na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Szlakiem Latarń Morskich, 14 lipca 2014



Szlakiem Latarń Morskich – 14-17.07.2014 – 594,02 km


14.07.2014 – poniedziałek – 56,92 km
Świnoujście ->Międzywodzie

Podróż do Świnoujścia rozpocząłem o godzinie 10:08 z dworca kolejowego Gdynia Główna pociągiem „Żuławy” (Olsztyn-Szczecin). Chciałem o 6:14, ale jak powiedziała dwa dni wcześniej pani w kasie, wszystkie miejsca zostały „wyrezerwowane”. Przedział rowerowy był po prostu powiększonym przedsionkiem tuż przy wejściu z zainstalowanymi trzema wieszakami. Na szczęście więcej rowerzystów nie było, bo „powieszenie się” z moimi tobołami byłoby problemem, a ich zdjęcie jeszcze większym. Co ciekawe, przez większą część podróży dojeżdżaliśmy do kolejnych stacji 2-3 minuty przed czasem (do Gdyni też wjechał sporo przed), a w Szczecinie Dąbiu, gdzie miałem przesiadkę byliśmy tylko 4 minuty po czasie, czyli o 14:22. Niestety z „Bosmanem” (Warszawa-Świnoujście) nie było już tak dobrze i zamiast o 14:41, wjechał chwilę po 15, a „tuba z Panią” informowała cały czas, że „opóźnienie może się zwiększyć lub zmniejszyć”. Tutaj wagonem rowerowym była stara „bonanza”, której 1/3 miała po obu stronach wieszaki. „Bosman” opóźnienie miał już do końca podróży i w Świnoujściu zameldowałem się około 16:30. Ponad godzinę zajęła mi przeprawa promem przez Świnę w obie strony i odwiedzenie stawy Młyny, która co prawda latarnią nie jest, ale od tego właśnie miejsca postanowiłem rozpocząć szlak, bo jest jakby takim symbolicznym początkiem nawigacyjnej Polski (albo końcem, jak kto woli) no i jednym z symboli miasta. Kolejnym punktem była najwyższa na świecie ceglana latarnia morska, która znajduje się o rzut beretem od „wiatraka”, po drugiej stronie rzeki, ale żeby do niej dojechać (i wrócić również), trzeba przepedałować sporo kilometrów, aby ominąć budowę potężnych zbiorników nowego gazoportu. Podczas jazdy po Świnoujściu, cały czas mijałem różne forty, umocnienia i bunkry, no ale niestety tego w planach nie było, więc zostało tylko podziwianie w locie. Około 18:30 udało się w końcu wyjechać z miasta i wyruszyć „na szlak” w kierunku Międzyzdrojów. Tam obowiązkowa, choć krótka, wizyta na plaży i dalej w drogę, bo postanowiłem zaliczyć jeszcze przed nocą Kikut. Na sam koniec dnia zafundowałem sobie nie lada atrakcję, bo latarnia (w pełni zautomatyzowana zresztą, bez stałej obsługi i zamknięta na kłódkę) znajduje się w środku lasu, na dość wysokim wzgórzu i dojechanie tam leśnymi dróżkami, a później wtoczenie pod górę siebie i roweru obciążonego tobołkami było naprawdę wyczynem, ale się udało i ostatni punkt programu na ten dzień został zrealizowany. Pozostało znaleźć jakieś miejsce noclegowe, bo zaczęło już szarzeć. W pobliżu na mapie było jakieś jeziorko, ale po osobistym zlustrowaniu tego zarośniętego bajora, nie pozostało nic innego, jak dalsza podróż. Dobrze już po 21 dotarłem w końcu do Międzywodzia nad Zalew Kamieński. Tam rozbiłem się na łące w pobliżu „przystani” i tak zakończył się dzień pierwszy wyprawy.

Trasa: https://www.endomondo.com/workouts/374866956/1124056...



15.07.2014 – wtorek – 163,01 km
Międzywodzie -> Bukowo Morskie

Pobudka o 5 rano. Gdybym zabrał z sobą swoje łóżko, to pewnie bym pospał do 10, ale leżenie na ziemi (przepraszam skłamałem, bo oddzielało mnie od niej pół centymetra wojskowej karimaty, cieńka folia aluminiowa oraz podłoga namiotu) nie zachęca do długiego wylegiwania się. O dziwo, nie byłem wcale połamany i nawet się wyspałem, a wschodzące piękne słoneczko zachęcało do aktywności. Kolejny cel: Niechorze. Po drodze przejazd po moście zwodzonym przez Dziwną (błędnie nazwaną rzeką, a to cieśnina), 2200 metrów po DOL Łukęcin (czyli Drogowym Odcinku Lotniskowym) i ruiny kościoła w Trzęsaczu. Tu zrobiłem trochę dłuższy przystanek, bo od dawna chciałem odwiedzić to miejsce. Niestety dużo z tych ruin nie zostało, a obok powstał deptaczek pełny jarmarczno-tandetnych bud, ale trzeba przyznać, że i tak robi wrażenie (wysokość klifu robi jednak swoje). Schody na plażę i pomost wychodzący daleko nad nią (tyle, że kilkadziesiąt metrów wyżej) są też świetnym pomysłem i pozwalają podziwiać zabytek także od strony morza. Była minuta dla fotoreporterów i w dalszą drogę do kolejnej latarni, do której zostało już tylko kilka kilometrów. W Niechorzu w pobliżu latarni znajduje się park miniatur, gdzie postawiono makiety wszystkich latarń morskich naszego wybrzeża. Zwiedzania w planach również nie było, ale przez płot (a właściwie nad nim) też dobrze widać, a że do następnego punktu programu (Kołobrzegu) miałem ponad 50 kilometrów, długo tam nie zabawiłem. Latarnia w Kołobrzegu jest położona w samym porcie i góruje nad nim. Wygląda na bardzo starą, ale okazuje się, że jest wybudowana od nowa po zniszczeniach wojennych, a tylko podstawa w postaci tarasu fortecznego jest naprawdę zabytkowa. Co mnie zdziwiło? Symbol Armii Czerwonej (pepesza i hełm na tle radzieckiej flagi z sierpem i młotem), który pozostał na wieży poniżej laterny. Dzisiaj już rzadko spotyka się takie „zabytki”, bo od momentu przemian są sukcesywnie usuwane i wymazywane z kart historii. Kolejną latarnią były Gąski, a później ruszyłem w kierunku Darłowa, przez Mielno, mierzeję jeziora Jamno, nad kanałem Jamneńskim i wokół jeziora Bukowo. Nad tym ostatnim, kilkanaście kilometrów przed Darłowem, postanowiłem zanocować. Co prawda nie było jeszcze późno, ale miejsce zachęcało do dłuższego biwakowania i plażowania, co też skwapliwie uczyniłem. Nawet strzeliłem sobie piwko wylegując się na trawce podczas zachodu słońca.

Trasa: https://www.endomondo.com/workouts/375021650/1124056...



16.07.2014 – środa – 171,87 km
Bukowo Morskie -> Jezioro Sarbsko

Pobudka znowu o 5. Po wieczornym dłuższym odpoczynku, poranne czynności (kąpiel w jeziorze, śniadanko i zwijanie biwaku) przebiegły dosyć sprawnie i już chwilę po 6 wyruszyłem na trasę. Do Darłowa nie było daleko, więc dotarłem tam szybko. Trzeba przyznać, że miasteczko, port, ujście Wieprzy i sama latarnia zrobiły na mnie bardzo sympatyczne wrażenie, ale też i „okoliczności przyrody” były sprzyjające: piękne słoneczko, środek tygodnia, wczesna pora i dlatego praktycznie żadnych turystów. Do kolejnej latarni w Jarosławcu nie było daleko, ale akurat tego odcinka jakoś szczególnie miło nie wspominam. Szlak biegnie mierzeją nad jeziorem Kopań po płytach jumbo, a miejscami wpadamy w mało przejezdny plażowy piasek. Bardzo ciekawym rozwiązaniem architektonicznym jest też przeprawa przez zazwyczaj suchy kanał łączący jezioro z morzem. Otóż na środku kanału znajduje się tam mostek ... położony na piasku. Druga część szlaku biegnie przez las, teoretycznie również po płytach, ale co drugiej brakuje, albo jest tak zapadnięta, jakby jej nie było. Jazda tym odcinkiem zapewnia również niezapomniane wrażenia. Przed samym Jarosławcem wjechałem znowu na DOL (długości 2300m i szerokości 9m), który jest prawie całkowicie zaadaptowany przez miłośników karawaningu. Sama latarnia stoi w środku wsi, a obok znajduje się przyjemny skwerek z fontanną i rzeźbą rybaka. Kolejny punkt programu to Ustka. Postanowiłem nie przejeżdżać przez poligon w Wicku, tylko ominąć go i jezioro od dołu. Tu też nastąpił jedyny zgrzyt i niebezpieczne spotkanie z samochodem podczas całej wycieczki. Ja zjeżdżałem dosyć szybko z lekkiej górki, a z naprzeciwka również dosyć szybko z górki jechała ciężarówka i spotkaliśmy się na dole. Kierowca ani na centymetr nie zjechał do boku i pozostał na samym środku dosyć wąskiej drogi, mijając mnie w odległości dosłownie pół metra. Najpierw myślałem, że zabije mnie pęd powietrza, bo wpadłem w jakiś potężny wir, a później prawie zabił mnie smród, bo samochód przewoził świnki... Sama Ustka i latarnia to chyba dosyć oklepane miejsce, więc nie będę się rozpisywał. W każdym bądź razie jak dla mnie dużo za dużo ludzi. Z Ustki pojechałem do Czołpina omijając od dołu jezioro Gardno. Latarnia znajduje się na terenie Słowińskiego Parku Narodowego na olbrzymiej wydmie. Na szczyt prowadzą bardzo długie i bardzo niewygodne schody drewniano-piaszczyste i tu już nie próbowałem nawet targania roweru do góry, tylko zaryzykowałem przypięcie go do drzewa u podnóża, zresztą obok kilkunastu innych. Ta latarnia zrobiła na mnie chyba największe wrażenie ze wszystkich, bo też otoczenie jest naprawdę piękne, zgoła nie morskie lecz górskie. Aby nie wracać kilkunastu kilometrów tą samą asfaltówką, postanowiłem wjechać na wytyczony szlak rowerowy, który teoretycznie fenomenalnie skracał drogę, a okazał się największym moim błędem tej wycieczki. Po drodze minąłem jeszcze stary, urokliwy cmentarzyk i wjechałem na szlak. Ten kto nazwał to szlakiem rowerowym był chyba niespełna rozumu, bo prowadzi to to po prostu przez bagna, wąską i zarośniętą ścieżynką. Co kilka metrów wpada się w błotne „kałuże”, czasami nawet aż po piastę. Jadąca przede mną para Niemców (posługująca się zresztą mapą z zaznaczonymi drogami rowerowymi) zawróciła po 100 metrach i postanowiła wracać kilkanaście kilometrów, a w sumie nadkładając kilkadziesiąt. Po jakiś 2 kilometrach spotkałem parę „jadącą” z naprzeciwka, która poradziła mi jak najszybszą ucieczkę z tego przybytku, co też na szczęście udało mi się uczynić jakąś boczną drogą. Oni przedzierali się od kilku godzin pokonując dosłownie kilka kilometrów. Po wydostaniu się w końcu na normalne drogi zacząłem nadrabiać dystans i dojechałem w pobliże Stilo. Zaczynało już jednak zmierzchać, więc zamiast do latarni, skęrciłem w drugą stronę nad jezioro Sarbsko, gdzie rozbiłem się na zapleczu szkoły windsurfingu. Trzeba przyznać, że ten dzień był naprawdę pełen wrażeń.

Trasa: https://www.endomondo.com/workouts/375146947/1124056...



17.07.2014 – czwartek – 202,22 km
Jezioro Sarbsko -> Hel -> Oksywie

Tradycyjnie już pobudka o 5, kąpiel, śniadanie, zwijanie bałaganu i w drogę. Do Stilo miałem kawałek, ale jakże urokliwym piaszczystym szlakiem czerwonym, kończącym się podjazdem pod samą (oczywiście zamkniętą) bramę latarni. Po doświadczeniach dnia poprzedniego, nie kombinowałem już zbytnio z trasą, tylko ze Stilo od razu skierowałem się w stronę Choczewa i przejeżdżając koło jeziora Żarnowieckiego, a później przez Żarnowiec, Krokowę i Karwię, dotarłem do Rozewia. Po drodze zorientowałem się, że zapomniałem zabrać smar do łancucha, który zaczął pięknie rzęzić po piaskach Stilo i taki też dźwięk towarzyszył mi już do końca wyprawy. W Rozewiu na dzień dobry złamałem przepisy i drogą z zakazem wjazdu wtargnąłem na teren zamknięty, ale skoro wszystkie latarnie, to wszystkie, a ta nowa rozewska ogólnodostępna nie jest. Później już grzecznie i legalnie udałem się ku latarni starej (tej powszechnie znanej, czynnej, czerwonej z białą podstawą). Z Rozewia udałem się brukowaną „autostradą ku słońcu” do Władysławowa. Tam co prawda latarni nie ma (chociaż spotkałem już osoby, które za taką uważają wieżę Domu Rybaka), ale jest stara stawa w porcie, nazywana często latarnią. A właściwie była... Kilka lat temu, podczas jakiegoś remontu w porcie, ta nieczynna już zabytkowa stawa z 1938 roku została rozebrana, o czym nie wiedziałem. Nie był to może zabytek równy tej z 1842 roku na Westerplatte i zniszczonej 2 lata temu, ale jednak. Brawo Urząd Morski! Kolejna na rozkładzie była latarnia w Jastarni. Nie jest to obiekt zbyt imponujący i nie jest udostępniony do zwiedzania, a co za tym idzie, nie jest zbyt szeroko znany i popularny. Nawet z pomocą miejscowych miałem niejakie problemy z odnalezieniem tej latarni (jako jedynej podczas całej tej wyprawy). Szczerze mówiąc udało mi się nawet pobłądzić w tym jakże wielkim mieście, no ale to może dlatego, że pod latarnią najciemniej. Summa summarum udało się jednak zaliczyć i ten punkt programu, po czym udałem się dalej ku końcowi kosy. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale w Helu są latarnie sztuk dwie. Ta druga, znajdująca się na Górze Szwedów, była w pełni zautomatyzowana i na terenie wojskowym, więc praktycznie niedostępna. Niestety po skasowaniu terenu wojskowego, źli ludzie ją uszkodzili i już nigdy nie została uruchomiona ponownie. Teraz sobie rdzewieje i niszczeje pośród wydm w pobliżu plaży, kompletnie niezabezpieczona. Dojazd nie jest łatwy, bo trzeba omijać pozostałości terenów wojskowych pod zarządem AMW i pilnowanych przez firmę ochroniarską, a na końcowym odcinku mamy spacerek z rowerem po wydmach, ale jakoś mi się udało. Trzeba przyznać, że warto się pomęczyć, bo widoki przepiękne. W drugą stronę niestety taka sama przeprawa, ale później pozostała już tylko ta właściwa Latarnia Hel, która stanowiła ostatni punkt mojej wyprawy. Objechałem jeszcze cypel po nowej promenadzie, cyknąłem obowiązkową fotkę równie nowego kamienia „Hel – Początek Polski” oraz oczywiście fotkę działa (znowu te militaria...) i zatrzymałem się na popas w porcie.
Od Świnoujścia do Helu nakręciłem 516 kilometrów. Pozostało jeszcze kilkadziesiąt do zrobienia, aby wrócić na Oksywie, ale to już właściwie betka, chociaż przy okazji udało mi się pokonać granicę 200 kilometrów przejechanych jednego dnia.

Trasa: https://www.endomondo.com/workouts/375258127/1124056...



Odwiedzone latarnie i „latarnie”:

01 – Stawa Młyny – Świnoujście
02 – Latarnia Morska Świnoujście
03 – Latarnia Morska Kikut
04 – Latarnia Morska Niechorze
05 – Latarnia Morska Kołobrzeg
06 – Latarnia Morska Gąski
07 – Latarnia Morska Darłowo
08 – Latarnia Morska Jarosławiec
09 – Latarnia Morska Ustka
10 – Latarnia Morska Czołpino
11 – Latarnia Morska Stilo
12 – Latarnia Morska Rozewie (nowa)
13 – Latarnia Morska Rozewie (stara)
14 – Stawa Władysławowo
15 – Latarnia Morska Jastarnia
16 – Latarnia Morska Góra Szwedów - Hel
17 – Latarnia Morska Hel

Ciąg dalszy nastąpi, bo kilka latarń jeszcze mi zostało ;)
W sumie podczas wyprawy licznik nabił 594 kilometry w ciągu 3 dób i 5 godzin.


O latarniach: http://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_latarnie_morski...

Komplet zdjęć (149):
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.7710549829...


Dodane 19 lipca 2014, 21:47 przez Jacko

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Jacko


Jacko, 3 sierpnia 2014, 18:57
Kilka kolejnych punktów do kolekcji:

18 – model latarni Oksywie
19 – „Latarnia Morska” Sopot
20 – Latarnia Morska Gdańsk Nowy Port
21 – Twierdza Wisłoujście
22 – Stawa Westerplatte
23 – Latarnia Morska Gdańsk Port Północny

Pozostała jeszcze Krynica Morska.
I ...


https://www.endomondo.com/workouts/384304275/1124056...

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.7710549829...
Jacko, 9 sierpnia 2014, 21:29
24 – Latarnia Morska Krynica Morska

https://www.endomondo.com/workouts/388131136/1124056...

I tym sposobem „zaliczyłem“ na rowerze wszystkie nasze latarnie morskie.

Chociaż...
Zostały jeszcze Latarnia Morska Arctowski (Wyspa Króla Jerzego, Antarktyka) i Latarnia Morska Hornsund (Spitsbergen, Arktyka), ale to może już nie w tym roku... :P
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (3)