na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » POJEZIERZE BYTOWSKIE czyli: Wiosnę czas zacząć !!!, 22 marca 2009



Rajd prześladowań i pecha. Cholernego pecha!

Już noc poprzedzająca rajdzik zwiastowała coś jakoś nie teges atmosferę. Bo jak impreza za ścianą się rozkręciła-powiadałem sobie ,że się nie wyśpie i że dzień może być do du......y.

Wszak 4 godziny snu to nie znów aż taka tragedia. Lecz to wystarczyło. Istna puszka Pandory przetoczyła mi się dziś po mojej rowerowej niedzieli.Na wstępie rozwalił mi się zamek w portkach kolarskich i na jakiś czas lewa noga marzła.Potem szewczyk Adam miejący wszystko w plecaku uraczył mnie igła i nitka /dziekuję/ W drodze na Osowę z kolei odkryłem lużny zacisk hamulca i potem siodełko w jarzemku fikło kozła do tyłu.Wszystkie te baboki oczywiscie były do zniwelowania i naprawienia.Z grymasem na twarzy w Osowej po tych wszystkich zoonkach i po telefonach od uczestników którzy meldowali jeden za drugi ,że nie jadą-powoli twierdziłem iż dzień dzisiejszy do fajnych nie będzie należał.

Lecz od czego są niespodzianki poprawiające znacznie humor. Bez zapowiedzi dołącza Weronika i Wojtek w Kościerzynie :).
Zgodnie z wytycznymi ruszamy w nie najlepszej pogodzie/wiatr i termika odczuwalna dużo poniżej oczekiwań/ w teren.Bez żadnych przeszkód trafiamy do punktu nr 1 tego dnia-Góra Łysa.Po eksploracji byłych terenów wojskowych na tej górze i małej wspólnej fotce gnamy dalej.Ośrodek wczasowy ,który szukałem mało co nie mineliśmy-mały jak diabli.Reszta nie ważna:(.Chyba wycofam zaliczkę:).Sulęczyno uraczyło nas gościna w postaci całkiem uroczej knajpki w której dania były smaczne lecz nie za wielkie. Może i dobrze bo ryzyko kolki zmalało do minimum.:)Godzinka sielanki w ciepłym grajdołku kiedys się musiała skończyć.Skończyła się znów nie najlepiej bo na moim rachunku widniała cyfra 13.:(.Co to miało znaczyć? Jak się potem okaże całkiem sporo.

Asfaltem aż do Gołubia tniemy ze znaczną prędkościa by granic Gdańska nie przekraczać zbyt pużno.....................................Tu tragedia.Zaczołem kręcić w miejscu.Po większych oględzinach – werdykt-wyrok-DALEJ TOPOL JUŻ NIGDZIE NIE JEDZIESZ.Piasta odmówiła posłuszeństwa.W jakim jest stanie i czy to tylko małe co nieco okaże się jutro gdy do niej zajrze.Więc Adaś mądra głowa pognał do pobliskich domostw-załatwił linke i tak jak na załączonych obrazkach doholowano mnie do Krzesznej.Tu pociąg-potem auto potem dom...........i zgryz mnie poli od przekleństw.




O kur...........................

Pozdrawiam i zapraszam następnym razem.



Dodane 22 marca 2009, 11:51 przez t.o.p.o.l.

Fotorelacja uczestnika Wojtek

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika marek_r

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika t.o.p.o.l.

Fotorelacja uczestnika Super Mario


psuja, 22 marca 2009, 18:11
Naszym RwMowym Bikerom nic nie jest straszne :)

Dobrze, że wymyśliliście ten patent z linką holowniczą - tak już wszyscy są "rozkręceni, że na początku sezonu rowerowego będzie dla mnie jak znalazł :))))

T.o.p.o.l-u: rozumiem, że kolejna edycja tej wycieczki odbędzie się w bardziej elwirkowych, czyt. słonecznych, suchych i ciepłych warunkach :)?
no saint, 22 marca 2009, 19:08
piękna traska rewelacyjna zabawa jak zwykle było wszystko śmiech ,płacz / czyt . deszcz / i awarie szacunek dla Prezesa Topola miał dzis powody aby zwątpić ale cóz tego słowa nie ma w słowniku RwM :):):) a co najgorsze Prezes wraz Wojtkiem nie pozwolili mi holować moim kartonikiem szanownego Prezesa :(:(:(:( co za ból :(
Super Mario, 22 marca 2009, 19:22
Było suuuper, tylko pogoda pod koniec i bęben dali plamę, ale trasa zacna. Dziękuję wszystkim za miłe towarzystwo!
Krystian, 22 marca 2009, 20:39
Widzę że byliście w Babim Dole w byłej jednostce gdzie stacjonował 24 dywizjon rakietowy ,szkoda że nie byłem bo lubię takie miejsca .Może ktoś byłby chętny w wakacje na wycieczkę w okolice Bornego Sulinowa .W planie byłoby też Kłomino(jedyne w Polsce miasto-widmo) i Brzeżnica -Kolonia (poradziecka baza głowic nuklearnych ,w swoim czasie jedno z najbardziej strzeżonych i tajnych obiektów w Polsce). Byłem tam w listopadzie na wycieczce samochodowej ,miejsca są niesamowite .To nie tylko militaria ale i piękne tereny .Rowerem myślę że byłoby ciekawie przejechać się też Szlakiem Wału Pomorskiego . Szkoda że już niema bezpośredniego połączenia Tczew-Szczecinek.
t.o.p.o.l., 22 marca 2009, 20:47
Te Kłomino --- rewelka!
marek_r, 22 marca 2009, 20:49
Trzeba było tom wiosnę przywitać ja należy cię ukarała
Super Mario, 22 marca 2009, 22:00
Dajcie tydzień będzie wycieczka Na Borne Sulinowo dodana, na 5 dni
t.o.p.o.l., 23 marca 2009, 5:40
... a kto pojedzie na 5 dni? Mario !!
yas, 23 marca 2009, 7:25
nie jeździ się z sakwami na 5 dni, jeździ się na dwa tygodnie! :D:D:D
Wojtek, 23 marca 2009, 7:42
tyle czasu to się ma na emeryturze! Człowiek pracujący ciężko i weekendem się zadowoli!
yas, 23 marca 2009, 10:47
zapewniam, że wyjątkowo ciężko zasuwam by raz do roku poszaleć....ale warto, oj warto
Wojtek, 23 marca 2009, 12:27
z upoważnienia Prezesa pozwolę sobie dodać relację uzupełniającą:

PROLOG

pobudka jak w wojsku, całe szczęście, że nie trzeba składać piżamki w kwadrat i usuwać zarostu z twarzy! 6.15 i czas ruszać na podbój DK20 w ten mglisty niedzielny poranek. Nie ma to jak walka przez 3h z mroźnym wmordewindem - nie ma lepszej pobudki! Ledwom wyrobił na czas do Kueścierzyny, a tu na dzień dobry się pytają, po com przyjechał. Toż qrna nie na grzyby!

EPILOG

żwawo i przyjemnie pokonywało się kilometry w niepowtarzalnych okolicznościach przyrody. Aż gdzieś tak do Sulęczna. Tam Prezesowi zupa była za słona, a na dodatek coś jeszcze chyba zaszkodziło - bo w skrytości wysmarował się chyba połową tubki bengaja, wypełniając mentolowym aromatem całą salę restauracyjną lokalu "Morenka" (sala barowa skutecznie się temu oparła dzięki zasłonie dymnej stawianej przez stałych bywalców). Na domiar złego w drodze powrotnej zaczął siąpić zapowiadany przez górali deszcz. To chyba było już przelanie czary goryczy. Ni z tego ni owego, gdzieś przed Gołubiem, Topol vel T.o.p.o.l. vel Sebastian niezauważenie pozostał z tyłu zabierając ze sobą SM - dopiero później wydało się, w jakim celu! Po ponownym zebraniu się do kupy SM zaczął dywersyjnie napomykać o jakimś pociągu, co to niby zaraz miał się zjawić. Niestety napotkał na zdecydowany opór materii, mającej nie dość pedałowania i pragnącej dotrzeć do 3m na kołach. Na takie dictum Prezes musiał sięgnąć po cięższy argument - i to jaki! Zepsuć nową piastę, aby zapewnić uczestnikom ciepły i suchy powrót do domu! To jest dopiero poświęcenie!

Teraz już nie było wyjścia, ale chcąc sobie umilić oczekiwanie na pociąg przy kominku i innych atrakcjach dociągnęliśmy metodą "na hol" do Krzesznej. Ale cóż za dramat! Bar "Marzanna" zamknięty na głucho! Czyżby to był już koniec najlepszego rowerowego baru na Kaszubach?

Nie pozostało już nic innego, jak w te pędy udać się na peron i załadować do nadjeżdżającego właśnie szynobusa.

W pociągu było jakoś dziwnie dyskomfortowo - głupio tak kończyć pięknie rozpoczęty dzień! Więc 1/3 wycieczki czym prędzej wypakowała się na następnym przystanku i kontynuowała podróż na gumowych kołach. Najpierw zdobyliśmy szczyt Wieżycy drogą klasyczną pt. "Serpentyna". W wyższych partiach najwyższego pagóra Niżu Europejskego jeszcze zalegał snieg, ale na szczęście obyło się bez wrzucania roweru na plecy i zdobywania szczytu w stylu alpejskim. Na górze, o dziwo, nawet było trochę turystów-desperatów, któ
Wojtek, 23 marca 2009, 12:27
Na górze, o dziwo, nawet było trochę turystów-desperatów, którym chłód i siąpiący deszcz nie przeszkodzał w wycieczce na wieżę. Odwrotu dokonaliśmy zjazdem do KULu (zjazd był całkiem kul - trochę śniegu, trochę śliskich gałązek, tylko na koniec zwalony świerczek zmusił do przedzierania się przez krzaki) Następne 2km adrenaliny miał zapewnić przejazd DK20, ale niedzielna nawała aut jeszcze nie ruszyła i trzeba było ratować obniżające się tętno dłuugim a szybkim zjazdem w błocie do Rybaków.

A potem już wszystko poszło jak z płatka - na zmianę błoto, woda (z góry i z dołu), asfalt, beton, raz w górę, raz w dół... W międzyczasie wyręczyliśmy podopiecznych Wicepremiera Od Gospodarki, gasząc sporawe ognisko pozostawione w lesie przez troglodytów-czterokółkowców i napotkaliśmy na zadupnej wsiowej drodze patrol policji, niechybnie kontrolującej trzeźwość napotykanych rowerzystów (na szczęście w taką pogodę nie mieli ochoty wychylać nosa z wozu i sprawdzać przyczyn naszego nieregularnego wężykowania między wądołkami).

I tak oto w przemiłej atmosferze umilanej chłodkiem i zacinającym deszczem dotarliśmy po 3h do Gdańska, po drodze zapoznając się z klimatem pt. Bysewo by night (ehh, te psie watahy błąkające po ulicach!) i zaliczając nocny zjazd do Matemblewa. Warto było!

Z up. Prez.
Wojtek

Jak zwykle okazało się, że nie ma to jak dobre towarzystwo! Na dokładkę jeszcze piękne tereny - i nawet dobra pogoda nie jest do szczęścia potrzebna.
t.o.p.o.l., 23 marca 2009, 19:04
Wojtku!!! Skory do poświęceń to ja jestem . Ale nie kosztem piasty xt.! Na boga! Ale idąc Twą sugestią uczyniłem dziś krok milowy i dokonałem naprawy części nigdy przeze mnie nie dotykanej.AAAAle to proste!!!! Rower jak nowy!!! Certyfikat jakości niebawem postaram sobie wyrobić.
t.o.p.o.l., 23 marca 2009, 19:05
A wszystkim obecnym w pociągu dzięki i zarazem wielkie sory ze znów zamiast 140 wyszło 80 :)
t.o.p.o.l., 23 marca 2009, 19:06
... ben gay już usunięty ! Na zawsze !!!!!
Super Mario, 23 marca 2009, 21:10
Całe szczęście, teraz czas na geja, pamiętajmy co konduktor w pociągu mówił o folii...
t.o.p.o.l., 23 marca 2009, 21:50
...co mawiał?
no saint, 23 marca 2009, 22:29
ano mawiał ,mawiał - że należy włożyć w buty folie aby nie mieć kontaktu z pedałami :):):) Seba ale mozesz być spokojny twoje skarpety z Gore - tex w zupełności spełniają wymagania :)
no saint, 23 marca 2009, 22:33
a co do tych brakujących kilometrów ,to faktycznie pozostał smutek ,byliśmy dobrze rozkręceni to miała być juz tylko formalność :) ale spoko mozemy do dołożyc do następnej :):):)

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (3)