na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Od jeziora do jeziora, 11 czerwca 2009





W KRAINIE 101 JEZIOR





Dzień I

Wyruszyliśmy porannym pociągiem z Gdańska do Iławy. Do Tczewa wlekliśmy się prawie godzinę ! Potem było już z "górki". Do Iławy dotarliśmy około godziny 10tej.


Zjechaliśmy sobie na przystań jachtową w centrum, zrobiliśmy zapasy i drogą koło straży pożarnej zaczęliśmy wydostawać się z miasta. Na skraju miejscowości natknęliśmy się na to cudo co to widać je po lewej.

Dalej trak prowadził na już lasem.


Do Wikielca i Karas-a, gdzie miał miejsce pierwszy postój na trasie. Zrobiły się w sumie dwa postoje. Tuż za zjazdem do rezerwatu przyrody naszym oczom ukazała się konstrukcja widoczna po prawej stronie.

Wyglądało to z początku jak plac zabaw dla dzieci, wszystko jakby mniejsze, ale w środku ukazała się "sala biesiadna" przy której można by nie jedno wesele urządzić na świeżym powietrzu. Bardzo urokliwe miejsce.
Współrzędne geograficzne to
N53 33.708 E19 29.838

Tuż kawałek dalej jest rezerwat przyrody, który mieliśmy według traka bezcześcić. Opamiętaliśmy się i po małym odpoczynku wróciliśmy tą samą drogą która przyjechaliśmy.


Czas płynął powoli, pogoda dopisywała, słonko świeciło czas na popas nad jeziorkiem. Nie ujechaliśmy zbyt daleko, a już odblask wody zachęcał nas do kolejnego odpoczynku. Tak kontemplowaliśmy przyrodę nad jeziorem Lekarty. Popas trwał godzinę, uzupełniliśmy braki cukru i insuliny. Trak początkowy zmodyfikowaliśmy by nie wdrapywać się pod stromą górę.

Na wcześniej zaplanowany tor wróciliśmy w Skarlinie, zaliczając przy okazji jeziorko Wieczorki. Dalej z planem jezioro Skarlińskie i długi przelot leśny. Skończył się popołudniową porą nad jeziorem Parteczyny Wielkie. Tutaj brodząc po pas w paprociach przedzieraliśmy się dalej.


Nie omieszkaliśmy natknąć się na przeszkody naturalne, czyli powalone drzewa. Mario zademonstrował nam jak robi się BunnyHop-a. Raz nad kłodą, raz pod kłodą. Efekt widać po prawej :) Choć podrapany nie ucierpiał na tyle groźnie by przerywać nasza ekspedycje na Pojezierzu Brodnickiem w krainie 101 jezior.

Nad jeziorem Parteczyn Mały zaczęło się chmurzyć i straszyć deszczem. Dokonaliśmy skrótu przez świeżo wyrąbaną część lasu "tor z przeszkodami" i dostaliśmy się do Cichego. Dalej, wciąż asfaltem pomknęliśmy do naszej noclegowni "RyteBłota" nad jeziorem Zbiczno.

Na miejscu czekał już na nas Bartek wraz ze swoją drugą połową :) Gorąco pozdrawiamy i zapraszamy częściej. Zalogowaliśmy się w pokojach 4ro osobowych z łazienką. Mieliśmy lodówki i jeden czajnik bezprzewodowy na spółkę. Prysznice poszły w ruch, a ja z Bartkiem i Karoliną uderzyliśmy po "zapasy na całą wyprawę" :) Obładowani siatami wróciliśmy, każdy wziął co mógł pod pachę i poszliśmy na ognisko.

Ogniska nie będę opisywał, każdy może sobie wyobrazić śpiewy, morza alkoholu i tańczące w rytm werbli półnagie kobiety. NUDA.

Podsumowanie dnia pierwszego (stats):
- ilość kilometrów: 46
- trudność trasy: średnia
- podłoże: utwardzone, miejscami piaszczyste
- inne: nie zalecane ciężkie sakwy :) :P

Dzień II



Dzień drugi przywitał nas pochmurnie. Jednak bezlitosny Super Mario o siódmej pobudził nas pytając, kto jedzie na poranną rozgrzewkę. Nikt z nim nie pojechał, wszyscy byli jeszcze zmorzeni po nocnej biesiadzie. Super Mario wrócił po 2 godzinach, chciał objechać tylko jez. Zbiczno, a wyszło mu 22 km i objechał osiem jeziorek. Szacuneczek!

Następnie po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą podróż, podziwiając piękne lasy przeplatane to dzikimi i urokliwymi jeziorami, to rzeką Drwęcą i jej rozlewiskami. Wypogodziło się, napotkaliśmy kilku dzikich mieszkańców lasów (m. in. małą i dużą sarenkę,

ta ostatnia uciekła przed Super Mariem, a mała schowała się pod paprocie i nie dała zrobić ładnych zdjęć),a gdy wyjechaliśmy z leśnej głuszy, po krótkim popasie pod sklepem i uzupełnieniu kalorii, ul. nomen omen Żmijewską zjechaliśmy na obrzeża Brodnicy. Tu, by zgłodnieć, pogubiliśmy się troszkę w lesie, a Iwona, zwana Małym Kaszubem, wkęciła sobie drut w łańcuch. To była jedyna awaria podczas całej wyprawy.

Po godzinnym popasie i mega sesji zdjęciowej ruszyliśmy na upragniony obiad do Brodnicy. Wjechaliśmy do Brodnicy od strony wojskowego cmentarza poległych polaków, rosjan i niemców jeszcze z czasów I Wojny Światowej.


Na miejsce obiadu wybraliśmy pizzerie nieopodal centrum. TO BYŁ NASZ BŁĄD !!!
Na obiad czekaliśmy 45 minut !!! w dodatku placek po węgiersku był tak nie dobry... jak sobie przypominam to jeszcze mną telepie.

Teraz mieliśmy udać się w kierunku Torunia, drogą nr 15. Wyjeżdżając z Brodnicy zwiedziliśmy jeszcze pozostałości po zamku krzyżackim. Naprzeciw niego znajduje się Biuro Informacji Turystycznej i panie w nim pracujące tak ucieszyły się na nasz widok, że wyszliśmy obładowani folderami informacyjnymi :)
Przesympatyczne.

Wyjeżdżając z Brodnicy mijaliśmy jeszcze Klasztor, ale wielka reklama rozgłośni Ojca Rydzyka tak bardzo go zasłaniała, że nie dojrzeliśmy go w ogóle.


Brodnicę opuszczamy polną ścieżką wzdłuż torów kolejowych których już nie ma. W środku lasu gdzieś brniemy pod stromą górkę miedzy polami. Na jej szczycie Iwonka oznajmia iż wjeżdżając na nią Mario i Super_Mario zasłużyli na piankę wieczorową porą :)

Daje kręcimy po szuterku, to w prawo, to w lewo i nagle na środki drogi stoi gospodarstwo i mówi "dalej drogi nie ma". Wracamy się kawałeczek i objeżdżamy przeszkodą krajową 15tką, w dodatku na remontowanym odcinku, a fuj !

Ten 1km po 15tce uświadomił nas jak fajnie jest śmigać po lesie gdzie cisza, spokój i komary są.


Dalej wzdłuż Drwency mijamy kolejne kilometry. Spostrzegam w czarnej magicznej skrzynce że 300m od wytyczonej trasy jest małe jeziorko. Decyzja już zapadła, jedziemy tam.

Malowniczy staw hodowlany z małym drewnianym mostkiem = 45 minut relaksu.

Czas powoli nagli, więc ruszamy w kierunku noclegowni. Miałki są już za kilka km. Tutaj padają mi akumulatory (pierwszy komplet). Kilka górek, kawałek świeżo wylanego asfaltu w szczerym polu, podarunek od funduszy UE, i jesteśmy. Szukamy, szukamy i nic. Telefon.. to nie ta wiocha ! 3.5km asfaltem z powrotem na Brodnicę.


Jest sklep, są zapasy... jest i nocleg. Malowniczy, ładny... sprawiający wrażenie wysokiego standardu. TV brak, ale po co nam. Salon łazienkowy... niejeden hotel by się nie wstydził. (prysznic za to przytkane miał dziurki O!)

Wieczorem ognisko + rozweselacze. Było miło.

Podsumowanie dnia drugiego (stats):
- ilość kilometrów: 38
- trudność trasy: łatwa
- podłoże: utwardzone, szutry + asfalt
- inne: wszystko OK


Dzień III


Wstaliśmy... padało. Spakowaliśmy się, pojechaliśmy w deszczu 6km do Brodnicy, wsiedliśmy w pociąg i wróciliśmy do trójmiasta. :)

Dziękuję wszystkim obecnym za udział. Było przemiło, tak właśnie wyobrażałem sobie ten wyjazd.



Dodane 19 czerwca 2009, 01:58 przez Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Kalinosia

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Agi


Mxer, 16 czerwca 2009, 11:31
relacja dodana, na fotki musimy poczekac do srody na agnieszke zeby dokonczyla wzucac.
Super Mario, 18 czerwca 2009, 9:26
Dziękuję wszystkim wreszcie mam net w domu i mogę pisać, jedziemy tam jeszcze raz, może w sierpniu?
Mario, 18 czerwca 2009, 14:15
...ja również przyłączam się do podziękowań!...Następnym razem,będzie jeszcze lepiej...i więcej kocich ruchów... ;-D
Mario, 18 czerwca 2009, 14:17
...acha nastepnym razem, uprasza sie wszystkich uczestnikow o zabranie wlasnych kocyków... ;-)
Super Mario, 18 czerwca 2009, 19:54
Mario, kocie ruchy będą na Cudach Wiankach na pewno, tylko Puppy wyjeżdża do lasu pod Słupsk niestety...
Mxer, 19 czerwca 2009, 10:50
Agi, fajne foteczki :) Dobrze wyselekcjonowane.. az chce sie tam wrocic :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (6)