na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było]Najt bike do Rewy po wschód bez wschodu, 24 czerwca 2007



Autor relacji ma na drugie Dezorientacja. Autor uprzedza, że w tekście nie pojawią się żadne odniesienia co do przebiegu trasy. W tych kwestiach uprzejmi uczestnicy wycieczki z pewnością odpowiedzą na wszystkie pytania.
Na zbiórce przy Phantom-owym miejscu spotkań pierwsze zjawiło się UFO..))))) kolejni uczestnicy pojawiali się po wstępnym rozeznaniu bezpieczeństwa terenu i sytuacji odważniejszy był Paff. Wiecznie walcząca ze swoim tylnim błotnikiem Agnieszka zjawiła się ostatnia. Co zwyczaj to zwyczaj, zatem po pokonaniu wstępnych trudności technicznych z łączem błotnika hihi ( autor zastrzega sobie prawo do tworzenia nowych określeń elementów konstrukcyjnych roweru ). - udaliśmy się w trasę.
Do Gdyni była rozgrzewka...rozgrzewka..hahah...no, cóż.... czasami trening trzeba i skończyć na rozgrzewce..Ku ogólnemu zdziwieniu uczestników padło stwierdzenie, że " inni też są normalni" - patrz, ok. 0.30 w Gdyni przy Skwerze Kościuszki organizowane były zawody biegaczy. Ekipa rowerowa była " nie w sosie", gdyż musiała się skoncentrować na pokonaniu przeszkód stanowiących taśmy torów biegowych. Ekipa ta była bardzo niecierpliwa.

Koniec końców zdecydowała się na przejście bocznym torem biegu, w międzyczasie przepuszczając biegnący peleton. Na trasie rowerowa wyprawa napotkała Rzymianina, podobno został nieszczęśliwie uwieczniony.. zatem pozostanie o nim tylko słuch ( w tym miejscu autor relacji zastrzega, iż nie skonsultował tej informacji z fotoreporterem Ufo ). Po przedostaniu się przez pijacką dzicz okalającą Skwer ekipa ruszyła dalej, mijając sympatyczną grupę trzech rowerzystów udających się ok. godz. 1.00 w świat. Potem był terminal. Terminal wzbudził dużo emocji i sentymentalnych wspomnień do przeszłości). Następnym punktem wycieczki był zaplanowany z góry przez organizatora nocny rajd na ślepego w błotnym bagienku ciągnącym się ponad dobre tysiąc trzysta trzynaście metrów i trzynaście milimetrów...... Co prawda wszyscy przeżyli...ale było groźnie..błotko..no, powiedzmy błocisko było bardzo stanowcze..wciągało..wciągało..ale szczęśliwie, dzięki wyborowej technice jazdy uczestników zostało pokonane i raz na zawsze pożegnane na tym odcinku trasy. A potem..potem był już tylko ciemny las i dziki Adama))) hahahah .Adam się nie spisał. Dzików nie było. Widocznie raz rozmieszczone na trasie na Westerplatte, pozostaną tam na sezon letni do czasu zaspokojenia się krwią drżących ze strachu i przerażenia młodych rowerzystek hihi.

Ognisko. Miało być ognisko. Ale nie było. Zatem w imieniu wszystkich uczestników autor piszący wyraża swoje niezadowolenie. Po zrobieniu tysiąca pięciuset zdjęć przepięknego wczesnego wschodu słońca ekipa udała się na miejsce przeznaczenia. Wioska...niby pusta...ale jednak ekipa dzielnych rowerzystów zobowiązana była do odpowiedzi na pytanie zakochanej pary ogrzewającej się ognistym uczuciem i nie tylko.. - " a wy tak zawsze nocą, czy tylko czasami..?". Oczywiście padła odpowiedź, że tylko czasami. Kolejnym sympatycznym elementem wycieczki była akcja poszukiwania miejsca chroniącego przed wiatrem zorganizowana przez jednego z uczestników. Akcja zakończyła się powiedzeniem. Kryjówka została znaleziona gdyż poszukiwania jej były nader intensywne. Po kolejnej sesji zdjęciowej ( co chyba nikogo nie dziwi ekipa udała się na świętowanie sukcesu swojego wyczynu. W tej kwestii odsyłam do relacji fotograficznej. Cypel Rewski zrobił na Agnieszce pozytywne wrażenie. Co do wschodu słońca..wschód..wschód ..i po wschodzie organizator nie dogadał się z chmurkami, ale to nic nie szkodzi, jest okazja się wykazać w kwestiach organizacyjnych jeszcze raz)) hahah . ( jeśli po autorze relacji nagle słuch zaginie odsyłam na inną planetę po niezbędne informacje hihihihi. Droga powrotna rysowała się cudownie bajeczną mgłą unoszącą się nad łąkami. Przebijające promienne słońce namawiało, żeby wracać...ale niestety..tylko Agnieszka była zainteresowana. W każdym razie ten plan nie przeszedł, dlatego relaksacyjnym tempem ( w znaczeniu dosłownym) otoczeni zapachami zmoczonych rosą traw i żyta kierowaliśmy się w stronę "najbliższej wioski"...

I tu - wypadeczek Paweł złapał gumę. Akcja szkoleniowa Agnieszki, która przez 3 lata nie złapała takiej hecy. W każdym razie Paweł bardzo sprawnie zlikwidował awarię. I tak po tym ostatnim wesołym elemencie podróży ( autor przyznaje, ze niektórzy uczestnicy są wredni dotarliśmy ok. 7.30 na miejsce pożegnania agnieszki. W ramach luźnych podsumowań, Paweł stwierdził, że ma pecha. Pech Pawła to przebita szkłem opona i dętka wraz z naderwanym wentylem a także - raz naprawiony i od razu zepsuty licznik..Co pech to pech z pewnością się dłuższa chwilę utrzyma hihihihi. Następnie UFO poleciało w swoją stronę, a Paweł w swoją. Dodam tyko, że organizator przez całą podróż był obciążony bagażem sakwowym wypchanym sprzętem, prowiantem oraz odzieżą... razem z rowerem wszystko ważyło 7 kg..:)))))))haha. To była mrożąca krew w żyłach wyprawa nasączona mrocznym klimatem.Ze swojej strony - dziękuję Tomkowi i Pawłowi za wycieczkę Agnieszka.

Praca nad tekstem Agnieszka.
Drobna korekta UFO.



Dodane 26 czerwca 2007, 10:56 przez UFO

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika UFO


UFO, 26 czerwca 2007, 19:58
No wreście znalazłem trochę czasu by zamieścić relację i pare fotek. Paff czekamy na twoje Foty:D
Wojtek, 26 czerwca 2007, 20:56
hoho, a na koniec chyba niezla libacyja byla? ;-))
co do rzekomego Rzymianina - cóż to za Rzymianin, toż to ancestor niejakiego Filipiadesa, Greka z krwi i kości, za którego czasów narody Italii jeszcze w skórach po lasach biegały! Swoją drogą strój ten powinien należeć do kanonu wszystkich maratonów, które nie tylko trud dystansu, ale i noszenia odzieży i rynsztunku sławnego, acz tragicznego biegacza sprzed wieków, kultywować powinny! :-)
Agnieszka, 26 czerwca 2007, 21:05
;)))...w każdym razie ja wracałam po prostej.. :)):D skręcaliśmy kilka razy, ale w tych kwestiach jestem niekompetentna:))))hahah
wwp, 26 czerwca 2007, 23:55
Aurora cudna :) gratuluję wycieczki i ślicznych zdjęć i żałuję, żem nieobecnym był
Agnieszka, 28 czerwca 2007, 4:50
..żałować...i nie żałować:) zamierzam powtórzyć akcję poszukiwania wschodu słońca nad rewskim niebem:) szczegóły niebawem:)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (6)