na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Kompletnie nieimprezowy piątkowy wieczór, 26 marca 2010



Jak to fajnie czasami zorganizować niezorganizowaną wycieczkę :). Oprócz miejsca i godziny zbiórki cała reszta była wielką niewiadomą. Nawet mglisty cel w postaci kładki nad Estakadą zaświtał mi w głowie na dwie godziny przed wyjazdem (dzięki Wojtek za trafną podpowiedź). Naprawdę było warto doturlać się aż tak daleko, zwłaszcza, że nocą jest tam niezły widoczek, nawet ładniejszy niż za dnia. Gdybym dzisiaj, na dzień po wycieczce, spróbowała dokładnie pokazać trasę jaką pokonaliśmy, obawiam się, że miałabym z tym niezły problem :D. O ile pod kołami dominował jeden kolor, taki brązowy w odcieniu błocka, to na mijanych drzewach pojawiły się wszystkie możliwe kolory szlaków, pieszych i rowerowych. Trasa była ustalana na bieżąco, demokratycznie, przez wszystkich uczestników i nawet nieźle nam to wyszło. Dziękuję wszystkim uczestnikom za wsparcie logistyczne i niemarudzenie, chociaż powodów ku temu było sporo ;) To prawda, spóźniłam się trochę z powrotem (sorki), ale chyba było warto :>. Sama jestem zdziwiona, że po drodze trafiło nam się tyle nieprzewidzianych atrakcji (patrz komentarz Jordana). Borsuka nie spotkaliśmy, ale za to popatrzyliśmy sobie z sarenką prosto w oczy przez kilka sekund, zanim zdecydowała się czmychnąć. I nawet lansik był :D. Chyba znośnie było, skoro nawet Anetce, która miała następnego dnia zajęcia na 8:00, nie chciało się wracać. Do następnego błotnistego razu ;)


Dodane 27 marca 2010, 06:43 przez kamcia

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Dino


Wojtek, 27 marca 2010, 2:27
Ale fajnie tak przyjemnie spędzić piątkową noc, i to bez perspetywy kaca o poranku :)

Hmmm, tylko na wszelki wypadek, dla nieświadomych, powrót "po północy" należałoby na przyszłość zmienić na "przed świtem, albo i niekoniecznie", hi hi...
Dino, 27 marca 2010, 4:29
Dokładnie godzinę przed wschodem słońca : )
Trzy kolory - czerwony, biały, brązowy.
Noc migających lampek, ostatków śniegu, noc błota. Taką była ta bardzo miła wyprawa : - )
Janusz, 27 marca 2010, 9:12
To już wiem, dlaczego nie mogłem spać całą noc. Te trzy kolory - czerwony, biały, brązowy świeciły na horyzoncie leśnych zdarzeń. Borsuka nie spotkaliście ?
Jordan, 27 marca 2010, 11:15
Dla osób niezorientowanych krótki słownik terminów używanych przez Kamilę w opisie wycieczki ;)
ostatnie chwile ciepełka: 5oC

planu trasy nie ma i nie będzie: m. in. podejścia zielonym szlakiem, zjazdy czarnym, jazda drogami, których nie ma na mapie

troszkę błotka: kąpiele błotne, możliwość skakania przez kierę, po zablokowaniu przedniego koła w błocie
lasy oliwskie i sopockie: rozciągają się przynajmniej do Gdyni Grabówka, a być może i do Wejherowa

tempo dla Ziemian: dzięki zwalonym drzewom, obiektom wodnym o znikomym znaczeniu strategicznym i podłożu o konsystencji kisielu, znaczne fragmenty trasy szybciej pokonuje się bez roweru, niż z rowerem

Kosmici mogą się nudzić przeokrutnie: jak powszechnie wiadomo Kosmici poruszają się niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, więc w oczekiwaniu, aż Ziemianie przeniosą swoje pojazdy przez przeszkody terenowe nudzą się przeokrutnie

powrót raczej po północy: ok. 4:00

PS dodatkowe atrakcje, o których organizatorka nie wspomniała to:
przeprawa przez rzekę,
skoki z hopek, z możliwością lądowania na czterech literach,
jako bonus przejazd rowerem przez Diana po leżącym na glebie uczestniku wycieczki
Awari, 28 marca 2010, 0:44
oooo, to ja nawet rozpoznałam miejsce w którym rzekę przekraczaliście:)))
fajowo mieliście...ciekawe, czy Aneta nie spóźniła się na zajęcia?
Michał, 29 marca 2010, 0:13
Kolejna "imprezka" spędzona po ciemaku w lesie z Kamą utwierdza mnie w przekonaniu, iż ta kobitka nie pochodzi z tej planety :D (to jest komplement). Co prawda bliskiego spotkania z NOL nie przeżyliśmy ale... świadomość nieprzewidzianych atrakcji na trasie była jednym z jej największych atutów. Posługując się żargonem używanym przez naszą Drogą Organizatorkę, wycieczkę mogę śmiało określić mianem "pojechanej na maxa".

Szkoda że nie mieliśmy z Anetą więcej czasu żeby jeszcze troszeczkę pokręcić i podziwiać wschód słońca :(

Ps. Kiedy będzie powtórka? :>
Aneta, 29 marca 2010, 5:44
Bombowa noc :-)
Ślicze dzięki za fajne Towarzystwo przy kąpielach błotnych :-D

Kamci, również zapytuję - kiedy powtórka?
Grzyb, 29 marca 2010, 7:18
PIS-ać nam NIE kazano, wstąpiłem na ...
Michałku, litości dla złożonych NIE-mocą weteranów kręcenia ...

w późnym stadium cyklozy ...
kamcia, 30 marca 2010, 9:49
Wszystkim zapytującym odpowiadam, aby zarezerwowali sobie najbliższą piątkową noc, po Nocnym Przejeździe. Ładujcie już akumulatorki, bo wrócimy raczej po północy ;). Jak ostatnio totalny bezplan, nawet nie wrzucę wycieczki, bo i po co? I tak wszyscy spotkamy się na przejeździe :)
Michał, 1 kwietnia 2010, 22:08
Jako że zbyt ciepło jutro w nocy nie będzie oraz mając na uwadze nieprzewidzialność Organizatorki, na jutrzejszy wypad zabieram ze sobą między innymi:

- kalesony
- zimowe rękawice
- kominiarka z windstoperem
- kolację + śniadanie
- 2 litry płynów wszelakiej maści (kawa, tiger, sok z marchwi itp)
- michałki + mega zapas innych słodkości
- papier toaletowy (do odstraszania kosmitów :D )
- zapalniczka / zapałki
- saperkę (do odcięcia rozjechanej i już nieprzydatnej kończyny)
- apteczkę
- folię NRC
- zapasowe baterie do lampek
- zapasową baterię do czołówki
- okulary p/słoneczne
- mapa + kompas (aby w razie zagubienia do domu trafić)
- książeczka RUM
- kuchenka turystyczna
- gaz
- zestaw misek
- przykrywka do misek
- kubek
- łyżka
- widelec
- zapas zupek wytworzonych małymi rączkami
cdn...
Michał, 1 kwietnia 2010, 22:10
Właściwie to się waham... pomiędzy nieprzewidzialna a nieprzewidywalna ;)
Jordan, 2 kwietnia 2010, 10:19
Michał, proponuję dorzucić jeszcze kąpielówki i krem z filtrem UV :D
psuja, 2 kwietnia 2010, 11:21
"- saperkę (do odcięcia rozjechanej i już nieprzydatnej kończyny)" i oplułam monitor :D
Michał, 4 kwietnia 2010, 16:06
cd. przed wyjazdem spisać ostatnią wolę, aby w razie czego pozostawić potomnym klarowne sprawy spadkowe lub (jeśli nie ma potomstwa) można pozostawić komuś (np. Ojcu Dyrektorowi) długi - jak kto woli. Zastanawiacie się dlaczego to piszę? Ano dlatego, że wybierając się na wycieczkę z Kamilą i moim imiennikiem xMichalx można się spodziewać, iż słowa "będziemy jeździć do rana" w rzeczywistości oznaczają 15:30, a na liczniku mogą stuknąć przynajmniej dwie setki ;), patrz tu:http://rwm.org.pl/relacje/?&mode=galeria&id=1761

Korzystając z okazji, iż nie pojawi się relacja z II edycji piątkowej wycieczki, jako uczestnik rzeczonej nastukam w klawisze słów kilka.

Wracając do domu podczas wschodu słońca i patrząc jak przyroda budzi się ze snu postanowiłem, że kiedyś napiszę wspomnienia w formie poradnika z moich wyjazdów rowerowych. Tytuł roboczy "Poradnik rowerzysty, czyli jak wrócić z wycieczki".

W jednym z rozdziałów zatytułowanym "Wiara czyni cuda, czyli wszystkie drogi prowadzą do np. Borcza", opiszę jakie to uczucie, kiedy prowadzący/a wie dokąd chce jechać, lecz jak to często bywa, układ dróg nijak ma się do tych na mapie, skutkiem czego kilometrów w nogach przybywa zamiast odwrotnie. Zdając sobie z tego sprawę oraz faktu posiadania własnej mapy terenu na którym się znajdujesz, kompasu oraz zestawu przetrwania w plecaku, nie strzelasz focha, tylko pokornie kręcisz dalej :). Nie robisz zdziwionej miny, kiedy po dotarciu do celu podróży okazuje się, że możesz coś wypić i zjeść na ciepło za... 2,5 godziny, bo bar o szumnej nazwie "Cztery Pory Roku" niestety nie jest czynny 24h :D

Kolejny będzie nosił tytuł "Czasowstrzymywacz". Tu opiszę moje refleksje dotyczące wycieczek organizowanych przez dorosłą młodzież, czyli że zaplanowany powrót do domu na 00:00-02:00 w nocy w rzeczywistości może mieć miejsce o 7 rano. Miejmy nadzieję, że w przyszłości pojawią się urządzenia umożliwiające podróże w czasie, których prototyp możemy zobaczyć na tym zdjęciuhttp://rwm.org.pl/relacje/?pobierz-zdjecie

Powstanie także specjalny rozdział dla drugich połówek, towarzyszki/a nie ogarniętych cyklozą, który winno się im czytać do poduszki, (szczególnie w okresie rozpoczęcia sezonu rowerowego) w celu uodpornienia na czekające doświadczenia, czyli np. Budzisz się o 3:40 i stwierdzasz brak małżonka w łóżku! Mało tego, nie ma go jeszcze w domu, a obiecał wrócić o północy!!! Trzymając w jednej ręce nóż do patroszenia wolną sięgasz po... telefon i dzwonisz
Michał, 4 kwietnia 2010, 16:09
cd. Pytasz gdzie jest i o której wróci. Tu możesz się spodziewać następującej odpowiedzi: że jak zwykle zgubili się w lesie, on stoi jedną nogą w bagnie a drugą rozgarnia liście w poszukiwaniu banana, który wypadł mu z reki na dźwięk telefonu, do tego mówi że będzie w domu za jakieś... trzy godziny!!!

Będąc już w domu dziękujesz losowi, iż znowu to kto inny zaliczył gleby lub stracił elementa wyposażenia swojego rumaka oraz że nie musisz z saperki zmywać krwi po amputacji rozjechanej kończyny :D

Ps. Cóż, kto nie pojedzie z Kamą na jej wycieczki, może nigdy nie doświadczyć w/w atrakcji :D
Michał, 4 kwietnia 2010, 16:11
Właściwy link do zdjęcia "Czasowstrzymywacz" tu:http://rwm.org.pl/relacje/fotosy/10/107458.jpeg
mariusz-r, 4 kwietnia 2010, 18:56
A propos saperki. Jako człowiek trochę już doświadczony chciałbym zwrócić uwagę na to, że saperka powinna być solidna i masywna, ponieważ byle czym można się niepotrzebnie namachać, a efekt będzie i tak marny i dodatkowo nieestetyczny. Życzę zdrowia i w miarę możliwości unikania sytuacji, w których musiałaby zaistnieć konieczność jej użycia.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (33)