na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Wycieczka na rybkę do Kątów Rybackich, 22 sierpnia 2010


Trasa wycieczki:
Gdańsk - Przejazdowo - Wiślinka - Sobieszewo - Świbno - Mikoszewo - Kąty Rybackie - Stegna - Rybina - Drewnica - Mikoszewo - Świbno - Wiślinka - Przejazdowo - Gdańsk

Już od samego początku nasza wycieczka zapowiadała się ciekawie: na starcie pojawiło się siedem rowerzystek i jeden rowerzysta. Robert, nasz „rodzynek” nie ukrywał zadowolenia z takiego towarzystwa. Od razu zadeklarował się, że będzie przez całą trasę pilnował, żebyśmy się nie pogubiły i eskortował nas „na zamku”. Bardzo nam to pasowało, chociaż od razu stwierdziłyśmy, że podjął się tego zadania, nie tylko dlatego, żeby w spokoju kontemplować krajobrazy, ale też z powodu innych interesujących widoków (jak np. siedem wysportowanych kobiet mknących na swoich rączych rumakach). Pogoda oczywiście także nam dopisała, zapowiadał się piękny słoneczny dzień…

Ruszyliśmy przez Olszynkę znanym skrótem w stronę Przejazdowa, a dalej – drogą obok Rafinerii przez Wiślinkę do Sobieszewa i dalej prosto na prom do Świbna. Ponieważ jechaliśmy spokojnym tempem, zdążyliśmy na prom odpływający o godz. 10.30 (wprawdzie w ostatniej chwili).

W Mikoszewie od razu wjechaliśmy na żółty szlak „Jantarowy”, który – jak wyczytałam na stronie PTTK - jest fragmentem europejskiego szlaku dalekobieżnego E9. Największe trudności na tym raczej prostym do przejechania szlaku, znajdują się na samym początku – stanowią je przede wszystkim mocno piaszczyste drogi i dość częste skrzyżowania z przejściami na plażę dla pieszych. Później szlak jest już łatwiejszy do przejechania, trzeba tylko trochę go pilnować, bo lubi nagle „gdzieś zniknąć”.

Jechaliśmy więc dalej żółtym szlakiem omijając Jantar, Stegnę i Sztutowo, narzekając trochę na upał, piasek i komary i ciesząc się perspektywą kąpieli w morzu. Oczywiście w pewnym momencie nie dopilnowaliśmy „żółtego” i pojechaliśmy inną leśną drogą, ale nie zmartwiło nas to wcale, bo przecież ciężko jest zagubić się na wąskim pasie Mierzei Wiślanej! Okazało się, że nasza droga prowadzi prosto do rezerwatu kormoranów. Widok był niezwykły – mnóstwo ptasich gniazd na uschniętych drzewach, powalone drzewa leżące na drodze i … ani jednego kormorana! Było to co najmniej dziwne, ponieważ kilka lat wcześniej widziałam w tym miejscu wielkie ilości ptaków, słyszałam ich głośne krakanie i musiałam uciekać przed białym deszczem, którym zalewały całą okolicę. A teraz – cisza i pustka i nie wiadomo, gdzie podziały się kormorany…

W Kątach Rybackich zaczęliśmy najpierw od plażowania i kąpania – jest tu dość duża mielizna, a woda bardzo czysta i całkiem ciepła (ok. 20 C). Później oczywiście wybraliśmy się na rybkę – Kąty słyną ze świeżych, pysznych i niestety nie najtańszych w sezonie rybek, ale warto „zaszaleć” w którymś z okolicznych barów rybnych.

Po obejrzeniu dość dokładnej mapy okolicy, którą później nazwaliśmy „mapą Iwonki”, zdecydowaliśmy się jechać bocznymi drogami do Rybiny i dalej wzdłuż Szkarpawy do Drewnicy, gdzie na „mapie Iwonki” widniał jak nowy - piękny most przez Wisłę. Wprawdzie nikt z nas o takim moście nie słyszał, ale na mapie był, więc postanowiliśmy to zjawisko sprawdzić – może to jakaś tajna droga w naszym regionie, znana tylko posiadaczom tajemniczej „mapy”!

I wtedy zaczęły się nasze „niezapomniane” przygody – w jednej chwili piękne niebo zasnuło się burzowymi chmurami, zrobiło się ciemno i lunął deszcz. Na szczęście bardzo opiekuńczy Robert znalazł nam wiatę przy drodze, w której schroniliśmy się w ostatniej chwili przed… zmasowanym atakiem kul gradowych (wielkości sporych wiśni). Kiedy już wydawało się, że burza się skończyła, ruszyliśmy w dalszą drogę w stronę tajemniczego mostu, który oczywiście okazał się wesołym żartem kartografa. Ponieważ znowu zaczęło padać, postanowiliśmy wracać najkrótszą drogą do Gdańska – przez Mikoszewo, promem do Świbna i dalej przez Sobieszewo, Wiślinkę i Przejazdowo.

Jak się okazało, był to najtrudniejszy odcinek naszej wycieczki – jechaliśmy wąską drogą w strumieniach deszczu, raz po raz oblewani strugami wody przez jadące z naprzeciwka samochody. W pewnej chwili musieliśmy zatrzymać się przy drodze, ponieważ deszcz był tak intensywny, że już nic nie było widać. Przemoczeni do suchej nitki dotarliśmy do promu – na nasze szczęście kursował, pomimo niepogody. Dotarliśmy do Gdańska mokrzy, nieco wymęczeni, ale zadowoleni, że udało nam się stawić czoło przeciwnościom losu i natury. Przejechaliśmy w sumie 111 km, chociaż niektórzy znacznie więcej, bo wracali jeszcze „na kołach” do domu.

Bardzo wszystkim dziękuję za udział w naszej wycieczce z atrakcjami, były to niewątpliwie niezapomniane chwile i mocne wrażenia (zwłaszcza podczas bombardowania gradem w blaszany dach wiaty!), które pozostaną nam na długo w pamięci. Szczególnie dziękuję Robertowi za dżentelmeńską opiekę nad siedmioma rowerzystkami – dał radę! i nawet był wyraźnie zadowolony z takiego towarzystwa! Mam nadzieję, że Irena, która pierwszy raz była z nami w trasie i pobiła swój życiowy rekord rowerowy, wybierze się na nasze kolejne wycieczki.

Do zobaczenia na kolejnych rowerowych szlakach!



Dodane 26 sierpnia 2010, 05:47 przez Małgosia

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika iwcia

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika gosikatka


iwcia, 23 sierpnia 2010, 8:36
Wycieczka niezapomniana! :))) Warunki pogodowe wyjątkowo urozmaicone. ;) A do rozwiązania zagadka kartograficzna: most na Wiśle w Drewnicy, którego nie ma. ;)
robo, 23 sierpnia 2010, 11:23
Wycieczka pelna niezapomnianych wrazen. Bardzo mi sie podobala pisze sie na nastepna.Dziekuje pieknym kobieta za towarzystwo. Pozdrawiam
kasia.st, 23 sierpnia 2010, 17:54
Było super, aż żal, że się skończyło! Ilość wrażeń mogła przypawić o zawrót głowy:D Będzie o czym opowiadać w długie zimowe wieczory;)
Dziękuję wszystkim i pozdrawiam.
irenam, 23 sierpnia 2010, 20:11
To była moja pierwsza wycieczka rowerowa, pokonałam swój dzienny rekord z 74 km na 127 km! Jestem padnięta i bardzo zadowolona :) Dziękuję Małgosi za "zabranie" mnie. Trasa była urocza a pogoda dostarczyła wielu niezapomnianych wrażeń. Ładnie zaczęłam :) Pozdrowienia dla wszystkich.
nata, 23 sierpnia 2010, 22:19
Wycieczka tak doskonała, jak uczestnicząca w niej ekipa (7+1 :D), bezawaryjna, a pogoda...?, nie ulega wątpliwości, że jest rodzaju żeńskiego, pewnie miała zły dzień i musiała się wyładować :) ...a nasza ósemka pędząca przez "ścianę wody" musiała wyglądała niezwykle intrygująco... ale było czadowo :))
gosikatka, 23 sierpnia 2010, 23:54
Po raz pierwszy widziałam grad tej wielkości (dzięki przypadkowo napotkanej wiecie udało nam się nie odczuć go na skórze) plus jazda w trakcie urwania chmury i już nie tylko "pod wiatr" ale pod jakąś nawałnicę - jakkolwiek strasznie brzmią, to te atrakcje wycieczki wspominam najprzyjemniej. Miła ochłoda po upalnym dniu :)))
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (215)