na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » W Bory z Borem, 28 marca 2009



Relacja będzie krótka, ale treściwa ;)

Zatem ruszyliśmy z Kasia pociągiem z Oliwy o 16:43 w kierunku Warlubia. InterCity to to nie było, zatem prawie całą drogę staliśmy w korytarzu i wąchaliśmy zapach papierosów dochodzący z przedziału klasy biznes (zwanej inaczej przedziałem bagażowym). Gdy sobie w końcu usiedliśmy, zaczęliśmy wzbudzać ogólne zainteresowanie inych paseżerów. A to się pytali gdzie jedziemy, a to po co jedziemy. A to ktoś nas poinformował, że lepiej do Tucholi to pociągiem jechać, bo rowerem to daleko, itd. Zatem postanowiliśmy się czym prędzej ewakuować z tego towarzystwa i wysiedliśmy w Smętowie.

Smętowo jak to Smętowo, nic ciekawego i po zjedzeniu banana koło 18:30 ruszyliśmy w lekkim deszczu w kierunku Tucholi. Najpierw było Kopytkowo, potem most nad autostradą, dalej Leśna Jania, Przewodnik, a następnie odcinek leśny, na którym udało nam się nie zgubić. Może dlatego, że wystarczyło jechać prosto i nigdzie nie skręcać. Tak dojechaliśmy do Osia, gdzie stuknęliśmy sobie fotę przy herbie miejscowości. Potem był Tleń, a następnie nudne 28 kilometrów pustą i miejscami strasznie dziurawą szosą do Tucholi. Ale nawet padający lekko deszczyk nie psuł nam humoru.

W Tucholi nic nie udało nam się zjeść, więc kupiliśmy w Ropusze piwko oraz jogurcik i udaliśmy się na nocleg. Nocleg był na jakiś polach pod miastem. W pokoju były wyraźnie wyczuwalne (nosem) problemy w kanalizacją, ale było już grubo po 23, więc nie śmieliśmy wybrzydzać. Kasia o 7 zarządziła pobudkę, więc o 8 byliśmy już w centrum Tucholi i szukaliśmy początku czarnego szlaku. Pojechaliśmy nim w dół rzeki Brdy do Piły Młyn, a potem drugą stroną w górę rzeki aż do Woziwody. Po drodze w Rudzkim Młynie zjedliśmy śniadanie (szwedzki stół - mi smakowało). Z Woziwody pomknęliśmy do Dąbrówki (zabytkowy Kościół), potem do Rytla (most kolejowy nad Brdą) i następnie wdłuż Wielkiego Kanały Brdy do Mylofa (tama na Brdzie). Tam zgubiłem swoje okulary, ale na szczeście dobry humor mnie nie opuścił. Lasami pojechaliśmy do Fojutowa, by zobaczyć akwedukt, czyli skrzyżowanie dróg wodnych. Jednej sztucznej (Wielki Kanał Brdy) i płynącego pod nią naturalnego cieku - Czerska Struga. W Legbądzie spotkaliśmy ekipę samochodową, której oddaliśmy część bagażu, a my w dość mocnym deszczu ruszyliśmy w drogę przez Bory do Tlenia. W linii prostej było to około 25 km, ale my się bardzo postaraliśmy. Juz zanim wjechaliśmy w las zastał nas zmierzch, co w połączeniu z mgłą i coraz mniej przyjemnym deszczem nastręczało nam nieco trudności. Mimo usilnych starań, nie mogliśmy znaleźć żadnej drogi, która prowadziłaby w oczekiwanym przez nas kierunku.

Po półtorej godziny improwizacji w ciemnych borach natrafiliśmy na ślady cywilizacji. Kierując się na światła domów, udało nam się opłotkami dostać do małej wioski. Ale mimo intensywnego śledztwa, nie udało nam się zorientować co to za wieś. Żadnych szyldów, zadnych drogowskazów, nic. Nawet na bardzo nie potrafiliśmy wyjechać z tej wioski :)) W końcu zapukaliśmy do domu. Wystraszyliśmy jakąś babcie, która o mało co nie dostała zawału widząc istoty chodzace po deszczu w śmiesznych strojach ze źródłami światła na czołach. Ale gdy doszła do siebie i okazała nam wystarczającą ilość współczucia, powiedziała nam, jak się stąd wydostać. Potem już było łatwo. Po kilku km dojechaliśmy do jakiejś normalnej drogi. Tą drogą już miało być z górki. Kilka km do Śliwic, a tam juz prosta szosa do Tlenia. Do Śliwic poszło rzeczywiście z górki, potem wjechaliśmy na szosę i już sobie pędziliśmy na obiad ładne 7-8 km, gdy okazło się, że wjechaliśmy w złą szosę. Ale tak czy owak, trochę na około, dotarliśmy do Tlenia na resztki karkówki z grilla. Byliśmy mokrzy całkowicie, ale zadowoleni. Było warto.

Następnego dnia dojechali na rowerach towarzysze Topol, Krystian i Piotrek...a ich relacja w osobnym wątku :)

Grupa rowerowo piesza zaś spędziła weekend na m.in. miłym spacerze szlakiem czarnym wokół Tlenia.


Dodane 30 marca 2009, 13:46 przez adder

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika adder


Marta, 30 marca 2009, 22:55
Relacja świetnie napisana, chyba oddaje klimat wyjazdu, ale przyznam że jak ją przeczytałam to się ucieszyłam, że nie dałam się namówić ;-P

Jednak podziwiam :-)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (1)