na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było] Gorce i okolice 20-23 września, 23 września 2009



Cóż, było, minęło... Tym razem chcieliśmy spędzić kilka dni w górach całą rodzinką. Udało się połowicznie ale o tym przeczytacie dalej. Planowo mieliśmy wyjechać w Gorce już w piątek, ale pogoda jakoś nie zachęcała nas do pośpiechu. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, więc na miejscu byliśmy już następnego dnia rano. Po drodze (od Częstochowy) jechaliśmy w przelotnych opadach, Nowy Targ przywitał na mglistą pogodą. Zamiast pchać się od razu w góry, postanowiliśmy zwiedzić zamki nad jeziorem Czorsztyńskim. Na zamku w Czorsztynie byliśmy pierwszymi zwiedzającymi więc mogliśmy kontemplować ruiny w spokoju, tłumy zjechały po naszym wyjściu. Z zamku był przepiękny widok na położony we mgle na północnym brzegu jeziora zamek w Niedzicy i tam też pomknęliśmy naszym autem. Po drodze minęliśmy punkt widokowy na Trzy Korony Pienin i zjechaliśmy do zapory. Niestety Szymon przyciął komara więc postanowiliśmy podjechać pod zamek. Była niedziela, tłumy turystów wysypujących się z autokarów zniechęciły nas do zwiedzania. Krótki postój na posiłek w zatoczce przy kościółku kawałek za zamkiem, pamiątkowa fotka i jedziemy dalej. Wracamy do Nowego Targu i zakopianką dojeżdżamy do skrzyżowania na Obidową, cztery kilometry dalej parkujemy samochód vis a vis leśniczówki, pakujemy manele do plecaków i ruszamy wydawało by się w dobrym kierunku, w końcu było pod górkę :). Napotkany grzybiarz nakierowuje na na właściwy szlak i nim człapiemy do schroniska na Starych Wierchach. Pogoda jest nieciekawa, widoczność ograniczona do 50 m, na szczęście nie pada. W schronisku spotykamy przemiłą parkę młodych turystów. Zagadujemy ich, okazuje się że Pan jest przewodnikiem Beskidzkim, prosimy o poradę w wyborze szlaku a Pan ochoczo rozpisuje nam plan na kolejne 7 dni Gorce + Pieniny. Wieczorem nasi zdobywają mistrzostwo Europy w siatkówce mężczyzn (dobrze, że komórki działają, Asia była na bieżąco).

Rano okazuje się że nie zabraliśmy części ciuszków młodego, więc Asia wcześnie rano schodzi na dół i przy okazji po rozmowie z panem leśniczym przestawia auto na parking w leśniczówce. O 9:15 budzi się obsługa schroniska i możemy wreszcie zjeść coś ciepłego. Ruszamy dalej, po jakiejś pół godzinie marszu orientujemy się, że zostawiliśmy na płocie nasz jedyny ręcznik, więc tym razem ja, schodzę z powrotem do schroniska. Po drodze mijam właściciela, który terenowym pojazdem wwozi na górę dwie rowerzystki. Szybko wracam z powrotem i możemy ruszać dalej. Spotykamy strażnika GPN, który to przemalowuje znaki szlaków na nowe zintegrowane (możecie je zobaczyć na jednym ze zdjęć). Pogoda się poprawia, momentami słońce przyjemnie przygrzewa i tak dochodzimy do podnóża Turbacza, do którego dochodzimy przez zniszczony przez szkodniki las. Na samym szczycie pogoda płata nam figla i zaczyna kropić. Spieszymy do schroniska i w ostatniej chwili chowamy się prze ulewą. Schronisko na Turbaczu robi wrażenie swoją wielkością, tym bardziej że jest nas tam około 6 turystów. Jemy posiłek i z nudów przeglądamy księgi gości (postaram się niedługo dodać zdjęcia pamiątkowych wpisów RWM i TIR). W nocy nie mogę zasnąć, więc widzę przez okno jak niebo się przejaśnia. W końcu widać prześliczny sierp księżyca i wszystkie gwiazdy.

Poranek wita nas słońcem, wreszcie możemy zobaczyć Tatry w pełnej krasie, u podnóża doliny usłane w mlecznym morzu chmur. Wyruszamy w przepięknej pogodzie i tak docieramy na szczyt Kiczora, gdzie długo kontemplujemy widoki. Postanawiamy jeszcze nacieszyć oko i zejść na Polanę Jaworzyna Kamienicka. Plecaki w krzaki, zabieramy tylko bagaż podręczny i idziemy. Na polanie znajduje się Bulandowa Kapliczka a schodząc ze szlaku trafiamy na Zbójecką Jamę. Krótki odpoczynek i wracamy na Kiczorę, gdzie oklejamy Szymonowi paluchy sztuk dwa (pęcherz) i w drogę. Teraz naszym celem jest przysiółek Studzionki znajdujący się pod szczytem Majcherek. Droga do skrzyżowania z czarnym szlakiem biegnie stromo w dół, potem jeszcze przejście przez przełęcz Knurowską (najzwyklejsza asfaltówka) i znowu masakryczne podejścia :). Wreszcie docieramy do miejsca kolejnego noclegu, po chwili znajdujemy po lewej stronie szlaku kwaterę „U Króla” i tam zrzucamy jarzmo. Miejsce jest przepiękne położone z widokiem na panoramę Tatar, w dole jezioro Czorsztyńskie z towarzyszącymi zamkami a od południa kotlina wpadająca do doliny z potokiem Ochotnica. Naszym skromnym zdaniem to najbardziej klimatyczny zakątek na czerwonym szlaku. Można tu dojechać z Ochotnicy górnej nową asfaltowa drogą.

Po śniadanku ruszamy dalej aby zdobyć Lubań. Po drodze spotykamy piechura który powiedział że po raz pierwszy od 7 dni swojej wędrówki widzi tak objuczonych turystów. Szymon narzeka na ból paluszka, zdejmujemy buty, okazuje się że ma juz trzy pęcherze. Krótka narada, zakładamy plasterki na wszystkie palce, skarpetki, piankowe klapeczki i w drogę bo i tak nie ma innego wyjścia. I tak w klapkach Szymon wchodzi najtrudniejszym podejściem od wschodu na Lubań. Robimy skromny obiadek i naradę. Wiemy że będzie problem z dotarciem do Krościenka a o reszcie zaplanowanej trasy możemy zapomnieć. Po godzinnej przerwie ruszamy dalej. Droga schodzi łagodnie krawędzią pasma Lubania. Szlak do Krościenka dłuży się niemiłosiernie, do celu docieramy zmuszając się do marszu, Asia kilka razy niesie Szymona, biedaczek już nie ma siły. Tak docieramy do doliny Dunajca i w z ulgą zatrzymujemy się w pierwszej kwaterze przy szlaku. Pokoje na drugim pietrze z widokiem na dolinę, miasteczko oraz Dunajec. Lecę po zakupy do sklepu, wracam i w trójkę pałaszujemy całe litrowe opakowanie lodów, potem piwko, kolacyjka i kawa. Szymon wreszcie może pobawić się żołnierzykami które niósł w swoim plecaku. Zapada noc, Asia z młodym idą spać a ja siedzę na balkonie, popijam browca i kontempluję widoczki przy jakiejś czeskiej stacji radiowej.

Rano wyruszam do Obidowej po auto, pakujemy manatki i jedziemy przez Niedzicę, Łapsze Niżne i Wyżne do Bukowiny Tatrzańskiej, aby zażyć kąpieli w nowo wybudowanych Termach. Tam spędzamy czas do wieczora by następnie udać się na nocleg do naszej znajomej gaździny w Gliczarowie Górnym gdzie zazwyczaj jeździmy na narty. Dalej Wieliczka, odwiedziny u znajomych w Tarnowskich Górach i do domciu. Gorce, Gorce hej. W przyszłym roku koniecznie Pieniny...







Dodane 23 września 2009, 13:27 przez Michał

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Michał


Agnieszka, 25 września 2009, 23:28
...bo czym skorupka za młodu....:)) Zuch chłopak!:)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (305)