na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Bieszczadzka włóczęga cz.2, 17 lipca 2015

Bieszczadzka Włóczęga cz. 2 - ślad dodał Mxer




Trasa wycieczki:
Cisna Jasło Okrąglik Smerek Wetina Ustrzyki Górne Wołosate Tarnica Szerokie Wierchy Berehy Górne (Brzegi Górne) Połonina Caryńska Połonina Bukowska Rozsypaniec Halicz Kopa Bukowska Przełęcz Goprowców Nasiczne Zatwarnica Sękowiec Krywe Uhryń Szczołb Szczycisko Łuh Zawój Sine Wiry Buk Dołżyca

Dane sumryczne:
Dystans całkowity pieszo/rowerowy - 189km
Wzniosów - 5788m
Spadków - 5770m

BIESZCZADZKA WŁÓCZĘGA 2015




17.07.2015 (piątek) - WYJAZD !!!

18.07.2015 (sobota) CISNA
Do Cisnej dojeżdżamy z przygodami. Na autostradzie, a właściwie na kawie w MC łapiemy kapcia. Kończy się to łatką w sprayu, 10km przejazdem do Bochni poboczem drogi i montażem dwóch nowiuśkich opon z przodu. Oby fatum złapanych kapci na cały wyjazd było już za nami.
W Cisnej meldujemy się w noclegowni GOPR-u i udajemy się do centrum. Pobyt urlopowy zaczynamy od Placka po Bieszczadzku i Leżańska. Potem Siekierezada i ciemne piwo. Lądujemy nieopodal boiska
na festiwalu 'Dni otwarte Cisnej' i koncercie reagge, który trwa... no dość długo. Zmęczeni trudami dnia przebytego, mając w perspektywie dzień kolejny... idziemy spać.
Przed snem jeszcze tylko dwie fotki nocne i już nas nie ma. (fakt wypicia pół litra na schodach schroniska omijam szerokim łukiem)

19.07.2015 (niedziela) CISNA - WETLINA
Z rana staramy się jakoś ogarnąć w drogę. Idzie topornie, zakładanie sakw, przymiarki, wymiana klocków Ali kończy się kałużą jej krwi i bandażem na nadgarstku. Panowie z GOPR-u konsultują z nami trasę przejazdu, wprowadzamy 'ewentualne' zmiany do grafika. Do sklepu po wodę i ruszamy na szlak czerwony, Główny Szlak Beskidzki. Dla nas zaczyna się w Cisnej na wiadukcie wąskotorówki. Potem w prawo w dół, po krzaczorach, wzdłuż rzeki i rozpoczynamy wspinaczkę. Do pomnika osób które zginęły w katastrofie śmigłowca częściowo wprowadzamy, a częściowo podjeżdżamy górkę.

Potem przejście przez szutrówkę, rzut oka na czerwony, mapa... i wybieramy wariant GOPRowców, czyli szutrówką na wysokość Przysłupa i dalej w górę kamienistym ale spokojnym i równomiernych podejściem.
Nie myślcie, że jest to delikatne wturlanie się na Jasło Małe ! Droga przez cierpienie. Z nudów w myślach liczę paro kroki. Co 50 odpoczynek. Po drodze mijamy jagodziny, którym nie odpuszczamy i tym sposobem mając 1600 paro kroków stromego podejście docieramy na szczyt Jasła.
Rowery w kąt, my zaś na trawce robimy sobie sjestę z popasem. Rozkoszujemy się widokiem, słuchamy SDM. Relaks.

Po dobrej godzinie ruszamy czerwonym w kierunku Jasła. Ostry zjazd, trochę kamieni pod górkę i Szczawnik łykamy z rozpędu. Przed nami Jasło. O rzesz Ty !!!
Najpierw zjazd, później podejście. Pierwszy rusza Łukasz i dość szybko odskakuje. Mnie woda się już kończy, termometr pokazuje 32 stopnie w cieniu a przede na 53m przewyższenie.

Ciągnę rower za sobą. Podobnie Ewa i Ala. 2 min podejście i przerwa. Dochodzimy do jakiejś parki w cieniu, szybkie pytanie, Łukasz jechał czy szedł ? JECHAŁ, orz w mordę. Idziemy dalej.
Mija dobre 10min podejścia. Schodzą harcerze. Jechał czy szedł ? JECHAŁ !!! orzesz Ty...

Wdrapujemy się na punkt widokowy i ? WJECHAŁ !!! litości.... patrzymy w dół, to nie możliwe. A jednak. Jasło (1153mnpm) zdobyte na kole z bagażami. !!!

Ewa i ja idziemy na szczyt. Sesja zdjęciowa dookólna i wracamy. Teraz czas na Okrąglik, który z racji wysokości o 52m niższej od Jasła zdobywamy nie zsiadając z siodła.
Wody już nikt nie ma a przed nami jeszcze dwie góry. Łukasz dostrzega na swojej mapie jakąś dróżkę w dół. Początkowo słabej jakości, później wyraźnie lepszej. Odległość ok 1km. Będziemy się przedzierać. Najpierw pole jagód, potem coś co chyba kiedyś było ścieżką. Teraz to kilka przeskoków nad ciągiem wodnym, traw do pasa i zwalonych drzew. Po bez mała godzinie docieramy do podnóża.

Płynie krystalicznie czysty strumyk. Napełniamy bidony i pijemy wodę wprost ze strumyka. Dalej już czeka nas do Smerka piękny szuterek a w końcowej fazie nawet asfalt. Trafiamy również na czynną wypalarnie węgla drzewnego. Focimy i lecimy.
Do Wetliny już tylko asfalt. Za cel obieramy sobie noclegownie 'Wspomnienie PRL-u'. Przyjmuje nas Pan stanie nieważkości. Tego wieczora ja odpadam pierwszy. W oddali burza, deszcz ja spiję, reszta gaduli i gra w karciochy.

Statystyka:
- dystans przebyty 24,9km
- przewyższenie 1509m


20.07.2015 (poniedziałek) WETLINA - WOŁOSATE
Plan pierwotny zostaje już na wstępie porzucony. Rower jest do jazdy, szczyty są do zwiedzania metodą 'z buta'. Plan zakłada wdrapanie się na Rawkę Małą i Wielką. Niekończącym się podjazdem docieramy do Przełęczy Wyżnia. Tam można sobie na strzeżonym zostawić blachosmroda i wejść sobie do Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. My jedziemy dalej, do Przełęczy Wyżniańskiej.
Tam na parkingu BPN kupujemy bileciki i na kołach podjeżdżamy do schroniska 'Pod Małą Rawką'. Rowery przypinamy do płotu, rzeczy pod opiekę pracowników schroniska, zimna pianka na drogę.
Trepy na nogi, wodę w plecak, statyw, kamerę... i ciśniemy. 1h30min stromego podejścia, potem jeszcze chwilka i jesteśmy na Wielkiej Rawce (1304mnpm). W końcu panorama 360 stopni. Jest cudnie.
Rozkładamy pod tylek co tylko możemy i kontemplujemy. Łukasz leci na Krzemieniec. Miejsce gdzie styka się granica Polski, Słowacji i Ukrainy. Z mapy wynika 45min tam i55min z powrotem.
Łukasz po 45min melduje się już z powrotem. Co za tempo. Trochę focenia, ochów i achów bo jest do czego. I ciśniemy w dół. Tam na rower i zjeżdżamy do parkingu. Dalej do Ustrzyków już tylko w dół.
Ile mamy nie wiem, 40 a może i 50km/h... a może jeszcze więcej.

W Ustrzykach Górnych szukamy jedzenia. Od mostu słychać już jakąś muzę... nazwaliśmy to miejsce Reagge... bo taką muzę najczęściej tam serwowano. Ale to bardzo pozytywne.
Jemy co kto chciał i zostało nam 6km do Wołosate. Tam docieramy o zachodzie słońca. Kilka pamiątkowych fotek. Knajpa... zamknięta. Sklep zamknięty. Odnajdujemy nocleg. Innego sklepu nie ma.
Nasz Szybki Lopez niezmordowany mknie po malinówkę Soplicy i potrzebne do niej oprzyrządowanie do Ustrzyk. Choć wszystko już pozamykane, Łukasz wywiązuję się z zadania. Bezchmurną noc kontemplujemy na sesji Night Photo Laps i %%. Koło 1:30 w nocy przyszedł czas na zmianę baterii w kamerze. Wychodzimy na przystanek z całą 'imprezą', odstawiam trunki na trawę i zabieram się za wymianę.
Wnet podjeżdża Straż Graniczna i dopytuje co my tu robimy. No jak to co ? Night Laps i trzeba zmienić baterię, Pan Strażnik rzuca że w 'naszej baterii' (wskazuje flaszkę na trawie)
Nie wiele prądu zostało. :) Po czym zostawiają nas samych z naszą misją :)

Statystyka:
- dystans przebyty 34,5km
- przewyższenie 1889m


21.07.2015 (wtorek) WOŁOSATE - Dzień Wolny
Wstajemy z kurami, nie pospaliśmy za długo. Za oknem tłum autokarów od samego rana. Istne pielgrzymki na Tarnice. Wizyta w lokalnym sklepie nie pozostawia złudzeń, jedziemy na obiad do Ustrzyk.
Drogę umilamy sobie odwiedzając pobliskie torfowiska, kąpiemy się w Wołosatce. Temperatura znowu 32 stopnie w cieniu i żar z nieba. Na obiad jesteśmy w Reagge. Odkrywany zestaw Bieszczadzki, czyli zimny Leżańsk z kija i zapiekane kartofelki z sosem czosnkowym. Pyszności. Łukaszowi wystrzeliła tylnia opona. Rozerwana 10cm przy rancie felgi. Zmiana dętki, usztywnienie opony.
Kilka telefonów i kurier z nową oponą wyjedzie jutro. Dobrze że zabawimy tu kilka dni.
Tak sobie siedzimy, jemy i siedzimy... zakupy w sklepie spożywczym, bo jutro męczący dzień, do domu. Trochę kart i spać bo wcześnie pobudka. O 22 już spaliśmy.

22.07.2015 (środa) WOSŁOSATE - wschód słońca na Tarnicy
Dzień zaczynamy o 1:00 nad ranem. O 1:30 wymarsz. Maszerujemy w ciemnościach pod górę. Na Tarnicę ostatecznie wchodzimy ok 4:20. Wschód słońca ma nastąpić o 4:53.
Pogoda nie dopisuje. mocny wiatr, przelotne opady. Słońce już na niebie ale widać je gdzie nie gdzie zza chmur. Ok 7:30 ruszamy na Szeroki Wierch. Słońce pojawia się nad naszymi głowami.
Szykuje się kolejny dzień 32 w cieniu. Po drodze śniadanie, siadamy na trawę i prawdę mówiąc zasypiamy. Tak mijaja godzina, może dłużej. Po drodze Łukasz rzuca hasło 'Caryńska', ja padam na twarz.
Ewa też ma nie najlepszy dzień, mało snu. Obiad tam gdzie zawsze i wracamy do domu.

Statystyka:
- dystans przebyty 13,1km
- przewyższenie 1722m


23.07.2015 (czwartek) WOSŁOSATE - 'Dzień Wolny'
Od rana nie możemy wysiedzieć, Reagge szybko pochłania zasoby, a o płatności kartą można zapomnieć. Wsiadamy w Arriva i po godzince jesteśmy w Cisnej. Szparkasa, zakupy i wracamy.
Wysiadamy w Berehach Górnych. Ciśniemy na Połoninę Caryńską. Podejście nie jest jakieś dramatyczne. Po drodze mijamy Ale która szła z drugiej strony. Dwie przerwy i już jesteśmy u góry.
Jak tu pięknie. Słonko zapodaje na 28 stopni, co za 'ulga' na tej patelni. Kanapki, kontemplacja, sielanka. Zbierają się czarne chmury na niebie, ludzie niczym spłoszone stado zaczyna zbiegać na dół.
W oddali słychać pomruki niebios, my szybkim krokiem ale nie panicznym schodzimy do ściany lasu. Zostało nam 700m a na zegarku 18:30. Za 30min zmykają sklep w Ustrzykach, Łukasz biegnie po zakupy ja z Ewą doczłapujemy się za nim. Na moście w Ustrzykach zaczyna kapać. Gdy dochodzimy do wiaty przystanku zaczyna lać. Pioruny... a busa już nie będzie. Jakiś nr tel. z ulotki i za 20 min mamy transport.
Dom, karty, Soplica i spać.

Statystyka:
- dystans przebyty 10,1km
- przewyższenie 1315m


24.07.2015 (piątek) WOSŁOSATE - Zachód słońca na Tarnicy
Rano Łukasz zakłada nową oponę. Pompuje, jest ok.
Z domu wychodzimy w kierunku Halicza ok 11:00. Od rana mleko na niebie zasłania wszystko. Długie kilometry podejścia odwlekają to co uniknione. Czyli widoków brak. Rozsypaniec, Halicz i Kopa Bukowska.
U podnóża Przełęczy Goprowców w wiatce siedzi dwóch chłopaków. Na pierwszy rzut ucha, buraki. Idziemy zjeść kanapkę, jest 18:30 do zachodu jeszcze 2h. Cos trzeba robić. Koledzy okazują się weteranami Bieszczad z bagażem opowieści na długie godziny. Częstują wiśniówka, gorącą strawą... gorąco Was pozdrawiamy. Pozory mylą :) o 19:30 wchodzimy na przełęcz po Tarnicą. Wciąż mleko, słonko próbuje się przebić, ale nie dajemy mu szansy. Na zejściu okazuje się że to błąd. W 20 minut się wypogadza, a my już zaawansowani w zejściu. No trudno. :(
Docieramy do noclegu, Prysznic. Na rumaka i do Ustrzyk, do Reagge na kolację i piankę. To już ostatni raz :? :(

Statystyka:
- dystans przebyty 18,9km
- przewyższenie 1711m


25.07.2015 (sobota) WOSŁOSATE - SĘKOWIEC
W końcu będziemy śmigać na kółkach. Już się za nimi stęskniliśmy. Dzień zaczynamy od zjazdu do Ustrzyk. Potem wracamy na parking BPN przy zielonym na Rawki.
Łukasz z kamerą nagrywa zjazdy od schroniska na parking. My łapiemy oddech po długim podjeździe.
Do Berehów jest wyśmienicie w dół. Licznik pokazuje 68,72 km/h. U podnóża Caryńskiej przerwa na flaczki. Zjeżdżamy do Nasiczne. Ciągle w dół. Asfalcik bez aut. Po drodze kąpiel w Prowczy.
Koło kościoła skręcamy w lewo i wjeżdżamy na drogę zakładową. Droga leśników. Kilka serpentyn w górę, punkt widokowy na Wetlińską, kilka fajnych zjazdów i ten ostatni. 10min36sek i jestem na dole.
Ewy i Łukasza nie ma, minuty mijają... jest Ewa. Łukasz złapał kapcia na nowej oponie. :/ no co jest do cholery ! (snejk, dwie dziury po 5mm każda) Mija 15 minut, pojawia się Ala która dziś miała własne dróżki do Sękowca.
Czekamy poł godziny, Łukasz dzwoni że dalej łata. My szukamy noclegu. Sklep w Zatwarnicy zamykają za 20 min. Pędzimy. Po drodze spotykamy Łukasza który dosłownie niesie rower. Wściekły na twarzy nie kryje złości. Zakupy na 'dwa dni' a rano już i tak nic nie będzie. W nocy piękna burza, ja zrobiłem 1500 zdjęć na automacie. Kilka tych ładniejszych w galerii.

Statystyka:
- dystans przebyty 38km
- przewyższenie 1325m


26.07.2015 (niedziela) SĘKOWIEC - Dzień Wolny
Od rana leje. Wszelkie plany dezercji z Dnia Wolnego kończą się fiaskiem. Po południu jedziemy na obiad i do sklepu. Łatamy Łukasza dętkę. Odnajduję zadrę na feldze i ponownie rozdarcie nowej opony.
Łatką wzmacniamy oponę od wewnątrz, jedna Łukasza łatka trzyma, naklejamy drugą. Pompujemy po 30 min. jest ok. Wieczorem robimy ognisko pod wiatą.

27.07.2015 (poniedziałek) SĘKOWIEC - CISNA
Wstałem bez budzika o 6:15. Zaparzyłem kawę, wziąłem wczoraj znalezioną książkę polskich śmigłowcach wojskowych, kilka kostek czekolady i zasiadłem na tarasie.
Widok na Łańcuch Otryt (najprawdopodobniej na szczyt Hulskie) dodaje uroku tego mglistego poranka. Górę w środkowej części oplatała mgła, podnóże i szczyt były odkryte. I jak tu nie 'zawiesić się' na kilkanaście minut. Tylko chłód mnie z tego stanu koło 7:30 wybudził i reszta domowników wstająca do kolejnego dnia przygody.
Opuszczamy przemiłą stancję i udajemy się podjazdem nr 1 i 2 do Krywe. Pół godziny, no może godzina... Łukasz na chwilkę przysnął. Zbieramy się, a tu unfal. Nie ma luftu w tylnym kole Łukasza.
Jak to możliwe ? Stara łatka z pierwszej dziury puściła. Podnosimy łatkę, klej... i 15 min ściskania. Od tej pory nie było już problemów z tylnym kołem Łukasza. Specjalnie piszę że z tylnym, bo ma jeszcze przednie, z którego od samego początku pomału schodzi powietrze. Kilka do pompowań w ciągu dnia wystarczało by kontynuować jazdę.

Za Krywa droga wcale się nie wypłaszcza. Na przemian podjazd, zjazd, podjazd i zajazd. Sytuację ratuje dobra jakość szutrówek. Tak dotarliśmy do mostu na Wetlinie. W okolicach Zawoja zeszliśmy do Wetliny podziwiać 'Szerokie Wiry'. Podkreślić jeszcze pragnę że zjeżdżając do Zawoja na szuterku udało się osiągnąć 64km/h, moc !
Wetlina pięknie się spiętrza na tym odcinku, liczne kaskady, urocze wąwozy. Prześlicznie. Trafiliśmy wównież do 'Sinych Wirów' gdzie mogliśmy podziwiać łosia, łosia z drzewa. Znajdziecie napewno w fotorelacji. Nieopodal Klawy wskoczyliśmy na wąziutki asfalcik Cisna - Solina i dotarliśmy nim do bazy GOPR na nocleg.
W mieście jeszcze ostatni placek po bieszczadzku, ostatnie ciemne w Siekierezadzie... i spać

Statystyka:
- dystans przebyty 43,1km
- przewyższenie 2065m


28.07.2015 (wtorek)
Wracamy do domu :/:/

noclegi godne polecenia

GOPR naprzeciwko gm.
38-607 Cisna 24
tel. 134632204

p. Hela
Sękowiec 29/1
tel. 723666515


Dodane 24 września 2015, 08:47 przez Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Łukasz


Mxer, 29 lipca 2015, 20:15
no to teraz już tylko czekamy na zdjecia i film, ktory troche mi zajmie. prosze o cierpliwosc.
Mxer, 29 lipca 2015, 22:41
zdjecia sa...
ubot, 29 lipca 2015, 23:26
REWELKA!
Super Mario, 30 lipca 2015, 12:27
Epicka relacja i zdjęcia. Zwłaszcza te piękne klenie pod zaporą.
Mxer, 24 września 2015, 9:12
ku uciesze osob ktore nie mogly, a czekaly na film. Dodany :) szukac na poczatku relacji.
Super Mario, 25 września 2015, 8:05
Niestety nie mogę obejrzeć do końca. Dzieło za każdym razem zawiesza się, gdy "Łukasz staje się zanikającym punktem". Cóż za zbieg okoliczności, spać nie mogę przez to. Co było dalej???
Mxer, 25 września 2015, 9:40
Sine Wiry
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość