na rowerze


Ostatnie komentarze

Artykuły » Co zabieram ze sobą "na rower"

Artykuł traktuje o rowerowej 'kuchni', czyli o tych wszystkich drobiazgach, które jeżdżą wraz ze mną na rowerowe wyprawy. A trochę tego jest...



Zaznaczam, że przedstawiona poniżej lista to moje osobiste preferencje, a nie prawda obiektywna.

Trochę inny jest skład rzeczy, jakie zabieram ze sobą latem, a trochę inny ten na zimę. Zimą przeważnie nawet na krótkie wypady zabieram ze sobą sakwy montowane do tylnego bagażnika. Pakuję do nich przede wszystkim dodatkowe ubranie. Zawsze zostaje trochę wolnego miejsca, które wypełniam dodatkowym ekwipunkiem. Poniższa lista zawiera przedmioty, które staram się mieć ze sobą zawsze.


Dodatkowe wyposażenie umieszczam w trzech miejscach roweru:

1. na kierownicy (Fot. 01)
2. w głównym trójkącie ramy (Fot. 03),
3. pod siodełkiem (Fot. 13).


Na kierownicy

Na kierownicy mam adaptery do mocowania:

1. oświetlenia, masa 222 g (bez adapterów, razem z akumulatorami)
2. mapnika, masa 125 g (bez adaptera)
3. GPS-u, masa 221 g (z 2 akumulatorkami, bez adaptera)


Fot. 01. Adaptery na kierownicy, od lewej: do odbiornika GPS, lampki przedniej, mapnika.


Fot. 02. Odbiornik GPS oraz mapnik razem.

Na licznik już nie starczyło miejsca. Porzuciłem go w imię zasady, że nie jeżdżę dla kilometrów, ale dla niezapomnianych wspomnień ;-) Prawdę mówiąc wkrótce zamierzam ponownie zamontować licznik, gdyż przydaje się on do oceny przebiegu poszczególnych podzespołów roweru, w tym przede wszystkim łańcucha.

Funkcję oświetlenia spełnia diodowa lampka, przedstawiona w dalszej części artykułu. Do pracy potrzebuje aż 4 akumulatorków AA.

Nie jestem do końca zadowolony ze swojego mapnika. Kupiłem go dawno temu i już ze mną został z braku lepszych alternatyw. Jego mocowanie nie jest zbyt przemyślane. Spora płaszczyzna przeznaczona do przechowywania mapy sprawia spory opór podczas szybkich zjazdów. Lubi się odchylać na kierownicy, co wymaga od czasu do czasu nieco uwagi od kierującego. Mój mapnik niestety nie jest wodoodporny, a szkoda. Wydaje się, że nie skonstruowanie takiego wynalazku nie powinno być zbyt trudne. Mój mapnik już w trakcie niewielkich opadów nasiąka wodą, która następnie systematycznie przemacza mapy.

Mam odbiornik GPS Garmin 60CSx. Spełnia m.in. następujące funkcje:

1. mapy cyfrowej, z podaniem aktualnej pozycji względem mapy,
2. automatyczna rejestracja przebiegu trasy,
3. profil wysokości,
4. kompas (niezależny od wskazań z satelitów!).

Wszystko fajnie, a czego zabrakło? Moim zdaniem zabrakło rejestracji temperatury. Ten model odbiornika przystosowany jest do długotrwałej pracy w warunkach zewnętrznych. Niestety komuś zabrakło wyobraźni, by dodać tak oczywistą funkcję. Druga bardzo poważna wada to brak możliwości przenoszenia zarejestrowanych tras pomiędzy pamięcią karty SD a pamięcią urządzenia bez podpinania odbiornika do komputera. Kolejna wada to zamknięte, mało intuicyjne oprogramowanie służące do przegrywania map i tras.

Cóż, jest to podobno najlepszy odbiornik dla zaawansowanego turysty dostępny obecnie na rynku (2009), co pokazuje, że firmom produkującym tego rodzaju elektronikę pozostało jeszcze dużo do zrobienia. Mój egzemplarz dostałem w prezencie. Nie ma co ukrywać, jeden z najbardziej udanych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałem. Przy mojej słabej orientacji w przestrzeni nadał nowego wymiaru moim przeważnie samotnym wyprawom. Zabieram go ze sobą prawie na każdy wyjazd, niezależnie czy jadę rowerem, pieszo, czy samochodem. Przeglądanie przejechanych tras sprawia mi niesamowitą frajdę. I dlatego warto coś takiego mieć.

Bardzo długo wytrzymuje na akumulatorkach (wiem, że wyrażenie jest nieprecyzyjne, ale w chwili obecnej nie potrafię go ściśle uzasadnić), a przy tym można do niego wsadzić każdy rodzaj baterii czy akumulatorka w rozmiarze AA, czyli nie wymaga specjalizowanych, fabrycznych akumulatorów i ładowarek. Co jeszcze mogę dodać? Zainteresowanych tematem odsyłam na stronęhttp://gpsmaniak.com/.

Niestety oryginalny sprzęt firmy Garmin jest absurdalnie drogi. Za kawałek plastiku, który pozwala zamontować odbiornik na kierownicy roweru zapłaciłem ponad 100 pln (2008).

Czytelnik może zapytać po co mi w takim razie mapa i mapnik, skoro mam na kierownicy GPS? Moim zdaniem oba środki orientacji w przestrzeni wzajemnie się uzupełniają. Nic nie zastąpi mapy i nic nie zastąpi GPS-u. Ja zabieram ze sobą i jedno i drugie.



A co też mamy w głównym trójkącie ramy


Fot. 03. Duża, trójkątna torebka

W głównym trójkącie roweru, czyli pod rurą ramy biegnącą od sztycy do mostka, mniej więcej równolegle do ziemi, mam dużą trójkątną torebkę z kilkoma komorami. Przewożę tu różne rowerowe drobiazgi.


Fot. 04. „Scyzoryk”, łańcuchowe drobiazgi, chusteczki, gumka z dętki

1. „scyzoryk” – czyli składany zestaw kluczy rowerowych (Fot. 04)

Moim zdaniem taki komplet obowiązkowo musi być wyposażony w rozkuwacz do łańcucha. Warto zwrócić uwagę na sposób położenia rozkuwacza. Powinien on być zabezpieczony przed samoistnym wykręceniem się śruby z trzpieniem do wypychania sworzni łańcucha. Zdarzało mi się już być w posiadaniu modelu, z którego śruba się wykręciła pod wpływem drgań i tyle ją widziałem.

Masa „scyzoryka”: 180


2. papiery – chusteczki higieniczne, papier toaletowy (Fot. 04, Fot. 07)

Chusteczki higieniczne przydają się i kropka. Papier toaletowy w sytuacji kryzysowej oszczędza wstydu i pozwala się w pełni skoncentrować na fizjologii sportu.

Masa papierów: 18 g


3. gumka zrobiona ze starej dętki – może się przydać? (Fot. 04)


Fot. 05. Łańcuchowe drobiazgi oraz opakowanie po filmie fotograficznym 35 mm


4. łańcuchowe drobiazgi zamknięte w osobnym pojemniczku (Fot. 03, Fot. 04)

Mój ulubiony rodzaj pojemniczka to stare opakowanie na filmy fotograficzne 35 mm. Pewne zamknięcie, w zasadzie wodoodporna konstrukcja, nie za duży rozmiar. W sam raz, by zmieścić dwie zapinki do łańcucha, jedną na łańcuch 8-rzędowy, drugą na 9-rzędowy oraz dwa serwisowe sworznie Shimano. Założenie zapinki to często najszybszy sposób połączenia zerwanego łańcucha (patrz ten artykuł).

Masa łańcuchowych drobiazgów: 19 g


Fot. 06. Scyzoryk oraz dodatkowa para łyżek do opon


5. scyzoryk – czyli składany nóż (Fot. 05)

Zabieram go bardziej z przyzwyczajenia, niż z konkretnej potrzeby. Dziadek mawiał, że mężczyzna nie powinien się nigdzie ruszać bez noża. Choćby składanego ;-)

Masa scyzoryka: 126 g



6. dodatkowe dwie łyżki do opon (Fot. 05)

Przeważnie w skład „scyzoryka” wchodzi przynajmniej jedna łyżka do opon. Ze względu na swoje osobiste traumatyczne doświadczenia z przeszłości zabieram ze sobą dodatkowy komplet wąskich, sprawdzonych łyżek.

Masa dodatkowych łyżek: 21 g


Fot. 07. Komplet łatek oraz „taśma szczęścia”


7. komplet łatek – alternatywa do całej dętki (Fot. 06)

Od czasu, jak na wyprawie na Hel Flash http://bikestats.flash.pl

Masa kompletu łatek: 23 g


8. oświetlenie – przednie i tylne (Fot. 07)


Fot. 08 Oświetlenie przednie i tylne

Przeważnie lampki wożę schowane w którejś z torebek. Wyciągam je dopiero w razie potrzeby. Lampka przednia potrzebuje aż 4 baterii lub akumulatorków w rozmiarze AA. Tylna dwóch w rozmiarze AAA. Do przedniej lampki wożę ze sobą akumulatorki, a do tylnej baterie alkaliczne. Akumulatorki przewożę oddzielnie, tzn. wyjęte z obudowy lampki. Zdarzało mi się już nie raz, że pod wpływem drgań lampka sama się włączała i bywało, że świeciła przez dobrych parę godzin. Zdarzało mi się już, że akumulatorki rozładowywały się jeszcze przed użyciem.

Masa:
lampka przednia, z 4 akumulatorkami AA: 180 g
lampka tylna, z 2 akumulatorkami AAA: 42 g


Fot. 09 Zapasowe akumulatorki wraz z pojemniczkiem


9. zapasowe akumulatorki (Fot. 09)

No niestety, jestem uzależniony od współczesnych elektronicznych zdobyczy techniki. Sprawdźmy bowiem, jakie jest moje zapotrzebowanie na energię:

1. lampka przednia: 4x akumulatorki AA,
2. lampka tylna: 2x akumulatorki AAA,
3. GPS: 2x akumulatorki AA,
4. aparat fotograficzny: 4x akumulatorki AA,
5. zapasowe akumulatorki do GPS-u: 2x akumulatorki AA,
6. telefon komórkowy: specjalizowany akumulator.

Masa:
pojemniczek + 2x akumulatorki AA: 82 g
2x akumulatorki AA: 61 g

W praktyce do zasilenia lampki przedniej, aparatu fotograficznego oraz GPS-u wystarczy 6 akumulatorków AA. Zestaw 4x AA pasuje bowiem tak do aparatu, jak i do lampki przedniej przy założeniu, że oba odbiorniki nie będą wykorzystywane jednocześnie, co prawie zawsze jest prawdą. Jak widać powyżej warto zaopatrzyć się w urządzenia zasilane za pomocą akumulatorków o tym samym rozmiarze. Oszczędzamy w ten sposób sporo miejsca. Niestety nie zawsze jest to możliwe, patrz telefony komórkowe.

Podsumowując, w dodatkowym wodoszczelnym pojemniczku przewożę od 2 do 6 akumulatorków AA i 2 akumulatorki AAA.



Co jeszcze?

1. pompka – mała, lekka


Fot. 10. Mała pompka


Fot. 11. Dodatkowy otwór na rączce pompki pozwala na sztywne połączenie z ramą roweru i zapobiega wysunięciu się pompki w czasie jazdy

Do ramy na wysokości korby mam zamocowaną małą pompkę. Przy zakupie pompki warto zwrócić uwagę, czy jej mocowanie zapobiegnie samoczynnemu odczepieniu się od ramy. Pasek z „rzepem” nie wystarczy! Konieczny jest jeszcze bolec pasujący do elementu połączonego na stałe z ramą roweru.



2. woda

Zabieram ze sobą całą butlę 1,5 l, która waży swoje 1,5 kg. W zależności od temperatury, wysiłku i długości trasy wypijam przynajmniej jedną. Mieści mi się w koszyku na bidon, który na tę okoliczność czasami muszę nieco rozginać. Czasami do takiej porcji wody wrzucam jedną tabletkę rozpuszczalnego magnezu. Przyjemnie zmienia smak wody, a przy tym uzupełnia braki w organizmie tego mikroelementu, po części zapobiegając skurczom. Nie przekonałem się do innych specyfików, takich jak napoje izotoniczne różnej marki. Próbowałem, ale pozostałem przy wodzie.

Masa wody: 1 500 g


Fot. 12. Okulary sportowe z wkładką ze szkłami korekcyjnymi

3. okulary

Bardzo długo nie mogłem znaleźć sportowych okularów, które spełniałyby wszystkie moje wymagania. Noszę okulary korekcyjne, więc potrzebowałem okularów, które byłyby odporne na urazy mechaniczne charakterystyczne dla sportów kontaktowych, miały wkładkę na szkła korekcyjne, wymienne szkła przeciwsłoneczne, trzymały się solidnie głowy no i były możliwie tanie. Wszystkie te wymagania spełniły dopiero okulary Accent, model Onyx. Dokupiłem sobie do nich za 7 pln elastyczny pasek. Końcówki paska napycha się na zauszniki oprawek.

Wiele osób mnie pyta w jaki sposób wygląda przełożenie szkieł korekcyjnych do okularów sportowych. Kupujemy oprawki, czy to w sklepie sportowym, czy w rowerowym. W zestawie, który znajdujemy w pudełku, są już małe plastikowe oprawki na szkła, bez zauszników. Przypominają trochę staromodne binokle. Wyposażeni przez okulistę w karteczkę definiującą szkła, jakie powinny znaleźć się w oprawce, udajemy się do optyka. Wręczamy mu nasze binokle oraz wspomnianą karteczkę. Optyk wprawia nam szkła i po kłopocie. Ile to wszystko kosztuje? Okulary sportowe to co najmniej 100 pln. Do tego ewentualnie dochodzi koszt wizyty u okulisty oraz na pewno koszt szkieł korekcyjnych i robocizny optyka. Warto założyć plastikowe szkła korekcyjne. Kosztuje to trochę więcej, ale postanowiłem nie ryzykować. W razie wypadku taki wydatek może się opłacić. 2x szkła wraz z oprawieniem wyszły mi ostatnio 145 pln (jesień 2008).

W takich okularach wygląda się trochę dziwnie. Wkładka ze szkłami korekcyjnymi rzuca się w oczy. Robi wrażenie czegoś ekstra, dodatkowych szkieł, przyciąga wzrok, w tym kobiet ;-)

Masa okularów sportowych: 34 g

Nie zawsze jeżdżę w tych okularach. Jeżeli słońce nie razi, biorę te, które noszę na nosie na co dzień.

Masa zwykłych okularów korekcyjnych: 13 g


4. telefon komórkowy

Zdarza się, że ratuje z najcięższych opresji. Po prostu warto go ze sobą mieć. Służy za zegarek, notatnik. Mój ulubiony model to Nokia 6310i. Kobyła, ale za to wspaniale trzyma zasięg, a akumulator starczy na bardzo długo.

Czasami dodatkowo zabieram jeszcze do telefonu zestaw bezprzewodowy bluetooth. Dzięki temu telefon jedzie sobie w torebce, a na uchu drobiazg pozwalający odebrać wiadomości z nieba :-)

Masa telefonu: 110 g
Masa zestawu bluetooth: 19 g



5. dokumenty

Doświadczenie każe mi brać ze sobą przynajmniej najważniejsze dokumenty, czyli dowód osobisty i prawo jazdy. Być może powinienem też ze sobą wozić informacje o grupie krwi oraz oświadczenie woli o przekazaniu narządów do transplantacji. Hm...



6. pieniądze

Około 50 pln (2009) w drobnych banknotach, by uniknąć niedzielnej niespodzianki przy kasie małego wiejskiego sklepu.



7. klucze od domu

Przy założeniu, że zamierzam powrócić, mogą się przydać.

Masa kluczy: 30 g


Fot. 13. Duża torebka podsiodłowa

Torebka pod siodełkiem to moja rezerwowa przestrzeń, normalnie pusta. Torebka, którą sobie kupiłem, jest na tyle duża, że mieści się do niej kurtka przeciwdeszczowa, tabliczka czekolady, czy aparat fotograficzny. Ogółem wszystko to, co nie mieści się w innych miejscach.


Inne

Aparat fotograficzny. Mój jest na tyle duży i nieporęczny, że rzadko go ze sobą zabieram. Co prawda jest to kompakt, ale wyjątkowo duży, z tych bardziej zaawansowanych. W efekcie jeździ razem ze mną, przyczepiony do paska.

Masa aparatu foto razem z torebką: 822 g


Uwagi końcowe

Idealnie byłoby mieć fajny aparat zespolony z telefonem komórkowym. Gdyby jeszcze taka hybryda dała się zasilać z akumulatorków AA...

Po zsumowaniu mas wszystkich drobiazgów, które dodatkowo ze sobą zabieram wyszło 1 300 gramów (nie licząc butli wody). Woda to prawie 60% dodatkowej masy startowej.

Wieczór przed wyprawą pozostaje mi już tylko naładować akumulatorki oraz telefon.

No to w drogę!

W tym miejscu powinna znaleźć się tabela podsumowująca masy wymienionych w artykule przedmiotów. Niestety ze względu na ograniczenia interfejsu portalu RwM tabela jest dostępna tylko na oryginalnej stronie http://mslonik.pl

Post scriptum
Artykuł pierwotnie ukazał się na mojej stronie. Dzięki uprzejmości twórców portalu RwM mogę się nim z Tobą podzielić. Jeżeli chcesz poznać inne poglądy autora, niekoniecznie związane z rowerami, zajrzyj na jego stronę:http://mslonik.pl.

Dodane 2009.07.19 przez mslonik

psuja, 19 sierpnia 2009, 22:43
Ja dorzuciłabym do tego paczkę żelków Haribo :))) nie ważne ile ważą - są niezbędne :) zwłaszcza rowerzystom, bo wytwarzają żel w kolanach :P

no i jeszcze mój tygrys na kierownicy - waga bliżej nieokreślona, ale za to jego nosek zawsze pozawala mi jeździć "na czuja", a zdarza się, że "świeci za mnie oczyma" ;)))
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (28)