na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Bory Tucholskie w weekend, 3 września 2010

- ślad dodał mslonik



- ślad dodał mslonik





Zacznę nietypowo. W razie, jakby ktoś chciał zobaczyć oba traki z GPS tak, jak powinny wyglądać, to są dostępne tutaj: http://mslonik.pl/index.php/rowery-othermenu-31/rowe...

A teraz od słowa do słowa...

Budziska... Ileż wspomnień i jakie piękne... To tam, jakieś 17 lat temu, po raz pierwszy świadomie poczułem się szczęśliwy. Byliśmy jeszcze młodsi. Zapach trawy pokrytej rosą, żurawie, wspinanie się na drzewa... Niezapomniany piętrowy paśnik pośród kniei. I najbardziej, najbardziej chyba wielka patelnia i z niej wspólna jajecznica z własnoręcznie zrywanymi grzybami.

Co z tego wszystkiego pozostało? Gdzie pognało nasze dusze, jak bardzo rozeszły się nasze drogi. Z tej dawnej drużyny, gdzie sami chłopcy i jedna złota dziewczyna, nie pozostało już nic. Przyblakły wspomnienia, zostały jakieś strzępy obrazów, zapachów, dźwięków.

Zawsze się boję jeździć w miejsca, które stały się dla mnie symbolem, które zapamiętałem jako 'moje rajskie', 'rojone osobiście', odtwarzane we śnie, wspominane na jawie, urastające do symbolu, stające się skojarzeniem, esencją.

Spotkaliśmy się po wielu latach, poharatani życiem, jak to bywa. Niestety rzeczywistość nie odpuszcza, więc by dać jej żywy odpór proponuję rower. Mi jest mało. Lubię uciekać, chować się pośród swego świata, by go chronić przed całym tym Szumem. Ania też ma swoje czary i swoje mary z przeszłości. Postanawia odczarować Budziska. Rzuca myśl luźną, by jak dawniej, 'wspólnie'...

Nadszedł wrzesień i to jest ostatnia szansa, by jeszcze w miarę znośnych temperaturach potoczyć się po jeszcze żywo zielonej okolicy. No to wymyślamy, kombinujemy dojazd, ile miejsc do spania, gdzie by tu zjeść. Ania prosi, bym wrzucił ogłoszenie, podał szczegóły. Zgłaszają się pierwsi chętni, nie ma już odwrotu. Jedziemy!

Trasa ułożona 'ad hoc', ot tak, by się potoczyć pętlą po okolicznych lasach. Niestety szlaki niebieski i czerwony na początkowych odcinkach, czyli od Małego Gacna do Śliwic, i potem od Śliwic w kierunku Szlachty są szczątkowe, by nie rzec, że zanikły zupełnie. Jest sporo piachu. Potem zaś krzaczory, bagno. Dość powiedzieć, że w ferworze walki gubię telefon wsadzony do mapnika. Dramat. Na szczęście dosyć szybko się zorientowałem, że on też wybrał wolność. Namierzam go po dźwięku, wykorzystując ten sam zmysł, co nietoperze.

Plan obiadu w Mylofie upada ze względu na odległość i zbyt późną godzinę. No to Fojutowo, gdzie udaje się zjeść smakowity posiłek. Przekraczamy Wielki Kanał Brdy. Pierwszą kichę łapie Witek. Chwila przerwy. Jakieś sto metrów dalej z podobną przypadłością już walczy t.o.p.o.l... Do końca dnia arkana dętki podmiany poznaje w praktycznej odsłonie jeszcze Psuja. Humory dopisują. Na szutrach zaczyna się gonitwa, średnia idzie w górę, płuca pracują od przepony po gardło, łapiąc łapczywie na wdechu, by dać parę nogom, kręcić korbami i przewijać przed oczami kolejne kilometry zieloności. Tak, żyję, jestem, daję radę, tu i teraz, wietrze, zbliżam się, łapię Cię, ogarniam...

Wieczorem ciągniemy na pobliski plac, gdzie stawiamy ognisko. Na stole trunki, wiktuały. SuperMario brzdąka, nuci. Nostalgicznie trzaska drewko, pieką się ziemniaki. Ileż wspomnień, aż wilgotnieją oczy... Budziska wtedy, Budziska dziś. Ogniu tańcz, pochłaniaj, grzej.

Niedziela przedstawia się nam bezchmurnie. Zmieniamy godzinę startu na nieco wcześniejszą. Plan prosty jest. Jedziemy do Tucholi, poznajemy jej centrum i wracamy. W drodze 'do' lekka modyfikacja planu, by SuperMario mógł zamoczyć swe jestestwo w naturalnym zbiorniku, co czyni na przekór temperaturze. yas i paff polują z poziomu siodła na grzyby i grzybki, przechwalając się co chwilę stanem ilościowym. Szeleści reklamówka na kierownicy yas coraz bardziej pęczniejąc wraz z kolejnymi kilometrami. Wpadamy do Tucholi około południa. Na rynku fontanna z łabędziami. Dzielimy się. Część z nas rusza na południe w kierunku Zalewu Koronowskiego. Większa część wybiera jedną z miejscowych kawiarni. Ja trafiam gofra.

Przyszedł jesienny deszczyk. Przechadzam się po rynku czytając o Małgorzacie świętej, co patronką miasta. Szukam śladów AK, 6 wileńskiej, a znajduję wspomnienie o dwóch nagich mieczach, co pojechały stąd pod Grunwald. yas się niecierpliwi, wołają mnie. Na siodła i do Cekcyna.

W Cekcynie knajpa. Ania sobie tylko znanymi metodami przekonuje obsługę, by pomimo poprawin poczęstowała nas treściwym obiadem za symboliczną cenę. Jemy wszyscy razem, ściągając via gsm resztę drużyny. Smakowicie, przyzwoicie, wspólnie.

Pakujemy graty. O 15.00 możemy ruszać. Nie chcę. Tam tylko pogoń za liczbami, jakieś cele, nie koniecznie moje, raty i cały ten pośpiech, szum, przewalający się przeze mnie. Sam sobie zgotowałem taki los. Muszę w sobie zamknąć te obrazy, które przeleciały mi w trakcie tych Budziskowych kilometrów, schować gdzieś głęboko, by nazwać je kiedyś godnością...

Aniu, dziękuję. Podarowałaś mi więcej, niż pewnie przypuszczasz. Prostymi słowy nie ogarnę, wyszukanymi zakłamię. Niechaj będzie pamięć...

Dziękuję też psui za cierpliwą obecność i próbę tolerancji, znowu.

Do następnego!


Dodane 6 września 2010, 13:46 przez mslonik

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika paff

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika t.o.p.o.l.

Fotorelacja uczestnika Super Mario

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika too_tiki

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Sieńka


Super Mario, 5 września 2010, 19:07
Wielkie podziękowania dla Fifi za gościnę i pokazanie okolic Tucholi, są piękne i trzeba tam jeszcze nie raz pokręcić, pozbierać grzyby i popływać w jeziorach.

Poszukuję mojej czołówki Mactronic, czy ktoś może znalazł? Proszę o kontakt : tel 791 986 006
psuja, 5 września 2010, 19:50
Za to, że przez trzy dni mogliśmy się w tym magicznym miejscu poczuć, jak w domu. Za Twoją troskę i za podzielenie się z nami kawałkiem nieba - dzięki Aniu :)

A reszcie Bandy dziękuję za świetny, łobuzerski weekend, no i Maćkowi oczywiście- za inicjatywę :)
robo, 5 września 2010, 20:00
Wielkie podziekowania dla Ani za udostepnienie swych katow abysmy mogli przezyc te niesamowita przygode. Jestes kochana Aniu.
Dziekuje rowniez wszystki za towarzystwo, jestescie wspaniali.
Oby czesciej takie wypady.
Pozdrawiam
yas, 5 września 2010, 20:11
Przede wszystkim dołączam się do podziękowań dla Fifi za klimatyczną miejscówkę i pomysł na weekend;)
Dziękuję też reszcie, że dojechałam, wróciłam, pojeździłam i wogóle.

Towarzystwo- super
Klimat-super
Okolice- super
Grzyby- super
Prowadzenie – nie super, ale wybaczam;P
Pogoda- super

Podobało mi się, przemiły weekend, do następnego równie udanego;)

Sieńka, 5 września 2010, 22:08
Przyłączam się do podziękowań dla Ani za wspaniałą gościnność. Pomysł rewelacyjny i zrealizowany w 150%. Te 50 dodatkowych % to nie moc alkoholu, a ilość zebranych grzybów w pobliskich lasach. Wszystkim bardzo dziękuję za towarzystwo, było naprawdę wesoło. Mam nadzieję,ze jeszcze spotkamy się na tego typu wypadach.
Fifi, 5 września 2010, 23:58
To ludzie tworzą klimat miejsc – to dzięki Wam było tam tak magicznie :)
Dziękuję za…smakołyki z grila, skoszenie trawy, naprawienie werandy, śpiewy przy ognisku, pogaduchy do 2:30…i pobudkę o 6, mroźne śniadanie pod gruszą:), za to…że już zawsze widok własnych stóp przywoła wspomnienia:), za wspólne pedałowanie, za pokazanie mi miejsca do którego nigdy wcześniej nie dotarłam, za ciacho ze śliwkami i bohaterskie przyjęcie kopniaka od prądu :)..,za kawę pożegnalną i …..dużo jeszcze tego :)
Budziska na Was czekają :)
Alicja, 6 września 2010, 7:36
zdecydowanie było bardzo fajnie ;-) takie weekendy dają energię na cały tydzień albo i może dwa tygodnie:)
t.o.p.o.l., 6 września 2010, 20:58
Tak!

To jakieś czary! Czułem sie jak w baśni ! Ten domek,okolica,klangor Żurawi powalał na łopatki-ogarniał echem ogrom pól jak i moje wnętrze!!!! Do tego klimatyczna mgła......................... i 7*C.
robo, 6 września 2010, 21:14
t.o.p.o.l Zgadzam sie z Toba tego sie nie da opisac
Witek, 7 września 2010, 1:16
Także wielkie dziękuję dla Ani i Maćka za wspaniałe dwa dni w Borach Tucholskich.
Wszystkim za towarzystwo na rowerowym szlaku, nocne rozmowy, ognisko i całą resztę.
Aż trudno wyrazić słowami jak było wspaniale i jak trudno było opuszczać to magiczne miejsce.
Trzeba to koniecznie powtórzyć. :-)
yas, 7 września 2010, 7:42
Maciek- bardzo ładnie ująłeś wypad w słowa, nic dodać nic ująć:)
Super Mario, 7 września 2010, 9:24
Pominąwszy dyskretne szczegóły nocnych uciech spisałeś wszystko na medal Maćku :)
robo, 7 września 2010, 18:46
Piekniejszej relacji jak na razie nie czytalem. Pieknie to opisales az lezka sie krecila w oku.
yas, 7 września 2010, 18:59
śliczna, nostalgiczna, pasująca do reszty tego co znam......
Zrzutę na mapę dla Ciebie przy następnej eskapadzie i tak zarządzę ale tu- jesteś uniewinniony, przepięknie:)



A tak w ogóle- ktoś - może z pokoju? - wrzucił mi do torby czarne, niezbyt długie ( jak dla mnie )spodnie attique- chce je z powrotem, czekają wyprane?
Iwona, 7 września 2010, 19:10
Niestety nie byłam z Wami na wypadzie, ale aż nie mogę powstrzymać. Muszę napisać.
Maciek - super relacja. Kurczę masz talent do pisania.
t.o.p.o.l., 4 stycznia 2011, 12:58
"Tak!

To jakieś czary! Czułem sie jak w baśni ! Ten domek,okolica,klangor Żurawi powalał na łopatki-ogarniał echem ogrom pól jak i moje wnętrze!!!! Do tego klimatyczna mgła......................... i 7*C."

Oj ile dziś bym dał za te 7 st
Jordan, 5 stycznia 2011, 19:43
t.o.p.o.l. nie narzekaj, pomyśl o dniach, w których byś wiele dał za -7*C i od razu poczujesz się lepiej :D
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (9)