na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Zakręcić kółkami przed Świętami, 3 kwietnia 2010



Wiosenny rajd po Kaszubach pełen niespodzianek

Na pewno zastanawiałeś się drogi Czytelniku- Rowerzysto, dlaczego tak jest w tym skomplikowanym i pełnym niespodzianek świecie, że gdy jedziesz na rowerze ze świadomością, że dajesz z siebie wszystko pod górę, nagle ktoś jadący obok Ciebie wyrywa do przodu jak z katapulty, a Ty zostajesz z tyłu, mimo włożonego wysiłku.
Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Trzeba lubić podjazdy bardziej niż zjazdy, a trenować pokonywanie ich codziennie po 50 km w TPK.
Dlatego ja ten rajd zaliczam do średnio udanych. Po prostu jeżdże przeciętnie.
Ori72 ma to coś w nogach ( i w głowie), co daje mu kosmiczną przewagę na każdym podjeżdzie. Oczywiście sprawa kondycji, wagi, sprzętu powiesz czytelniku... A ja myślę, że to tylko psychika robienia podjazdów i ciężka praca.
Ale od początku.

Ubota spotykam na Kowalach, dokręcamy pod Fashion House i Ubot naprawia siodełko, które buja się niemiłosiernie. Po chwili udaje mu się coś zrobić, czekamy 10 min, w tym czasie dojeżdża Ori72. Przez Otomin, Leżno, Pępowo i mokre łąki, gdzie żaby wiosnę poczuły docieramy do tajnego jeziorka Super Mario, by po chwili odpoczynku dotrzeć do Żukowa, gdzie w zaprzyjażnionym warsztacie Ubot częściowo naprawia siodło. Tam, z wielkim żalem, żegnamy go i dalej z wielkiej góry zjeżdżamy nad rzeczkę inną niż Radunia koło mostu kolejowego i wspinamy się błotnistymi polami nad jez. Głębokie.
Jest ślicznie, przyroda budzi się w słońcu do życia, małe śniadanko, objazd bez sensu jez. Karlikowskiego nie tą stroną co chcemy, wreszcie na szosę Żukowo- Kartuzy, skręcamy na Kiełpino i w lesie kawałek niebieskim. Dalej Somonino, wzdłuż Raduni Goręczyno i wymarzone Ostrzyce. Wieś jeszcze śpi, organizator ma ochotę na rybkę na obiad, jednak trochę zajmuje znalezienie dobrej knajpy. Wreszcie na końcu Ostrzyc jest restauracja Helena, gdzie Org. wciąga pysznego pstrąga, a Ori72 zadowala się Colą. Piękny to lokal nad samym jeziorem, z wysmakowanym ogrodem i możliwością posilania się na zewnątrz. Max. Zębatek jak dla mnie.

Żegnamy Ostrzyce, czerwonym w kierunku stacji Wieżyca, wielka góra, Ori na górze, ja w połowie, on zjeżdża jeszcze raz i podjeżdża, by po chwili mnie dogonić. No dobra, na sam dół nie zjechał, tylko prawie. Dalej błoto, błoto, błoto. Jesteśmy na trasie przez las z mojej młodości, tędy z plecakiem na biwaki do Ostrzyc się chodziło od pociągu, ale zamiast zjazdu do stacji po całym podjeżdzie jest co? BŁOTO!!! Ewakuacja jakąś dziwną ścieżką, zamiast zjazdu trawersowanie w skos zbyt stromego i zalesionego zbocza, ale wyjeżdżamy na czarny. Podejmujemy decyzję, że zamiast w stronę Przywidza pokręcimy czarnym do Somonina. I co? BŁOOOOTO. Wciąż tną biedne lasy, a rowerzystom od tego maski na twarzach wyskakują.

Od Somonina słabnę po błotnych przeprawach, czuję, jakby koła się blokowały, choć walczę i wiem, że to nieprawda. Piękna trasa do Borcza, jednak mimo wielkiego wysiłku Ori72 na górze kręci kółka czekając na mnie. Podły los.

Borcz, Skrzeszewo (sklep- a nuż czekolada pomoże?), Niestępowo, Sulmin i w Otominie rozstajemy się. Ach, co za luksus, na reszcie nie muszę nikogo gonić.

W sklepie osiedlowym kupuję mój ulubiony napój, kąpiel z bąbelkami ( i napojem), na liczniku 95 km, średnia tylko 16km/h. O losie, ale fajnie było, choć ciężko.



Dodane 3 kwietnia 2010, 11:18 przez Super Mario

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika ubot

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Super Mario


ubot, 3 kwietnia 2010, 20:38
Tak, cholera! Nie bylo mi dane przejeczac calej trasy, jak wspomnial Mario, awaria sidelak okazala sie na tyle powazna,ze nie dalo sie tego zrbic na miejscu. Ledwo doczlapalem sie do Gdanska, gdzie w ostatniej chwili, udali mi sie zakupic, juz przez dzrzwi sklepu, cala sztyce, poniewaz takim drobiazgiem, jak kawalek blachy, nie dysponowal. Dobre i to, wazne ze rower juz zrobilem i jestem gotowy na jakis wypadzic, co zamierzem uskutecznic jutro, bo pogode zapowiadaja rzaczej nie zla. Dzieki kolegom za mile towarzystwo, organizatorowi za swietna trase, pierwszy raz jechalem nia, oraz za slowa wsparcia i mila atmosfere. Pozdrawiam.
Super Mario, 3 kwietnia 2010, 20:49
Ubocie, bardzo było nam szkoda że nie mogłeś w skutek defektu potaplać się w błocie, zjeść dobrej rybki i popatrzeć na piękno Szwajcarii. A przede wszystkim szkoda, że nie zdobyłeś pięknych wzniesień, nie taplałeś się w leśnym błotku i nie ustalałeś z nami trasy powrotnej. Była ona równie pełna niespodzianek jak do Ostrzyc. Trzymaj się i nie daj się kawałowi blachy :) Do następnego, dzięki za towarzystwo :)
ori72, 4 kwietnia 2010, 19:33
Fajna lajtowa wycieczka,za dużo przystanków jak dla mnie ale cool!
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (3)