na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Puchowe czwartkowe błądzenie zimowe, 7 stycznia 2010



Legenda o zbójach

Każda z legend ma w sobie ziarno prawdy, tak też jest z „Legendą o Twarzy Kamiennej„. Jednak jak to zwykle bywa ich twórcy czy to specjalnie dla psoty, czy ze zwykłej złośliwości starają się zataić przed nami niektóre wydarzenia.

Możliwe, że tak też było w naszej legendzie… a może też czas i ustne przekazy ukryły przed nami historię przedziwną - prawdę o losach Zbójów z bandy Ralbasa. Opowieść o kamiennej twarzy głosi szybki koniec dwójki Zbójów Ralbasowej bandy – rozszarpanych przez leśne zwierzęta.

Prawdą jest, że Zbóje usłyszawszy co przytrafiło się ich hersztowi uciekli za Gdańsk w stronę Wisły. Zamiarem ich było przedostać się w polskie góry za sprawą koczujących nad rzeką flisaków. Spostrzegłszy ognisko i grzejącego się przy nim rybaka, pierwszy zbój a Grul mu było na imię, rzekł:
- Dobry człowieku, czy pozwolisz nam odetchnąć przy ogniu?
Rybak nic nie powiedziawszy, wskazał im miejsca obok siebie, podał im ciepłą strawę, po czym przyniósł dwa sienniki. Posileni, dwaj Zbóje szybko zasnęli. Czy to za sprawą magii, czy też stary rybak dobrze wiedział kim są jego nowi dwaj kompani, zaklebnował ich w nocy.

Nazajutrz obudzili się odrętwieni a ląd pod nimi kołysał się łagodnie. Wcale też nie ich ciała nie przypominały ludzkich - bardziej małe, brązowe kulki. Wśród paniki, krzyków i strachu spostrzegli, że znajdują się na dnie nie zawiązanego worka.
Dalej historia potoczyła się już szybko. Ruchomy ląd okazał się dnem łodzi płynącej po zatoce, a siedzieli w niej stary rybak i młodzieniec, Janem z Kolna zwany. Kiedy byli już dość daleko od brzegu, wówczas wieloryb połknął łódź wraz z Janem i zaklętymi Zbójami. Stary rybak zniknął gdzieś nagle. Jan przeląkł się bardzo i rozmyślał o tym, co dalej robić, a że w brzuchu wieloryba było ciemno niebawem zasnął. Zbójcy cały ten czas dziwili się i nie mogli uwierzyć w wydarzenia w jakie się uwikłali, w końcu i ich zmorzył sen. Obudziwszy się rano Jan ujrzał, iż znajduje się w jakimś obcym kraju. Przy brzegu kołysała się łódź, a w niej worek starego rybaka. Wokół Jana skakali jacyś dziwni, na pół nadzy, czerwonoskórzy ludzie z piórami na głowach. Nie mógł się z nimi porozumieć, gdyż nie znał ich mowy.

Wówczas na brzegu pojawił się stolem. Był tak wysoki jak najwyższe drzewa. Czerwoni ludzie chcieli uciec na jego widok, ale stolem przemówił do nich w ich mowie i zostali. Wtedy stolem rzekł do Jana:
- Otwórz worek starego rybaka.
Gdy Jan to zrobił, ujrzał w nim same piękne paciorki zrobione z jantaru, nie zauważył dwóch brązowych kulek, które przez nie uwagę upadły na ziemię. Jan podarował czerwonym jantarowe paciorki, ci zaś dali mu w zamian trzy worki złota. Jan zapytał stolema:
- Jak zwie się ten kraj, w którym teraz jestem?
A stolem na to:
- Ten kraj nazywa się Ameryka, a przed tobą, Janie, nie był tu jeszcze żaden z białych ludzi.
I tak oto Jan z Kolna i dwóch Zbójów, na długo przed Krzysztofem Kolumbem, odkryli Amerykę.

Minął dzień, zniknęli nieznani im dotąd ludzie, stolem i Jan, a nasza dwójka wciąż leżała na ziemi, a targała nią usilna chęć powrotu do Kraju Ojczystego.

Czy to znów za sprawą magii, nocą zaczęły im rosnąć ręce i nogi. Jako, że nadal byli zaklęci również ich kończyny, w żaden sposób nie przypominały ludzkich, w żaden też sposób Zbóje nie potrafili ich kontrolować, a one czym bardziej stawały się dłuższe, tym dalej zagłębiały się w ziemię. Wkrótce oplotły cały kraj.
- Niech nas kule świsną! Rzekł Bulwa, drugi Zbój, a kule świsnęły…

Przychodzi do głowy jedna myśl, czy Zbóje zamienili się wtedy w dobrze w nam znane teraz ziemniaki? Tego nie wie nikt. Wiem tylko to, że spotkałem ich wczoraj rano, zaklętych w dalszym ciągu w swoją magiczną postać. Jako, że zrobiło mi się ich żal, po tylu latach tułaczki - bo w końcu znowu znaleźli się w Gdańsku, odpokutowali za poczynione przez nich występki, postanowiłem odwieść ich w miejsce, gdzie spoczywa herszt ich bandy z przed wielu wieków - Ralbas. A towarzyszyła mi Marzena, Wojtek, Maxu i Jordan.



Dodane 8 stycznia 2010, 04:58 przez Dino

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Dino


Marzena, 8 stycznia 2010, 7:40
Rafał, nie wiedziałam, że masz taką wyobraźnię :). Świetna, niebanalna relacja!
Dziękuję za zorganizowanie błądzenia i odprowadzenie do domu, a wszystkim uczestnikom za miłe towarzystwo. Do następnego razu!
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (288)