na rowerze


Ostatnie komentarze

Artykuły » Zabijanie klina...

'O Holender', jak to się onegdaj klęło. Zachciało mi się mieć poważną, motocyklową nóżkę w rowerze holenderskim, w stylowym kolorze czarnym. Nabyłem stosowny kawał metalu, zamocowałem. Niestety, czas jakiś potem, przy okazji kolejnego kopa w nóżkę, odpadła wraz z blaszką, do której była przykręcona. A blaszka była przyspawana, a raczej może przylutowana, bezpośrednio do ramy. By porządnie przyspawać ową unikalną blaszkę, musiałem między innymi rozmontować suport. By zaś rozmontować suport, musiałem bliżej zapoznać się z operacjami wybijania oraz zabijania klina.

W rowerze tak starym jak mój holender (ponad 30 wiosen) ta część napędu, którą z polskawa chętnie nazywa się suportem jest skręcana, a korba mocowana 'na klin'. Po kolei. Po pierwsze suportem nazywa się łożyska i ośkę obrotu pedałów. Są to te niewidoczne elementy 'maszynerii' schowane wewnątrz ramy rowerowej. Do ośki są przymocowane dwa metalowe 'ramiona' zakończone pedałami. Te 'ramiona' nazywa się niekiedy 'korbą', chociaż ja osobiście tę nazwę zarezerwowałbym dla dużej zębatki, względnie zębatek, zamocowanych z jednej strony ośki obrotu pedałów. Pedały mamy w rowerze dwa ;-) Dla ustalenia uwagi stańmy względem roweru tak, jakbyśmy na nim jechali. Przy prawym pedale jest wielka zębatka (względnie zębatki). Lewy, wraz ze swoim 'ramieniem', mocowany jest do osi obrotu za pomocą klina.

Rys. 1. Suport, korba i pedały

W myśl starej chińskiej zasady 'jeden obraz, tysiąc słów', posłużę się Fot. 1. Na fotce rowerek spoczywa sobie 'do góry kołami'. W centrum kadru mamy rzeczoną część ramy, w której środku jest suport, czyli ośka obrotu pedałów z ukrytą pozostałą maszynerią. Z lewej strony suportu widzimy dużą zębatkę (zębatę?). Dalej jest 'ramię' połączone z jednej strony z ośką obrotu pedałów, a z drugiej strony zakończony pedałem. Oddajmy się teraz obserwacji prawej części kadru. Mamy tutaj widok na drugi koniec ośki suportu. W szczególności widać jeden z końców klina, zamocowany nakrętką. Klin mocuje drugie 'ramię' wraz z pedałem.

Skoro już dotarłem do klina, o nim samym słów kilka. Klin wchodzi w otwór na końcu drążka korby, przechodzi w pobliżu końca ośki, która w dwóch miejscach ma wyżłobienia pasujące do płaskiej powierzchni klina i wychodzi drugim otworem korby.

Fot. 2. Łeb klina


Fot. 3. Gwintowany koniec klina

Jeden koniec klina, nazwijmy go łbem, jest lekko zaokrąglony, przystosowany do walenia w niego młotkiem (Fot. 2). Drugi koniec jest gwintowany. Na gwintowany koniec jest nakręcona nakrętka (pod nakrętką jest jeszcze podkładka), która blokouje klin przed opuszczeniem powierzonej mu pozycji (Fot. 3).


Fot. 4. Klin klinowi nie równy

Klin klinowi nie równy. Przekonałem się o tym boleśnie. Oryginalny klin niestety zniszczyłem nieumiejętnie go wybijając. Zniszczyłem gwint, spłaszczając młotkiem gwintowany koniec. Okazało się, że niektóre kliny są wytwarzane dosyć złośliwie, tzn. mają niestandardowe gwinty. Niestandardowe, czyli ich skok jest nieco mniejszy, niż w śrubach metrycznych. W efekcie próba wkręcenia 'zwykłej' (standardowej) nakrętki może się skończyć zniszczeniem gwintu na takim klinie lub we wnętrzu nakrętki. Co za tym idzie nakrętki klinów tworzą z nimi komplet. Idąc dalej o jakości klinu decyduje długość spłaszczenia 'klinowego' oraz... jakość materiału, z jakiego wykonana jest podkładka. Zbyt miękka podkładka, o zbyt małej średnicy, ulegnie zgnieceniu. Długość spłaszczenia 'klinowego' decyduje o tym, jak głęboko możemy wbić klin. Wbity za płytko wkrótce się poluzuje dając efekt 'przeskakiwania' w trakcie pedałowania.

Dla przykładu poniżej porównanie dwóch klinów (Fot. 4). Z prawej strony klin oryginalny, z lewej dostępny w polskich placówkach handlowych. Całe szczęście, że chociaż ich średnice są jednakowe.

Zmierzyłem oba kliny. Wyniki porównania przedstawiam na Fot. 5.

Fot. 5. Porównanie rozmiarów klinów

1. Skąd brać kliny?

Fot. 6. Niemal identyczne po szlifowaniu

W sklepie metalowym wyrazili ogólną niemoc na widok rowerowego klinu. W sklepach rowerowych różnie bywa. Scenka rodzajowa z odwiedzonego sklepu 'MK Bike' w Sopocie. Starszy ze sprzedawców uśmiechnął się wyrażając zrozumienie dla pytania. Młodszy wybałuszył gały i głośno dał wyraz swojemu zdziwieniu i tym samym niewiedzy. Pytanie o klin może więc posłużyć jako sprawdzian wiedzy sprzedawców ze sklepów rowerowych.

Kliny dostępne w sklepach rowerowych kosztują od 50 gr. do 1 zł., czyli tyle, co nic. Niestety materiał, z jakiego są wykonane, też jest niewiele warty. Na pewno nie jest to stal hartowana, jak w przypadku oryginalnego klinu.

Skoro nabycie klinu o wymaganych rozmiarach okazało się niemożliwe, musiałem przerobić jeden z klinów dostępnych w lokalnych sklepach. Ze względu na miękkość materiału, z jakiego są wykonane, okazało się to dosyć proste. Wystarczyło włożyć klin w szczęki imadła i następnie posługując się pilnikiem 'iglakiem' spiłować nieco materiału aż do uzyskania odpowiedniej krzywizny. Wyniki takiego działania przedstawiam na Fot. 6.


2. Wybijanie klina.

Rys. 7. Wybijanie klina przy pomocy śrubokrętu 'pobijaka'

Wybijanie klina wymaga nieco wprawy i wiedzy. Zadaniem klina jest sztywne i trwałe zamocowanie (zaklinowanie) ramienia wraz z pedałem do ośki suportu. By wyjąć klin z ramienia należy go wypchnąć lub wybić. Wybicie wiąże się z użyciem młotka. Czasami możliwe jest wybicie klina bez uszkodzenia gwintu. Jeżeli uda nam się taka sztuka, to możemy ponownie zastosować ten sam klin. Warto więc przynajmniej spróbować.

Pierwszy etap to odkręcenie nakrętki i zdjęcie podkładki. Być może trzeba ją będzie czymś podważyć, np. ostrzem scyzoryka. Następnie w otwór, w którym tkwi klin, warto wpuścić nieco odrdzewiacza (np. WD40) i odczekać jakieś 10-15 min. Niezbędnym narzędziem jest śrubokręt 'pobijak'. Różni się on tym od zwykłego śrubokrętu, że jego oś wystaje nieco poza rączkę, umożliwiając bezpośrednie przenoszenie siły uderzeń w szczyt trzonka na ostrze śrubokrętu. Umieszczamy ostrze śrubokrętu na podstawie klina i energicznie uderzamy młotkiem w trzonek pobijaka (Fot. 7). Klin powinien wypaść na podłogę.

Jest jeszcze jedna metoda, intuicyjnie nawet lepsza, która nie wiąże się z koniecznością użycia śrubokrętu 'pobijaka'. Zaopatrujemy się w kolejną nakrętkę, która pasuje na gwint naniesiony na klinie. Nakrętkę, która oryginalnie tkwiła na klinie odkładamy na bok, jeszcze się nam przyda. przy ponownym mocowaniu klina. Nakręcamy nakrętkę w taki sposób, by wystawała ona około 1 mm powyżej krawędzi klina. Możemy teraz śmiało przywalić młotkiem w nakrętkę. Nakrętka chroni gwint klina przed uszkodzeniem podczas walenia młotkiem.


3. Zabijanie klina.
Zabijanie klina również wymaga nieco wprawy, ale moim zdaniem jest prostsze, niż wybijanie. Klin tylko z jednej pasuje do główki 'ramienia' pedału tak, by po założeniu oba ramiona pedałów tworzyły kąt półpełny.

Fot. 8. Główka 'ramienia' pedału, ujęcie 'z boku'


Fot. 9. Główka 'ramienia' pedału, ujęcie 'przez otwór'

Pierwszy etap to oczyszczenie główki 'ramienia' pedału (Fot. 8, Fot. 9). Dalej nakładamy na klin niewielką ilość smaru rowerowego. To samo możemy zrobić z końcem ośki, w który musi wpasować się klin (Fot. 10).

Fot. 10. Koniec ośki suportu

Zakładamy 'ramię'. W widoczny otwór wkładamy klin. Młotkiem lekko (z naciskiem na 'lekko') pukamy w główkę klina. W efekcie naszych działań po drugiej stronie otworu powinien wyjść gwint klina. Zakładamy podkładkę. Warto, by nakładka była wykonana z solidnego materiału i o na tyle dużej średnicy zewnętrznej, by w pełni pokryć otwór wokół gwintu klina. Zakładamy nakrętkę. Lekko dociągamy nakrętkę kluczem. Warto zastosować klucz płaski oczkowy lub nasadowy, bo takie klucze nie niszczą nakrętki. Jeżeli wszystko idzie gładko, to podczas dociągania nakrętki powinniśmy zobaczyć, że klin zagłębia się coraz bardziej. W pewnym momencie poczujemy rosnący opór. To znak, że klin jest już na swoim miejscu. Możemy się o tym upewnić ponownie lekko pukając młotkiem w łeb klina. Dociągamy nakrętkę. Gotowe.

Uwagi, spostrzeżenia, przemyślenia...
Nie należy liczyć na pomoc w tzw. serwisach rowerowych. Umiejętność naprawy starych rowerów należy do ginących zawodów. Próbowałem zlecić naprawę swojego roweru w jednym z serwisów we Wrzeszczu. W pierwszym punkcie za szybą zastałem kartkę informującą szanownego klienta, że w lutym zakład jest nieczynny z powodu choroby. Cóż z tego, że stałem przed nim w lutym. W drugim serwisie odmówiono mi naprawy mówiąc, że 'takich wynalazków' już się dzisiaj nie produkuje. W trzecim mechanik nie podjął się naprawy, bo właśnie szedł od następnego dnia 'na chorobowe'. Czwarty tego dnia był nieczynny. W piątym... Dałem sobie spokój. 'Polska: piękny kraj, wspaniali ludzie'. Chcesz mieć rower holenderski, to sam się naucz go naprawiać.

Wybijanie i zabijanie klina to jedne z nielicznych prac przy rowerze, które wymagają użycia młotka. Operujemy nim jednak delikatnie, z dużym wyczuciem. Zbyt mocne walenie w klin, szczególnie przy wybijaniu, może zniszczyć łożyska: wybić kulki z wianuszków, czy nawet zagłębić kulki w miskach łożysk. Jeżeli przy wybijaniu klina musieliśmy mocno walnąć młotkiem, to warto sprawdzić stan układu suportu. Poddać go czyszczeniu, konserwacji, ewentualnie wymienić zużyte elementy.

Klin powinien dać się wbić ('zabić') bez użycia przesadnej siły i za pomocą zaledwie kilku puknięć. W trakcie pukania oddziałujemy nie tylko na klin, ale na cały suport (ośka, układ łożysk). W szczególności powodujemy luzowanie się nakrętek blokujących ośkę i łożyska. Zdarzyło mi się już wspaniale wbić klin, ale co z tego, skoro poluzowałem nakrętki blokujące łożyska. Filozofię 'zabijania klina' wypowiedzieć można mniej więcej tymi słowami: 'By usztywnić suport, trzeba najpierw skręcić nakrętki suportu, a następnie zablokować (zabić) klin. Zabijanie klina powoduje luzowanie się nakrętek suportu. Wybijanie klina czasami powoduje jego zniszczenie.' Słowem klin.

Być może właśnie dlatego 'zabijanie klina' weszło do języka potocznego.

Kończąc przestrzegę czytelnika jeszcze raz przed klinami o różnych rozmiarach. Tak więc do sklepu najlepiej udać się z właśnie wybitym klinem, by wskazać go 'na wzór'. Nie wyrzucać, choćby był uszkodzony. Inny kształtem i rozmiarem zwyczajnie nie będzie pasować.

Post scriptum
Artykuł pierwotnie ukazał się na mojej stronie. Dzięki uprzejmości twórców portalu RwM mogę się nim z Tobą podzielić. Jeżeli chcesz poznać inne poglądy autora, niekoniecznie związane z rowerami, zajrzyj na jego stronę:http://mslonik.pl.

Dodane 2008.09.16 przez mslonik

Phantom, 28 maja 2008, 16:53
he he

Przypomniało mi się jak to mając lat 15 wybijałem klina w rowerze Wigry 5 gdy zachciało mi się gruntownie go wyremontować :)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Na piechotę

Najbliższe wycieczki




Ostatnie komentarze


Statystyki

W tej chwili online

  • + Gość (24)