na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » WZDŁUŻ ŚCIANY WSCHODNIEJ .... a nawet ciut dalej, 30 kwietnia 2009



Tak to mniej więcej pamiętam …

Przedłużona o dwa tygodnie majówka rozpoczęła się w czwartek 30.04 prawie 17-to godzinną podróżą pociągami do Przemyśla. Znieśliśmy ją z godnością i uśmiechem, choć łatwo nie było, oj nie- nie dosyć, że długi weekend i tłumy ludzi to wagony zupełnie bezrowerowe, a my w czwórkę – Ewa, Kajas, Łukasz i ja, maszyny, sakwy, namioty i tak mało miejsca na to wszystko ale daliśmy radę i nieco nieprzytomni dotarli na miejsce..

01.05piątek

Przemyśl- Siedliska 44km
http://tinygps.net/index.php?id=2198


Ten dzień zaplanowałam zupełnie luźno. 11.30 wyturlaliśmy się nareszcie z pociągu.-Piotrek przyjeżdżał parę godzin później, Kajas chciał odwiedzić rodzinę, więc z Ewą i Łukaszem ruszyliśmy na objazd fortów Przemyśla pokonując przy tym całkiem niezłe górki, które niektórym poprawiły krążenie po podróży, niektórych przyprawiły o kilkudniowe zakwasy;), jednak widok miasta z góry wart był męczarni. Później szybki obiad w pizzerii, drużyna się kompletuje, zakupy i w drogę.
Wyjechaliśmy na południe w kierunku Rezerwatów Szachownicy w Krównikach.Trasa była łatwa, przewaga asfaltu, okazyjnie ścieżek. Szachownicy nie znaleźliśmy ku ubolewaniu Kajasa, podobno sezon na ich kwiaty minął, za to trafiamy ładny „małpi mostek” na linach za Nehrybką i tuż przed granicą ruiny fortu w rezerwacie Skarpa Jaksmanicka. Mieliśmy plan powrócić do niego nocą z latarkami, ale problemy ze znalezieniem noclegu, zimno i zmęczenie odwiodły większość od tego pomysłu. Spaliśmy już o 20-tej, na działce u gospodarza w Siedliskach , zmęczeni, przemarznięci, niektórzy niedoszorowani i ..nadal dowcipkujący; jednak był to zdecydowanie najmniej przyjemny z noclegów tej wycieczki .


02.05sobota

Siedliska- Horyniec 98km
http://tinygps.net/index.php?id=2199

Zwinęliśmy namioty i w drogę .
Pogoda przepiękna , krajobraz jednolity- lekko pofalowany, pola, łąki, małe wsie, resztki starych PGR-ów , cisza i spokój… w sumie nic specjalnego gdyby nie cerkwie, które znajdujemy co kilkadziesiąt kilometrów, co jedna to ładniejsza…W Stubnie zbaczamy z drogi by obejrzeć w Stubienku świeżo odrestaurowana i pachnąca nowością cerkiew, potem Chotyniec- tu spędzamy prawie godzinę, trafiamy akurat na jej zamknięcie i przemiła staruszka opiekunka nie dosyć, że wpuszcza nas do środka i na balkon to jeszcze opowiada całą historię cerkwi….a gdyby dać jej czasu to zapewne i całe życie by opowiedziała;) Przepiękne to było…Dalej w drogę- przed Kobylnicą trafiamy na orszak ślubny, robię z Łukaszem bramę, wpada flaszka i cukierki, przydadzą się na wieczór..;) Później następne cerkwie- Kobylnica Wołoska, Wielkie Oczy, w międzyczasie obiad z odgrzanych słoików w Łukawcu pod sklepem . Następnie schowana głęboko w podmokłym klimatycznym lesie ( zastanawiamy się nad kupnem ziemi, tak pięknie…zresztą temat zrzutki na działkę wraca do nas w kolejnych dniach nie raz.). Wólka Żmijowska. Za Wólką trochę błądzę, pomaga nam uczynna babuleńka w adidasach Ferrari;)) proponując bez pytania wodę, spanie i wakacje…Do Krowicy Hołodowskiej z kolejną cerkwią docieramy polem i szutrami, po drodze kaplica „Pięciu sosen” w środku lasu Po południu przedzieramy się przez leśne błota i chaszcze, często na azymut, po kilku godzinach trafiamy do drewnianej cerkwi w Radrużu, zabytku klasy zerowej…cudna….jest po 19-tej, lądujemy w Horyńcu- tym razem ( i jak się okazuje nie ostatnim ) ciepła kwatera, mycie, pranie , wieczór spędzony na pogaduchach i wszamaniu ślubnych zdobyczy;)



03.05niedziela

Horyniec- Machnówek 66km
http://tinygps.net/index.php?id=2200

Z okazji niedzieli startujemy godzinę później. Znów klimatyczne cerkwie- Werchrata, Siedliska.. niektóre ogromne i drewniane przypominają mi galeony… Teren robi się coraz bardziej pagórkowaty i leśny, jesteśmy na Roztoczu…Początkowo świetny asfalt, mkniemy ze sporą prędkością po jego nieuczęszczanych zakolach W Werchratej kończy się droga. Kilka godzin przebijamy się w upale przez leśne piaski dla kolejnej na trasie cerkwi w Prusie a potem Siedliskach . Tam też trafiamy na uroczystość lokalnej straży pożarnej, z cudownej studni przy kapliczce na wodzie bierzemy zapas wody do bidonów, oglądamy skamieniałe drzewa, rozmawiamy ze strażakami, trochę zdjęć i dalej w drogę. Wczesnym popołudniem dojeżdżamy do wysoko położonej cerkwi w Hrebennem .Wygłodzeni znajdujemy ciepły obiadopodobny posiłek ( szumna nazwa ale niech tam) na przejściu granicznym i ruszamy na dalsze piaski ku cerkwi w Kornie .Końcówka trasy spokojniejsza- asfalt, wieczorem jeszcze oglądamy otwartą drewnianą cerkiew w Korczminie. Nocleg znajdujemy u przesympatycznego księdza Marka w Machnówku- zostaliśmy bardzo miło ugoszczeni, nakarmieni swojskim jadłem, prawdziwymi wiejskimi kiełbaskami, zaproszeni na ognisko poznali małżeństwo ze wsi, dowiedzieli mnóstwo ciekawych rzeczy o miejscowości , ludziach i ich życiu, jego innym niż nasze tempie, innych zupełnie problemach……dostali książkę z dedykacją i prowiant na drogę..widziałam przecudny wschód słońca nad cichutką wsią…..ech, wspaniale nam było


04.05poniedziałek

Machnówek- Janki 100km
http://tinygps.net/index.php?id=2202


Rano oglądamy kościół i słuchamy opowieści księdza o jego pamiątkach. Jeszcze zdjęcie i w drogę. Przed południem cztery cerkwie- Korczmin- wchodzimy do środka, choć pani trzeba zapłacić, Chłopiatyn, klimatyczny opuszczony Myców z przyległym starym cmentarzem w polu i Dłużniów. Przed Dłużniowem najładniejszy ze spotkanych cmentarzy- kilometry od wsi, na skraju łąki i skarpy leśnej, przepiękna kapliczka i groby…urzekający widok, zgodnie stwierdziliśmy ze jak nas chować to tylko tam…oczywiście za jakiś czas;)
W miejscowości Liwcze postój pod sklepem na drugie śniadanie. Pani proponuje wędrowcom kawę, grzecznie odmawiamy więc ja dostaję kanapkę…nie da się nie przyjąć i smakuje z takiej życzliwości podwójnie ;) . Po drodze odbijamy z trasy na nieczynne przejście w Uśmierzu by popatrzeć na cerkiew poza naszymi granicami.

Wjeżdżamy w Nadbużański Obszar Chronionego Krajobrazu ,widoki nadal podobne-pola, łaki, małe wsie i kościółki, tylko w dali zieleń nadbużańskich lasów., w tle hordy niemiłosiernych komarów i meszek. Tego dnia nie pierwszy raz widzimy Bug- trafiając w Kryłowie na pozostałości zamku na wyspie…Późny obiad- naleśniki w Hrubieszowie i po 18-tej zmęczeni całodzienną jazdą w mocnym , zupełnie nie majowym słońcu docieramy do Janek przed Horodłem, gdzie Ewa znajduje nam fantastyczny nocleg w gospodarstwie agroturystycznym „Zacisze” u Pani Eli.. Oprócz spania mamy pranie , domowy kompocik, niesamowity humor i energię właścicielki udzielającą się wszystkim, jajecznicę na śniadanie i paczki na drogę..i te pyszne ogórki kiszone, ach….


05.05wtorek

Janki- Sobibór 98km
http://tinygps.net/index.php?id=2203

Z żalem wyjeżdżamy w kierunku Horodła . Niewiele dalej w Strzelecki Park Krajobrazowy. Próbuję zrobić zjazd do Bugu, nieziemskie błocko i zarządzam odwrót. Krajobraz powoli się zmienia- dominują lasy ale i stada komarów. Tego dnia zamiast słońca mamy wmordewind utrudniający jazdę i choć teren jest płaski po twardej nawierzchni nie poruszamy się zbyt szybko. Nad Zalewem Husynne godzinna przerwa na kawę z resztek Kajasowej neski i mojej gazowanej wody mineralnej, , później kilkakrotnie zatrzymujemy się nad brzegiem bliskiego już szosie Bugu na zdjęcia. Wczesnym popołudniem obiad w Woli Uhruskiej, dołącza do nas Krzyśko, od tej pory szarżujemy w szóstkę .Cały wieczór jazda w lesie już bez zwiedzania, przecinamy Sobiborski Park Krajobrazowy ; nocleg w agro w Sobiborze.


06.05środa

Sobibór- Neple 96km
http://tinygps.net/index.php?id=2204

Koło południa docieramy do Włodawy, tam z zewnątrz oglądamy żydowska synagogę i prawosławną cerkiew i ruszamy w dalsza trasę. Płaski, przyjemny asfalt prowadzi przez kilka małych ładnych miejscowości z urokliwymi cerkwiami- Hanna, Sławatycze, Jabłeczna …tam z nadbużańskich bagien za klasztorem tejże nie szło chłopaków wyciągnąć;) . Trochę szwędamy się p polnych drogach strasząc zające, potem pogoda zaczyna się psuć. W Kodeniu oglądamy bazylikę, zatrzymujemy się tam też na obiad u Oblatów unikając przy tym ulewy....na jakiś czas tylko niestety. Na trasie przystanek na założenie ciuchów wodoodpornych i za chwilę przestaje padać;) Od tej pory każą mi się ubierać w deszczówkę na zapas i rzeczywiście siąpi jakby mniej;) .Rozglądając się za noclegiem mijamy Terespol i dojeżdżamy do Nepli, gdzie znów Ewa załatwia spanie w domkach ośrodku Caritasu..na ostatnią chwilę przed kolejna ulewą. W domku nocuje z nami spotkany po drodze samotny rowerzysta skrótowej, innej od naszej trasy Lublin-Przemyśl-Gdańsk. Zaczynamy Park Krajobrazowy Podlaski Przełom Bugu.


07.05czwartek

Neple-Serpelice 55km
http://tinygps.net/index.php?id=2205

Leje i wieje w twarz, pomimo tego wyjeżdżamy choć godzinę później. Drogę do Janowa Podlaskiego pokonujemy w zawrotnym tempie 10km/h…Koło południa uspokaja się, chwila przerwy w przydrożnym miasteczku na kawę z gazówki , niektórzy przy tym susza pranie na płocie przy kościele;)), kilkanaście kilometrów jazdy, kolejny postój na ogranie się w barze i ruszamy do słynnej stadniny koni.. Znaleźliśmy tam nawet koński cmentarz. Dojeżdżamy do Bugu- przeprawa w Niemirowie jest czynna, ale pan od promu wyjechał na nie wiadomo ile, komórka wyłączona więc decyduję się na niego nie czekać i ciągniemy w dół rzeki. Po drodze okazuje się, że w kolejnym miejscu - Mielniku –prom jeszcze nie pływa iw celu ominięcia rzeki należy dojechać aż do odległego o 20km mostu w Siemiatyczach. Zostawiamy to na kolejny dzień i kończymy wcześniej jazdę u Franciszkanów w Serpelicach . Wieczór spędzamy na ciepłej kolacji u księży a następnie przy ognisku.


08.05piątek

Serpelice- Topiło105km
http://tinygps.net/index.php?id=2206

W pięknym słońcu i wypoczęci wyjeżdżamy o czasie. 40km dodatkowej jazdy do i od mostu w Siemiatyczach okazuje się być całkiem ładnym lasem. Dojeżdżamy na Górę Grabarkę, tam las krzyży intencyjnych, na środku cerkiew.. niepowtarzalny klimat… prawosławne krzyże, krzyże, krzyże..mnóstwo….wielkie i te maciupeńkie, z dedykacjami i pokryte pleśnią, stare, nowe.. ….oderwać oczu nie idzie….Oglądanie i fotki trwają dobrą godzinę, a następnie wracamy leśnymi duktami z powrotem do granicy. W Zubaczach trafia nam się jeszcze jedna cerkiew, potem trochę piachu , bruków i przydrożnych hałaśliwych Burków. Po południu obiad sklepowy- podgrzewane na gazówkach słoiki na zapleczu, w Czeremsze ostatnie zakupy i w trasę. Przepiękną, leśne ścieżki, szutry metr od granicy, zapomniane drewniane zapadające się wioski, przydrożne krzyże co kilka metrów nawet w lesie dziesiątki kilometrów oddalonym od najbliższej wioski….napisy po polsku, ukraińsku i litewsku.. czasem w ogóle już nieczytelne…. rozmowny dziadek przy drodze z białoruską żoną…...niesamowity klimat i widoki….Po drodze zatrzymuje nas straż graniczna, mój dowód pierwszy raz idzie w obroty….Potem dojeżdżamy pod samą Puszczę Białowieską, do miejscowości Topiło. Spanie w domku jakimś cudem znalezionym przez Ewę i Łukasza, nie wnikam jak, bo tego dnia gotowa byłam położyć się nawet pod mostem ze zmęczenia i ilości wrażeń,;)


09.05sobota

Topiło-Siemianówka 74km
http://tinygps.net/index.php?id=2207

Dzień ku uciesze Kajasa całkowicie leśny.. Wjechaliśmy w Puszczę Białowieska i jeździli, jeździli, jeździli….trochę wyznaczonymi szlakami, trochę wybranym przeze mnie zarośniętym i mało uczęszczanym najbliższym Parkowi Narodowemu szlakiem pieszym wzdłuż starego torowiska, na którym natknęliśmy się na dzika. W Puszczy znaleźliśmy Miejsce Mocy, stara kolejkę, po drodze znaleźliśmy nawet Białowieżę ale niczym był widok z jej muzealnej wieży przy widokach z siodełka rowerowego… nawet obiad był leśno-chiński na polanie po drodze. Późnym popołudniem wróciliśmy do cywilizacji znajdując spanie w Siemianówce.


10.05niedziela

Siemianówka- Bohoniki 80km
http://tinygps.net/index.php?id=2207


Dzień zaczął się przeprawa wzdłuż mostu kolejowego na Jeziorze Siemianowskim. Ani mi do głowy nie przyszło, żeby je okrążać choć niektórzy mieli obawy … no i na początku rzeczywiście było niełatwo- stromy kolejowy nasyp, obok wąska ścieżka, tuz dalej ostry spad do wody…balans rowerem i sakwami na żwirze… .i tak miało być 4km…ale po jakimś czasie znalazła się jednak całkiem przejezdna ścieżka wzdłuż torów i w rezultacie szybko się z przeprawa uporaliśmy. Później jazda a często pchanie roweru po piachu lasem wzdłuż granicy. W Jałówce przerwa pod sklepem ( ze wszystkim, oprócz jedzenia były gwoździe ,łańcuchy do roweru i wieńce pogrzebowe.;) na drugie śniadanie, tam tez udaje się nam pierwszy raz usłyszeć przepiękne śpiewy nabożne w cerkiewi …
. Szutrami i piaskami w prawie sierpniowym upale dojeżdżamy do Mostowlanów- kolejna prawosławna świątynia na zboczu wzniesienia, przy niej cmentarz,u dołu woda, przepiękna panorama okolicy, w tle dźwięki mszy prawosławnej.. coś co się nie zdarza….jedziemy dalej , mijamy kolejne osady „nie z tej ziemi” w których zatrzymał się czas….Na kilkanaście kilometrów odsuwamy się granicy, by zwiedzić pierwszy na trasie meczet i cmentarz tatarski w Kruszynianach. Cmentarz w niczym ie przypomina naszych- pełen omszonych , chaotycznie rozsypanych starych kamieni kamieni z zatartymi napisami…W Kruszynianach idziemy na obiad- również tatarski, u Dźenetty, której pyszne oryginalne potrawy w słusznej ilości wszyscy wspominali do końca wycieczki. Z żalem opuszczamy tatarska jurtę, w Krynkach ( godne uwagi rondo o 12 odnogach) mała poobiednia sjesta i wieczorem pagórkowatymi szutrami dojeżdżamy do Bohonik. Tam oglądamy i wysłuchujemy historii kolejnego meczetu, opowiedzianej przez panią Eugenię, w jej domu śpimy, poczęstowani przez przemiła gospodynię kolejnym tatarskim przysmakiem- pierekaczewnikiem w dwóch rodzajach, tak dobrym, że dopytujemy się o przepis.


11.05poniedziałek

Bohoniki- Mikaszówka 96km
http://tinygps.net/index.php?id=2209

Dzień rozpoczęliśmy zwiedzaniem największego w Polsce mizaru- tatarskiego cmentarza na który w niedzielę już nie było ochoty. W Malawiczach trafiliśmy na stary wiatrak, niektórzy się wpinają, jednak zakręcić się śmigłem nie udało, więc a potem już tylko jechaliśmy, jechali, jechali……. głównie po terenie i marnych drogach podziwiając malownicze krajobrazy wzgórz sokolskich raz z gry raz z dołu ich wzniesień… W Siółku mały postój na zagrzanie „chińczyków „( tym razem z mielonką , postuluję nazwać zupkę Chińczyk a ‘la Kajas;)) ) i poznanie miejscowej elity , w tym indywiduum pana Darka i znów kręcenie aż do Puszczy Augustowskiej. Przed wjazdem do lasu półgodzinna przerwa na kolejne sprawdzanie moje tożsamości przez Straż Graniczną.W Rudawce zjechaliśmy do Śluzy Kurzyniec, z drogi leśnej na do Śluzy Tartak. Nocleg w agro w Mikaszówce , wieczorem Łukaszek idzie polować na gospodarskie jaja, w końcu od połowy dnia rozmawialiśmy o jajecznicy;)


12.05wtorek

Mikaszówka-Becejły 86km
http://tinygps.net/index.php?id=2210

Dzień zaczynamy wykorzystaniem zdobycznych jajek i wspólnym śniadankiem a potem odjazd, choć się chmurzy.
Początkowo grzęźniemy w piaskach nad Czarną Hańczą, od Strzelcowizny już ładny asfalt do Gib. Tam przerwa na drożdżówkę i spotkanie z parą rowerzystów podróżujących dookoła świata. Zaczyna padać, jednak ruszamy. Po drodze przeczekujemy ulewę pod daszkiem straży pożarnej w Bierzałowcach. W końcu udaje się dojechać do Berżników, chwila na obejrzenie kościoła i w dalszą drogę. Początkowo asfaltem a potem szutrami dostajemy się do nadgranicznego brzegi jeziora Gaładuś, tam pół godziny na zbawienny w tak wietrzny dzień „goracy kubek” i jedziemy dalej. Po południu trafiamy do Puńska, gdzie po godzinie poszukiwań udaje sięgam znaleźć knajpkę, w której nie ma prawie nic ( „bo i tak nikt nie przyjdzie” ), zgadzamy się na owo „nic” czyli bliny, z blinami dostajemy regionalny płynny niesamowicie rozgrzewający poczęstunek od gospodarza … Pod wiatr docieramy do Becejłów i domu pana Marka Kamienicznika..;), gdzie do późna świętujemy wspólne 1000km a pan Marek z nami…..

13.05środa

Becejły – Wiżajny 23km
http://tinygps.net/index.php?id=2219

Tego dnia wyjechaliśmy po południu. Wiało, padało, psuły się rowery albo było tak ładnie że się stało i patrzyło( jak ja) lub robiło zdjęcia ( jak reszta) albo są inne wytłumaczenia albo się nie tłumaczymy bo i nikt nie był winny;) . Do wyboru :D . Po drodze się zakochałam .W Górach Sudawskich tak jak kiedyś w Suwalszczyźnie i na pewno tam wrócę…pieniążek został.Nikt się nie spieszył by skończyć wschodnią. Jednak się to stało i koło 16tej dojechaliśmy do Wiżajn. Obiad skombinowany przez Łukasza u gospodyni w agro zajął nam z godzinkę, a później tak się rozpadało, że postanowiliśmy spać na miejscu, a miła pani włączyła nawet wędrowcom ogrzewanie. Szampanem, a nawet trzema uczciliśmy zdobycie wschodniej granicy i opracowali wstępny plan powrotu.

14.05czwartek

Wiżajny- Kruklanki 103km
http://tinygps.net/index.php?id=2220

Rano wizyta na trójstyku granic na trasie Wiżajny-Żytkiejmy, później jazda przez Puszczę Romnicką , gdzie udaje mi się zgubić szlak, w efekcie czego z lasu wyjeżdżamy wcześniej ale ładniej mijając nieplanowane poprzednio jeziorka. Do 14-tej mamy zrobione 50km, obiad w Gołdapi, odłącza się Ewa, przed samym odjazdem łapie gumę- pierwszą i jedyną na tej wycieczce. Ja z resztą ekipy podążam w kierunku Mazur-resztę dnia spędzamy w prześlicznej Puszczy Barskiej i lądujemy na nocleg w agro „Pod Kogutkiem” Kruklankach gdzie atakuja nie tylko mrówki ale i krany, kuchenki i umywalki ;) ale i tak jest miło. Wieczorem ostatnie na tej wycieczce ognisko.

15.05piątek

Kruklanki- Marzęcino 290km, w tym 71km na własnych kołach;)
http://tinygps.net/index.php?id=2221

Na rozgrzewkę w chłodny dzień 12km sprint do Giżycka i przenosimy się PKP do Elbląga.. Szybki obiad w barze mlecznym i ruszamy na tournee po Wysoczyźnie- poboczną droga do Suchacza i powrotem wzdłuż linii kolejowej. Wieczorem dojeżdżamy do Marzęcina, tam ostatnia rajdowa noc w agro pani Gołębiowskiej.

16.05sobota

Marzęcino- Gdańsk Oliwa 73km
http://tinygps.net/index.php?id=2222

Przed południem jesteśmy w Mikoszewie.. gdyby nie uciekł nam prom to o 13 byłabym w domu.. i chce się nam wracać i nie.. więc postój na rybkę w Sobieszewie w smażalni… Przegalina- Olszynka- smród spalin- to Gdańsk…… na dworcu zostaje Regionalny…w Oliwie odłącza się Łukaszewski… pod Pachołkiem ja… buuu …...to koniec….jeszcze się nie przyzwyczaiłam…







Wspaniała wyprawa. Wspaniałe towarzystwo. Wspaniałe humory
Dziękuję Wam za cudowne ponad dwa tygodnie, , za wieczny optymizm , za współpracę na trasie, za czekoladę i rozśmieszanie w chwilach kryzysu, za celne uwagi, kreatywność w poszukiwaniu spania, za wyrozumiałość za moje błędy w nawigacji i wieczne Was poganianie z tych pięknych miejsc w których chciało się zostać na zawsze, za tą całą subordynację i ranną punktualność która umożliwiła nam dojechać tak daleko i zobaczyć tak dużo….jak napisał Kajas „dziękuję” to tu za mało
Qrde, wzruszyłam się. Fantastyczne to było.

Kierowniczka;)





Dodane 18 maja 2009, 11:28 przez yas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika kajas

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika krzyśko

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Łukasz-ewski

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika petercb750


Mxer, 17 maja 2009, 17:25
ładni, ładnie..
kajas, 18 maja 2009, 12:09
Zwyczajne i banalne "dziękuję za miłe towarzystwo podczas wyprawy" to za mało by wyrazić to co teraz czuję. Jestem winien każdemu z Was, z osobna, indywidualne i osobiste podziękowania za te, wspólnie przeżyte, kilkanaście dni niezwykłej przygody, swoistej podróży w czasie, wędrówki przez zaczarowany świat pełen dobrych i uśmiechniętych ludzi.
Dominiko, Ewo, Piotrze, Łukaszku, Krzyśku - no cóż ...z serca dziękuję :)

Ten świat, wydawałoby się nierealny, nieprzystający do tempa XXI wieku istnieje naprawdę, choć nieraz miałem wrażenie, że to tylko sen. Gdzie jeszcze żyją tacy ludzie jak:
- mieszkańcy Machnówka z przesympatycznym proboszczem
- pani w sklepie, racząca podróżnych bułkami z serem
- babuleńka z Wólki Żmijowskiej zapraszająca nas na wakacje
- boska pani Ela spod Horodła (jajecznica i pączki) :)
- ojciec franciszkanin z Serpelic
- weseli panowie z Wólki Nurzańskiej
- uprzejmi i sympatyczni pogranicznicy w Wólce Terechowskiej
- pani Dżenetta w Kruszynianach i jej potrawy (mniam!)
- pani Eugenia w Bohonikach (pierekaczewniki!)
- pan Darek i koledzy od "winka" w Siółku
- sołtys z Jagintów
- pan z Puńska częstujący ćmagą
- Marek w Becejłach (już widzę te Wasze uśmieszki!)
- gospodyni z Wiżajn
... i wielu, wielu innych, z uśmiechem i życzliwością odpowiadający na nasze pozdrowienia
SZCZĘŚĆ IM BOŻE .......
Kris, 18 maja 2009, 15:18
Pewnie to jeszcze nie koniec zdjęć, przyznam sie ze przejrzałem dokładnie wszystkie, jestem pod wielkim wrażeniem, zawsze twierdziłem że niewiele co zwiedziłem, ale dzięki Waszym zdjęciom teraz już wiem że jak rzeczywiście mało widziałem.
Granica wschodnia to nie tylko tereny w których czas sie zatrzymał ale i przepiękne ziemie, budowle i wspaniali, otwarci ludzie oderwani od często zgubnej rzeczywistości jaka niesie nam postęp cywilizacyjny.
Gratuluje wyprawy... czekam na równie dobrą relację
Marta, 18 maja 2009, 15:21
Kajas Twoja relacja fotograficzna jest niesamowita, oglądam, oglądam i nasycić się nie mogę.
no saint, 18 maja 2009, 23:13
Przepiękne zdjęcia choć pewnie Wam mówią znacznie więcej niż nam ciekawskim ,wspaniały pomysł zapewne to nie tylko moje zdanie - tylko można Wam zazdrościć : ) Gratuluję :)

zeobi, 20 maja 2009, 16:59
Fajna relacja i świetne fotki:)
Przyłączam się do gratulacji i czekam, niestety tylko jako obserwator(: na realizację nowych ciekawych pomysłów, słuchy chodzą, że takie są;)))))
Mxer, 20 maja 2009, 18:24
a moze by tak w PL poprosic o rzutnik i maly referacik ? Byla by okazja zeby sie spotkac przy "bez"alkoholowym :)
yas, 20 maja 2009, 20:09
Krzyśko jeszcze pracuje nad płytką z chronologicznie poukładanymi zdjęciami wszystkich wyprawowych fotoreporterów. Myślę, że to byłaby fajna ilustracja referaciku, jeśli ekipa się zgodzi na takie pomieszanie praw autorskich – czemu nie :)
ad.am, 20 maja 2009, 21:52
Witam
To ja "spotkany po drodze samotny rowerzysta skrótowej, innej od naszej trasy".
Zapraszam do obejrzenia moich zdjęć z wyprawy po ścianie i nie tylko.
http://picasaweb.google.pl/niepale
Fajnie było Was spotkać.
pozdrawiam
Adam
Ps
Są tam zdjęcia z wycieczek na Ukrainę, powinny zainteresować Krzyśka.
eve841, 21 maja 2009, 13:34
Niesamowita fotorelacja. Tyle razy przejrzalam fotki, ze sie czuje prawie jakbym tam byla. No tyle ze to "prawie"niestety robi roznice, eh..Tak jak poprzednicy - GRATULUJE ambitnego pomyslu i rownie udanej jego realizacji:))
Flash, 21 maja 2009, 18:09
Piękna wyprawa, na pewno będzie co wspominać :)
Kris, 21 maja 2009, 18:25
można prosić o jakieś staty licznikowe?
yas, 21 maja 2009, 19:25
jakie staty? Dystanse są przy datach, startowaliśmy o 8 z małymi wyjątkami, kończyli ok 18-19...to nie zawody były, to wyprawa.
Adam- pozdrawiamy! :)
Kris, 21 maja 2009, 21:18
no przeciez jasne ze nie zawody, chciałbym znac laczny dystans i czas spędzony na rowerze:) o ile to mozliwe?:)
Flash, 21 maja 2009, 23:41
Wystarczy sobie zsumować, mi tak na szybko (więc raczej niedokładnie) wyszło 1124 km do Kruklanki...
yas, 22 maja 2009, 6:10
Coś w ten deseń czy trochę więcej.....a reszty się nie mierzy....czy to takie ważne?..wogóle nie ! :)
Sławek, 23 maja 2009, 12:21
a ja już nie mogę ciągle oglądać tych zdjęć bo mnie już szlag trafia ! ;)
Miałem bardzo podobne plany, miesiąc studiowania i kreślenia trasy, sprzęt, itp ...
I wszystko się rypło ;)
No cóż ... pozostaje tylko wściekła czerwono krwista zazdrość ! ;)
kajas, 24 maja 2009, 18:03
Łukasz. Twoje fotki są GE-NIAL-NE !!!!
Świetnie oddają klimat wyprawy (równie genialnej, dzięki NASZEJ GENIALNEJ KIEROWNICZCE!!!)
Chapeau bas!
krzyśko, 24 maja 2009, 20:29
Fantastyczne fotki Łukasz!
Warto było na nie poczekać :)
Jest wśród nich wiele takich, które dają sporo do myślenia...
I kilka, przy których prawie popłakałem się ze śmiechu :)
petercb750, 24 maja 2009, 20:32
Fajne foty Łukasz - z przyjemnością sobie je obejrzałem , warte były żółtych kartek ;-)))
yas, 27 października 2009, 19:00
kajas, kolejny raz oglądam te Twoje obrazki....cholera, nadal rewelacyjne;)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (4)