na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Odsiecz wiedeńska na rowerach, 27 kwietnia 2007



Gdańsk Główny – Bielsko Biała – Żilina – Bratysława – Wiedeń – Breclav – Praga – Praga – Harrachov – Szklarska Poręba – Gdańsk Główny

27.04.2007
Z Markiem Phantomem umówiłem się na 17.00 na Chełmie w sklepie rowerowym. Oczywiście Plantom jak to ma zwyczaju spóźnił się i jeszcze mało tego okazało się że nie wziął map Słowacji i Czech. W sklepie rowerowym poskładaliśmy rowery pożegnaliśmy się z serwisantami i pojechaliśmy. Marek musiał w swoim nowym bajku wymienić oponę przednią bo miał szosowego slicka. Z Grzegorzem ruszyliśmy do skm-ki by udać się do Gdyni . Grzegorz w czasie drogi na dworzec w Gdańsku zgubił kalimatę na ulicy Kartuskiej (pojechał jej szukać ale to było od razu skazane na porażkę ). W końcu dojechaliśmy do Gdyni i tam spotkaliśmy się z Adamem , który czekał aż policjanci wypiszą mu mandat :D. (za co dostał mandat niech wam sam opowie ) . Potem udaliśmy się na peron gdzie czekał już na nas pociąg do Bielska Białej z wagonem przeznaczonym do przewozu rowerów. Tam nie namyślając się długo powiesiliśmy rowery na hakach i rozłożyliśmy kalimaty na podłodze. Pociąg zanim dojechał do Tczewa był po sufit zawalony ludźmi i rowerami. W Tczewie była krótka wizyta żołnierzy na przepustce . Następnie do rana był już względny spokój. O 09.40 dojechaliśmy do Bielska Białej tam spotkaliśmy grupę rowerową (chyba z Wrocławia) która jechała podobną drogą co my. Po krótkiej rozmowie udaliśmy się na poszukiwanie kantoru by wymienić pieniądze na walutę Słowacji i Czech. Marek mało brakowało nie wpadł pod samochód na drodze do kantoru wymuszając pierwszeństwo. Następnie z Bielska udaliśmy się do Zwardonia na przejście graniczne polsko – słowackie. Po drodze mieliśmy do przejechania parę górek oraz drobną awarię (Grzegorz złapał gumę). Po przejechaniu przejścia granicznego Słowacja przywitała nas długim zjazdami i ładną pogodą. W Żilinie pojawiliśmy się o godzinie 19.20 i udaliśmy się na dworzec .Tam okazało się że pociąg do Bratysławy mamy o godzinie 20.05 i jest to Super City. Nie namyślając się długo próbowaliśmy się dogadać z panią w kasie co nam się udało połowicznie . Jedna grupa pobiegła na peron a druga załatwiała bilety. Wyszło coś ponad 340 koron słowackich za bilet do Bratysławy jak za te warunki to w sumie niedużo. To tym jak załadowaliśmy się do wagonu bagażowego okazało się że nie mamy biletów na rowery, ale konduktor okazał się bardzo ugodowym człowiekiem i bez wypisywania biletów za 200 koron załatwił sprawę.
Do Bratysławy dojechaliśmy przed północą i tu mieliśmy pierwszy noclegowy problem. Marek chciał spać w parku pod drzewem co nie spodobało się reszcie ekipy. Po krótkiej debacie uzgodniliśmy że udamy się do Sedeku na pole campingowe. Tam dotarliśmy trochę po pierwszej ale czynności meldunkowe pana z kampingu trwały prawie 40 minut . Jak już przypieliśmy rowery do słupa na polu kampingowej wszyscy byli tak zmęczeni że nikomu nie chciało się rozkładać namiotu , więc położyliśmy się tylko w śpiworach. Wstając rano zrobiłem parę fotek i obudziłem resztę ekipy. Po skorzystaniu z prysznica zaczęliśmy przyrządzać śniadanie. Marek pokazał nam jak się przysadza PULPĘ i przynajmniej na mnie zrobiło to piorunujące wrażenie. Po zjedzeniu śniadania udaliśmy się do Bratysławy wpadając po drodze do TESCO robiąc niezbędne zakupy. Przejeżdżając przez Bratysławę Adam złapał gumę i był przymusowy postój. Marek się urwał na chwilę a potem okazało się że pojechał na starówkę Bratysławy. Po skończeniu napraw udaliśmy się w stronę Wiednia . Jechaliśmy Parkiem Narodowym przez który do samego Wiednia prowadziła ścieżka rowerowa . Po kilku godzinnej jeździe poszukaliśmy miejsca na nocleg . Była szybka kolacja i położyliśmy się spać . W nocy było tak zimno że razem z Grześkiem obudziliśmy się w nocy zakładając na siebie wszystko co mieliśmy z ubrań. Rano zrobiłem kilka fotek naszego pseudoobozowiska. Uzgodniliśmy że śniadanie zrobimy na słońcu więc szybko się zebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę stolicy Austrii. Tam po drodze było śniadanie na słoneczku i suszenie śpiworów. Następnie po skonsuwaniu jedzona zwineliśmy nasze obozowisko i objazdami ruszyliśmy do Wiednia. W stolicy byliśmy po 11 i zaczęliśmy szukać starówki. Po kilku godzinnym błądzeniu po stolicy kupiliśmy mapę i wtedy już wszystko poszło gładko. Wizyta w BILLI zrobiła na nas spore wrażenie (takiego bajzlu nawet u nas nie widziałem ) . Tam kupiliśmy chleb i marmoladę i ruszyliśmy na starówkę. Parę fotek kaplicy potem wizyty w wiedeńskich pałacach spotkanie po drodze kilku polskich wycieczek i o godzinie 15 ruszyliśmy w stronę granicy austriacko - czeskiej . Tam z drogowskazu dowiedzieliśmy się że mamy do pokonania 85 km (wszystko to było ścieżką rowerową normalnie bomba:D). Po przejechaniu prawie 40 km poszukaliśmy miejsca na nocleg w lesie. Kolacja na drodze i przystąpiliśmy do rozkładania namiotu. Wstając rano zrobiłem obchód okolicy i zaczęliśmy się przygotować do dalszej drogi. Pogoda była nie za bardzo sprzyjająca do jazdy ponieważ wiał zimny i nieprzyjemny wiatr. Śniadanie zjedliśmy na mostku gdzie było strasznie zimno. Dalsza podróż do Breclav odbyła się bez jakiś większych problemów. W Braclaw byliśmy po 14 złapaliśmy pociąg do Pragi i tam pojawiliśmy się o godzinie 20. Na dworcu w Pradze pierwsze kroki skierowaliśmy do kiosku na poszukiwanie mapy stolicy Czech. Dostaliśmy bardzo przyzwoitą mapę i po krótkim czasie znaleźliśmy parę kampingów . Wybraliśmy ten który jest najbliżej dworca i ruszyliśmy w miasto. Dojechaliśmy na miejsce kampingu a tam dowiedzieliśmy się że jest zamknięty i musimy zasuwać do Troi na drugi koniec miasta. Wtedy Marek zerknął raz na mapę i powiedział :”Wiem gdzie to jedziemy. ” Po tych słowach zaczęła się dzika jazda po Pradze w pogoni za Markiem. Koniec pogoni zakończył się na kampingu w Troi. Na miejscu mieliśmy spory problem ze znalezieniem kogoś z recepcji . Ale dowiedzieliśmy się od Polaków mieszkających w hotelu że recepcja jest na dole. Tam na kartce przeczytaliśmy że recepcja jest czynna tylko do 22 jak ktoś przyjedzie później to ma zapłacić rano. Szybkie postawienie namiotu poszło sprawnie i poszliśmy wziąć prysznic (była nawet ciepła woda ). Potem mała przepierka ciuchów i poszliśmy spać. Pobudka była dopiero 7 rano , z Grzegorzem i Markiem pojechaliśmy do Alberta po zakupy .Po powrocie zrobiliśmy jajecznicę i pojechaliśmy na miasto. Zwiedzanie Pragi zaczęliśmy od zamku na Hradczanach , tam Marek wymienił złotówki na korony czeskie i się bardzo zdziwił. Potem ruszyliśmy na most Karola i dalej na stare miasto, Na starym mieście było tyle Polaków że trudno byłoby tam znaleźć jakiegoś czecha. :D Po kilku godzinach zwiedzania zaczęliśmy szukać supermarketu w celu wykonania niezbędnych zakupów.



Dodane 7 maja 2007, 17:38 przez UFO

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika UFO


Flash, 8 maja 2007, 7:56
Chyba najbardziej zaciekawiło mnie zdjecie z rowerami w jakichs jaskiniach oaz tego konia wpatrujacego się w obiektyw ;) ... a ile w sumie wyszło kilometrów na rowerach?
UFO, 8 maja 2007, 9:15
W sumie wyszło 633 km
UFO, 8 maja 2007, 9:16
A to zdjęcie z jaskiniami było w pierwszej miejscowości do której wjechaliśmy w Austrii
Phantom, 8 maja 2007, 9:43
Jaskinie a dokładniej były to groty wydrążone w skale, którymi biegł szlak do pobliskiego zamku, znajdują się w Austriackim Hainburgu niedaleko granicy ze Słowacją.

Muszę przyznać, że miasteczko jest bardzo urocze :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (219)