na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » [BYŁO] BikeOrient na OSTRO !!!, 2 lipca 2009



27 czerwca 2009

BikeOrient jest dla każdego, kto ma rower. To impreza na orientację, w której każdy może obrać swoją strategię - takie było moje założenie. Można pojechać dla zabawy po kilka punktów kontrolnych, ale można i pokusić sie o puchar, ale tu już niezbędne jest zdobycie wszystkich punktów i to w jak najlepszym czasie... bo czasu jest sporo, nawet na spokojne zdobycie wszystkich punktów, o ile pojedzie się świetnie nawigacyjnie :)
Ze względu na dość piaszczysty i terenowy charakter tej imprezy zalecany jest rower z szerokimi oponami, a czasami nawet amfibia... ja jednak jako jedyny zdecydowałem się na rower typu ostre koło, na szosowych oponach.

Do bazy noclegowej i miejsca startu w Ręcznie dojechałem o 5:30, z Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie podwiozła mnie PKP. Wszystko jeszcze spało, wyjechałem więc na miasto, ale wszystko pozamykane, poza stacją benzynową. Około 6 zaczęły wychodzić pierwsze osoby sprawdzić swoje rowery, przy okazji skorzystałem z życzliwości jednego ze startujących i dopompowałem do 7 atmosfer moje kółka, bo miałem poniżej 4, od razu zaczęło się lepiej jeździć :)

Rzęsisty deszczyk na niektórych nie robił wrażenia...


Deszcz wymusił jedynie pewne dodatkowe przygotowania...


Start przewidziany był o 9, ale jeszcze wcześniej spotkanie organizacyjne o 8:40, wszystko to jednak opóźniło się o 10 minut, bo ludziom nie chciało się za wcześnie wychodzić z ciepłych pokojów, widząc że za oknem od godziny pada deszcz, momentami ulewa. Niektórzy nawet wspominali coś o rezygnacji ze startu, jednak najwyraźniej dawka energii, dostarczona poprzez makaron na śniadanie, pobudziła wyobraźnię i pozytywne myślenie, bo w końcu wszyscy wyruszyli w trasę bez względu na pogodę. Pierwszą pętlę zaplanowałem sobie następująco: 9, 7, 4, 2, 6, 5, 10, 8, 3, 1... i dokładnie planu się trzymałem poza tym, że odpuściłem sobie punkt nr 10, ale o tym później. Najważniejsze, że aby wyruszyć na drugą pętlę nie trzeba zaliczać wszystkich punktów, wystarczyłby co najmniej jeden.

Na PK 9 w strugach deszczu uderzyłem okrężną drogą, bo szosą przez Łęki Szlacheckie. Byłem tam pierwszy z tych, którzy obrali ten sam kierunek, wszak kolejność zdobywania jest dowolna.
"teren poszukiwań węgla brunatnego - dół"


Na PK 7 też byłbym pierwszy, gdyby nie drobne problemy nawigacyjne i postój w lesie na jagody, a co. Trochę dłużej zostałem przy tym punkcie popatrzeć, jak brać rowerowa przedziera się z rowerami na ramieniu przez bagna, jednak spora wilgoć i watahy owadów utrudniały mi zrobienie dobrego zdjęcia. Nawet nie zauważyłem, jak i kiedy straciłem na tym punkcie swoją tylną lampkę.


Na PK 4 wyruszyłem niepotrzebnie okrężną drogą, ale tak to już jest gdy się człowiek nastawia na jak najwięcej asfaltów, gdy tymczasem skalno-kamienisto-błotną drogą jechało się prawie tak szybko jak na asfalcie. Mijając kolejne osoby z ogromnym impetem uderzyłem w wystającą ostrą skałę, ale bez przykrych konsekwencji... tylko dzięki dobrze dopompowanym kołom. Punkt kontrolny świetnie schowany w gęstych zaroślach, jednak im więcej osób go odnalazło, tym łatwiej mieli następni.
"prawy brzeg strumienia"


Na PK 2 najtrudniejsze było wyjechanie z czwórki. W tym spacerku towarzyszyła mi przypadkowa uczestniczka imprezy. Na asfalcie dogoniłem, a w zasadzi to minąłem koleżankę z drużyny Bikestats.pl. Mieliśmy się spotkać przy dwójce ale pobłądziła, a ja dłużej czekać nie mogłem.
"wał wydmowy - przy ścieżce"


PK 6 okazał się najłatwiejszym (w moim przypadku) punktem jeśli chodzi o nawigację, jednak mimo to, nie był to łatwy punkt do zdobycia, bo trzeba było pokonać rzekę o szerokości około 50 metrów. Na szczęście głębokość nie przekraczała pasa u mnie nawet go nie sięgała. Mimo straty sporej ilości czasu opłacało się zdjąć buty - masaż stóp gratis :) ... po drugiej stronie poza punktem kontrolnym czekał także punkt żywieniowy i fotograf.
"prawy brzeg Pilicy"


Na PK 5 dojechać nie było trudno, jednak mały błąd spowodował u mnie ogromne straty czasu, no i sił, ale nie narzekam. Kilka dodatkowych kilometrów. Na uwagę zasługuje kładka w pobliżu tego punktu jak i polne
ścieżki prowadzące do/z punktu. Przy kładce kolejni fotografowie, w tym jednego trochę znałem, więc opowiedział mi o pustyni na PK 10. Pustynia? - zapytałem - przecież tam jest las. W międzyczasie dojechała wcześniej wspomniana koleżanka, Asica. Jej także nie chce się jechać na PK 10, więc postanowione, jedziemy razem...
"kępa drzew w kształcie okręgu"


Bardzo ciekawa kładka (w pobliżu PK 5) :)


Asica wskazuje kierunek wyjazdu z wyjątkowo męczącego terenu, a może to kryzys...


Na PK 8 bez większych problemów nawigacyjnych, a tak przy okazji zaliczyliśmy jedną premię górską gratis. Skoro kręcili się tam tyle osób, to musi być tam PK... a nie, oni po prostu błądzili/szukali. Punkt kontrolny był na kolejnym widocznym już wzniesieniu.
"szczyt wzniesienia"


Na PK 3 Asica początkowo jechać nie chciała, ale dała sie namówić... bardzo fajne podjazdy, chyba nikt nie żałuje, że tam pojechał :)
"Diabla Góra - pomnik"


PK 1 to gospodarstwo agroturystyczne, które było jednym ze sponsorów nagród. Znowu niezbędne było zanurzenie się w wodzie, aby zdobyć punkt, jednak tym razem już bez zdejmowania butów i z rowerem nad głową, bo wody do pasa... chociaz w zasadzie zależało to od wzrostu uczestnika. Jedną z pułapek było ostatnie 2 metry od brzegu, od strony gospodarstwa, gdzie było znacznie głębiej. Aby uniknąć pułapki wystarczyło przejść kilka metrów wzdłuż nurtu rzeki (ominąć powalone drzewo) i wyjść na trawę z suchym pampersem. Nie zauważyłem,aby ktoś poza mną wpadł na to :)
"gosp. agroturystyczne - lewy brzeg Pilicy"


Nastał czas, aby pojechać do bazy po nową mapę, na drugą pętlę. Kolejne punkty kontrolne były usytuowane na południe od Ręczna. W bazie krótka regeneracja, uzupełnianie zapasów planowanie dalszej przygody oraz motywowanie tych, którym już się nie chciało. Dla mnie najcenniejsze było spojrzenie twórcy trasy na wieść, że zdobyłem na ostrym kole 9 z 10 punktów kontrolnych... dodam tylko, że towarzyszyło temu przejechanych 100 km.

Druga pętla to 9 punktów kontrolnych, z czego zdobyłem tylko 4 chociaż równie dobrze mogło być 7 (w sumie 16 - byłby przyzwoity wynik), a było to pokrótce tak...

PK 16 razem z koleżanką odnajdujemy bez najmniejszego problemu. Jakoś słabo widoczne resztki dawnego kamieniołomu.
"dawny kamieniołom piaskowca- przy ścieżce"


PK 14, bez większych problemów nawigacyjnych, ale noga zaczyna słabiej zapodawać. Jak zwykle tracę kontakt wzrokowy z Asicą, aby spełnić swoje podstawowe założenie co najmniej jednego zdjęcia z każdego PK.
"skrzyżowanie przecinki ze strumieniem"


PK 17, jako jeden z baaaardzo nielicznych decyduję się zdobyć ten punkt pocinając bocznym asfaltem. Same zalety... poza znaczą utratą czasu i sił. Najzwyczajniej nie potrafiłem przejść przez tą kładkę razem z rowerem, a nawet i bez roweru miałem niezłego stracha. Może bloki za bardzo wystają z moich butów? Jedynym ratunkiem był dla mnie mostek, kilkaset metrów na północ od kładki. Zanim jednak przebiłem się przez tamte piachy niczym plaża w Chałupach, Asica zaliczyła PK 12 i 17, zajeżdżając do niego główną szosą. Nasze spotkanie uznałem za znak, że dalej powinniśmy jechać razem łącząc siły...
"kładka na Pilicy"


Na plaży w Chałupach...


PK 11, był na "wyciągnięcie ręki", jednak wszystkie 3 drogi, które zbadałem, były zbyt zapiaszczone, jak na moją nadszarpniętą kondycję. Może na początku BO przejechałbym którąś z tych dróg (bokami), ale nie tym razem. Wskoczyłem więc na szosę w kierunku najbardziej odległego od bazy punktu.

PK 13 był stosunkowo łatwym nawigacyjnie punktem... kiedy do niego dojeżdżałem, widziałem sporo zawodników. Spora grupa rowerzystów właśnie stamtąd wracała, co sprawiało wrażenie banalnego punktu, ot pojechać, przybić i wracać... nic bardziej mylnego. Chodziłem tam z pół godziny zanim ten punkt znalazłem, a gdybym nie znalazł... szukałbym dłużej, może nawet do teraz ;) ... nie miałem zamiaru wracać bez tego łupu. Cały czas nikt w pobliżu się już nie pojawiał. Było po godzinie 19 gdy stamtąd wyruszałem i chyba ze spokojem mogę stwierdzić, że nikt po mnie tam już nie dojechał.
"dawny szyb solny - koniec ścieżki"


PK 15 i PK 18 w chwili startu na drugą pętlę skreśliłem ze swojej listy życzeń ze względu na ograniczone zasoby czasu.

PK 12 postanowiłem odwiedzić, gdy spoglądając na zegarek odkryłem 10-15 minut zapasu czasu. Błąd, pośpiech, skręciłem w nieodpowiednią drogę, a której końcu nie mogło być PK, gdyż był on 1200 metrów na północ.

PK 19 nie odwiedziłem ze względu na brak czasu, nie przejąłem sie tym jednak zbytnio, bo wiedziałem, że następnego dnia na spokojnie odwiedzimy te okolice. Najważniejsza była świetna zabawa na trasie rajdu, przez cały dzień :) Ciężko spotkać w jednym miejscu tylu sympatycznych ludzi, ale jak widać, jest to możliwe.

Nieoficjalnie wiem, że wygrałem konkurencję na najwęższe opony (bez nagród). Poza tym trafiła mi się mapa dla członka najliczniejszej drużyny - Bikestats.pl ... no i już tradycyjnie przyfarciło mi się w losowaniu nagród dla wszystkich uczestników BikeOrient - tym razem trafił mi się preparat do konserwacji łańcucha od Motul, czyli jednego ze sponsorów. Generalnie brawa dla sponsorów, bo dzięki nim w zasadzie nikt nie odjechał z tej wspaniałej imprezy z pustymi rękoma... co najwyżej z pustym żołądkiem, bo kucharce jakoś bardzo się spieszyło, aby zamknąć stołówkę, tak że ledwo zjadłem kolację, mimo iż z kuponem na jedzenie udałem się zaraz po przybyciu na metę. Sytuację nieco uratowało ognisko z kiełbaskami (hmm, kiełbasek mogłoby być więcej), jednak myślę, że ten drobiazg można by poprawić za rok, bo poza tym już chyba nic sie nie da poprawić :)

W sumie na BO przejechałem 161 km (+40 km rano przed startem).
Zdjęć zrobiłem 120, ale to zaledwie kropla w morzu pozostałych fotografów.

Linki do zdjęć pozostałych fotografów,jak i do relacji innych uczestników na stronie BikeOrient.


Dodane 2 lipca 2009, 02:55 przez Flash

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Flash


Super Mario, 2 lipca 2009, 12:02
Czad! Tylko Ty Tomek mogłeś tego dokonać na ostrym! Super, żę się udało
Flash, 2 lipca 2009, 12:15
No nie wiem, czy tylko ja... być może tylko ja jestem taki szalony ;)
Faktem jest jednak, że rok temu było znacznie więcej asfaltów, bardziej płasko, a i tak jedyny szosowiec, jaki przyjechał, bardzo szybko sobie odpuścił :P
Agnieszka, 2 lipca 2009, 18:05
;)))) Flashu! Gratulacje!! cóż za mrożąca krew w żyłach przygoda!!;)).. świetnie napisany tekst! i żal, że ten kupon na jedzenie nic nie wskórał..:)) ale za to wygrać w konkursie na najwęższą oponę..hmm...łakomy kąsek;)) Pozdrawiam!:)
Jankes, 3 lipca 2009, 16:22
Ja na 17-kę też wybrałem ten sam wariant - znaczy "Wariant Gdański" ;-) z tym, że ja przez kładkę przeszedłem. Co do wyboru roweru ... bez komentarza - szacunek. Ja w zasadzie żałowałem, że opony z Noby Niców zmieniłem przed przyjazdem na semi-sliki - z tym, że ja akurat asfaltów unikam do tego stopnia, że wybieram równoległe do nich drogi jeśli takowe wypatrzę.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (9)