na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Kaszubskie białe noce, 23 czerwca 2009



Niestety w Noc Kupały zabrakło puszczania wianków Radunią i palenia ognisk, ale świętojański ciepły, pogodny wieczór upłynął bardzo przyjemnie, do czego walnie przyczyniło się "okienko pogodowe" w późnoczerwcowej fali deszczów.

Przez pola pod Barniewicami i Czaplami przemknęliśmy błyskawicznie dzięki potężnemu północnemu wiatrowi. Nawet długi podjazd pod Skrzeszewo wyjątkowo mało dał w kość. Za Skrzeszewem zanurzyliśmy się w bezkresne lasy Nadleśnictwa Kolbudy, udając się w kierunku Egiertowa ściśle tajną kilkunastokilometrową szutrostradą, sprzyjającą spokojnej jeździe i umożliwiającą pogawędki niezakłócane ruchem samochodowym.

W Egiertowie minęliśmy się z ponętną lokalną rowerzystką udającą się ani chybi na świętojańską imprezę, niestety w tym pędzie nie zdążyliśmy jej zbałamucić i przyszło kontynuować jazdę w męskim gronie. Za grzeszne myśli Adam (a w zasadzie jego grzeszny rower) został szybko pokarany gumą na kultowym zjeździe ze Sławek Grn. do Sławek Dln. i od tej pory oddawaliśmy się już tylko i wyłącznie kontemplacjom niepowtarzalnego kaszubskiego krajobrazu, tonącego powoli w zapadającym zmroku. Przez klimatyczne dolinki, wśród licznych świętojańskich ognisk będących często okazją do utylizacji gospodarskiego śmiecia (wyczuwalna była wyraźna nuta opon od traktora) dotarliśmy do pogrążonych już w mroku Ostrzyc - mimo wakacji, sprawiających wrażenie mocno sennej wioski. Aby łyknąć resztek zachodzącego słońca, chowającego się za zboczami doliny, przyszło wjechać na ostrzycką perć czerwonoszlakową, wyprowadzającą na zaopatrzoną w wybitne walory widokowe Trzebnicką Górę. A potem już tylko w dół i w górę, w dół i w górę... jeszcze tylko Adam przećwiczył staczanie się ze stokówki (obyło się przez ofiar w sprzęcie i w ludziach), ponarzekaliśmy na dewastację szlaku przez leśnych ludzi, zaliczyliśmy najbardziej stromy zjazd czerwonego szlaku prowadzący wprost do tętniącego życiem stoczniowego ośrodka wypoczynkowego i udaliśmy się w stronę najwyższego pagóra Europy.

Wieżycę zdobyliśmy uczciwie, od samiutkiej Krzesznej, pełne 160m w górę, przy okazji zaliczając W CAŁOŚCI jeden ze szlaków pieszych PTTK ;) A potem już tylko zjazd do KULu, na którym od kilku miesięcy nie uprzątnięto zwałki - przez co zdążył już powstać kolejny przedept - i dłuuugie obcowanie z potężnym wmordewindem i gładziutkim asfaltem pustawej o tej porze DK20. Po drodze nie obyło się bez leniwej przerwy na kultowy bar przy cepeenie w Borczu, a wkrótce potem w Żukowie przyszło się rozjechać w swoją stronę. W Żukowie musi co skończył się akurat świętojański festyn, bo miasteczku ruch był większy niż w sobotnie przedpołudnie, chodniki pełne rozochoconej młodzieży, a ulicami ciągnął się tłumek samochodów rozlewających się w każdą stronę po okolicznych wioskach. I tak oto przy szarówce najkrótszej nocy w roku udało się w końcu wrócić do ciepłego wyrka...

Za tydzień powtórka z rozrywki!


Dodane 28 czerwca 2009, 02:59 przez Wojtek

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Wojtek


no saint, 24 czerwca 2009, 13:21
Dzięki Wojtku było super ,piekna wycieczka ,Czerwony szlak miodzio choć rozorany :):):) Wieżyca bajka ,a i kilometrów ponad stówkę DZIĘKUJĘ :):):)
Wojtek, 25 czerwca 2009, 10:58
to ja dziękuję za towarzystwo i polecam sie na przyszłość :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (7)