na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » KIERAT, 22 maja 2009




A zaczęło się tak:


Spotykamy się pod Dworcem we Wrzeszczu jak było umówione o 2.45 czyli Michał,Jacek,Kasia oraz UFO.Po wymianie uścisków pojechaliśmy po Kamilę.Jak już byliśmy w komplecie udaliśmy się w drogę do Krakowa.GPS Michała pokazał 680 km i 10 godzin i 30 minut jazdy.Więc ruszyliśmy w doskonałych nastrojach w drogę do Krakowa.Podróż przebiegła spokojnie bez żadnych niespodzianek około godziny 13 byliśmy na miejscu w Limanowej.Szybka rejestracja w biurze zawodów i szybki marsz do szkoły by się jeszcze przed zawodami trochę przespać.

Odprawa przed startem zaczęła o godzinie 17.30 potem szybko udaliśmy się na start czyli na plac przed Domem Kultury w Limanowej.Krótkie przemowy organizatora , zaproszonych władz miasta oraz efektowny strzał z pistoletu ogłosił wszystkim że można zacząć biec lub iść jak kto woli.Pierwszy odcinek był asfaltowy następnie był wybór czy iść asfaltem czy może inną drogą i jak zwykle droga która wydawała się prostsza skończyła się mikro górską wspinaczką.Po wyjściu na otwarty teren okazało się że zimny wiatr będzie nam towarzyszył jak się potem okazało do końca imprezy.Dotarcie następnie do punktu 1 na moście nie było zbytnim problemem.Szybkie podbicie karty i lecimy na dwójkę czyli do domku w lesie gdzie na górze. Dochodzimy do zbocza góry i zaczyna padać wszyscy zakładają co mają na deszcz i ruszamy dalej w drogę do góry.Do punktu nr 2 docieramy już mokszy ale krótki postój pare fotek i lecimy dalej. PK 3 to przyczepa kempingowa oraz pierwszy wodopój dla spragnionych wody.Standard kilka nowych dziurek w karcie i dalej żwawo na trasę.PK 4 to droga po mało przyjemnych torach po których za nami gęsiego przyszło około 30 osób do małej zamkniętej już stacyjki (KIERATOWY POCIĄG to był). Tu parę fotek znowu na te nieszczęsne tory do PK5 tam po 3 km schodzimy z torów na szlak który wiedzie pod górkę co daje nam przedsmak dalszych podejść.Potem następuje zejście które jest błotniste i mało przyjemne z powodu ciągłego zagrożenia zjechania na tyłku w dół.PK 5 to domek na górce,nowe dziurki oraz bułka dla tego kto zauważył że można bułkę dostać.Szybki posiłek (smak bułki średni co w niej było nie pamiętam ale przecież wtedy to nie było ważne) i dalsza podróż na PK6.Do tego punktu prowadziło dwie alternatywne trasy.Pierwsza była dłuższa, pod górę ale szlakiem, druga krótsza miedzy górkami ale po polach i po drogach których na mapie nie było.
Docieramy jakoś na miejsce (głownie dzięki nawigacji Kamili i zadaniu jednego ale za to konkretnego pytania przez Kasię "którędy na PK6").Tam postój przy ognisku 10 minut następnie fotka i rzut okiem na mapę i ruszamy dalej.Z mapy wnioskujemy że idziemy w stronę Małego Szczebla i Szczebla (normalnego).PK7 umieszczone było koło sporej dziury w ziemi zwanej jaskinią. Podejście masakra droga kończy się połowie wzgórza dalej po kamieniach korytem rzeki.Zmęczeni docieramy na Mały Szczebel i zaczynamy szukać szlaku czarnego podobnie jak spora grupa innych uczestników.Po 15 minutach łażenia po lesie pada głośne "Jest OGNISKO" i wszyscy radośnie schodzą lub zbiegają w stronę ogniska.Na PK7 dowiadujemy się że mamy 6 godzin straty do pierwszego zawodnika więc ruszamy w drogę szlakiem czarnym na spotkanie następnego szczytu zwanego Szczeblem.W połowie trasy na szczyt dogania nas kolega który odrazu zwalnia i idzie za nami.Po paru minutach dostrzega drogę odbijającą w prawo wypowiada hasło "DOBRY TRAWERS NIE JEST ZŁY" po czym żwawo rusza nieznaną ścieżką przed siebie.My mozolnie wspinamy się szlakiem na szczyt co nie jest łatwe ponieważ podejście jest strome, błotniste i kamieniste.Będąc już prawie na samym szczycie oglądając się do tyłu widzę Wielbiciela TRAWERSÓW za nami :D.Na pytanie co się stało odpowiedział że nastąpiła zmiana decyzji i wrócił na szlak. Po dotarciu na szczyt jak zwykle na Kieracie następuje zejście na dół i dreptanie asfaltem do PK8.Tam na punkcie czeka na nas żurek (średnio ciepły) oraz kawa i herbata.Przyszedł także ksiądz z pobliskiego kościoła ale nie było jeszcze chętnych do ostaniego namaszczenia.Więc po miłej rozmowie życzył wszystkim zebranym szczęścia na trasie i wrócił do siebie.
Po ciepłym posiłku oraz odpoczynku wróciły nam siły i żwawym krokiem ruszyliśmy do PK9.W drodze na ten punkt Kamilę zaczeło boleć kolano co skończyło się koniecznością użycia bandaża. Parę chwil odpoczynku następna woda i ruszamy dalej w trasę.Na PK 9 dołącza się do nas kolega Sebastian ponieważ jego kolega postanowił się na PK 9 wycofać z powodu kontuzji. Więc powoli ruszamy na spotkanie PK 10 umiejscowionego za kilkoma górkami czyli Kieratowy standart.Do PK docieramy dosyć szybko w jakieś 2 godziny.Jest już koło 16 więc każdy na punkcie oblicza realne szanse na dotarcie do mety.Następnie do wytalkowaniu stóp ruszamy dalej. Droga na PK 11 prowadzi szlakiem (koloru nie pamiętam) który prowadzi raz w górę raz dół.Po jakimś czasie docieramy do Polany na szczycie jakieś górki (z pamięcią coraz gorzej).Tam dzięki upszejmości punktowych zostawiamy większość rzeczy. Kamila idąc naszym śladem dociera do PK 11 i tam postanawia zakończyć impręzę.Ekipa w składzie Kasia "główny nawigator" Sebastian "główny palacz" oraz UFO "główna Maruda" rusza dalej na spotkanie kolejnej górki zwanej Mogilnicą czyli najwyższego wzniesienia w Beskidzie Wyspowym gdzie zawody się odbywały. W drodzę na szczyt ekipa się rozdzieliła Kasia z Sebastianem poszła szukać szlaku na azymut a ja poszedłem szlakiem na samą górę.Szlak okazał się jak zwykle kupą kamieni rozsypanych na drodze.Po przejściu paru metrów u mnie odezwała się niedawna kontuzja z tamtego roku czyli uraz stawu skokowego.Po krótkim namyśle podejmuje decyzję że moje tempo marszu jest zbyt wolne bym mógł realnie myśleć o dojściu do mety.Przekazuje tę wiadomość Kasi i dalej rusza już sama z Sebą na spotkanie punktu 12. Ja zarządzam dla siebie dłuższy postój i zaczynam rozważać różne opcje powrotu do bazy. Odpoczynek raczej odniósł skutek bo po 20 minutach ból nie jest tak bardzo dokuczliwy więc ruszam dalej. Z rozmowy telefoniczne z Kasią dowiaduje się że znalezienie prostej drogi na PK12 nie jest prostą sprawą.Ja powoli idąc w stronę PK12 spotykam dwóch kolegów z kijkami (imion nie znam nawet jeśli mi się przedstawili to byłem w takim stanie że sam miałem problem z poprawnym kojarzeniem pewnych faktów).Dzięki ich pomocy po upływie 1,5 godziny znalazłem się na PK12 ale jak tam dotarłem ich już nie było.Pewnie realnie ocenili moje możliwości i postanowili pędzić dalej sami (wcale bym się nie zdziwił jak mieli jeszcze siłę biec). Ja po krótkiej rozmowie dowiedziałem się że jest możliwość transportu do bazy więc nie czekając długo zapakowałem się do samochodu. W bazie byłem o 22.45 i szybko udałem się do Restauracji na obiecany posiłek.Był to gulasz zrobiony na ostro ale bardzo smaczny (zresztą wtedy to wszystko by mi smakowało) domówiłem do tego browara którego szybko wypiłem i zaczełem czekać na Kasie i Sebastiana.
Zwycięska grupa wpadła na metę o godzinie 23.13 czyli 47 minut przed końcem.Udałem siez nimi na posiłek po czym wspólnie udaliśmy się do szkoły na zasłużony odpoczynek.Około godziny 0.45 zasnełem by obudzić się następnego dnia jeszcze bardziej obolały niż wczoraj. Po dekoracji uczestników (każdy dostał medal i dyplom) ruszyliśmy z Michałem i Jackiem (którzy również ukończyli Kierata w bardzo dobrym czasie) w stronę Gdańska.I to byłby koniec tej "krótkiej" relacji widzianej oczyma UFA "głównego Marudy".Jak ktoś dotarł do tego miejsca i nie zasnął to z góry wyrażam podziw za tyle samozaparcia.Pozdrawiam wszystkich uczestników oraz zapraszam innych którzy na imprezę w tym roku nie pojechali by zrobili to w roku następnym bo naprawdę warto.

A skończyło się tak :

Wszyscy wrócili do domu bezpiecznie i cało. Może trochę obolali ale przecież opalać się tam nie pojechaliśmy.


Dodane 26 maja 2009, 06:19 przez UFO

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika UFO


kamcia, 25 maja 2009, 11:17
Tradycyjnie serdeczne podziękowania dla Kasi "Ani" i Tomka za towarzystwo aż do 9 PK. Wielkie brawa dla too_tiki za dotarcie do mety!! Bardzo fajny rajdzik, bez ścigania się z czasem jak to na Harpaganie bywa. Dopiero teraz na zdjęciach widać, jak bardzo byliśmy zmęczeni jeszcze przed samym startem :D. Już kombinuję, co tu z tym kolanem zrobić, aby spokojnie wystartować za rok..:>
UFO, 25 maja 2009, 19:48
Również ze swojej strony chciałbym podziękować Kasi i Kamili za towarzystwo.Wielkie brawa i szacunek dla too_tiki za dotarcie do METY! Bardzo ale to bardzo udana impreza,świetni ludzie, sporo gratisów na trasie (3 razy woda,żurek,herbata lub kawa,bułka z czymś tam).Wszystkich serdecznie zapraszam na tą imprezę w następnym roku.Spora odległość,często brak odpowiedniej ilości snu i niewygody podróży rekompensują to wszystko w czasie imprezy.Jeszcze raz BARDZO POLECAM.
too_tiki, 26 maja 2009, 10:49
No nie powiem, żeby się fotoreprter spisał. Klisza mu się w połowie trasy już urwała ;)))))).
A z Mogilnicy takie piękne landszafty.Na Gorce, na ośnieżone Tatry :p.

UFO, 26 maja 2009, 11:58
Niestety główny minus mojego Fuji to waga co na KIERACIE ma spore znaczenie.Na następny Kierat biorę trzy aparaty czyli trzy komórki lub jedną komórkę z trzema bateriami jeszcze nie wiem co będzie lepszym wyjściem.Ale noszenie Fuji plus 25 baterii przez 100 km to nie jest dobry pomysł.
TiPi, 26 maja 2009, 12:06
Może poprostu zainwestuj, w lepsze akumulatorki?
Mi w Nikonie bateria wystarczy spokojnie na 50-60 km.
Na harpaganie fociłem, wespól z Mxerem prawie całą noc, używając flesha na jednym akumulatorku, i bateria jeszcze dawała radę
UFO, 26 maja 2009, 13:48
Wiesz i tak idąc w górach taki dystans branie tak sporego aparatu jakim jest FUJI to bardzo nietrafiony pomysł.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (2)