na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Relacja z wyprawy w Piryn - Bułgaria 2009, 30 czerwca 2009



Oto krótka relacja z naszego wyjazdu do Bułgarii. Naszym celem była jej część zwana Macedonią Piryńską. Chcieliśmy trochę połazikować po górach Piryn, zdobyć ich najwyższy szczyt oraz zwiedzić w okolicy wszystko co warte jest obejrzenia.
Wyjazd rozpoczęliśmy w Gdańsku od podróży z PKP do Krakowa, tam wsiedliśmy do rejsowego autobusu do Sofii, który po 20h zawiózł nas do celu. Na miejscy szybka wymiana waluty i jedziemy najbliższym autobusem do Bańska, miejscowości, która leży na ok. 950mnpm i jest dobrym punktem wypadowym w Piryn. My jednak w planach mieliśmy nocleg w samych górach. Łapiemy taxi, która wiezie nas do chyży (schroniska) Wichren. Jesteśmy na 1950mnpm. Tu zostaniemy przez najbliższe dni. Kolejnego dnia w planach mamy atak na najwyższy szczyt Pirnu – Wichren (2914mnpm). Szlak jest dobrze oznakowany, biegnie zakosami. Przed nami coraz szersze widoki, wszędzie góry, szczyty, przełęcze, jeziorka i śnieg…niestety śniegu jest więcej, niż przypuszczaliśmy. Co chwila musimy pokonywać obszerne jęzory śniegu i szukać szlaku po drugiej stronie. Na tej trasie po raz pierwszy witają nas swą urodą przepiękne krokusy, porastające szerokie połacie tych gór. Krokusy towarzyszyły nam na ścieżkach każdego dnia, aż do samego końca wyprawy. Dochodzimy do przełęczy między Hvoynati Vrah (2635mnpm) a Wichrenem. W dole Vahinskie Ezera, dookoła morze gór – z prawej strony marmur Wichrenu, z lewej Hvoynati Vrah, dalej wybitne: Muratom Vrah (2669mnpm), Georgitysa(2598mnpm) i piękna, strzelista Sinanitsa (2516mnpm). Przed nami ostatnie trudy przed zdobyciem szczytu. Udało się! 2914mnpm, nasz rekord wysokości! Nie jesteśmy sami, na śniadanie przyszło tu przed nami 4 Bułgarów. My też pałaszujemy małe co nieco, robimy fotki, cieszymy się widokami. Pod wpływem silnych wrażeń, Maciek jak się potem okazało, zajął się fotografowaniem stając na potężnym zwisie śnieżnym. Widząc Maćka, towarzyszący nam na szczycie Bułgar nerwowo zaczął tłumaczyć, aby jak najszybciej Maciek zszedł z tego jęzora śniegu przepastnie oplatającego szczyt. To wydarzenie było pierwszym asumptem do dużej dawki adrenaliny;). W kierunku zachodnim widok roztaczał się na niesamowitą, słynną piryńska marmurową grań – Kuteło (2908mnpm), Bański Suchodol(2884mnpm), Bayuvi Dupki(2820mnpm). Niestety, trochę zamarudziliśmy na podejściu i nie starczy nam czasu aby zdobyć te wierchy. Postanawiamy przetrawersować masyw Wichrenu i zobaczyć jego słynną północą, 600-metrową ścianę. Nie bez trudu pod śniegiem odnajdujemy szlak, musimy uważać, jest stromo, a my oprócz kijków i koncentracji nie posiadamy raków, ani czekanów. W dole zauważamy schron Kazana (2445mnpm), można w nim przeczekać trudne warunku, miejsca jest na 3-4 osoby. Schodząc po dużym płacie śniegu, słyszę krzyk Agi. Chwilę później mija mnie zsuwając się bezwładnie z dużą szybkością po śniegu. Na szczęście po kilkunastu metrach wyhamowała tuż przed dużą ilością głazów. Bilans: złamany kijek, liczne obtarcia naskórka i dużo strachu. W schronie robimy sobie przerwę, naprawiamy straty i ruszamy dalej. Niestety po chwili kolejny płat śniegu, jęzor pewnie kończy się kilkaset metrów w dół, a szlak jest po drugiej stronie, dzieli nas od niego ok. 15 metrów. Jest stromo, pewnie ok. 50% nachylenia. Nie mamy wyjścia, powoli, powoli udaje nam się dojść do drugiego końca. To ostatnia taka przygoda, w dole widzimy już nasze schroniska, nad nim dumnie stoi Todorin Vrah(2746mnpm). Po tych „ekscesach” dnia dzisiejszego siadamy nad mapą i weryfikujemy plany. Nie damy rady przejść w kolejnych dniach przełęczy i szczytów zaplanowanych jeszcze w Gdańsku, śniegu jest po prostu za dużo, a nachylenia ścian zbyt przepastne. Zasypiamy, jutro dzień rekonesansu po okolicy. Wybieraliśmy szlak w kierunku przełęczy Bashliyska Porta. Na początku wygodna ścieżka wyprowadza nas na wyższe piętra doliny Byndericy. Dużo soczystej zieleni, wokoło niezliczone ilości krokusów i góry! Jest jak w bajce, rzeka rozlewa się szerokim korytem, wokół majestatycznie prezentują się Muratov Vrah, Karaulite(2633mnpm) i potężny Banderishki Chukar(2738mnpm). W dole widzimy Ribno Ezero. Nas natomiast ścieżka doprowadza do Bynderiszki Ezer. Pojawia się śnieg, ponownie ostrożnie i powoli trawersujemy kolejne płaty szukając szlaku na kamieniach po drugiej stronie. Na przełęcz ścieżka prowadzi żlebem, który całkowicie pokryty jest śniegiem. Rezygnujmy. Jesteśmy na wysokości ok. 2450mnpm. Rozkoszujmy się widokiem na pobliskie jezioro z Wichrenem i Kuteło w tle! Już myślimy o dniu jutrzejszym i dokładnie analizujemy naszą trasę, którą dobrze widzieliśmy z naszego szlaku. Nie wygląda różowo, powyżej 2300mnpm wszędzie biało, a nasza przełęcz, to ok. 2450mnpm. Postanawiamy jednak spróbować. Wyspani, pakujemy cały swój dobytek, zakładamy go na plecy i ruszamy na zaplanowaną trasę. Bez problemów dochodzimy do Muratovo Ezero. Tutaj zaczyna się śnieg. Oczywiście żadnych śladów, czyżbyśmy byli pierwsi w tym sezonie? Gdzie się da obchodzimy śnieg, robi się coraz stromiej, 20kg na plecach ciąży, trud fizyczny i psychiczny daje się we znaki. Rano umówiliśmy się, że jak poczujemy się niepewnie, to zawracamy. Na razie idziemy, choć nie jest łatwo, a to dopiero początek najtrudniejszej części! Jesteśmy już naprawdę wysoko, żal zdobytej wysokości. W pewnym momencie gubimy szlak, najpewniej schowany jest głęboko pod śniegiem, który otacza nas już ze wszystkich stron, stromizna również przeraża. Podejmujemy decyzję aby zejść ze szlaku, objeść śnieg i powalczyć dalej wspinając się po rumowisku głazów. Po 4h walki widzimy wreszcie grań, wiemy, że to końcówka naszego wysiłku. Jesteśmy wyczerpani fizycznie i psychicznie. Stajemy na przełęczy!! Po drugiej stronie jakże przyjazny widok! Łagodne zbocza, zielone dno doliny, szeroka rzeka. To Guliamo Spano Pole. Zasłużyliśmy na biwak w tak uroczym miejscu. Rozbijamy namioty na wysokości ok. 2200mnpm, niedaleko szumi rzeka, a nad nami dumnie stoi Spanopolski Chukar(2576mnpm). Noc w takim miejscu wspaniale regeneruje nadszarpnięte siły. Kolejnego dnia chcemy dojść do schroniska Kamienica. Trasa niedługa, więc rano nie jest nam śpieszno aby opuszczać miejsce biwaku. Po kilkunastu minutach dochodzimy do schronu Spano Pole, następnie dochodzimy do kilku widokowych polan. Podziwiamy Mozgovishki Chukar (2605mnpm), a daleko na horyzoncie Kamienista(2822mnpm). Końcówka szlaku dała się bardzo mocno we znaki. Wąska ścieżka poprowadzona wzdłuż niskich, iglastych krzewów sprawiła, że do schroniska doszliśmy z poranionymi nogami. Oboje mamy dość, podejmujemy decyzję o odwrocie w doliny. Naszym celem jest Melnik, najmniejsze miasto Bułgarii. Na miejscu bez kłopotu otrzymujemy zakwaterowanie. Chłoniemy atmosferę okolicy, nie znana nam dotychczas architektura, wszechobecna winorośl, gaje figowo-akacjowe, a wokoło słynne melnickie piramidy – piaskowcowy cud natury. Tu odpoczniemy! Oczywiście odpoczniemy aktywnie. Na początek chcemy zobaczyć Monaster Rożeński. Założony w 1217 r. był kilka razy przebudowywany. Cerkiew, którą dziś można podziwiać zbudowano w XVI w., freski ją zdobiące są z podobnego okresu. Dziedziniec daje chłodne schronienie przed upałem. Mamy chwilę na zadumę. Jest wcześnie, jesteśmy prawie pierwszymi turystami. Mimo przyjemnego chłodu nie zostajemy tu długo, przed nami szlak przez okoliczne piramidy. Fantazyjne kształty, piękna barwa i dookolne widoki powodują, że warto wybrać się tą trasą. Jesteśmy daleko na południu Bułgarii. Stąd widać już Grację i Macedonię! Przed nami kolejne cele do zobaczenia. Chcemy odwiedzić Monaster Rilski, najbardziej znany obiekt tego typu w Bułgarii, wpisany na Listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO.
Dzisiejsze budynki to lata 1816-47, ale sam ośrodek była założony już Xw. Monaster robi na nas duże wrażenie, tym bardziej, że wokoło piękne widoki na okoliczne szczyty, to już Riła, najwyższe pasmo Bułgarii. Na dziedzińcu „polujemy” z aparatami na popów, zajętych codziennymi czynnościami. Oglądamy piękne, bajecznie kolorowe freski, zaglądamy do cerkwi. W Melniku Satan uratował Agnieszce życie!, albowiem uśmiercił skorpiona który zawitał do jej łóżka;) Obudzić się przy łażącym ku stóp skorpionie nie lada gradka;). Nasza przygoda z Bułgarią jednak powoli dobiega końca. Jeszcze zostawiamy sobie dzień na zwiedzenie głównych zabytków Sofii. Głównie są to budynki sakralne: Sobór Aleksandra Newskiego, Cerkiew 7 Apostołów, Cerkiew św. Petki Samardżyjskiej. Zwiedzamy również czynny meczet, wracamy do starożytnych dziejów Bułgarii w muzeum archeologicznym, jesteśmy obecni przy barwnej zmianie warty pod Pałacem prezydenckim.
Warto też podkreślić o walorach kulinarnych Bułgarii, zajadamy się takimi przysmakami, jak: szopska sałata, tarator, kebapcze, banica, kaszkawał, bakława.
Wieczorem słyszymy jeszcze zawodzenie muezina na pobliskim minarecie. Żegnamy się Bułgarią. Polecamy wszystkim ten zakątek Bałkanów!!
Agnieszka i Satan
Zapraszamy do fotek




Dodane 30 czerwca 2009, 12:01 przez Agnieszka

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Agnieszka


Marta, 30 czerwca 2009, 21:30
Aga, Satan jesteście moimi idolami. Jeździcie w miejsca które śnią mi się po nocach...

Awari, 30 czerwca 2009, 21:46
a może by tak mały pokaz slajdów zrobić. zdjęcia są ahhhhh, ohhhhhh.
Agnieszka, 30 czerwca 2009, 22:07
:) - Marta te noce muszą być koszmarne;)! bo tak np w Bułgarii przez całe 2 tygodnie temp. nie schodziła poniżej 30 st., ja osobiście miałam wrażenie, że o 9 rano jest już 25, o 10-30 st., a reszta dnia tak do 20-tej - temperatury szklarniane!!!! +50:)) - dla mnie potworny koszmar. Trafiliśmy w dodatku na kilka dni rekordowego upału w Melniku. Mój mózg pracował na baaaardzoo wolnych obrotach;) podobnie jak inne części ciała... żar z nieba i masakarczynie suche powietrze!:)
Marta, 30 czerwca 2009, 22:09
oj Aga jak mi się tak śni to kładę się do zaśnieżonego źlebu ;-)
Agnieszka, 30 czerwca 2009, 22:09
hahah:) słuszna racja;))
adampiotrowski, 1 lipca 2009, 16:17
Świetne zdjęcia. Byliśmy w tych okolicach rowerami w zeszłym roku, tylko żałować, że nie poświęciliśmy kilku dni na pieszą wędrówkę. Pozdr.
Agnieszka, 1 lipca 2009, 20:44
Awari- ..może jakby się zebrało kilka górskich eskapad to byśmy się z Satanem podłączyli, o ile czas pozwoli... trzeba by namówić JJ Activ-a ;) a potem Ufa:) bo na Bałkany śmiga;) Pozdrawiam!:)
dasza, 1 lipca 2009, 21:52
Obejrzałam i musiałam wziąć głęboki oddech. Zdjęcia wabią do siebie:)
Michał, 2 lipca 2009, 8:14
Ochów i achów nie ma końca, jak dla mnie, tak może wyglądać raj :)
jj active, 3 lipca 2009, 7:43
Mmmmmmm ..to co tygrysy lubią najbardziej:))))) Superowe foty ..widzę że śniegu wam nie poskąpiło.

Zdjęcia nie oddają tylko jednego - wysiłku. Każdy kto kiedykolwiek śmigał z 20 kg plecakiem na wysokościach 2500+ ..zrozumie. Szczególnie, że my zamieszkujemy nad samym morzem 0-100 npm;) Wydolność organizmu strasznie spada wraz z wysokością a na 3500-4000 tyś dochodzi jeszcze straszny ból głowy. Ale czego się nie robi dla "przygody" ..no pain no gain:)))

Życzę kolejnych równie udanych wypadów ..i do zobaczenia na górskim szlaku:)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (5)