na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Neksus-e-MTB-pl-Maraton-2009, 22 sierpnia 2009



Dzisiaj postanowiłem wziąć udział w maratonie Neksusa MTB który rozgrywał się w Kadynach. Pociąg z Gdyni Gł ruszał o godzinie 6:38. Pobudka o 5:00 szybkie śniadanko, przygotowanie, sprawdzenie pogody na ICM gdzie zapowiadali po południu niezłe opady, rano już niestety padało. Postanowiłem pierwszy raz na zawody jechać bez plecaka, zabezpieczyłem dokumenty oraz telefon dwoma warstwami worków jednorazowych oby nie przemokło w razie opadów. Ja wsiadałem jako pierwszy w Gdyni do pociągu, pozostali dosiadali, Robert wsiadł we Wrzeszczu, Marzena, Mirka, Marcin oraz Tomek wsiedli dopiero w Gdańsku Gł. Umówiliśmy się z Dareckim (ESR ELBLĄG) że doprowadzi nas do Kadyn. W końcu dojechaliśmy do Elbląga o godzinie 8:32 Darek już czekał na nas, niestety sam. Po chwili ruszyliśmy na przód spokojnym Lightowym tempem oby się nie zmęczyć, jechaliśmy z prędkością 20 km/h
Zanim się nie obejrzeliśmy już byliśmy w Kadynach, bardzo piękne okolice.
Dużej kolejki nie było więc ustawiliśmy się szybko, wypełniliśmy zgłoszenia oraz uiszczając opłatę w wysokości 50 zł, dostaliśmy numerki startowe oraz na pamiątkę termometr J
Zapisy były do godziny 10:00 start Maratonu do godź 10:30, do wyboru były dwa dystanse
MEGA 39 KM przewyższenia 650 m oraz GIGA 74 KM przewyższenia 1300 m.
Ja postanowiłem jechać na MEGA i trzymałem się tego do końca Maratonu.
Na rozgrzewkę był plac gdzie można było robić sobie kółeczka, troszkę w górę i w dół,
Niestety miejscami mokro i ślizgo, gdzie byłem świadkiem upadku jednego z maratończyków przed moimi kołami, wypadły mu również dwa bidony na raz. Marcin również wywinął orła podczas rozgrzewki.
Byliśmy ponad pół godz za wcześnie więc się troszkę trzeba było rozgrzać przed startem, stojąc w miejscu robiło się zimno.
Nadchodziła godz 10:30 zawodnicy zaczęli ustawiać się do Startu. Ale niestety niewiadomo było w którą stronę pojedziemy czy w prawo czy w lewo, cześć ustawiła rowerami do siebie, trochę zabawnie to wyszło, ale spiker powiedział gdzie mamy się ustawiać i doszliśmy do ładu. Nagle START !!!! więc trzeba było się wpiąć w SPD BLAT i RURA !!!!
Zawodnicy Licencjonowani jak zwykle na przedzie, peleton ostro wyrwał do przodu, na liczniku miałem pomiędzy 35 a 40 km/h później zwolniłem bo nie dawałem rady takim tempem ciągnąć długo Niestety od samego początku pojawiły się problemy z przerzutkami, próbowałem ustawić w trakcie jazdy, ale trochę czasu to zajęło. Na dzień dobry było sporo asfaltu dlatego tak szybko się jechało, pierwsza górka trochę rozciągnęła peleton. Przeglądając wykres wzniesień spodziewałem się ostrych podjazdów oraz takich których nie da się pokonać jadąc rowerem. Na szczęście myliłem się i to znacznie, trasa była bardzo fajna, można było spodziewać się wszystkiego, od masakrycznych piasków co stanowiło duuuże zagrożenie oraz zwiększało poziom trudności, po przejazd przez rzeczkę takich jak min było na Skandi MTB, nie brakowało również ostrych podjazdów, oraz wąskich technicznych leśnych ścieżek wypełnionymi dziurami, gałęziami , korzeniami, a po bokach pokrzywy, wysokie zielska, jakieś trawiaste J itp. Po prostu coś pięknego, prawdziwy górski Maraton, urok niesamowity, przeżycie nie do opisania.
Na dystansie Mega na trasie był jeden bufet, niestety nie wiem co tam było ponieważ nie zatrzymałem się, szkoda było mi czasu a miałem pół bidonu, stwierdziłem ze dojadę bez problemu, największy i najbardziej męczący podjazd był z płyt betonowych gdzie musiałem ustawić przerzutkę 1 X 1 czyli typowo górską ale mimo to ledwo ledwo jechałem, ale jak jest ostry podjazd to musi być i zjazd, niektóre były tak techniczne że trzeba było się trzymać na baczności i mieć oczy ostro otwarte, nie dosyć ze wąskie trawiaste i ślizgie to techniczne z korzeniami i dziurami. Ciężko było wziąć kilka łyków z bidonu, nawet na płaskim terenie, tyle nierówności było. Jadąc na sztywnym widelcu miałem troche stracha że mogę zobaczyć gdzieś orła cień, a było by niezbyt miło się tak wykasztanić, szczegulnie że prędkośći nie należały do małych jadąc 35-40 km/h na zjazdach rower skakał na różne strony, jadąc ostro w dół była szczałka mówiąca o wjeździe w lewo w las, w bardzo wąską ścieżkę leśną, widziałem z ok. 15 osób które się cofało Jadąc ponad 40 km/h przeoczyli, padł tylko tekst, „Wojtek byłeś na grzybach?” , próbowałem jechać za osobą w zielonej koszulce, trzymałem się na kole przez ok. 20 km, później już lekkie kurcze zaczęły mnie łapać na lewej łydce, więc nie chciałem przesadzać za bardzo. Niektóre z górek były dość wymagające ale nie były straszne, wszystko było do podjechania. Zrobiłem jeden fatalny błąd który kosztował mnie upadkiem. Jadąc ok. 40 km/h widziałem sporą ilość piachu czarnego zwęglonego chciałem odbić w prawo na trawiaste podłoże, gdzie było brak piasków, niestety mam takiego pecha ostatnio na zawodach, zaskoczył mnie mały spad, skręcając już obruciło mi rower o 60 stopni wyglebiłem się na ten czarny piach, przeleciałem po piachu jakiś metr jak po lodzie, po czym chciałem wsiaść na rower i odjechać ale nie mogłem, patrze na siadełko, a to Ci pech, obróciło się o 30 stopni w bok. Pmyślałem ehhh to ci skok w bok :/ No i co teraz.
Wyjąłem narzędzia wszystkie jakie tylko miałem, no i jedyny imbus potrzebny do skuwacza jaki tylko miałem, dopasowałem, kurcze, nie pasuje, po chwili namysłu, położyłem rower na bok, kopnołem z buta obruciło się w drugą stronę o 60 stopni, było dokładnie w takiej samej pozycji tylko w odwrotnym kierunku, no to jeszcze raz tym razem trochę lżej, udało się, rower piszczał skrzeczał, ale jechać jakoś dało się, słychać go było jak by po wojnę przeżył, cóż za błędy się płaci ktoś mi kiedyś powiedział. Po chwili mijam bufet, nie zatrzymałem się miałem pół bidonu, stwierdziłem że dojadę do mety na tym co mam, następnie trochę ostrych wąskich podjazdów jadę za jakimś bikerem trzymam się ostro jego koła na moniec wyprzedzam dysze jak lokomotywa ale on także. Po chwili słyszę że ktoś za mną jedzie, pomyślałem ze to ten sam co go wyprzedziłem ale nie, wyprzedza, mnie, to był mario666 jechał z kontuzjowaną nogą, szacun wielki, podziwiam. Wymieniliśmy kilka słów między sobą dotyczący trasy, po chwili ostry zjazd, masakryczny piasek który nas dzisiaj nie rozpieszczał, oraz przejazd przez rzeczkę i ostry podjazd, nie zdążyłem zredukować biegu, musiałem zejść z roweru i podprowadzić rower, potem czekał zjazd, próbowałem gonić mario666, ale nie dawałem rady, zbyt silny, widziałem jak jeszcze kilku bikerów wyprzedza odpuściłem. Na początku Maratonu trzymałem się bikera z koszulką czerwoną z napisem MRÓZ ale zgubił mnie, po kilku minutach widzę go ponownie, właśnie mario666 go wyprzedził, próbowałem znowu się trzymać, tak też robiłem, ale po chwili ponownie nie daje za wygraną i ucieka mi jak na zawołanie.
Końcówka Maratonu ciągnęła się asfaltowymi drogami przez ok. 6 KM tam dogonił mnie Wojtek który pojechał na pętle GIGA szacun. Powiedział tylko do mnie przecinaj, starałem się jak mogę jadąc stałą prędkością 30-32 km/h pod wiatr, czasem zwalniając do 25 km/h
Po chwili ponownie widzę Bikera z czerwoną koszulką MRÓZ wyprzedzam go, odchodzę na pare metrów, ale zawalniam do 25 km/h on zaczyna mnie doganiać był coraz bliżej, wkońcu niemal na kole siedział mi, przyspieszyłem do 35 km/h rozglądając się do tyłu był w bezpiecznej odległości, mogłem odetchnąć zwolniłem do 30 km/h i starałem się trzymać tej prędkości. Do końca utrzymałem pozycje, uciekając ponownie o parę metrów, Wojtek wystrzelił mnie jak rakieta, nie miałem nawet szans go dojść.
Dojeżdżając do mety dostałem pamiątkowy medal za uczestnictwo, poczekałem aż dojadą Marzena z Marcinem, ok. 15 min za mną może byli. Średnia prędkość jazdy wyszła mi
21 km/h zadowolony jestem z wyniku ale mogło być lepiej, 17 miejsce w kategori wiekowej oraz w Klasyfikacji Open 29 na 82 startujących w MEGA.
WIELKIE GRATULACJE dla MARZENY, MIRKI za zdobycie 1 i 2 miejsca oraz za stanięcie na Pudle i zdobycie pucharków J Szacun Wielki

Moje straty: rozwalona ręka, siniak na kolanie, krzywe koło


MARATON MTB NEKSUS polecam każdemu kto lubi-kocha jazdę po terenie,
Trasa bardzo urozmaicona, można znaleźć wszystkiego po trochu, od ciężkich piasków po ostre podjazdy, nie mówiąc o ciężkich technicznych wymagających czasem niesamowitej koncentracji zjazdach, jak na razie ten Maraton oceniam najwyżej pod względem urozmaiconej trasy, Trasa przepiękna

PLUSY:
Pięknie urozmaicona trasa, było wszystko czego dusza zapragnie, po podjazdy po różnego rodzaju krzaczory, wąskie ścieżki techniczne, podjazdy oraz zjazdy jeszcze bardziej techniczne. Trasa była oznakowana bardzo dobrze, Perfekcyjnie, ale mimo to kilka osób potrafiło się zgubić, niestety to przez nieuwagę.
Na koniec Maratonu Ciepły posiłek, Karkówka z Grila oraz drożdżówka.

MINUSY:
Największym minusem było brak służby medycznej oraz Karetki Pogotowia,
Rozwaliłem sobie ręke i chciałem przemyć wodą utlenioną, niestety nie mieli,
Po chwili przyjechała straż pożarna to dostałem bandaż z jodyną,
Na trasie wielkim minusem jak dla mnie była spora ilość piachów, zapisuje w minusach bo ich nie znosze wrrrr i to tyle.

DO Następnego Maratonu J





Dodane 23 sierpnia 2009, 04:59 przez Piter

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Wickerman


Piter, 22 sierpnia 2009, 23:27
Gratulacje dla Marzeny oraz Mirki za stanięcie na Pudle :-) wielki szacun, Pokazaliście klase dziewczyny :-) tak trzymać i do następnego, dziękuje za miłą atmosfere oraz za suuuper towarzystwo, było mega wypaśnie :-)
Mxer, 22 sierpnia 2009, 23:28
dołanczam sie do gratululacji
Piter, 22 sierpnia 2009, 23:28
zdjęć niestety nie robiłem, ale niebawem ukażą się na stronie Dareckiegohttp://www.bikerelblag.hg.pl/index1.htm
Tumił, 22 sierpnia 2009, 23:58
Bomba;). Szacuneczek Panie i Panowie...az łezka w oku sie kręci czytając relacje:D.
Mxer, 23 sierpnia 2009, 0:09
moze wycieczka trasa maratonu ?
Piter, 23 sierpnia 2009, 0:35
można by zrobić wycieczkę :-)
Podziękowania Serdeczne dla Dareckiego z ESR za doprowadzenie nas w jednym kawału na miejsce startu do Kadyn, dziękujemy bardzo za poświęcenie czasu mimo porannego deszczu :-)
Super Mario, 23 sierpnia 2009, 6:46
Gratulacje dla Was wszystkich, zwłaszcza tych, co byli pierwszy raz. Rozumiem że Wojtek w relacji to ten nasz z Gdyni?
Stefan, 23 sierpnia 2009, 7:35
"Wojtek w relacji to ten nasz z Gdyni?"
Super Mario , no co Ty , to poważny Gość :D
Piter, 23 sierpnia 2009, 9:07
tak, nasz z Gdyni :-)
Gratulacje za niezły wynik na dystansie "GIGA"
Stefan, 23 sierpnia 2009, 9:29
No nie , nie wierzę , to jakaś ściema , bo to nie był na orientację rajd , a jeszcze to podejrzenie , że drogę pomylił , to razem wziąwszy do kupy , nie trzyma się jej :)
Wickerman, 23 sierpnia 2009, 12:11
To może i ja dodam coś od siebie :)
Był to mój pierwszy start w jakichkolwiek zawodach MTB, więc nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać. Od razu założyłem sobie, że najlepiej wystartować będzie gdzieś pod koniec stawki, żeby potem wszyscy po kolei nie musieli mnie wyprzedzać ;) (no ale niestety z powodu tego całego chaosu na starcie, o którym wspomniał Piter tak wyszło, że staliśmy obaj prawie na samym początku stawki). Planowałem też jechać w jakimś rozsądnym tempie, żeby w ogóle doturlać się żywy do mety.. z tego planu też niestety niewiele wyszło – w takim tłumie to jakoś tak naturalnie się kręci siedząc innym na kole. Potem zaczęło mi się wydawać, że inni jadą jakoś dziwnie wolno. Opamiętałem się dopiero gdy na jakimś podjeździe wyprzedziłem kilku bikerów wyglądających na niezłych przecinaków, a na dodatek zobaczyłem przed sobą Wojtka – wtedy już wiedziałem, że przesadziłem (sprawdziłem licznik i średnia ponad 21km/h potwierdzała moje przypuszczenia – tym tempem to ja nie dojadę żywy). Ogólnie peleton się rozciągnął i było mi łatwiej jechać swoim tempem – kolejne górki pokonywałem starając się oszczędzać siły.
Do bufetu znajdującego się chyba zaraz za półmetkiem dojechałem dość gładko – tam wciągnąłem pół banana, trochę popiłem i napełniłem jeden bidon (mam duże spalanie i przez te niecałe 40km wypiłem prawie 2 litry płynów). Przed 30. km pojawiły się pierwsze problemy.. lekki ból pleców i.. skurcze na podjazdach (rezultat mojego początkowego szarżowania). Niestety dolegliwości się nasilały i momentami zaciskałem już zęby z bólu i myślałem o odpuszczeniu - ale to podobno normalna myśl podczas maratonów ;) Na 2 czy 3 górkach musiałem podbiegać z rowerem, bo nie byłem już w stanie kręcić – przy naciskaniu na pedały miałem skurcze jednych mięśni, przy ciągnięciu - innych.. beznadzieja :((
Gdy przed Tolkmickiem wyjechałem na płaski odcinek trochę się rozkręciłem, nogi zaczęły normalnie pracować i znacząco przyspieszyłem. Bałem się tylko, że przy ponownym wjeździe do lasu wszystko wróci. Na szczęście okazało się, że do Kadyn trasa już wiedzie cały czas asfaltem. Na tych ostatnich kilometrach dałem więc z siebie wszystko – skurcze odpuściły, więc cały czas miałem na liczniku ponad 30 km/h.
Na metę wjechałem naprawdę z siebie zadowolony :)) Udało się dojechać :) Moim celem od początku było zdążyć w limicie czasu jaki był wyznaczony, aby można było ruszyć na drugą pętlę, czyli na dystans Giga - choć ja oczywiśc
Wickerman, 23 sierpnia 2009, 12:12
Ups.. nie zmieściło się :((
Wickerman, 23 sierpnia 2009, 12:13
CD.. .......choć ja oczywiście wcale nie miałem takiego zamiaru ;)
Limit: 2h20min, a mój czas 2h02min :))
Na koniec jak wszyscy dostałem pamiątkowy medal.. i padłem na trawnik ;) Ale ogólna radość sprawiła, że dość szybko się podniosłem i wspólnie z resztą przedstawicieli RwMu cieszyliśmy się z ukończenia wyścigu.

Trasa była naprawdę super poprowadzona: dość spore podjazdy i dużo szybkich zjazdów (z dziurami i wystającymi z ziemi pieńkami) – tak jak napisał Piter urozmaicona. Największy wspomniany już podjazd (częściowo po płytach) poszedł mi w miarę gładko – nawet wyprzedziłem na nim kogoś. Jedynie co mi doskwierało to piach, którego nie cierpię – wolałbym się męczyć na błocie.
Limit gleb (czyli jedną) zaliczyłem podczas rozgrzewki i na trasie już na szczęście nie miałem bliskich spotkań z podłożem :) Problemów ze sprzętem także nie odnotowałem.

Gratulacje na Marzeny i Mirki :) Marzenę widziałem kilka razy na trasie tuż za moimi plecami. Na mecie była zaledwie 3 min. po mnie :)
Dziękuję wszystkim za super towarzystwo, Dareckiemu za doprowadzenie do Kadyn, a Wojtkowi za dokręcenie mi kołków w butach ;)

Wskazania mojego licznika: Dystans 37,2 km; Vśr 18,7 km/h; Vmax 42,5 km/h
Wynik w klasyfikacji OPEN: miejsce 47 na 82 startujących na trasie Mega (czas 2h 02min)

Do następnego maratonu ;)
Piter, 23 sierpnia 2009, 16:28
Stefan zmianka o naszym Wojtku jest gdy mnie na asfalcie dogonił i wyprzedził :-)))
Stefan, 23 sierpnia 2009, 16:52
Szukałem wzmianek o Wojtku i znalazłem o Marzenie :D
Marzenko GRATULUJĘ pudełka , pucharków i medalików :)
Relacja jest tak wstrząsająca , że nie mogłem przeczytać w całości !!!
Awari, 23 sierpnia 2009, 19:12
gratulacje za wytrwanie na trasie:))))
Piter, 24 sierpnia 2009, 16:53
więcej fotek na stroniehttp://www.e-mtb.pl/index.php
Piter, 24 sierpnia 2009, 16:53
w dziale "Foto Kadyny Maraton 2009"
Wickerman, 24 sierpnia 2009, 17:16
A w galerii wybrane fotki, na których się znaleźliśmy :)
Umieszczone oczywiście za zgodą ich autorów - Tomasza Laskowskiego i Arka Podhorodeckiego (www.fotografujemy.info) - dziękujemy :))
Marzena, 24 sierpnia 2009, 21:32
No to jeszcze ja dodam swoją krótką relację z Kadyn. Dojazd z Elbląga na miejsce startu był lekki, łatwy i przyjemny – zwłaszcza jego ostatnia część: parę kilometrów pięknego asfaltowego zjazdu lasem. Nie myślałam wtedy, że trzeba będzie jeszcze go podjechać i to po maratonie. W tej części mojej relacji przyłączam się do podziękowań dla Darka, który nas poprowadził z Elbląga. BARDZO DZIĘKUJĘ! Z każdą chwilą zbliżającą nas do startu pogoda się poprawiała: przestało padać, robiło się coraz cieplej. Start był rzeczywiście trochę dziwny: nie wiedzieliśmy jak się ustawić, w sumie znalazłam się na szarym końcu... Ktoś tam nagle krzyknął „start” i pomknęliśmy. Może w moim przypadku to „pomknęliśmy” jest zbyt mocno powiedziane, bo szybko straciłam z oczu czołówkę, ale tempo 40km/ ha nie było dla mnie. Moim zdaniem trasa była świetnie oznakowana, biorąc pod uwagę, że 2/3 dystansu jechałam sama i się nie zgubiłam...Tak jak już powiedzieli przedmówcy mieliśmy do pokonania sporo zjazdów i podjazdów, tereny o różnej nawierzchni, z czego przeważał piasek, duuuużo piachu... Jedynym ciężkim dla mnie fragmentem była końcówka, przed wyjazdem z lasu na asfalt: parę bardzo stromych zjazdów i jeden podjazd, na którym się przewróciłam. W porównaniu do obrażeń Pitera, mój siniak na żebrach od chwytu, którym się uderzyłam to naprawdę niewiele. Bałam się tylko w jednym miejscu: kiedy jechałam przez wieś i jakiś wściekły pies nie chciał się ode mnie odczepić. Na metę wjechałam po 2 godzinach i 5 minutach od startu. Maksymalna prędkość na trasie to 41,2 km/ ha. W Open byłam 48. Szkoda tylko, że stratowało tak mało kobiet (na Mega 5, na Giga 2)... Do zobaczenia za rok!
t.o.p.o.l., 25 sierpnia 2009, 21:14
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa wiedziałem ,że będę żałował Za to na Harpie wam pokaże........................................................................................................... odciski :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (7)