na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [było]Wakacyjnych kilka dni, 2 sierpnia 2009

Słupskie okolice - ślad dodał Mxer





<Star Trejk> When no one has gone before by Mx


Wizyta u szwagra, part I

Start w Krępie, śmigam w kierunku ścieżki dydaktycznej "troci i łososia", którą należy się przedzierać, inaczej jej stanu nazwać nie mogę. To był przedsmak tego, co miało mnie dziś spotkać, choć wtedy tego jeszcze nie wiedziałem.

Pierwszy raz dzisiejszego dnia przekraczam Słupię przed Łosinem, gdzie w przydrożnym warsztacie samochodowym Pan ratuje mnie imbusem nr 5 i dokręcam luźną po ostatnim OTB kierownicę.

Dalej kawałeczek głównym asflacikiem, jakieś całe 500m. Wbijam się w polną drogę, która ciągnie się w górę i w górę. Może nie pod ostrym nachyleniem, ale miała ze 3km. Im wyżej tym więcej wiatraków, jeden, dwa, trzy... dwadzieścia, dwadzieścia jeden... trzydzieści pięć. Tyle ich widać z tego miejsca. Choć przyznam szczerze, że do końca dnia zawsze gdzieś mi towarzyszyła ekologiczna energia.

Dość wpatrywania się w te "główki makowe" na szczycie górek, czas pokręcić. Mapka pokazuje w prawo... jakie prawo ? O jest... po polu. Może i kiedyś coś tam jechało, może... Wpadam do wioski, asfalcik. Nowiuśki. Bez dziur. Bomba.

Sklep, ice tea, i czas na dróżkę na przełaj. Na mapie oznaczona była linią przerywaną, zdała się z początku wyglądać przyzwoicie. Potem przybrała charakter błotny, zanikający, w końcu jazda przypominała jazdę "na szagę". Droga się skończyła, pojawiły się mokre błotne zasadzki na drodze w postaci kałuż ukrytych pod metrowej wysokości trawą.

Zatrzymałem się, przetarłem mokre od potu okulary, muchy już zaczęły się nade mną pastwić. Dalej tą drogą nie zajadę. Patrzę w czarną skrzynkę, albo zawróć, albo radź sobie sam. Oniemiałem z wrażenia podnosząc glówkę, gospodarz pola, przy którym stałem na skraju lasu przygotował dla mnie autostradę. Szeroką na 15 metrów, ubitą, bez krzaczorów i zasadzek... całe 500m. Potem powrót do korzeni, jednak to co uważałem za tragiczną drogę nie zweryfikowało tego, na co wpadłem tym razem.

Na mapie droga jest, przerywana, a tutaj, pokrzywy po pachy, jedyny przepust nad kanałem nawadniającym całkowicie zarośnięty, musiałem się przebijać niczym zawodnik rugby... na chama. Potem drogi brak, słońce pali z nieba, czuję się jak pod szkłem powiększającym, wody już też nie mam. Konam i jeszcze te końskie muchy!

Dopadam ściany lasu... no niemożliwe... ktoś mi jumbami drogę usłał. A ja jak osioł po polach jeżdżę, eh :/

Obiecuję sobie, że skracamy drogę o 7km i nie wjeżdżamy już na przerywane w tym rejonie.
Kolejna wioska, sklep, ice tea, dziurawy asfalt, podjazd i niby miałem według planu odbić na skuśkę w prawo. Myślę sobie, jak będzie ładnie wyglądała to jadę, jak nie, to ścinam asfaltem. Dojeżdżam, drogi nie ma w ogóle, ale w tym kierunki podąża też inna. Może nie do końca tak jak powinno być, ale zasadniczo w dobrym kierunku, ot takie azymutowanie :)

Droga biegnie w dół, jest zjadliwej jakości, wydaję się być ok. Ale nie jest. Tu zaczyna się największy horror mojej wycieczki. Po 2km zjeździe nie mam siły wracać do góry. Droga coraz gorsza, powoli zanika, chaszczuję, po czasie bagnuję.

Kończy się na amen kawałkiem pola/pastwiska, dookoła którego są same rowy melioracyjne. Skąd wiem? Bo objechałem je całe dookoła. Padłem w cieniu nie wypinając się z bloków. Nie mam sił! I te muchy!
Mobilizacja, wracamy tą samą drogą, a jednak nie, jakaś przecinka, wciąż pod górkę, napotykam dróżkę, którą miałem jechać pierwotnie, ale nie wygląda ona dużo lepiej od tej ze szczerego pola... nie ma mowy. Wracam na asfalt i śmiało znowu z górki...

Teraz pierwszy raz napotykam spotkany już za czasów Ustki pierścień gryfitów. Kumplujemy się może 2km, on odbija w lewo w kierunku Dębnicy Kaszubskiej a ja śmigam dalej prosto. Asfalt, bruk, tory. Podjazd i harwester`s w polu kurzące.

No tak, pogoda w miarę dopisuje, to koszą. Potem kawałek bruku i Żelkówko. Tutaj znów spotykam pierścienie gryfitów i jadę z nim kolejne 3km. Zamiast przekroczyć Słupię i mknąć do Dębnicy uderzam na żółty szlak i ścieżkę dydaktyczną po obecnej stronie Słupi. Ma mnie doprowadzić do Krzyni, która już tylko o 3km od domu.

Od 15km nie mam już kropli wody, nic po drodze. Może do sołtysa wpaść? Taką ładną córkę ma :) może wodą znów uraczy...

Przed Krzynią dopadam wycieczkę szkolną 10 - 12 latków. Słychać ich z 2km tak las niesie ich wydzieranie się.

Krzynia, żółty, do jeziora Konradowo, tutaj na mapie nie znajduję przebicia, ale wiem, że jest. Podeślę trak M. Rybickiemu i z następną aktualizacją można się spodziewać, że braki zostaną naniesione i powiększy się zbiór pomników przyrody o dwa kolejne w tej okolicy.

Do szwagra zjeżdżam po 5h 30min walki i zaledwie 55km.

Chciałbym jeszcze dodać, że narzekania na jakość pierścienia gryfitów są niesłuszne. Tam lepszych dróg po prostu nie ma, wybrali i tak te najlepsze!

Grill i inne takie wakacyjne rozrywki pozostawię swojej pamięci i dzielił się nimi nie będę :P


Dodane 4 sierpnia 2009, 00:43 przez Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer


Awari, 3 sierpnia 2009, 23:21
wszystko ładnie pięknie, świetna relacja tylko te ortografy...ścieżka pisze się przez zet z kropką:)))
Mxer, 4 sierpnia 2009, 3:20
Elwirko, pomocy... przemoderuj :)
psuja, 4 sierpnia 2009, 9:01
Awarii, odrobinkę wyobraźni - ścierzka to po prostu odmiana mniej przejezdnej ścieżki (tak dla odróżnienia) ;))

Mxerku, zrobione :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (196)