na rowerze


Ostatnie komentarze

Relacje » Rowerowy Potop AZS, 22 września 2013

Szwedzki Potop z AZS - trasa żółta - ślad dodał kacperek






Rowerowy Potop – instrukcja obsługi

Start wycieczki, niedziela godzina 19.30 w Gdyni przy Stena Line.

Pierwsze bolesne doświadczenie, dojazd. Wysiadających na Grabówku spotkały same przykre niespodzianki. Brak podjazdu dla rowerów, brak ścieżki rowerowej…a nawet brak chodnika, bo w pewnym momencie po prostu się skończył. Wiaduktem Kwiatkowskiego nie da się przejechać na rowerze legalnie a na amatorów łamania prawa czekała policja. Tym razem skończyło się na pogrożeniu palcem i krzykach.
Jest ciemno, zimno i mokro ale emocje szaleją. Witamy znajome twarze. Odprawa sprawna, żadnej zbędnej biurokracji, formalności czy kolejek a jest nas 500 uczestników. Dla każdego jest koszulka, mapa i bilet do kajuty. Koło 20tej ruszamy na prom Spirit, przypinamy rowery do każdej możliwej rurki i udajemy się na poszukiwanie naszych pokoi. Kajuty do najmniejszych nie należą, szczęściarze mają okna z widokiem na morze, a pechowcy szklane oka tzw. TV albo odwrotnie. Spóźnialskich tym razem nie było. Wypływamy zgodnie z planem. Życie towarzyskie kręci się przy sklepie wolnocłowym gdzie można nabyć antidotum na chorobę morską oraz inne afrodyzjaki. Alkohol dosłownie popłynął wąskim strumyczkiem gdzieś z siódmego piętra schodami na dół. Akcja breloczek przynajmniej jednej osobie nie pozwoliła zmrużyć oka. Pozostałym muzyka i tańce nie pozwoliła zasnąć. O świcie przymusowo każdy wysłuchał piosenki na dzień dobry. Królewski bufet szwedzki zaspokoił najbardziej wybrednych.
Koło 9tej opuszczamy nasz pływający dom i ustawiamy na linii startu. Świeci słońce, wieje łagodny wiaterek, jest ciepło – tak nas wita Szwecja. My z opaskami w modnym kolorze żółtym stanowimy zdecydowaną większość. 340 osób wybrało trasę widokową. 9.30 rozpoczynamy kręcenie. Jedziemy za prowadzącymi, szybko opuszczamy porcik i szeroką drogą dla pieszych i rowerzystów jedziemy w kierunku wyspy Knoso. Mijamy kamieniste pobocza, ze dwa osiedla domków, kilka samochodów. Właściwie nic się nie dzieje jesteśmy my i otaczająca natura. Pojawiają się małe drewniane domki jednorodzinne na wypielęgnowanych trawnikach. Nie ma mieszkańców, dzieci, zwierząt, żadnego szczekającego psa. Cisza…Pierwszy przystanek to rezerwat dębów, przechodzimy przez trzęsawiska, oglądamy szkierowe wysepki. Nieostrożni lądują na tyłkach bo skały są śliskie a podkute buty wspinaczki nie ułatwiają. Płoszymy sarnę, samotna i przerażona ucieka przed fleszami. Zwartą grupą ruszamy do celu nr 2. Słynny szwedzki asfalt robi wrażenie, nie ma dziur ani przebijających się korzeni. Szeroka ścieżka rowerowa i zbyt kulturalni kierowcy przepuszczający każdy jeden rower z 340 bez grymasu niezadowolenia. Zatrzymujemy się przy ruinach grodziska Lycka slott, pozostałość średniowiecznej twierdzy duńskiej. Rozglądamy się za polskimi akcentami: śmieci, butelki, rozbite szkło? Nic! Czyściutko! Żadnych duchów ani bezdomnych. To inny kraj. Pedałujemy dalej. Nasz zwarty peleton zmienia kształt. Rozciągamy się coraz bardziej ale i tak zawsze kogoś widać, wiadomo gdzie skręcić, gdzie przejechać przez tory albo który przejazd pod ulicą wybrać. Informują nas strzałki lub obsługa AZS. Przejeżdżamy małe miasteczko, żadnego zatrzymywania, sygnalizacji świetlnej. Wszędzie stoją rowery pod blokami, sklepami, na przystankach, nikt ich nie przypina, nikt nie kradnie…inny kraj… Nasz rowerowy wąż posuwa się dalej. Żywa fala jęków przechodzi gdy na horyzoncie wyłania się imponujący most nad cieśniną Mocklosund, od samego widoku miękną nogi to był czas na ich rozprostowanie…oraz piknik tuż obok osady wikingów. Po przerwie regeneracyjnej oglądamy jeszcze wiatrak na największej wyspie archipelagu Karlskrony, Sturko, pozostałości kamieniołomu na wyspie Tjurko, przylądek Finskan z widokiem na twierdzę Kungsholmen, która do dziś jest obsadzona przez armie szwedzką, wierzymy widzieliśmy jak chowali przed nami łódź podwodną, poszła na samo dno. Droga powrotna to walka z wiatrem, jego silne podmuchy na otwartych przestrzeniach czy szczytach zwalają z kół. Puste ulice zapełniają się samochodami, to wracają mieszkańcy do swoich posesji. My również wracamy, otrzymawszy zielone światło wjeżdżamy do naszej arki. Zmęczenie i sen wygrywają z wielkimi falami i bujaniem. Rano będziemy już w innej bajce.



Dodane 26 września 2013, 17:14 przez Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Mxer

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Łukasz

Fotorelacja uczestnika Tybot

Fotorelacja uczestnika yas

Fotorelacja uczestnika smolny

« poprzednie | pokaz ≡ | następne »Fotorelacja uczestnika Jacko


padre, 24 września 2013, 13:58
Kiedy i gdzie to otworzysz?
kacperek, 24 września 2013, 17:05
Przemyt broni chemicznej? :)
yas, 24 września 2013, 17:45
Zdobycz zostanie rozpracowana komisyjnie w ubraniach ochronnych na którejś łące.
Skład komisji i termin jeszcze ustalam, kto wie, może będzie to kolejna wycieczka terapeutyczna;)

A tak serio- nasza traska- z założenia 45 km, w dowolnym rozpracowaniu ok 60 km była urocza, pogoda dopisała, widoki dopisały, towarzystwo również, nawet magiczną puszkę nabyłam- czego chcieć więcej. Chyba- wrócić tam jeszcze...:)
Jacko, 24 września 2013, 18:41
Wyjazd naprawdę boski!
W ankiecie na zakończenie rejsu nie potrafiłem wypełnić punktu "co ci się nie podobało / co byś zmienił". A w punkcie "skąd się dowiedziałeś", poszło oczywiście RWM ;)

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.6131583220...
ubot, 24 września 2013, 19:01
Osobiscie uwazam ze najlepsze z tej calej wyprawy, bylo towarzystwo. Cala ta trasa /75km/ to faki z olejem, juz duzo ciekawsze miejsca mozna zobaczyc na Zulawach i to nie koniecznie na dystansie 75km. Ja w formularzu napisalem ze nie podobala mi sie mapka jaka dostalismy, malo szczegolow i kiepskie inforacje, choc z drugiej strony, jakich mozna oczekiwac atrakcji turystycznych, soro za takie uznano, magazyn amunicyjny, wielkosci garazu, albo kamieniolomy. Na ulicach ani jednego czlowieka, jakby tren wyludniony. Szkoda ze nie wiedzialem wczesniej ze po opuszczeniu promu zostaniemy samopas... Mozna bylo wczesniej przygotowac sie i ustalic wlasna trase, napewno bardziej atrakcyjna. To tyle moich spostrzezen. Jednak na pierszym miejscu, zdecydowanie , towarzystwo i za nie dziekuje. Pozdrower.
smolny, 24 września 2013, 19:02
Kameralna impreza to nie była :) Zwłaszcza na 75(88)km. Lecz choć ciężko było w tej masie znaleźć znajomych, to i taka sytuacja miała zaletę: zawsze znalazła się w pobliżu grupka jadąca w takim tempie, jakie nam chwilowo najbardziej odpowiadało. Uroku wyprawie oczywiście dodała pogoda, zdecydowanie lepszy stosunek kierowców do rowerzystów niż w domu (choć jedna furgonetka wyprzedziła nas na obcierę). No i nawierzchnia drogi, gdzie na całej trasie tylko trzy razy zaliczyłem jakiś dołek, i to jedynie dlatego, że komfort jazdy uśpił moją czujność. Jeśli do obecnej oferty "Potopu" dorzucą jeszcze kolację po trasie w tej samej cenie, to może popłyniemy ponownie ;)
yas, 24 września 2013, 19:36
oj, chłopaki, następnym razem zapraszam na 45 :) Polegało to tylko na wspólnym dojeździe i powrocie do/ z punktu, potem 7 godzin samowolki- warto, warto:)
ubot, 24 września 2013, 19:40
No fakt. Ja tu narzekam, a co maja powiedzec ci ktorzy jechali na 200? Chyba nic, poza przednim kolem nie widzieli? :-)
DollyD, 24 września 2013, 19:49
Wycieczka symatyczna, ale można było rzeczywiście się przygotować i jeszcze lepiej wykorzystać czas na zwiedzanie. Dzięki pogodzie można było zażywać kąpieli słonecznych pierwszych tej jesieni:) Towarzystwo fantastyczne. Dzięki.
Jacko, 24 września 2013, 20:48
Jeszcze taka mała refleksja: trochę obawiałem się o ruiny twierdzy Lyckå slott. Wyglądało to bardziej na najazd Hunów, niż na potop ;)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (2)