na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Objazd trasy KaszebeRunda, 30 kwietnia 2010



Rok temu wylądowałem w szpitalu, w tym roku też nie dojechałem do celu, ale to czysty zbieg okoliczności... nie ma mowy, abym za rok siedział w domu przed telewizorem :P

Rano wychodzę o 6 z domu i jest... 14 stopniu ciepła! :)
Stosowny ubiór to na krótko i nic więcej, tak samo jak roku temu, Lucky Rider :P
Ciepło, a ciągu dnia zgodnie z prognozą było jeszcze cieplej, jedynie w czasie deszczu/ulewy chłodniej.

Z Trójmiasta przez Sopot (Reja), na Chwaszczyno... i odruchowo przelatuję rondo w kierunku Szemudu, hehe, ach te przyzwyczajenia :P
Po małej modyfikacji trasy "lecę" na Żukowo całkiem przyjemnym tempem, ale przede wszystkim bardzo delikatnym, bo założenie było takie aby do Kościerzyny dojechać na 9:15 minimalnym, a najlepiej zerowym wysiłkiem, a gdyby tempo było za słabe, to mniej postojów... no, ale dyspozycje dnia miałem całkiem dobrą, tak, że nawet zagapiając się i wydłużając trasę dojeżdżam do Kościerzyny o czasie, no może 1-2 minuty po... bo w jednym ze sklepów za długo czekałem na obsługę... no, ale gdy zobaczyłem taaaakiego banana, to stwierdziłem, że muszę go mieć ;)

Tak jak wczoraj pisałem, do Kościerzyny wybrałem się, aby objechać trasę Kaszebe Rundy (215 km). Oznakowania obecnie są słabo widoczne, zwłaszcza w deszczu, ale trzeba się spodziewać, że przed oficjalnym startem imprezy, zostaną odmalowane.

Trasę udało mi się objechać bez błądzenia, wyszło dokładnie 215 km :)
Ostry zakręt przed Laską jest pokryty sporą ilością piasku, tak, że nawet zwalniając (wiedziałem czego się

spodziewać), driftingiem walczyłem aby nie zaliczyć lotu w objęcia drzewa.
Tradycyjnie w okolicach Laski zabrakło mi picia, ale tym razem sklep był otwarty... szkoda tylko, że tuż za nim zaczyna się podjazd, którego normalnie można by zaliczyć z rozpędu.. i dopiero dalej powalczyć z płaską częścią tego podjazdu... aczkolwiek prawie wszystkie podjazdy na trasie Kaszebe Rundy można zaliczyć do płaskich. Trasa bardzo urozmaicona, przyjemna.. jedynie sporo samochodów ciężarowych o kiepskiej kulturze jazdy jest na trasie od Charzykowych do Rekowa. Aczkolwiek miałem mały wyścig z TIRem na bardzo krętym, dziurawym, ale i całkiem szybkim odcinku do Studzienic. Długo nie mógł mnie wyprzedzić, a później uciec. Do tego po drodze do walki włączył się deszcz, przechodzący w ulewę przyjemnie chłodził mięśnie przy prędkościach nie schodzących poniżej 40... a ten wachlarzyk wody powstający przy oponie... ech, mogłem zrobić zdjęcie chociaż telefonem...

Od Parchowa było z wiatrem, więc szybko zleciało, aczkolwiek do Kościerzyny wróciłem dopiero po 17... ech te kolejki w sklepach i dumanie nad GPS'em.

Aby nie wracać ta samą drogą, oraz aby nie wracać główną, postanowiłem pojechać kawałek na Przywidz, następnie na Skarszewy, Tczew i Gdańsk... ale za Małym Klinczem strzeliła mi przednia dętka i opona. Miałem zapasową dętkę, ale opony nie... ruszyłem się z buta w kierunku Przywidza (jakieś 18 km), gdzie akurat brat ze znajomymi sobie odpoczywał przy piwku. Szedłem tak godzinę, gdy nagle zatrzymała się jedna z ciężarówek (do których machałem). Podbiegłem i wrzuciłem rower na pakę. Uprzejmy pan bezinteresownie podwiózł mnie do Pruszcza Gdańskiego pod sam dworzec PKP, a dalej do Gdańska na stalowych kołach... ale wcześniej w ramach godzinnego czekania skusiłem się na Diabelską Pizzę. Bardzo pikantna, na dodatek z sosem meksykańskim :)

Jeszcze raz dziękuję kierowcy z Nowego Dworu Gdańskiego, nie tylko za transport, ale i przyjemną rozmowę o kolarstwie, no i kilka łyków wody mineralnej :)


Dodane 30 kwietnia 2010, 15:17 przez Flash

Fotorelacja uczestnika Flash


Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (4)