na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Relacja z wyprawy na Wielką Sowę..:), 14 stycznia 2010



Zima w pełni. Wolny weekend. Szybka decyzja. Jedziemy w Góry Sowie, chcemy zdobyć dach tego pasma. Z Gdańska ekspedycja udała się do Wrocławia, skąd helikopterem została przetransportowana do Dzierżoniowa. Tutaj utworzyliśmy dwuosobową karawanę. Mijaliśmy kolejne górskie wioski: Pieszyce, Kamionki. Miejscowi kiwali głową z niekłamanym politowaniem. Zostawiamy za sobą ostatnie bastiony cywilizacji. Zaczynamy wspinaczkę. Od razu dostajemy w kość, przed nami jedna z wybitniejszych przełęczy G. Sowich, Jugowska. Zaraz za przełęczą jest basecamp dla wspinaczy atakujących Wielką Sowę – Zygmuntówka. Tam też się rozbijamy. Po trudach podróży zasypiamy nader szybko, trudno nam się zerwać z szarpiącym nas za uszy dźwiękiem budzika…jest godzina 2:00, nie od dziś wiadomo, że aby skutecznie zaatakować Wielką Sowę wędrówkę należy rozpocząć jeszcze przed świtaniem. Przed nami pierwsza przeszkoda na drodze, południowo – wschodnia flanka Koziej Równi (930mnpm), mordercze podejście. Jeszcze w Gdańsku założyliśmy sobie ambitnie, że całość zrobimy bez tlenu, mam jednak jedną butlę w plecaku – „na zaś”. Podejście monotonne, zlodzone, chwila nieuwagi i możemy wylądować w kopnym śniegu po… Na szczycie istny huragan, aparaty jednak ciągle dają radę. Ostrożnie schodzimy na przepaściste Kozie Siodło, torujemy jako pierwsi szlak, w tym sezonie nikt się tu nie wspinał. Na przełęczy odnajdujemy połamany czekan, kawałki raków…czy iść dalej? Przed nami już tylko ostatnie podejście. Ostatnie! Ale jakże wybitne, jakże eksponowane! Idziemy! Widoczność praktycznie zerowa, huraganowy wiatr z przełeczy tutaj zmienił się w istne tsunami. Droga zdaje się nie mieć końca, jesteśmy wyczerpani nie tyle fizycznie, co psychicznie, możliwości koncentracji nad każdym ruchem powoli zdają się wyczerpywać. Decyzja o odrwocie wydaje się nieuchronna, gdy nagle! Tak! Jest! Widzimy już kopułę szczytową! Jeszcze tylko kilka kroków! Mamy ją! Pokonaliśmy Wielką Sowę (1015mnpm). Czy na pewno..? Nie…niestety…to dopiero 50% sukcesu. Jesteśmy w stanie wykonać tylko pojedyncze zdjęcia. Przypominam: zimno, wiatr, wejście bez użycia dodatkowego tlenu. Znajdujemy butelkę po Kofoli Light, zostawiła ją ekipa słowacka, która zdobyła szczyt w poprzednim sezonie! My zostawiamy paczkę chusteczek higienicznych, strasznie oczy łzawią od tego wiatru…przydadzą się następnym! Schodzimy na południe, do VI obozu nowozelandczyków, którzy właśnie południową ścianę obrali sobie za cel! Jak miło chwilkę poleżeć w przytulnym i ciepłym namiocie. Jak wspaniale smakuje zwykła niesłodzona herbata. Jak wspaniale rozpływa się w ustach chińska zupka z Radomia. My natomiast musimy wrócić jeszcze tego samego dnia na Kozie Siodło. Przed nami południowo-wschodni filar Wielkiej Sowy, trawers jest niezwykle przepaścisty. Drogę tę, w całości przeszły tylko 3 wyprawy, wszystkie z Polski, ostatnia pod koniec lat 80’ ubiegłego wieku. Mamy szkice, mamy plany, mamy rysunki od starszych kolegów. Po kilku godzinach morderczej wędrówki ponownie stajemy na Kozim Siodle. Reszta drogi na basecamp wydaje się zwykłym spacerem, w porównaniu do drogi, która już za nami…już widzimy światła namiotów, już widzimy kolegów z ciepłą herbatą, którzy wyszli nam naprzeciw…udało się, Góra puściła!
Mimo ekstremalnej pogody, udało się „strzelić” kilka foteczek, które zapodaję poniżej…
Zapraszamy: Agnieszka i Satan





Dodane 14 stycznia 2010, 12:05 przez Agnieszka

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Agnieszka


Marta, 14 stycznia 2010, 22:19
:-))) dzięki za relację :-)
psuja, 15 stycznia 2010, 9:35
Łyknęłam to jednym tchem :) Dzięki! I wielkie gratulacje Odważni Ludzie :)
Agnieszka, 15 stycznia 2010, 9:40
za relację- prosimy..:))) a zdjęcia wykonane zostały w bardzo-ale to bardzo trudnych warunkach pogodowych :D. Satan, mało co nie dostał odmrożeń..ech..gdyby nie ta piekielna krew...:))))):D
too_tiki, 25 stycznia 2010, 19:27
:-)))) Zimowa wyprawa na Sowę, bez tlenu - nie am się co rozpisywać, po prostu szacunek na dzielnicy.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (11)