dziś już mi bez różnicy :)

Zjechaliśmy z tej dróżki, włączyliśmy kompas i w sumie nie błądząc za wiele dojechaliśmy do Dzierżążna.
Tutaj mała korekta dróżki i śmigamy do Sitna. Wciąż lasem. Z Sitna do Rutek.. też lasem. Jakaś mała dróżka leśna.
W Rutkach nastąpiło oficjalne zakończenie, Paff dalej śmignął gruntowymi, mnie już kolano mocno pobolewało to uderzyłem do domu szosą. JJ śmignął kawałek ze mną by potem odbić na Przyjaźń. Efasen w Żukowie odbił na Gdynie.

W domu piknęło mi 96km.

Podsumowując czerwony szlak, bo o to w końcu chodziło, jest to zdecydowanie pieszy szlak. Nie nadaje się zbytnio na rower.
Do oznakowania można mieć wiele zastrzeżeń, sugerowane podróżowanie nim z doświadczonym koczownikiem.

Txt, mapa, track by Mxer
Foto by Paff & Mxer


TUTAJ track do GPS-a






Dodane 15 maja 2015, 21:59 przez Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer


Wojtek, 16 lipca 2007, 16:44
fiufiu, robić w taką pogodę ten odcinek czerwonego to czysty masochizm :-)

Stanowczo zaprzeczam, że szlak jest wybitnie pieszy :-p robiliśmy ten kawałek zimą (co prawda dopiero początek listopada to był, ale to chyba był pierwszy i ostatni mocny akcent tegorocznej zimy ;-) i mimo śniegu i błota 95% jechaliśmy :-) Szlak też był bardzo dobrze oznaczony - czyli najprawdopodobniej znaczki pochowały się teraz pod liśćmi - takie mam podejrzenia, że znakarze, chcąc oszczędzić sobie krzako/pokrzywoterapii oraz insektów, działają głównie jesienią/zimą/wczesną wiosną - malując oznaczenia bez uwzględnienia bujnego rozrostu zieleni na wiosnę.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (288)