na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było] Nocna Maskara 19.12.2009, 31 grudnia 2009



Nocna Masakra 19.12.2009 - TE 150

A więc jedziemy Kamcia, Kasia (too_tiki), Michał i ja. Do bazy rajdu w miejscowości Długie dojeżdżamy grubo po północy. Gdy wysiadamy z nagrzanego samochodu przeszywa nas przenikliwe zimno. Przyjechaliśmy tak późno, że właściciel ośrodka już śpi. Wigor poszedł go poszukać, a my czekamy na mrozie. Czujemy, że jutro żartów nie będzie i naszym największym przeciwnikiem będzie mróz. Po jakichś 10 minutach Wigor wraca z właścicielem ośrodka, który prowadzi nas do pokoju. Szybko przynosimy rzeczy z samochodu i gotujemy wodę na herbatę. Gorąca herbata i żołądkowa gorzka przywracają równowagę psychofizyczną. Idziemy spać bez zbędnego marudzenia, gdyż jutro trzeba wcześnie wstać. Start o 7.30.

Rano humory nam dopisują. Jemy śniadanie, pijemy kawę i żartujemy. Jest tak przyjemnie, że nie śpieszymy się z wyjściem na zewnątrz. W końcu jednak trzeba opuścić ciepłe pielesze. Na start docieramy, po tym jak wszyscy odebrali już mapy, a większość wyruszyła już na trasę. Spotykamy ekipę telewizyjną, która zwija sprzęt. Niestety nie będziemy bohaterami dzisiejszego wydania Teleexpresu :( Kamili przypomina się, że zostawiła w samochodzie pudełko z Rafaello i Ferrero Rocher. Więc udajemy się do samochodu po zapomniane pudełeczko, takich smakołyków na pewno nie pozostawimy. No teraz już jesteśmy gotowi i możemy odebrać mapy.

Etap pieszy

PK 8 – po bagienku suchą nogą.

Po krótkiej analizie mapy decydujemy, że zaczniemy od PK 8, położonego po przeciwległej stronie jeziora. Motywacja jest prosta, gdybyśmy wybrali inny wariant PK 8 musielibyśmy zostawić na koniec. Jednakże wybierając taki wariant, przed zaliczeniem tego punktu, przechodzilibyśmy w pobliżu bazy. Postanawiamy nie wystawiać na próbę naszej woli ukończenia trasy pieszej i zaczynamy od PK 8.

Ruszamy na północ w kierunku Dobiegniewa, asfaltową drogą, którą wczoraj przyjechaliśmy. Po chwili doganiają nas Kasia z Michałem. Okazuje się, że nasz PK 8 pokrywa się z PK 14 z ich trasy, więc na pierwszy punkt idziemy razem. Przed zakrętem asfaltówki skręcamy na zachód. Leśną drogą dochodzimy do bagienka nad brzegiem jeziora. Ostrożnie schodzimy nad jezioro. Na szczęście jest na tyle zimno, że bagienko zamarzło i możemy zaoszczędzić około 3 km, przechodząc po nim suchą nogą. Obchodzimy zatoczkę jeziora i na cyplu znajdujemy pierwszy w dniu dzisiejszy punkt.

PK 1 – gdzie są te góry?

Na PK 8 rozchodzą się nasze drogi. Życzymy sobie wzajemnie powodzenia i ruszamy w swoich kierunkach. Kasia z Michałem w kierunku północno-zachodnim, my najpierw na północ, by później skręcić na wschód. Przecinamy znaną nam już asfaltówkę i wchodzimy na brukowaną drogę, którą mamy zamiar dotrzeć w okolice PK 1. Po kilkuset metrach spotykamy grupę ok. 30 myśliwych szykujących się do polowania. Proponują żebyśmy pokazali im mapę, to powiedzą nam którędy mamy iść. Za pomoc dziękujemy i prosimy ich żeby uważali, gdyż w ciągu najbliższej doby po okolicy będzie kręciło się ok. 200 piechurów i rowerzystów.

Do PK 1 postanawiamy dojść przecinką od północy. Zbliżając się do przecinki spodziewaliśmy się sporych górek, tymczasem okolica jest prawie płaska. Bezskutecznie próbuję znaleźć na mapie informację, co ile metrów poprowadzono warstwice. W końcu dochodzimy do wniosku, że jaki rejon Polski, takie górki i kierujemy się przecinką na południe. Wychodzimy prosto na punkt, który znajduje się na szczycie pagórka.

PK 4 –pierwsze odciski

Wracamy przecinką do drogi, którą przyszliśmy, a następnie kierujemy się w stronę Ostrowca, Za chwilę wyjdziemy z lasu, po raz pierwszy w dniu dzisiejszym. Trochę się obawiamy, że teraz to będzie naprawdę zimno. Tymczasem miłe zaskoczenie. Słonko jest już dość wysoko na niebie i przyjemnie przygrzewa ;) Przechodzimy koło Winnicy Dębogóra zastanawiając się, czy z tych winogron uda się wyprodukować sensowne wino, czy posłużą raczej do wyrobu octu winnego. Mijamy wieś Dębogóra i dochodzimy do brzegu lasu. Trzymając się skraju lasu docieramy do skarpy nad Jeziorem Słonowo. Punkt powinien znajdować się ok. 100 m przed końcem skarpy, a my doszliśmy prawie do jej końca. Chcę wracać, gdyż uważam, że jesteśmy za daleko. Kamila mówi, że skoro doszliśmy tak daleko, to możemy dojść do końca skarpy i dopiero zawrócić. Jej kobieca intuicja nie zawodzi. Po jakichś 10 m znajdujemy punkt.

Mam zdecydowanie za ciepłe buty i na mojej lewej nodze pojawił się już pierwszy odcisk. Kamila jest trochę zaskoczona, że tak szybko i jednocześnie ta sytuacja ją trochę martwi. Przecież to dopiero początek imprezy. Mówię jej, żeby się nie przejmowała, bo z odciskami da się chodzić. Zmieniam skarpety i ruszamy dalej.

PK 2 – gdzie jest nasza droga?

Patrząc na mapę dochodzimy do wniosku, że z PK 2 najprawdopodobniej nie pójdzie nam tak łatwo, jak z dotychczasowymi punktami. Wspinamy się na szczyt górki, po którym biegnie droga. Drogą tą dochodzimy do rozwidlenia, na którym skręcamy w drogę prowadzącą na południowy-wschód. Postanawiamy kontrolować azymut i czas marszu. Okolica staję się coraz bardziej pagórkowata. Idziemy drogą malowniczo poprowadzoną po północnym zboczu wzgórza. Dochodzimy do leśnictwa Dolinka. Zarówno budynek mieszkalny, jak budynki gospodarcze zbudowane są z licowanej cegły i świetnie utrzymane. Opodal znajduje się parking leśny z wiatą i miejscem na ognisko. Z parkingu roztacza się widok na przyprószoną mroźną bielą dolinę. Głównym powodem, dla którego wybrałem trasę TE 150, a nie TP 50 była możliwość marszu w ciągu dnia. Dokonałem dobrego wyboru :)

PK 2 postanawiamy namierzyć od północy. Nie chcemy katować naszych nóg na bruku i wolimy zaryzykować dojście leśnymi drogami, a następnie przecinką. Postanawiamy kontrolować odległości i azymut. Wszystko idzie bardzo pięknie, aż do momentu, gdy docieramy do ogrodzonej szkółki leśnej, przy której kończy się droga. Postanawiamy obejść szkółkę w kierunku południowo-wschodnim i dotrzeć do przecinki, która doprowadzi nas do punktu. Po chwili dochodzimy do drogi prowadzącej na wschód. Według moich wyliczeń znajduje się ona jakieś 150 m bliżej niż na mapie. Niemniej jednak postanawiamy dojść nią do przecinki. Skręcamy w przecinkę na południe i po jakichś 150 m przecinamy drogę o kierunku wschód-zachód. Po chwili przecinka ginie w szkółce leśnej, idziemy dalej utrzymując kierunek i ponownie wchodzimy w przecinkę. Mówię Kamili, że punkt musi być na najbliższej górce. Szczęście nam sprzyja, punkt rzeczywiście tam jest. Kiedy perforujemy karty z południa dochodzi do punktu kolega z naszej trasy. To Daniel Ślimakowski. Cieszy się, że to już połowa jego trasy. Uświadamiamy sobie, że to również połowa naszej trasy, przynajmniej jeśli chodzi o ilość punktów kontrolnych. Życzymy sobie powodzenia i udajemy się w przeciwnych kierunkach.

PK 5 – o, to tutaj jest ta wieża?

Schodzimy przecinką w kierunku południowym, na skrzyżowaniu przecinek skręcamy na zachód. Dochodzimy do bruku. Następnie kilka kilometrów głównie po bruku i asfalcie. Wchodzimy na leśną drogę, którą zamierzmy dojść do punktu. Zbyt szybko skręcamy na zachód i droga, którą zamierzaliśmy dojść do punktu kończy się między pagórkami. Nie chce nam się wracać, więc idziemy na przełaj, utrzymując słuszny kierunek marszu ;) Po chwili wracamy na drogę, prowadzącą w kierunku północnym. Wchodzimy na górkę i oczom naszym ukazuje się wieża pożarowa. Trochę jesteśmy zdziwieni, ale zapewne w okolicy nie ma wielu takich budowli. Siadamy na chwilę pod zadaszeniem, żeby napić się herbaty i spałaszować trochę łakoci :) Szkoda, że to zawody na orientację, chętnie bym wszedł na wieżę i poobserwował okolicę. Może innym razem, musimy ruszać, ponieważ robi się chłodno.

PK 6 – wycieczka krajoznawcza, czerwonym szlakiem.

Kierujemy się w stronę czerwonego szlaku. Wraz ze szlakiem, tą samą drogą została poprowadzona ścieżka rowerowa. Trawersujemy od północy okoliczne wzgórza. Mówię Kamili, że kiedyś chętnie pojeździłbym tu rowerem.
- Może będziesz miał okazję już dzisiejszej nocy – śmieje się.

Czerwonym szlakiem dochodzimy do asfaltu, później kilka kilometrów asfaltówką. Najpierw pod górkę, następnie po płaskim. Dochodzimy do miejsca, z którego zamierzaliśmy namierzyć się na szczyt górki. Namierzać właściwie się nie trzeba, gdyż w kierunku szczytu prowadzi ścieżka. Wchodzimy nią na górę. Jest triangul, jest punkt. To ostatni punkt zaliczony za dnia. Następne przyjdzie nam zdobywać w nocy.

PK 3 – „Kolor naszej flagi jest złożony. Kolor górny jest kolorem białym, kolor dolny to kolor czerwony”

Wracamy do asfaltówki i do czerwonego szlaku, którym podążamy w kierunku PK 3. Na szczęście zaraz za wsią Górzyska kończy się asfalt i dalej wędrujemy leśnymi drogami. Pomiędzy Modropolem i Smolarzem dopada nas zmierzch. Zatrzymujemy się, by założyć czołówki. Temperatura powietrza spada w tempie wprost proporcjonalnym do zanikającego światła. Po chwili jest ciemno i zimno :( Zapinam wszystkie otwory wentylacyjne w kurtce i spodniach oraz ubieram cieplejsze rękawiczki. Wypijamy z termosu resztę herbaty, która nie jest już ciepła. Jednak jest dużo cieplejsza od wody, którą niosę w kieszeni pod kurtką. Z soku, który Kamila ma w plecaku zrobiła się już bryła lodu. Ruszamy dalej.

Chyba zaczynamy mieć małe problemy z koncentracją. Z powodu postoju, trochę straciłem kontrolę nad czasem poruszania się. Niemniej jednak wydaje nam się, że powinniśmy już być niedaleko punktu, a na mapie nie ma sieci dróg, które widzimy w terenie. Analizujemy mapę i rzeźbę terenu. Dochodzimy do wniosku, że na ostatnim rozwidleniu dróg powinniśmy skręcić na północny zachód, tymczasem poszliśmy prosto na zachód. W efekcie znaleźliśmy się po południowej stronie Kaczewskich Gór, na których znajduje się PK 3. Postanawiamy przejść przez znajdujące się na północy wzgórza, dojść do drogi, znaleźć jakieś charakterystyczne miejsce i stamtąd namierzyć się na punkt. Wchodzimy na górę. Na szczycie powiewa biało-czerwona flaga, a obok na drzewie jest zawieszony lampion. Wyraźnie mamy dzisiaj fart.

PK 7 – spotkanie z poszukiwaczami zaginionych rowerów.

Do znalezienie został nam tylko jeden punkt. Schodzimy z góry w kierunku północnym. Dochodzimy do drogi, której nie ma na mapie. Postanawiam dojść nią do bruku, którym udamy się w kierunku zachodnim. Po chwili jest i bruk, skręcamy w lewo. Dochodzimy do skrzyżowania z leśną drogą i drogowskazem Długie 5. Niestety mamy jeszcze do zaliczenia jeden punkt, więc idziemy dalej prosto. Po ok. 0,5 km Kamila mówi, że kierunek drogi jej się nie zgadza. Przyglądamy się mapie. Najprawdopodobniej jesteśmy na leśnej drodze na południe od bruku, po którym powinniśmy iść. Mapy pochodzą z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Widocznie drogę w międzyczasie wybrukowano. Na mapie jest tylko jedna droga brukowa i to uśpiło naszą czujność. Nie mierzyliśmy odległości, gdyż przegapić taką drogę nie sposób. Dobrze, że Kamila ma nawyk częstego sprawdzania kierunku marszu. Wracamy do skrzyżowania z drogą na Długie i skręcamy na północ. Postanawiamy tą drogą dojść do właściwego bruku. Kamili okolica nie zgadza się z mapą, mi natomiast wszystko się podoba i ignoruję jej uwagi. Na szczęście dość szybko dochodzimy do bruku, co rozwiewa wątpliwości Kamili.

Od blisko sześciu godzin nie spotkaliśmy żadnego uczestnika Nocnej Masakry. Wkrótce powinniśmy zobaczyć pierwszych rowerzystów i piechurów z TP 50, gdyż ich trasy wystartowały odpowiednio ok. 0,5 i 1 godzinę temu. Rzeczywiście są pierwsi rowerzyści, a właściwie całe stado. Tuż za nimi pierwsi piechurzy. Kończy się bruk i dalej idziemy bardzo piaszczystą drogą. Rowerzyści ledwo nią jadą. Z górki z lewej strony zbiega dwóch kolesi w strojach rowerowych. Są nieźle nakręceni.

- Nie widzieliście dwóch rowerów? – krzyczą z góry.
- Widziałem z dwadzieścia rowerów – odpowiadam.
- Nie jadących, leżących przy drodze – wyjaśniają.
Patrzę na Kamilę i nie możemy się powstrzymać, parskamy śmiechem :D
- Masz mapę – pyta jeden z nich i niemalże wyrywa mi ją z ręki. Podnosi ją wysoko do góry, żeby oświetlić ją czołówką.
- Wiesz, na której drodze jesteście? – pyta.
Jasne, że wiem. Pokazuję mu tą drogę na mapie.
- K… jesteśmy nie na tej drodze – krzyczy.
- K…, żeby zgubić rowery już na pierwszym punkcie – przeklina.
Oddaje mi mapę i ruszają biegiem przed siebie. Z Kamilą mamy ubaw przez najbliższe 2 km :D

Trzeba się skoncentrować. Z czasu marszu wynika, że powinniśmy zbliżać się do skrzyżowania, na którym mamy skręcić na północ. Jest skrzyżowanie, skręcamy w prawo, a następnie w pierwszą drogę w lewo, która doprowadza nas do punktu. Kamila cieszy się jak dziecko. Mamy komplecik punktów i blisko do bazy. Kamila dostaje takiego speed’a, że po ok. 15 minutach proszę, żeby trochę zwolniła, gdyż nie nadążam. Do bazy docieramy o 18:44.

Baza

Z naszej trasy nie wróciły jeszcze tylko dwie osoby. Pozostałe wróciły grubo przed 16:30, czyli przed startem trasy rowerowej i zapewne przed wyjazdem zdążyły trochę wypocząć. Postanawiamy coś zjeść. Zamawiamy jedzenie i dzwonimy do Kasi i Michała, żeby dowiedzieć się jak im idzie. Niedawno zaliczyli PK 12 i mają ok. 10 km do punktu z gorącą herbatą. Michał trochę niedowierza, że już jesteśmy w bazie.

Dopada mnie delirka. Jednakże ciepły posiłek doprowadza mnie do normy. Jedzenie i ciepło powodują senność. Idziemy do pokoju. Przez godzinę zastanawiamy się czy wsiadać na rowery, czy dać sobie już spokój. Postanawiam wziąć ciepły prysznic. Kąpiel rozleniwia mnie doszczętnie. Oświadczam Kamili, że nigdzie już dzisiaj nie pojadę i wskakuję do łóżka. Kamila ślęczy jeszcze przez godzinę nad mapą, układając plan trasy. Dopada ją mały kryzys. Postanawia się przespać dwie godziny i dopiero ruszyć w trasę.

Po dwóch godzinach Kamila wstaje z łóżka i energicznie wciąga na siebie kolejne warstwy odzieży. Na jej twarzy nie widzę entuzjazmu. Maluje się na niej determinacja. Wiem, że nie odpuści. Przeciągam się i pytam:
- Może przejechałbym się z tobą?
Radość rozpromienia jej oblicze.
- Cieszę się, że cię zainspirowałam… - mówi.

Przed ubraniem ostatniej warstwy odzieży postanawiamy pójść po rowery i sprawdzić mrozoodporność naszych strojów. Jest cieplej niż myśleliśmy. W efekcie Kamila decyduje się nie ubierać windstopper’a, a ja pozostawić w plecaku warstwę z gore-tex’u.

Montujemy na rowerach mapniki oraz oświetlenie i możemy ruszać. Nie bierzemy nic do picia ani do jedzenia, gdyż mamy plan zgarnąć tylko dwa punkty najbliższe bazy. Zostawiam klucz od pokoju w barze i o godzinie 0:04 wyruszamy.

Etap rowerowy

PK 2 – w bajkowej scenerii

Jedziemy asfaltem w stronę Dobiegniewa. Po ok. 4 km skręcamy w leśną drogę, którą wracaliśmy z PK 8 trasy pieszej. Migoczące w świetle diodówek kryształki śniegu spadają na skrzypiący pod kołami śnieżny dywan, dodając mu blasku. Dzięki inspiratorko. Dla takich chwil warto ruszyć tyłek z ciepłego wyrka :)
- Możemy jeździć do rana – mówię.
Kamila się uśmiecha.

Dojeżdżamy do mostka i zaczynamy odmierzać odległość. Po ok. 400 m skręcamy na północ i po przejechaniu ok. 600 m docieramy do przecinki. Według opisu, PK 2 powinien znajdować się na dębie na południowy-zachód od skrzyżowania przecinki z drogą, jednakże dębów żadnych we wskazanym kierunku nie widać. Postanawiamy wrócić do mostka i jeszcze raz odmierzyć odległości. Jak dobrze, że to etap rowerowy, dodatkowe 2 km nie stanowią żadnego problemu, podczas gdy na trasie pieszej parę tego typu pomyłek potrafi zdruzgotać psychikę.

Drugi raz odmierzamy odległości i ponownie skręcamy w tą samą drogę. Zaraz za zakrętem jest rozwidlenie dróg, którego nie zauważyliśmy za pierwszym razem. Taki to urok nocnej jazdy na rowerze. Tym razem wjeżdżamy we właściwą drogę. Po ok. 400 m jesteśmy na skrzyżowaniu z przecinką. Dęby tu rosnące są raczej mizerne i kartki żadne na nich nie wiszą. Kamila postanawia sprawdzić, co jest trochę dalej i za chwilę wrócić. Ja tymczasem obchodzę okoliczne dęby i nic na nich nie znajduję. Jadę do Kamili. Kamila stoi 300 m dalej pod rozłożystym dębem, na skrzyżowaniu kolejnej przecinki z drogą. Mamy pierwszy punkt trasy rowerowej.

PK 8 – „Krąg śniegu wydeptany, w tym kręgu plama krwawa…”

Poruszamy się dalej przecinką w kierunku północnym, aż do leśnej drogi, prowadzącej na południowy-zachód, a następnie skręcamy w drogę na północny-zachód. Mkniemy ośnieżoną, leśną autostradą do Pielic. W Pielicach wyjeżdżamy z lasu na asfalt. Teraz jest naprawdę zimno. Staramy się jak najszybciej dojechać przez Ogardy do Górzna. W Górznie skręcamy w leśną drogę, odmierzamy odległość do rozwidlenia i skręcamy w prawo. Jest granica kultur, ale wg wskazań licznika do punktu trochę za blisko. Jedziemy jeszcze ok. 300 m i jest kolejna granica kultur. Tym razem na brzózce jest lampion.

Postanawiamy dalej jechać drogą w kierunku północnym do najbliższego skrzyżowania, na którym skręcimy w prawo i wrócimy na asfalt. Znowu poruszamy się śnieżną, leśną autostradą. Niespodziewanie, w środku lasu w świetle naszych lampek ukazują się dwa, szczerzące zęby kundle. Wokół nich widać zbrukany krwią śnieg. Zatrzymujemy się. Na szczęście psy wydają się niemniej zdziwione naszym widokiem, niż my ich. Jakoś udaje nam się powoli przejechać.

PK 5 – zamiast trzymać się rzeczki, robimy piesze wycieczki

Ponownie jesteśmy na asfalcie i znowu jest zimno. Mroźny wiatr dosłownie wbija nam się w twarze. Marzną mi palce u nóg i drętwieją palce u rąk. Zastanawiam się czy nie wyjąć z plecaka wkładek ocieplających do butów. Pytam Kamilę, jak u niej z komfortem termicznym ;) Jest mało komfortowo :( Marzną jej ręce. Na szczęście w dłonie i stopy jest jej ciepło. Perspektywa ściągania ocieplaczy i butów nie jest zachęcająca. Postanawiam wytrzymać.

Wyjeżdżamy poza mapę do Bierzwnika. W Bierzwniku skręcamy w prawo na Drezdenko. Po chwili dojeżdżamy do Jaśliska. Znowu jesteśmy na mapie :) W Klasztornym skręcamy w lewo, a następnie przy krzyżu w prawo. Od mostka zaczynamy mierzyć odległość. Droga, którą jedziemy skręca za bardzo na południe, więc decydujemy się jechać na azymut przez zaorane pole. Po kilkudziesięciu metrach poddajemy się i dalej pchamy rowery wzdłuż rzeczki. Dochodzimy do skraju lasu. Jest droga :) Postanawiamy pojechać nią na południe. Po kilkudziesięciu metrach skręcamy w las. Dojeżdżamy do drogi północ-południe i niepatrząc na mapę skręcamy na południe. Na następnym skrzyżowaniu skręcamy znów na zachód. Po chwili droga się kończy, dalej chaszcze takie, że jechać się nie da, a my nie dotarliśmy jeszcze do linii wysokiego napięcia. Porzucamy rowery i idziemy na piechotę. Dochodzimy do linii wysokiego napięcia i oglądamy wszystkie drzewa w promieniu kilkudziesięciu metrów na wschód od linii wysokiego napięcia. Ewidentnie jesteśmy w złym miejscu :(

Ustalamy, że spróbujemy dojść do rzeczki i stamtąd odmierzyć odległość do punktu. Kamila idzie sprawdzić odległość do rzeczki, a ja wracam do roweru po mapę. Mamy się spotkać w tym samym miejscu, z którego się rozchodzimy. Kiedy spojrzałem na mapę uświadomiłem sobie, że jesteśmy przynajmniej 0,5 km na południe od PK 5, który znajduje się niemalże nad samą rzeczką :( Nie mam co czekać na Kamilę, tak szybko nie wróci. Ruszam za nią w kierunku północnym. Spotykam ją wracającą, jakieś 50 m od punktu. Po drodze do rzeczki natknęła się na lampion. Wracamy do punktu, odbijamy karty, wpisujemy czas i wracamy szukać rowerów ;)

Kamili przestało działać oświetlenie w rowerze. Jednak jest jej zbyt zimno, żeby wymieniać baterie. Stwierdza, że przejedziemy się kawałek, żeby się rozgrzać i dopiero wymieni baterie. Po ok. 1200 m zatrzymujemy się. Kamila spostrzega, że na ostatnim punkcie zgubiła baterie. Nie chce jednak po nie wracać. Ja mam lampki na ogniwa do laptopów, więc nie mogę jej pomóc. Kamila zostaje z samą czołówką. Jedziemy obok siebie, więc oświetlam drogę. Wariant ten już kiedyś przećwiczyliśmy :)

Postanawiamy, że dzisiaj nie będziemy już jeździć po lesie i wracamy najkrótszą drogą do bazy. W bazie lądujemy o 6:04. W pokoju zastajemy Kasię i Michała. Opowiadamy sobie wrażenia z rajdu. Co chwilę słychać wybuchające gejzery śmiechu :)

Podsumowanie:

Przeszliśmy … km, ile dokładnie nie wiemy, gdyż nie mieliśmy żadnego urządzenia do pomiaru odległości. Na pewno było ich więcej niż 50, chyba nie dużo więcej, gdyż mało błądziliśmy :)

Zaliczyliśmy wszystkie punkty kontrolne na trasie pieszej :)

Szliśmy ok. 11 godzin. No nie cały czas szliśmy, trochę posiedzieliśmy przy herbatce ;)

W bazie spędziliśmy ok. 5 godzin i 20 minut, z czego na spanie poświęciliśmy ok. 1,5 – 2 godzin. Cóż za marnotrawstwo cennego czasu ;)

Na rowerach jeździliśmy 6 godzin. Przejechaliśmy 58 km i znaleźliśmy trzy punkty kontrolne z ośmiu :(

Zajęliśmy 2 miejsce na naszej trasie :)


Dodane 1 stycznia 2010, 01:34 przez Jordan

Fotorelacja uczestnika Wojtek


Mxer, 31 grudnia 2009, 22:46
super !
Aneta, 2 stycznia 2010, 7:48
Wow... podziwiam Was, gratuluję, super ;-)
Janusz, 2 stycznia 2010, 11:38
Jordan, śliczny tekst. Czytam i jakbym tam był. Wspaniale, że opisałeś to wszystko dla tych, co już nie mogą :D



PS: Wika, nie czytaj, zagłosuj na Paulę :)
Stefan, 2 stycznia 2010, 11:40
O rety, ale Janusz się ożywił. Co się stało ? chyba zapomniał poranną dawkę lekarstwa łyknąć :D
darlin, 4 stycznia 2010, 9:17
.."- Nie widzieliście dwóch rowerów? – krzyczą z góry."..
he, he... ja też na moment, zgubiłem swój rower w mrokach nocy. Domyślam się że na tym samym wzgórzu (;
11 godzin później zdarzyła mi się dokładnie odwrotna sytuacja. Podążając pieszo dokładnie na północ (a przynajmniej tak mi się wydawało) naszedłem na swój rower który powinien być jakieś 300m za plecami.
Teoretycznie jest to niemożliwe.... ale w noc przesilenia wszystko się może zdarzyć (;

Gratuluję !!! po pierwsze ukończenia, po drugie doskonałego miejsca na podium.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (20)