na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Bałtycka Bryza 5, 4 października 2009



Bryzą nazwać tego raczej nie można było. Wiatr dochodzący w porywach do 100km/h :) stawiał pytanie-co Wy u diabła robicie na tych rowerach.?
Odpowiedz oczywiście nasuwa się sama. Nikt i nic nas nie powstrzyma od kręcenia!!

Epogeum mega Bryzy miały miejsce na klifie Puckim. Momentami z roweru trzeba było zejść by nie znależć się w zatoce :).W przypadkach gdy uporem maniaka dało się jechać kąt obrany na rowerze sporo odbiegał od pionu!

To tyle jeśli chodzi o panujące warunki i aurę na trasie.

Sama trasa to nic nadzwyczajnego- no oprócz towarzystwa! Rewa,Puck- gdzie w końcu zasmakowałem słynnych jabłek w cieście (żadna rewelka) Władysławowo.
W tym ostatnim mieście mój organizm powiedział pas. Każdy km był już dla mnie katorgą. A to za sprawą nie wyjaśnionego spadku wszystkiego. Ból mięśni,goraczka,ogólne wyplucie. Pociąg-to jedyna rzecz o ,której marzyłem i ciepła kołderka.
Tak też uczyniłem. W domu tona lekarstw i jakoś dziś funkcjonuje.

Łukasz też miał tuż po moim pożegnaniu we Władysławowie problemy ze zdrowiem. Ich wyprawa zakończyła się 10 km dalej- w Pucku.Zgodnym głosem oznajmili,że to już tutaj zakończą Bryzę! Solidarnie wszyscy wsiedli do pociągu.

Wszystkim chorym tego dnia dziękuję.



Dodane 4 października 2009, 19:41 przez t.o.p.o.l.

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Łukasz

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika t.o.p.o.l.

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Piter


Michał, 5 października 2009, 8:48
Myślałem że sobie odpuścicie... Mnie małżonka wyciągnęła (autem) na półwysep zaraz za Władkiem. Plażą z wiatrem to fajnie się szło w kierunku Helu chociaż piaskiem tak sypało że po powrocie do domu mieliśmy go wszędzie D. Wracaliśmy wąskim paskiem plaży od strony zatoki. Wiatr wiał z taką siłą że Szymon momentami chodził na czworakach bo ustać na nogach nie mógł, my zresztą też. Mam nadzieję że takiej pogody nie będzie podczas Harpagana :(
no saint, 5 października 2009, 9:39
Ech ,było cudownie !!!!!!!!!!!! rzecz jasna mowa o Towarzystwie i pogodzie :) Dziękuje wszystkim za jednomyślność w decyzjach. Chorutkom życzę szybkiego powrotu do zdrowia :) A tak na marginesie, juz nie mogę doczekać się zimy :):):) to będzie a zabawa !!!!!!! Już zapraszam Wszystkich
mudia, 5 października 2009, 10:42
Z Władka obraliśmy azymut na Puszcze D. Było ciężko i dopiero pod osłoną drzew odetchnęliśmy od wiatru. Na 18.00 do Rumi, jednak nie dotarliśmy, raczej kilka minut przed 19.00. Po drodze miałem 2 awarie tylnej dętki. Wpierw oderwało prawie kominek (prawdopodobną przyczyną była rozwalona opaska). Po kilku km z zapasowej dętki zaczęło uciekać powoli powietrze. Czas gonił, zaczęło padać, dętki się skończyły, więc postanowiliśmy dopompowywać co jakiś czas tylne koło. Wyjazd z puszczy do Redy to była szaleńcza pogoń na pociąg, która odbywała się w strugach deszczu i przy minimalnej widoczności (deszcz + ciemność). Dawno nie pokonywałem błotnistej, szybkiej trasy w takich warunkach. Przeżycie tyleż wspaniałe, co nieprzyjemne i niebezpieczne. Całkowicie przemoczeni i ubłoceni dotarliśmy do Redy. SKM odjechała kilka min wcześniej. Po niecałych 30 min dotarliśmy do Rumi. Gorący prysznic - chyba tylko on sprawił, że nie skończyło się to jakąś grypą, albo czymś podobnym.
Janusz, 5 października 2009, 10:59
... i takie wspaniałe atrakcje mnie ominęły , chlip , chlip , chlip :((((
Tumił, 5 października 2009, 15:59
Janusz nie płacz!!! Następnym razem bierz Stefana i na rower. Bedzięcie mieli co potem na starość se opowiadać a nie tylko płacz po rozlanym mleku:P.

Bryza to Bryza tu tfartym tszeba być a nie miętkim. Jedziesz przeżywasz ...nie jedziesz chlipiesz.

Pozdro dla Organizotora i reszty bryzowskiego stadka;).
Janusz, 5 października 2009, 16:42
Tumił , dzięki za Twoje miłosierdzie , chlip , chlip , chlip , a w okno deszcz kap , kap , kap :)))
Mnie małżonka nie wyciąga tak jak Michała , ale wypycha za drzwi, ale ja jestem tfartym i się nie daję , bo skrzydło się uchyla tylko ciut ciut i nie mogę się przecisnąć . A las mam za oknem i widzę , jak wielkie tam kleszcze na modrzewiu szczerzą kły i prężą muskuły do krwiożerczego skoku :D
Michał, 6 października 2009, 0:28
Janusz mam nadzieję że ta "propaganda" do Ciebie nie dociera...

cyt. "Jedziesz przeżywasz ...nie jedziesz chlipiesz"

Pojechali z dziewczynami i co przeżyli... złapali parę gum i grypę lub coś podobnego? I do tego jeszcze to słynne ciasto z jabłkami... :D

Steff, jak tylko wydobrzejesz to zrobimy tę trasę z kapcia i wtedy zobaczymy kto tu jest miętki :D

PS. Modrzewiowych się nie obawiaj, serum z sosny je wykończy, odlałem 200ml specjalnie na taką okazję!
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (10)