na rowerze


Ostatnie komentarze

Artykuły » O podróżach

Podróż to zmiana. Czasami tkwi w nas potrzeba zmiany 'wszystkiego', którą właśnie podróż zaspokaja. Podróże bywają jednak różne. Zdecydowana większość z nich jest realizowana dla osiągnięcia bardziej lub mniej ściśle zdefiniowanych celów. Najczęściej sprecyzowane są chociaż miejsce zakończenia lub przerwy w podróży oraz czas osiągnięcia tego miejsca. Dochodzą do tego koszty podróży, liczone w cenie biletów oraz czasie spędzonym na samym 'podróżowaniu'. Robi się z tego projekt, dochodzi metodologia, nośniki kosztów i po chwili sami stajemy się liczbą w czyimś arkuszu.


W tak zwanym 'międzyczasie' podróże kształcą. Zmiana, jakiej doświadczamy podczas podróżowania, uczy nas, jak znosimy sytuacje odmienne od tych, których doświadczamy na co dzień. Jak zachowamy się w sytuacji nietypowej, pozostawieni sami sobie. Jak nawiązujemy kontakt z innymi ludźmi, ile w nas uprzedzeń z tego tytułu. Może potrafimy zjeść coś nie do końca martwego być może i organizm da radę. Jak wiele mieliśmy, a mimo to zdecydowaliśmy się to zostawić za nami. A może to kolejne odkrycie, że gdzieś tam jest 'tak jak wszędzie'. Tu też nie bardzo nas chcą, tu też chorują, nie chce im się, nie bardzo wiedzą, co dalej. Ciekawe, czy o tym pomyślimy w trakcie podróży.


Bywa też tak, że podróż staje się ucieczką. Potrzeba zmiany jest w nas tak silna, że staramy się sami doprowadzić do podróży. Ruszamy! Często podróż niesie ze sobą pewne niedogodności, jak konieczność zajmowania tej samej pozycji przez dłuższy czas, albo po prostu niemożność zajmowania się w trakcie podróży innymi sprawami. Przemieszczanie zmienia nasz rytm dnia. Nie możemy jeść i pić tego, co lubimy, wtedy, kiedy chcemy. Przed oczami, zamiast wiadomości na ekranie komputera, albo statycznego przeważnie tła otaczających nas ścian, mamy ruchomy obraz. Trochę, jak w telewizji, ale tym razem sami przeżywamy otaczające nas obrazy, dodatkowo dochodzą zapachy, może też wiatr daje nam coś poczuć.


Dochodzi element przypadkowości. Nie wszystko daje się zaplanować. Co więcej, często o to właśnie chodzi, że nie złożymy wieczorem skroni w przygotowanym miejscu, ale dopiero sami będziemy musieli zadbać o całą tą otoczkę śpiwora, by było sucho, a nie mokro. Przeżyć na własnej skórze brak higieny i nazwać to potem przygodą.


Jest też zjawisko kulturowe nazywane podróżnikiem. Oto staje przed nami Wielki Podróżnik, który dokonał rzeczy niewyobrażalnych, jak dotarcie na szczyt góry, na którą i kozica nie doskoczy, albo objechał zakątki bogate we wszelakie mikroby i wrócić mu się udało. Albo nie było go tak dawno, że ci ziemscy, co pozostali, z trudem w rysach pobrużdżonej twarzy Wielkiego dostrzegli znamiona podobieństwa. Wielki przyjechał, powrócił i teraz z książką wyjeżdża albo inszą pogadanką. I jak tam było, zapyta zaciekawiona gawiedź, co Wielki wtedy czuł? Jak to było przez cały ten czas podróży? Po co ten cały wysiłek? I tu Wielki, dopasowując się do tempa rzeczywistości przeżywanej, jakiej doświadczamy na co dzień, powie jakieś okrągłe zdanie na tematy osobiste, typu 'najbardziej zapamiętałem zachód słońca', albo 'gościnność, bo mnie kijem nie pognali i użyczyli kawałka gotowanej kozy'. Gdzieś tam w Wielkim tkwi konfrontacja z samotnością, z tym, jak to bardzo nasiąknął przez czas podróży innymi smakami i zapachami. Jak bardzo go to wewnętrznie wzbogaciło? Tak bardzo, że teraz wypisze kilka słów na papierze lub naciskając klawisze, czego nigdy wcześniej w życiu nie robił.


Podróż w swojej istocie najczęściej prowadzi do odczuć o naturze egoistycznej. Nie ma się jak podzielić tym, co przeżyliśmy. Pozostanie egoistą, bo Wielki wyruszył w podróż z sobie wiadomych pobudek. Cel osiągnął lub nie, dla niego to już nie ważne. 'Zabił czas' przez podróż, zgromadził bezcenne doświadczenia jedząc niejadalne, śpiąc w pozycjach, o jakie siebie nie podejrzewał, odmarzając być może tu i ówdzie. I oto jest, na chwałę swojego istnienia. Podróżnikiem zaś nazwiemy chyba także zawód, jaki powstaje z tego, że dane ludzkie istnienie napędza potrzeba odbywania kolejnych podróży.


Teraz Wielki stanie się znowu zwykłym. Dopadnie go konieczność płacenia podatków, korzystania z płatnej zawsze służby zdrowia, patrzenia, jak odęta na modłę codzienności sklepowa z wyuczoną niechęcią wstawi zakupy do plastikowej siatki, która będzie się rozkładać następne n pokoleń. Za oknem będzie mokro, a czas wypełni mu konieczność planowania przyszłości. Na pociechę będzie mógł być może zetrzeć kurz z egzotycznego bibelotu lub spojrzeć na przetarcie plecaka przywiezionego z odległego równoleżnika.


Próba oddzielenia podróży od życia kończy się w chwili pisania sprawozdania, gdy pamięć jak zwykle rozmywa to, co cenne, by pozostawić strzępy jawy gdzieś w podświadomości. Potem może jakiś wywiad, a może nie. I tylko w kalendarzu dziura, pominięte urodziny i święta państwowe, brak głosu na listach przepuszczających prawych obywateli do parlamentu czy innej gminy.


Dlatego, gdy na naszej drodze życia napotkamy kogoś, kto jest w podróży, dostrzeżmy w nim ucieczkę, samotność, egoistę. Przecież jesteśmy jak on, ale być może brak nam potrzeby, być może nas nie stać na to, by zostawić za sobą 'wszystko', a zabrać ze sobą tylko siebie. Zabierajmy na stopa, dawajmy noclegi, dzielmy się strawą.


Bywa też podróż uzależnieniem. Gdy nie mogąc wytrzymać z samym sobą w jednym miejscu, ruszamy co tydzień choćby, by cały dzień przed oczami migały nam obrazy. By potem, w ciągu tygodnia, móc westchnąć i uciec ponownie. Zostawiając za sobą wszystkie niewygodne i niezałatwione sprawy, puszczając mózgowi przemieszczające się krajobrazy.

----------------------------------------------------------------------------------

Uwielbiam podróże rowerem. Te codzienne, do pracy, gdy dzień w dzień ta sama trasa. I te w chwilach wolnych, gdy nie zawsze wiadomo, którędy, a powrót po zachodzie słońca. Sam siebie napędzam, sam sobie panem, decyduję gdzie i którędy. Przewijam przed oczami obrazy, czuję męczące się mięśnie, wiatr, a bywa, że i deszcz na twarzy. Zostawiam za sobą dom, całe to utrzymanie, konieczność pasowania do społeczności i kultury, jadę gdzieś tam, przed siebie. Do minimum ograniczając interakcję ze środowiskiem naturalnym, nic mu nie dając i nic nie odbierając.Niemal bezgłośnie, rysując co najwyżej jednoślad w ziemi chłonnej.

Post scriptum
Artykuł pierwotnie ukazał się na mojej stronie. Dzięki uprzejmości twórców portalu RwM mogę się nim z Tobą podzielić. Jeżeli chcesz poznać inne poglądy autora, niekoniecznie związane z rowerami, zajrzyj na jego stronę: http://mslonik.pl.

Dodane 2011.01.01 przez mslonik

Mxer, 2 stycznia 2011, 20:29
Niczym sens życia.
wshk, 9 maja 2011, 14:35
ąść
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (25)