na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Trójmiejskie włóczęgi "Dwory Oliwskie", 18 kwietnia 2007



Stara Oliwa jest szczególną dzielnicą w kompleksie Trójmiejskich miast. Sama do 1927roku była miastem kiedy to włączono ją do o wiele większego Gdańska. Do dziś zachowała swój mało miasteczkowy charakter pełen zieleni i secesyjnych budynków z przełomu XIX i XX wieku. Wśród nich zachowały się pełne uroku dwory gdańskich patrycjuszy które stawiali tu w okresie od XVI do XIX wieku. Ostatnia wojna praktycznie nie przyczyniła się do zniszczenia zabudowy Oliwy stąd do dziś zachowała się większość z tych interesujących obiektów. Właśnie one miały stać się dominującym tematem na opisywanej wycieczce.
Na umówionym miejscu spotkania zjawił się UFO i Satan. Chwilkę poczekaliśmy, ma ewentualnych spóźnialskich i ruszyliśmy w głąb miasta. Najpierw skierowaliśmy się na ul. Polanki. Pierwszym naszym celem miał być Szpital Marynarki Wojennej. Tutaj na jego terenie znajduje się Anielski Dwór zwany również „Jutrzenka” Najstarsze wzmianki o nim pochodzą 1654 roku. Jednakiego klasycystyczny obecny wygląd powstał na przełomie XVIII i XIX wieku gdy właścicielem był senator Jan von Franzius. W okresie międzywojennym dwór został sprzedany przez jego właściciela Sachsenhausa zakładowi Ubezpieczeń Społecznych, a następnie włączono go do zespołu szpitalnego. Sam budynek szpitala zasługuje na uwagę. Wybudowany w 1931 roku do dziś robi wrażenie pałacu. Jest to potężny równoleżnikowo położony budynek o wyraźnie zaznaczonych skrzydłach. Wydaje mnie się, że w modernistycznym stylu, ale mogę się mylić. Jak co, to poprawcie mnie 
Następnym naszym celem był dwór w którym pięć lat swojego dzieciństwa spędził Artur Schopenhauer. Jednak przywitały nas wysokie płoty zwieńczone drutem kolczastym. Ta przeszkoda stanowczo odebrała nam chęć zwiedzenia dworu. A wszystko z sprawą schroniska dla nieletnich które się w nim obecnie znajduje. Jako ciekawostkę należy dodać, że w tym schronisku znajduje się kolejne schronisko. Tym razem dla ptaków chronionych na przypałacowych stawach.
Ulica Polanki w Gdańsku to prawdziwa oaza dworów. Może jej się równać tylko Jaśkowa. Jest ich tutaj, aż osiem. My jednak nie wszystkie chcemy zobaczyć. Naszym następnym obiektem zainteresowania był, najświetniejszy obiekt na tej ulicy. Ma on egzotyczną nazwę „QUELLBRUNN” Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z początku XVII wieku. Nie będę wymieniać kto tu nie mieszkał. W każdym razie mnie bardzo zastanawia jedno z nazwisk. Brzmi ono Wagner. Dwór jest przepięknie odnowiony po spustoszeniach jakie poczyniła w nim nasza powojenna armia która trzymała w nim straż do końca lat osiemdziesiątych. Pewnie już się domyślacie, że chodzi mi o dwór w którym obecnie mieści się Międzynarodowe Centrum Ekumeniczne, a najświetniejszą osobą która w nim gościła, był nasz papież. W nim tez mieliśmy swoistą przygodę. Nigdy nie byłem na centralnym placu którego nie widać od frontowej strony. Tym razem , gdy zajechaliśmy rowerami bramy były otwarte. Zdecydowałem się wjechać do środka, aby z bliska porobić zdjęcia fontannie znajdującej się na środku. Zawsze widziałem ją ze wzgórz okalających dolinę w której posiadłość dworska jest posadowiona. A w środku powitał mnie pies o imieniu Neo. Za nim przybiegła ciemnoskóra zakonnica. Widząc ją, zacząłem zwyczajowo jak za swoich wypraw na południe. Kalecząc angielski spytałem się czy można tutaj zrobić fotki. Dostałem twierdzącą odpowiedź i przystąpiłem do dzieła. Migawka poszła w ruch. W końcu po dłuższej chwili pożegnałem się z siostrą i pojechaliśmy w dalszą drogę.
Stwierdziliśmy, że nie warto z powodu późnej pory i zachodzącego słońca jechać do „Dworu Oliwskiego” w Dolinie Radości. Pojedziemy do niego gdy ogłoszę wycieczkę wzdłuż potoku Oliwskiego. Dalej pojechaliśmy w stronę parku i znajdującego się tam pałacu Opatów. Przy okazji przejeżdżaliśmy koło mojej byłej szkoły podstawowej nr 36. Obecnie jakieś tam gimnazjum. I tu mnie zatkało. Na boisku nie ma już tego asfaltu na którym tyle razy za młodzieńczych lat zdzierałem skórę z kolan. Teraz przed mną był równiusieńki sztuczny trawnik. Byłem w szoku. Aż nie mogłem odejść od płotu okalającego zjawisko.
W końcu mnie odciągnięto. Przez park (mimo zakazu) podjechaliśmy do Pałacu Opatów któremu zrobiliśmy zdjęcie. Objechaliśmy go parkowymi alejkami i wyjechaliśmy przy katedrze. Tutaj kolejna fotka. Nie będę się rozwodzić nad historią mijanych obiektów. Bo wszyscy chyba ją znają. Tak jedynie od siebie wspomnę, że największe zniszczenia katedry spowodowali właśnie Gdańszczanie gdy za Batorego po prostu złupili Oliwę. Za poparcie jaka ta udzieliła królowi.
Z placu katedralnego wyjechaliśmy na ulicę Czyżewskiego. Żwawo przemieszczaliśmy się na naszych rumakach. I dokonaliśmy ostatniego zajazdu w Oliwie. Na bibliotekę Akademii Wychowania Fizycznego. To ona mieści się w bardzo ładnym dworku. Nie mogę ustalić jego tożsamości. Wiem, że coś o nim pisali w czarno białej mapie „Lasy Sopockie”. Ja jednak nie mam do niej dostępu 
Tutaj kończy się Oliwa. Jednak UFO zaciągnął nas jeszcze do byłego Szpitala Gruźliczego. Co prawda nie znajduje się na terenie Oliwy, lecz Sopotu. Smutne wrażenie robi teraz ten wspaniały budynek który niegdyś nosił dumną nazwę "Villa Hochwasser". Wybudowany w drugiej połowie XIX wieku przez Teodora Behrenda, neorenesansowa willa, nawiązywała stylem do rezydencji włoskich. Dworek, bo ma te takie balkoniki jak to Satan powiedział. Wokół budynku roztacza się wspaniały powoli zarastający park. Ciekawostką może być to, że po wojnie znajdował się tutaj oddział położniczy. Ale na krótko, bo od 1961 mało kto może poszczycić się jako miejscem urodzenia Sopot. Objechaliśmy budynek naokoło. Porobiliśmy zdjęcia znajdującym się tam mostkom i zaczęliśmy wspinać się na górkę, znajdującą się za willą.
A na górce pełno hopek. Istny raj. Od razu zaczęliśmy śmigać po nich, mimo że były chyba bardziej przeznaczone pod motory crossowe niż pod rowery, Satan nawet jedną pomiędzy którą była cztero metrowa luka przeskoczył. Dogoniliśmy jeszcze Ufa który wczesniej się od nas odłączył i wróciliśmy do Starej Oliwy. Tutaj każdy pojechał we własnym kierunku…


Villa Hochwasser:

http://rzygacz.webd.pl/index.php?id=20,487,0,0,1,0

P.S.
Na koniec, specjalnie dla Satana Meczet, któy odwiedziłem po wycieczce :P


Dodane 20 kwietnia 2007, 05:17 przez Phantom

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Phantom


Mxer, 20 kwietnia 2007, 15:09
Te hopki sa dla rowerow, sluze materialem zdjeciowy jak tam ziomki na bikach fruwaja :)
wwp, 20 kwietnia 2007, 16:59
a Międzynarodowe Centrum Ekumeniczne prowadzone przez ss. Brygidki wybudował szanowny ksiądz prałat Henryk Jankowski za co otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za tak znakomicie odrestaurowany obiekt
Phantom, 20 kwietnia 2007, 17:27
O dużo by można o o tym pisać. W końcu każdy budynek ma swoją historię i ludzi którzy ją tworzyli
Magbet, 21 kwietnia 2007, 19:09
jeden z tych romantycznie i urokliwie zgnitych, rozpadających się jak w horrorze białych mostków zaliczyłem jak wybierałem, się na pierwszą dla mnie wycieczkę organizowaną przez Coca Colę :) - miałem dużo zaoszczędzonego czasu do zbiórki i postanowiłem jechać na skróty :) hopki ominąłem, ku zdziwieniu miejscowej dzieciarni :) . Dziwił mnie "stan techniczny" gnijących obiektów, ale na koniec zoriętowałem się, że niechcący ( przez dziurę w płocie prowadziła wydeptana ścieżka :) )znalazłem się na terenie monitorowanym i chronionym. Na szczęście wartownia była równie zgnita jak te mostki, więc nie sprawdzałem, czy ochrona uciekła, czy ulega rozkładowi w środku.
pozdro
PS: Ciekawa ekipa UFO i Satan po wodzą Phantom-a. Aż żal, że Magbeta nie było :(
Janusz, 22 kwietnia 2007, 10:15
Fotki, oglądane jako album, wprowadzają w niesamowity klimat - szkoda, że kilka z nich w drugiej połowie galerii nie pasuje do całości.
pozdrawiam
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę


Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (16)